Wróć do katalogu

Jathan

Jathan to dziwna postać. Nie jest ani bohaterem, ani mistrzem fechtunku. Nie jest odważny, zwinny, ani szybki. Nie szuka przygód... Jednak one znajdują jego. Jathan jest bowiem naznaczony piętnem nieśmiertelności. Piętnem, którego wcale nie pragnie..

Miziou, opublikowano , 14 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jathan spojrzał na własnoręcznie zrobiony szlaban. Niezbyt imponujący – pomyślał. Dwa kijki wbite w ziemię, a na nich kolejny. W sumie trzy kijki. To prawie jak mur obronny. Żenujące. Zresztą, co sobie w ogóle myślały te wiedźmy? „Najwyżej cię zabiją.” – powiedziały ze śmiechem. Idiotki. Jakby to całe ich doroczne spotkanie miałoby być ważniejsze od jego własnych spraw. Poza tym, to co one tam właściwie wyrabiają? Podobno rozbierają się do naga i tańczą wokół ogniska. Cadghar co prawda twierdził, że jeśli one tam tylko tańczą, to on jest rogatą kaczką, ale kto tam wiedział. Chociaż Jathan rzeczywiście nie mógł wyobrazić sobie głupszego zajęcia. Co z tego, skoro musiał tu sterczeć do wieczora? Tylko po to by nikt im nie przeszkodził. Wiejskie bajania bowiem głosiły, że spółkowanie z wiedźmą daje nadludzką krzepę, co ściągało im co roku na głowy tabuny mężczyzn. Żaden z nich co prawda nie wrócił z powrotem – w każdym razie nie we własnej postaci – ale nie chciały by co chwila im przeszkadzał wypadający z krzaków mężczyzna z przyrodzeniem na wierzchu. Jathan z Cadgharem mieli ich powstrzymać groźbami od wejścia na teren spotkania wiedźm. Jathan nie umiał grozić. Potrafił za to barwnie opowiadać. Dzięki temu już trzech z ponad dwudziestu zawróciło z drogi do Wąwozu, miejsca gdzie się spotykały. Cadghar uznał, że trzech to fantastyczny wynik. Przynajmniej zachowali ważniejsze organy przy sobie. - Jeszcze ze trzy godziny – stwierdził Cadghar patrząc w niebo. – Niedługo będziemy mogli sobie stąd pójść. Jathan się nie odzywał. Patrzył na drogę, na której pojawił się kolejny poszukiwacz przygód i, zapewne, znawca podań, legend i innych temu podobnych pierdół. Gdy ten zbliżył się na odległość kilkunastu kroków, Jathan wystawił rękę ku górze i zakrzyknął: - Zanim tam wjedziesz musisz nas dokładnie wysłuchać! Jeździec zatrzymał się i spojrzał na obu. Jathana nagle ogarnęła dziwna myśl. Niesamowicie męcząca i drażniąca. Właściwie nie myśl, a przeczucie. Bo tak mu się jakoś zaczęło wydawać, że siedzący w siodle mężczyzna nie jest mu równy stanem. Niestety, przeczucie mu również mówiło, że nie jest to stan niższy. Suchość w gardle nastąpiła znacznie szybciej niż przypuszczał. Zaczął żałować tonu jakim wypowiedział słowa. Jeździec w końcu przestał im się przyglądać. Zsiadł z konia i podszedł bliżej. Jathan zaczynał powoli odczuwać ulgę, gdyż zaczęło mu się wydawać, że jeździec może będzie jednak chciał z nimi porozmawiać. - Co chcecie mi powiedzieć? – spytał patrząc na Jathana. - Nie możesz tam wjechać. – sam nie wierzył, że to powiedział. - Tak? - Tak. – Jathan przełknął ślinę troszkę tylko głośniej niż chciał. Stojący przed nim mężczyzna podniósł jedną brew w niemym pytaniu. - No... wiedź... - Czarodziejki, panie. – przerwał mu Cadghar – mają spotkanie i nie pragną by im ktoś przeszkadzał. - I ty masz mnie powstrzymać, kurduplu? – nawet nie spojrzał na Cadghara, nawet nie spojrzał na Cadghara! – kołatało w głowie Jathana. - Nie... Ja tylko... Nie zauważył ruchu. Zdołał tylko dostrzec zimny wyraz oczu mężczyzny. Potem ujrzał niebo. Następną rzeczą, którą zobaczył był Cadghar. Miał znużony wyraz twarzy. - Uważaj – zaczął – będę w „Zielonym trakcie” do piątku. Do piątku, słyszysz!? Będę...

* * *

- Gdzie cię wyrzuciło tym razem? – spytał Cadghar gdy tylko przyjaciel usadowił się obok niego. - Znowu przy strumieniu. – odparł zmęczony Jathan. Rozejrzał się po sali. Gości było chyba ciut więcej niż zazwyczaj. Ale nie miał czasu się lepiej rozejrzeć, bo Cadghar zaczął mówić. - Wiesz, te czarodziejki ‘troszkę’ się na nas... zdenerwowały po tym, jak ten jeździec do nich wjechał i chyba ‘troszkę’ narozrabiał. Myślałem, że mnie zamienią w jakąś cuchnącą kałuże, ale jestem magiem. Ich pobratymcem. – dumnie wypiął pierś – Nic mi nie zrobiły, tylko... – oczy Jathana się rozszerzyły. - Tylko co? - E... Znowu mamy robotę. - Co? Nie ma mowy. – powiedział Jathan i zaczął wzrokiem szukać karczmarza. - Chyba jednak jest mowa... – Cadghar spuścił głowę – Wiesz, że masz ten dług i w ogóle... - Jak to, przecież to miała być już ostatnia, najprostsza z przysług jaką im wyrządziliśmy, tak? - Nooo... Niby tak, ale ten gość narobił zbyt dużo zamieszania i musiałem wynająć tych dwóch, tam...

* * *

Asylumpat i Tha’Lesh, myślał Jathan, bard i troll, co to za pomocnicy?. Spojrzał na dwie głupio uśmiechnięte twarze stojących naprzeciwko nowych nabytków swego przyjaciela. Co ten Cadghar myślał, kiedy ich wynajmował. Popatrzył na maga, o którym teraz myślał raczej jak o wariacie. On też się uśmiechał. Nie, ja go zaraz zabiję. - Są pacyfistami. – powiedział dalej szczerząc zęby mag. - Bogowie... – jęknął Jathan. - I lubimy piwo. – wtrącił się bard. - Taaa. – potwierdził troll. - Bogowie... – jęknął ponownie Jathan.

* * *

- Więc jest tak. – tłumaczył Cadghar – Znajdujemy gościa, nakładamy na niego pieczęć, a resztę już sobie same załatwią wiedź... Czarodziejki. – powiedział, po czym niepewnie rozejrzał się po bokach. Otaczający ich las nie krył w sobie jednak żadnych dobrze ukrytych wiedź... Czarodziejek. - Dobrze. Tylko dlaczego one nie zrobią tego same? – zapytał z pretensją w głosie Jathan. - Już ci tłumaczyłem kumplu. Muszą utrzymywać jakiś krąg mocy, czy jakoś tak... - Czy jakoś tak??? Myślałem, że jesteś magiem i znasz się na tych rzeczach? - Nooo... Na ich sprawach się nie znam, ale poczekaj, kiedy zobaczysz jak czaruję! Tak, pomyślał Jathan, zapewne. Podróżujemy razem już jakiś czas, a jeszcze nie miałem okazji się przekonać. Nowi towarzysze szli z tyłu radośnie się przekomarzając. Przyjacielska kłótnia składała się z wesołych wyzwisk, takich jak: debilu, głąbie i tępaku. Jathan szczerze zaczął się zastanawiać, czy jego przyjaciel ma po kolei w głowie, kiedy na jego ramieniu spoczęła trollowa dłoń. - Co?... - Cyt. – Tha’Lesh przyłożył swój wielki palec do ust. W tej samej chwili Asylumpat zatrzymał Cadghara, który był nie mniej zdziwiony od Jathana. Zaczęli nasłuchiwać, ale już po chwili doszedł ich uszu głos. Dochodził z kępy krzaków oddalonej kilkanaście metrów dalej. - Dobra! Zasadzka dupa! Wyjść na droga! Oczom grupy ukazał się oddział leśnych goblinów, złożony z około piętnastu dorosłych gobasów. Dorosłych, czyli sięgających człowiekowi do łokcia. Oddział był uzbrojony po części w zardzewiałe sztylety, kije i maczugi. Jathan poczuł dreszcz przechodzący mu po plecach. Trochę ich za dużo... - Wy duzi! – odezwał się przywódca goblinów – Oddać pieniądz i wypierdziulać z las! Raz raz! – przez oddział przetoczył się skrzekliwy śmiech. - Cadghar. – szepnął Jathan – Czaruj. Na twarzy maga odrysowało się skupienie. Można było po tej twarzy poznać wysiłek,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych