Wróć do katalogu

Jaś, Małgosia i inne menele

Jest to połączenie różnych bajek w jedną wielką parodię. Jest to w pewnym sensie, kontynuacja mojego poprzedniego opowiadania pt. „Czerwony Berecik”.

anovi, opublikowano , 24 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Bardzo niedawno żyła sobie dziewczyna, Małgosia której ojciec był drwalem. Miała też brata Jasia, który miał zespół Dawna. Byli bardzo biedni i nie starczało im na chleb pełnoziarnisty dlatego kupowali tylko zwykły. Nawet dobrze im się powodziło, aż pewnego dnia zabrakło drzew w lesie. Ich ojciec drwal założył nowe filce i poszedł do wsi, do opieki społecznej. Po tym jak go stamtąd wyrzucili, załamał się i zaczął pić. Po nie długim czasie ich matka umarła, bo jak wracała z krowami z pola to wlazła na drut kolczasty sąsiada, który był pod wysokim napięciem. Na szczęście krowa przeżyła. Ich ojciec tak się zadłużył że musiał sprzedać swoje najlepsze filce. Długi dalej rosły i pomału nie tak młody już drwal wyniósł wszystkie wartościowe rzeczy z domu. Zachował jeszcze resztki zdrowego rozsądku i pewnego razu kiedy był trzeźwy zaprowadził dzieci w głąb ściętego lasu. Jasiu choć Dawn, skapnął się o co biega. Całą drogę szedł z tyłu i rzucał za sobą kamyczki. Najpierw chciał rzucać chleb, ale w domu było tylko piwo. Kiedy już zaszli daleko i nie było widać starej chałpy, ojciec powiedział. - No dzieci zostańcie tu, a ja muszę wrócić do domu, bo zapomniałem mojej ukochanej butelki. Ale nie wracajcie beze mnie. No i zostali. Robiło się coraz ciemniej. Małgosia cierpliwie czekała, a Jasiu przeczuwał, że coś takiego się wydarzy i gdy ojciec nie wrócił po dwóch godzinach powiedział do Małogosi. - Cho... Cho... Chodźmy po kamyczkach. - Co? Tu nie ma żadnych kamyczków – odpowiedziała zdziwiona Małgosia. - Są – odpowiedział Jasiu i poszedł w powrotną drogę wzdłuż szlaku z kamyczków. Małgosia westchnęła i z racji że nie chciała zostawać sama, poszła za Jasiem. Po chwili szlak z kamyczków urwał się. Zdziwiony Jasiu przystanął. Rozglądnął się dookoła. Nagle z pobliskich krzaków wyskoczył zamaskowany przestępca. - Aaaa! – krzyknął Jasiu i upadł na ziemię. Napastnik rzucił się na wystraszonego chłopca i zaczął go dusić. Małogosia westchnęła. Podeszła i chwilkę obserwowała zmagania dwójki na ziemi, po czym jednym silnym kopniakiem odrzuciła napastnika o dwa metry dalej. Ten nie wzruszenie wstał, otrzepał się. Wystawił pazury i z głośnym miauł rzucił się na dziewczynę. - Zaraz, zaraz! Ty jesteś kotem ! – wykrzyknęła zdziwiona dziewczyna. - No i co z tego? Walcz ! Podbiegł do dziewczyny. Był od niej dwa razy niższy. Chwyciła go za głowę i przytrzymała z dala od siebie. Kot wyrywał się i próbował zadrapnąć ją pazurem. Po paru minutach uspokoił się. - No dobra. Wygrałaś. Skąd wiedziałaś że jestem kotem? – zapytał i czekając na odpowiedz stał z założonymi rękami. - Po pierwsze spadła ci maska... - O kur... – zaklął kot. - ... po drugie – ciągnęła niewzruszenie dziewczyna. – wystawiłeś pazury. - Noża nie mam, bo mi ukradli zbóje jakieś paskudne to czym mam się bronić... - ... po trzecie zamiaułczałeś, a po czwarte gościu, przecież widać na kilometr, że jesteś kotem. Kogo ty chcesz zrobić w balona? - Nikogo nie chcę zrobić w balona, bo gumy nie żuję. - No nie o to mi chodziło. Podczas ich rozmowy pobity Jaś czołgał się po ziemi w stronę krzaków. Kiedy już tam doszedł padł z wycieńczenia, bo nie był przyzwyczajony do takich przygód. - Jak masz tak w ogóle na imię? – zapytała Małogosia, kompletnie nie zwracając uwagi na Jasia. - A ty? Bo ja z nieznajomym nie rozmawiam – odparł kot. - Gośka . - Ja miałem ksywę Kot w filcach, ale teraz na potrzeby nowej roboty zmieniłem sobie na Leśny Morderca. Podoba ci się? Straszne co? - Raczej nienormalne... a poza tym z ciebie taki morderca, jak ze mnie laska. - A czyli jestem mordercą! Ach wreszcie ktoś to przyznał. I tak sobie gawędząc poszli ścieżką zostawiając Jasia w krzakach. Po godzinie kiedy Małgosia już na dobre zapoznała się z Leśnym Mordercą, zwanym dawniej Kotem w filcach, przypomniała sobie o Jasiu. - Przypomniałam sobie że zapomniałam o Jasiu! – powiedziała bardzo inteligentnie Małgosia. - Olej sprawę – Kot machnął ręką. - Nie, nie mogę go nigdy zostawiać. Obiecałam matce, że będę go pilnować – powiedziała i już zawracała. - Kur... już na mnie leciała, a tu znowu jakieś komplikacje – mruknął do siebie i podreptał za nią. - Coś mówiłeś? - Żebyśmy się pośpieszyli. W niedługim czasie dotarli to miejsca w którym zostawili Jasia. Przeczesali okoliczne krzaki i nic nie znaleźli oprócz śpiącego Jasia. Obudzili go brutalnie i poszli w dalszą drogę. Szli bardzo długo przez las, aż w końcu doszli do jakiejś małej chatki na polance. Było już bardzo ciemno i wszyscy byli bardzo zmęczeni. Zapukali więc do drzwi chatki i wtedy kot powiedział. - Ja... tego...no... muszę już iść. - Jak to? Gdzie będziesz nocował? - Już od dwóch lat mieszkam w lesie, więc i dziś sobie poradzę. Ale nie martw się jeszcze się spotkamy. Nara. - Nara – odpowiedziała smutno dziewczyna. Kiedy tylko Leśny Morderca oddalił się na bezpieczną odległość, drzwi chatki uchyliły się lekko. - Czego? – dobiegł zza nich skrzekliwy głos. - Chcieliśmy tu przenocować – powiedziała Małgosia. - A widzisz tu gdzieś napis nocleg? – ironicznie zapytał głos zza drzwi. - Nie, ale liczyliśmy na pani dobrą wolę. – odrzekła Małgosia. - To się przeliczyliście. Ja mam bardzo złe zamiary wobec dzieci. - Ale nie szkodzi. My chcieliśmy tylko przespać spokojnie jedną noc. - Mam tylko miejsce w klatkach. - Może być! – ucieszyła się dziewczyna. Drzwi uchyliły się bardziej i dzieci ujrzały dobrze znaną wszystkim w okolicy staruchę Jadźkę. - No to wchodźcie – powiedziała milutko. - Z przyjemnością. Chodź Jasiu. Jednak Jaś nie ruszał się z miejsca. - Jasiu darmowa wyżerka! Na te słowa Jaś wbiegł czym prędzej po schodkach i pierwszy był w środku. - Ej! Zaraz, zaraz. Kto tu mówił o darmowej wyżerce? – zapytała Jadźka. - Ja, ale to tylko taki tani chwyt na Jasia – powiedziała Małgosia, objaśniając swoją wypróbowaną metodę. Kiedy weszli, starucha zaprowadziła ich do dziwnego pomieszczenia, w którym stały wysokie pod sam sufit żelazne klatki. Przy każdej u dołu był podpis. Kolejno : ŚNIADANIE, OBIAD, OBIAD, PODWIECZOREK, KOLACJA. - To pani racje żywnościowe? - Taaa. Jak widzisz, pusto. Normalne jedzenie mam w lodówce. - Acha. Ale nie ma tu tabliczki z napisem DRUGIE ŚNIADANIE. Źle się pani odżywia. - Nie czepiaj się mnie. Teraz wchodzić do tych klatek z napisem OBIAD. - To znaczy że my będziemy jeść tylko obiady? – zapytała zdziwiona dziewczyna. - No coś w tym rodzaju – powiedziała z uśmiechem Jadźka. - A po co mamy wchodzić do tych klatek? – zapytała dziewczyna. – To taka zabawa w Coperfilda? - Taa jasne – odpowiedziała Jadźka. Zamknęła dzieci w klatkach, a sama poszła spać. Po chwili do jej łóżka podeszła ciemna postać. Jadźka wystraszona zaświeciła lampkę nocną. Okazało się że w nogach jej łóżka stoi uśmiechnięta Małgosia. - Kiedy będzie ten obiad? – zapytała. - Właśnie przyszedł – mruknęła kobieta, a głośno powiedziała – Co ty tu robisz?? Jak udało ci się wyjść z klatki?? - Przecież sama pani przyznała, że to zabawa w Coperfilda. Otworzyłam sobie kłódkę spinką do włosów. Zdziwiona Jadźka, przez chwilę nie wiedziała co odpowiedzieć. W końcu jednak zreflektowała się i powiedziała. - No tak, a teraz utrudnienie. Oddaj mi wszystkie spinki. - Jasia też? – zapytała podejrzliwie dziewczyna. - Tak Jasia też – powiedziała Jadźka. - To nie da nam pani żadnej szansy ucieczki – orzekła załamana dziewczyna - Kombinujcie – uśmiechnęła się Jadźka, która była pod wrażenie własnego sprytu. Dziewczyna wróciła i sama zamknęła się w klatce. Długo siedziała na ziemi i zastanawiała się jakby tu się uwolnić. Nie mogła niczego wymyślić. Uważała, że pomysł ze spinką był wystarczająco dobry, ale jednak nie była jak widać oryginalna. Jaś widząc, że siostra bardzo męczy się nad wymyśleniem jakiegoś wyjścia, zapytał. - A nie mo... mo.. żemy po... po... po... prostu wyjść? Małgosia zignorowała całkiem jego kwestię, bo kiedy była zamyślona nic do niej nie dochodziło. Nie zauważyła nawet kiedy do pokoju niepostrzeżenie ktoś wszedł. Ktoś bardzo niski. - Pst... Pst... Gośka – powiedział szeptem. Ale dziewczyna nic nie odpowiedziała. - Ej! Gośka! – kontynuował szeptem. Nic. - Hej laska, obudź się! – wykrzyknął. Małgosia wreszcie ocknęła się. - Och! Leśny Morderco! Jak dobrze cię znowu widzieć. Nie myślałam, że tak szybko się spotkamy. - Nie ma czasu na uprzejmości. Liczy się każda sekunda. Muszę was uwolnić. - Ale my się mamy sami uwolnić, a poza tym ani ja ani Jaś nie mamy już spinek. - A po co mi spinka? – powiedział kocur i wyciągnął jeden ze swoich ostrych pazurków. Chwilę mu zabrało, ale otworzył kłódkę. - No dobrze, a teraz oswobodź Jasia – powiedziała Małgosia. - Koniecznie? - Tak. Kiedy kot uratował już oboje dzieci wyszli po cichu z domku. Małgosia zostawiła jednak na stole w kuchni karteczkę: „ Jadźka, sory że uciekliśmy, ale przyszedł po nas Leśny Morderca, dawny Kot w filcach i musieliśmy z nim iść nazbierać grzybów. Pozdro. Pa. Jaś i Małgosia.”

W rzeczywistości nie zbierali grzybów, lecz oddalali się szybkim krokiem w głąb lasu. - No dobra, słuchajcie, znowu muszę was zostawić – powiedział po chwili Leśny Morderca. - Czemu?! – zawyła przeraźliwie dziewczyna. - Bo nie ma dżemu – odciął się kot. - To kup sobie w biedronce – powiedział uprzejmie Jaś. Dziewczynka i kot spojrzeli na niego zdumieni. - Jasiu! Ty mądrzejesz! – wykrzyknęła Małgosia - C..c...co? – zapytał Jasiu zwykłym głosem. - A jednak nie! – podsumował kot. – W każdym razie, idźcie wzdłuż tej ścieżki. Jak zacznie świtać powinniście dojść do miasta, w którym mieszka mój przyjaciel, Garfild. Zatrzymajcie się u niego, a ja tam przyjdę koło południa. - Dobrze. Ale jak my go tam znajdziemy? - Pytajcie o Garfilda. Wszyscy go tam znają – powiedział Leśny Morderca i skręcił gdzieś w krzaki. Rodzeństwo długo szło wąską dróżką, aż wyszli na polankę. Tam z góry rozciągał się piękny widok na miasto. - Jasiu! Popatrz jak tu ładnie! – wykrzyknęła Małgosia i weszła w krowi placek. - M...m... masz k... k... kupę na nodze... – odpowiedział Jaś. - Faktycznie – zauważyła dziewczyna. Zeszli do miasta. Zaraz przy pierwszym domu, napotkali staruszka. Małgosia zagadnęła go więc. - Dzień dobry. Zna pan Garfilda? - Nie znam , a co? – odburknął facio. - Naprawdę? Myślałam że jego wszyscy znają. – zdziwiła się. - Ja nie. Daj mi spokój. Szli dalej i spotkali kobietę. Małgosia zapytała. - Zna pani Garfilda? - Nie. A powinnam?- odpowiedziała kobieta. - No powinna pani – powiedziała po namyśle Małgosia. - W takim razie możesz mnie z nim zapoznać. Ma żonę? Dzieci? – ciekawsko zapytała kobieta. - Nie wiem. Na oczy go nigdy nie widziałam. - To po cholerę mi głowa zawracasz, bachorze?! – warknęła i poszła w przeciwnym kierunku. - No i co? Nikt go nie zna. Chodzili po mieście jeszcze dwie godziny, ale z tym samym skutkiem. Nikt z pytanych nie znał żadnego Garfilda. Załamana, zmęczona i głodna dziewczyna usiadła na krawężniku i objęła nogi ramionami. - Co my teraz zrobimy Jasiu? Nikt, w całym mieście nie zna Garfilda. - Garfild? - Garfild? Dziewczyna obróciła głowę. Za nią na pojemniku na odpadki stały dwa szarobure koty. - Znacie go? – zapytała Małgosia z nadzieją. - Jasne! Kto by nie znał Garfilda! – powiedział jeden z nich. - No właśnie. Pytamy, pytamy i nikt go nie zna!- odparła smutno dziewczyna. - Pytacie pewnie ludzi, a jego znają wszystkie koty w mieście – uświadomił ją drugi kot z szramą nad lewym okiem. - No jasne, że tak. – powiedziała Małgosia – Garfild jest kotem? - Aha! Zgadłaś – odpowiedział pierwszy kot. - A gdzie on mieszka? - Zaprowadzimy cię do niego. To niedaleko – zaproponował ten ze szramą zeskakując ze śmietnika, stając przed dziewczyną i krzyknął na drugiego kota – Chodź bracie! Koty zaprowadziły dzieci przed…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych