Jeden (nie)zwykły dzień
Opowieść o tym jak jeden dzień potrafi wiele zmienić w naszym życiu.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Jeden (nie)zwykły dzień
- Niech to szlag! – ze złością uderzyła w kierownicę i dla poprawienia efektu zatrąbiła dwa razy. Była zła. Tak zdecydowanie była zła. W tak ważny dla niej dzień nic się jej nie udawało. Wiedziała już, że będzie spóźniona, ale ciągle miała nadzieję, że wszystko się jeszcze jakoś ułoży.
Wczoraj siedziała do późna w nocy i przeglądała, po raz setny, raport kwartalny, który przygotowywała dla zarządu. Mimo że był gotowy już od dłuższego czasu i wiedziała, że jest idealny, musiała przejrzeć go jeszcze raz i oczywiście jako chora perfekcjonistka musiała wprowadzić poprawki. Bo w jednym miejscu brakowało przecinka, a w innym nie spodobało się jej jakieś słowo, które uznała za zbyt prostackie, więc zastąpiła je podobnym trudniejszym, które znalazła w słowniku. Do tej pory miała uśmiech na twarzy jak sobie pomyśli, że większość tych prostaków z zarządu nie zrozumie tego. Może i byli bogaci, ale inteligencją to nie grzeszyli. Nie wiedziała w jaki sposób dorobili się takich pieniędzy. Może odziedziczyli w spodku albo wygrali w totka, Bo nie chciało się jej wierzyć, że zarobili dzięki przebłyskowi własnej pomysłowości. Siedziała bardzo długo wprowadzając poprawki i była tak zmęczona, że zasnęła. Gdy rano się obudziła (nie potrzebowała budzika, jej zegar biologiczny jak dotąd działał w jak najlepszym porządku, zawsze budziła się o odpowiedniej porze) trochę się przeraziła. Po chwili, gdy już oprzytomniła, przypomniała sobie, że przed snem zdążyła przejrzeć prawie cały raport. W ciągu paru minut przejrzała go do końca i wysłała do wydruku. Gdy drukarka zaczęła mielić wyszła z pokoju. Od pobudzającego do życia prysznica zaczynała swój codzienny rytuał. Po nim następowało śniadanie składające się z filiżanki kawy oraz świeżutkiego rogalika. Zarówno kawa jak i rogalik czekały już na nią, zawdzięczała to swojej starszej siostrze, która zawsze wychodzi do pracy chwilę wcześniej niż ona wstaje. Jej by się nigdy nie chciało zaraz z rana biec do sklepu. To by psuło jej poranny rytuał, który był jej niezbędny do prawidłowego funkcjonowania. Ranek to były dla niej jedyne chwile ciszy i spokoju, w ciągu całego dnia. Niestety takie są konsekwencje mieszkania w mieście i pracy w dużej korporacji. Pijąc kawę i zagryzając rogalikiem czytała dziennik, również dostarczony przez jej siostrę. Mimo ciągłego życia w biegu chciała wiedzieć co dzieje się na świecie. A i dział z plotkami nie pozostawał jej obojętny. Nie była płytką kobietą, której życie kręci się wokół życia innych osób, po prostu lubiła czasem pośmiać się z tych historii. Poza tym wiedza na temat, kto z kim się rozstał, albo kto komu zrobił dziecko przydawało się w stołówce podczas przerwy na lunch, gdzie nie miała wielkiego wyboru koleżanek i musiał trzymać się z plastikowymi i sztucznymi sekretarkami szefów. Może i ładne były, ale puste i głupie jak but. Za to na swojej robocie, czyli umilaniu czasu przełożonym znały się doskonale. Co lepsze, wcale się z tym nie kryły. Podczas jej porannej lektury najbardziej bawi ją jej codzienny horoskop. Nie żeby wierzyła w te historie, które wypisują. Po prostu wymyśliła sobie, że będzie prowadziła statystyki jaką mają sprawdzalność. Z racji, że wypisują tam straszne ogólniki, zawsze udaje się jej coś podciągnąć pod jej horoskop. Jednakże ich skuteczność była o wiele niższa od pogody na TVNie. Z jej statystyk wynikał, że co trzecia rzecz w horoskopie się sprawdza. Jej dzisiejszy mówił, że odniesie sukces w pracy, pozna wymarzonego faceta oraz usłyszy dobrą nowinę. Nic oryginalnego. Ludzie piszący te horoskopy muszą nie mieść specjalnie bujnej wyobraźni. Chociaż pewnie nie zarabiają kokosów, wiec można to zrozumieć. Zamknęła gazetę, dopiła ostatni łyk swojej trzeciej już filiżanki kawy. - To tyle jeśli chodzi o ciszę i spokój – pomyślała, a na głos zawołała – Michał! Pobudka! – i ruszyła w kierunku schodów, do pokoju na górze gdzie spał jej siostrzeniec. Siostra zapewniała jej co dzień świeżo zaparzoną kawę i rogalika, a ona odwdzięczała się jej odprowadzaniem jej syna do przedszkola. Michał był grzecznym 6 latkiem, jednak jak każdy zdrowy dzieciak w jego wieku był bardzo żywy i wszędzie było go pełno. Weszła do jego pokoju, Michał o dziwo siedział już na łóżku i przecierał swoje oczka. - No! Wstawaj już i ubieraj się. Za chwilę jedziemy! – uśmiechnęła się do niego zaczepnie i pokazała język. Lubiła dzieci, bo przypominały jej, jej własne lata dzieciństwa. Wróciła do swojego pokoju. Przelotnie spojrzała na drukarkę i omal serce jej nie stanęło. Przed drukarką leżał stos czystych, niezadrukowanych kartek. Szybko doskoczyła do drukarki, złapała za papier i przewertowała go. Początkowe strony raportu były wydrukowane, ale mniej więcej od połowy druk zaczynał blednąć i później następowały całkowicie puste kartki. Najwidoczniej tusz w drukarce musiał się skończyć. Popatrzyła na zegar. Było jeszcze bardzo wcześniej, miała wystarczająco dużo czasu zapasu, żeby podejść jeszcze do drukarni, na szczęście miała po drodze. Wyrzuciła plik 50 kartek do kosza i zaczęła się ubierać. Strój oczywiście przygotowała sobie dzień wcześniej. Starała się połączyć elegancję, prostotę i nowoczesność, bo za taką chciała być uważana. Dzisiaj dodatkowo pozwoliła sobie ubrać się na tyle odważnie, żeby barany z zarządu mieli na czym zawiesić oko gdy już się znudzą słuchaniem prezentacji jej raportu. Trzeba sobie pomagać w życiu, nie zawsze wiedza i umiejętności wystarczą na drodze do kariery. Tym bardziej, że jej stanowisko nie cieszy się dobrą passą. W ciągu trzech ostatnich lat, nikt nie utrzymał tej posady dłużej niż przez pół roku. Niektórzy śmieją się nawet, że to stanowisko jest przeklęte. Wiedziała o tym gdy przyjmowała to stanowisko 3 miesiące temu, ale ona nie wierzy w tego typu głupoty. Zresztą dzisiaj się okaże. Dzisiaj ma przedstawić kwartalne wyniki jej działu. A bardzo długo pracowała na swój sukces, więc jest raczej dobrej myśli. Zabrała pamięć przenośną na której miała swój raport i przeszła do przedpokoju. Michał na szczęście już na nią czekał, naprawdę dobry z niego dzieciak. Ubrała buty sobie oraz Michałowi i zeszli do samochodu. Do przedszkola ma naprawdę niedaleko. Spokojnie mogłaby odprowadzić Michała pieszo, jednak wygoda wygrała tą walkę. Zresztą chciała być dzisiaj wcześniej w firmie, żeby wszystko przygotować. Panie przedszkolanki są bardzo miłe, zawsze czekają przy wejściu i odbierają dzieci. W sumie na tym polega ich praca, ale i tak uważała je za bardzo miłe. Oddała Michała, wymieniła kilka grzecznych słów z przedszkolankami i wróciła do samochodu. Przedszkole miała blisko domu, zaś jej miejsce pracy znajdowało się na drugim końcu miasta i niestety musiała przejechać przez centrum. Miała nadzieję, że miasto będzie dzisiaj przejezdne. Oby żaden wariat nie spowodował dzisiaj wypadku. Podjechała pod drukarnię, która tak naprawdę była drukarnią tylko z nazwy. Za biurkiem siedział jakiś młody chłopak, prawdopodobnie student, za nim stały dwie drukarki oraz jedno ogromne, stare ksero. Ot i cała drukarnia. Jednak zwykłemu, szaremu obywatelowi dostatecznie to wystarcza. W drukarni poszło jej równie sprawnie jak w przedszkolu. Drukowanie zajęło parę minut, a w międzyczasie ekspedient próbował ją podrywać. Bardzo to miłe, ale nie był w jej typie. Poza tym był za młody, mimo że sama wcale nie tak dawno skończyła studia, to jednak wolała oglądać się za ciut starszymi mężczyznami. I dojrzalszymi. Ten zabawny wąsik pod nosem jakoś jej nie kręcił. Poprosiła jeszcze o zbindowanie wydruku, podziękowała i wyszła. Gdy była w samochodzie, spojrzała na zegarek i odetchnęła z ulgą. Dobrze, że była tak zapobiegawcza i zaplanowała sobie godzinny zapas czasu. Zawsze lepiej być wcześniej, niż się spóźniać. Odpaliła samochód i ruszyła przed siebie. Powoli, bez pośpiechu.
Już prawie przejechała przez centrum. Zostało jej już tylko zjechać z ul. Marii Skłodowskiej Curie w ul. Wojska Polskiego, będącą najdłuższą ulicą w mieście. Jej początek znajdował się w wyżej położonej części miasta i im dalej biegła ulica, teren się obniżał. Jednocześnie wzdłuż ulicy nie wybudowano żadnych wyjątkowo dużych budynków, dzięki czemu można było podziwiać przedmieścia. Mniej więcej w połowie ulicy zaczynał się park Mickiewicza, jeden z największych w mieście, co dodatkowo dodawało uroku temu widokowi. Jednak tego dnia, widok który ujrzała nie wywarł na niej pozytywnego wrażenia. Zaraz za skrzyżowaniem zobaczyła, że przez prawię całą ulicę ciągnie się korek. Na jej ok. ok. 1,5 km, może nawet 2 km. To było niemożliwe, to jedna z spokojniejszych ulic w mieście. Nigdy jeszcze nie stała tutaj w korku. Nie wiedziała co zrobić. Gotowa była wyjść z samochodu i pobiec do firmy. Może zajęłoby jej to ok. 30 minut i będzie zdyszana i spocona, ale zdąży. Nie… To by nie było rozsądne. Zresztą, tutaj i tak nie ma za bardzo gdzie zaparkować. Gdy pierwszy szok opadł zorientowała się, że korek wolno, ale sukcesywnie brnie do przodu. Może jednak nie będzie źle – pomyślała – straci cały zapas czasu, ale dotrze o odpowiedniej porze. Rozluźniła się i zaczęła w myślach powtarzać szczegóły z jej raportu. Miała nadzieję, że recytując co ważniejsze informacje z jej raportu z pamięci, sprawi wrażenie profesjonalizmu i realnego zaangażowania w pracę swojego działu. Usłyszała dzwonek swojego telefonu, sięgnęła po torebkę na tylnie siedzenie. Jej torebka, zresztą jak większość torebek, to worek bez dna, coś na wzór worka świętego mikołaja. Włożyła całą rękę, a i tak nie mogła znaleźć telefonu, więc zaczęła wyjmować losowe przedmioty. Teczka z raportem, gaz pieprzowy (lepiej być ostrożnym), całe multum kosmetyków, aż wreszcie znalazła to czego szukała. - Halo? - Magda? No wreszcie. Gdzie jesteś? Mówiłaś, że będziesz wcześniej dzisiaj. Nikogo jeszcze nie ma, ale szef też już o Ciebie pytał. - Stoję w korku, ale nie Mart się, będę na czas. Jak możesz to przygotuj sale konferencyjną, żeby wszystko było ok., dobrze? - Jasna sprawa, stara. Wszystko już gotowe. Przyjeżdżasz i możesz zaczynać. - Dzięki, Monia, będę za jakieś 20 min. Pa. – rozłączyła się. Monika była jej najbliższą współpracownicą i chyba jedyną porządną dupą w zespole. Może dlatego, że pracowała głównie z facetami. Włożyła telefon z powrotem do torebki i chciała odłożyć ją na siedzenie pasażera, ale spostrzegła, że zaraz za drzwiami od strony pasażera ktoś stoi. Pół sekundy później drzwi się otworzyły, a w środku pojawiła się ręka, która szybkim ruchem chciała jej wyrwać torebkę. Magda jednak odruchowo pociągnęła torebkę w swoją stronę, dzięki Czemy tajemnicza ręka minęła się z celem. Napastnik zawahał się i po chwili złapał za jedyną interesującą rzecz w jego zasięgu, czyli teczkę z jej raportem. Żeby dosięgnąć do teczki musiał się pochylić, przez co przez moment widziała jego twarz. Był to kilkunastoletni chłopak, miał około 20 lat. Cała sytuacja trwała ok. 5 sekund. Zanim oprzytomniała minęło kolejne kilka sekund. Odpięła pas i szybko wyskoczyła z samochodu. Co ona miała teraz zrobić? Przecież była w szpilkach i spódnicy, nie było możliwości żeby go dogoniła. Zobaczyła jakiegoś mężczyznę stojącego na chodniku, kilka metrów od jej samochodu i przyglądającego się całej sytuacji. Wiele się nie zastanawiając krzyknęła do niego: - Co się gapisz?! Goń go, okradł mnie! – przez sekundę się na nią gapił przetwarzając co mówiła do niego i potem zaczął go gonić. Złodziej miał dobre 20 metrów przewagi nad nim. Jednak nieznajomy okazał się dobrym sprinterem bo szybko nadrabiał różnicę. Gdy złodziej się zorientował, że jest goniony przyśpieszył i ciągle odwracał się sprawdzając jaki dystans ich dzieli i to go zgubiło. Biegnąc odwróconym nie zauważył starszej kobiety, która pojawiła się przed nim. Potrącił ją i oboje wpadli do pobliskiej fontanny. Młody złodziejaszek od rzazu się podniósł, przebiegł przez fontannę i uciekał dalej. Nieznajomy, który go gonił,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil oscar11
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…