Wróć do katalogu

Jesienna melancholia

Historia bezgranicznej przyjaźni, miłości, i niestety śmierci.

agaciorek0811opublikowano 20 grudnia 200923 min czytania 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

„Jesienna melancholia”

W Częstochowie zagościła trzecia pora roku. Złota jesień. Drzewa szybko pokryły się różnokolorowymi liśćmi. Krajobraz wyglądał bajkowo, zwłaszcza gdy przechadzając się alejami, można było podziwiać rzędy drzew ze złotymi koronami. Parkowymi ścieżkami przechadzali się zakochani, rodzice spacerowali ze swoimi pociechami. Dla Igi nic już nie było ani kolorowe, ani bajkowe. Od trzech dni wszystko było przesycone szarością. Odkąd straciła swoją najlepszą przyjaciółkę, która była dla niej niczym siostra, której nigdy nie miała, nic nie pozostawało takie jak kiedyś. Po głowie chodziło jej cały czas jedno pytanie : dlaczego ona ? Była młoda, zdolna, miała wspaniałych rodziców, i kochającego chłopaka. Miała plany, marzenia, które wspólnie chciały realizować. Teraz nie ma już nic. Choroba Ani zabrała Idze wszystko, wszystko oprócz wielkiej rany w sercu, która pulsowała coraz większym bólem. Jednak musiała wziąć się w garść, i ostatni raz pożegnać jej część życia, która nazajutrz odejdzie bezpowrotnie.

Jej budzik wypełnił ciszę panującą w pokoju dokładnie o 8.00. Wcale nie musiał dzwonić, Iga i tak nie spała. Leżała na plecach tępo wpatrując się w sufit. Podniosła się z łóżka, omiotła wzrokiem pokój, nie patrząc na ścianę od strony południa. Na niej wisiała antyrama, za której szybą spoglądały dwie wesołe dziewczyny. Jedna z nich była blondynką, o długich, gęstych, falujących włosach od których bił blask. Jej wąskie usta, w kolorze malinowego różu, układały się w szczery uśmiech, odsłaniając rząd śnieżnobiałych, równych zębów. W dużych oczach, koloru głębokiego błękitu, widać było szczęście i beztroskę. Druga z nich była dziewczyna z kolorową chustką na głowie. Bez blasku w oczach, i szarą twarzą zmęczoną chorobą. Jednak jej uśmiech był równie szczery i ujmujący co poprzedniej dziewczyny. Iga i Ania. Ich ostatnia wspólna fotografia. Patrzenie na to zdjęcie sprawiało dziewczynie ból, jednak nie mogła się przemóc aby schować antyramę, która zawierała część jej wspomnień. Nie chciała, aby to co miała najcenniejsze, pokryła warstwa kurzu zapomnienia. Sięgnęła po wieszak na którym wisiał jej czarny kostium. Ostatni raz miała okazję go założyć przeszło dwa lata temu, na pogrzebie ojca. Nie sądziła że tak szybko będzie go znów potrzebować. Poszła do łazienki, wieszak powiesiła na haczyku na drzwiach. Spojrzała w lustro, i osoba którą tam zobaczyła, w żadnym szczególe nie przypominała jej dziewczyny którą była kiedyś. Jej twarz była blada, na której tle intensywnie kontrastowały worki pod oczami, i rozmazany makijaż Iskierki w błękicie jej oczu, jakby przygasły, kolor wydawałoby się stracił swoje nasycenie. Burza jej pięknych, lśniących blond włosów, zamienił się w poplątane siano, związane w kucyk. Przypominała teraz Anię z ostatnich tygodni jej życia. Ten widok pozwolił spłynąć łzie po policzku, za nią potoczyła się druga, trzecia i kolejne. Dziewczyna nagle usłyszała pukanie do drzwi od łazienki.

-Iguniu, wszystko w porządku ? - to była jej mama, jak zawsze troskliwa i pomocna. - Tak mamo, wszystko dobrze – Iga starała się opanować drżenie głosu, lecz nie zdołała pod naporem łez, i wybuchnęła głośnym płaczem.

Izabela dużo nie myśląc weszła do łazienki i zastała córkę siedzącą na ubikacji, chowającą twarz w dłoniach, potrząsaną co chwila przez spazmy płaczu.

- Córeczko, wszystko się ułoży, będzie dobrze – powiedziała kucając, jedną ręką opierając się o kolana dziewczyny, a drugą głaszcząc ją po włosach. - Nic nie będzie dobrze ! - krzyknęła – Bez niej nic się nie ułoży – powiedziała co chwila zanosząc się od płaczu. - Nie ma Ani i ona już nie wróci, to ona kolorowała mój świat. - Kochanie, tak samo myślałam gdy odszedł tata. Było mi równie ciężko pogodzić się z jego stratą, co teraz tobie ze stratą Ani. Odnosiłam wrażenie jakby cały mój świat, sukcesywnie rozpadał się na kawałki, dzień po dniu, godzina po godzinie, minuta po minucie. Podobnie jak ty i Ania mieliśmy wiele planów i marzeń, które musiałam realizować sama, bo wiedziałam że Marcin by tego chciał. -Mamo ale my... Ja żyłam tylko nią, byłyśmy nierozłączne, a teraz zostałam tylko ja. Czuję się tak jakby wyrwano mi połowę serca. - Czułam dokładnie to samo, ale uświadomiłam sobie że mam jeszcze jedną radość w życiu, wspaniałą córkę, że to dla niej będę walczyć. Musisz tylko znaleźć cel w życiu i konsekwentnie do niego dążyć. Myślisz że Ania chciałaby żebyś tak płakała ? - Nie. Nie chciałaby, a nawet potępiła moje zachowanie. Zawsze mi powtarzała żebym nie oglądała się na to co było, i żyła pełną piersią. - Iga zdążyła się już nieco uspokoić. - Więc skoro była dla ciebie kimś tak ważny, spełnij jej prośbę – Izabela popatrzyła córce prosto w oczy, w oczy, w których na nowo zabłysnęła iskierka. - Dziękuję mamo. Będę żyć dla ciebie, dla Ani, a przede wszystkim dla siebie. Może nie ma jej tu ciałem, ale wiem że duchem zawsze będzie przy mnie. Będę żyć tak, aby uczcić pamięć po niej. - na obu kobiecych twarzach pojawił się ciepły uśmiech. - W takim razie doprowadź się do porządku, a ja pójdę zrobić ci śniadanie. Tylko się pospiesz, bo musimy jeszcze jechać do kwiaciarni – wstała, i pocałowała córkę w czoło – kocham cię córeczko, i wiedz że zawsze możesz na mnie liczyć – rzekła stojąc w drzwiach. - Wiem mamo, pamiętam. Też cię kocham – popatrzyła na matkę czerwonymi od płaczu oczami.

Gdy ta zamknęła za sobą drzwi, Iga weszła pod prysznic i odkręciła ciepłą wodę. Stała tak z głową uniesioną ku górze, pozwalając, aby krople wody uderzały o jej twarz, po czym jedna po drugiej uciekały na dół. Sięgnęła po żel pod prysznic, a przed oczami stanął jej moment kiedy to razem z Anią wybierały zapach. Uśmiechnęła się na to wspomnienie. Wylała trochę kosmetyku na gąbkę, i zaczęła go wcierać w całe ciało. Pod wpływem pary wodnej, zapach szybko rozszedł się po całym pomieszczeniu, z niezwykłą intensywnością, działając na zmysły Igi. Ta woń przypominała jej lato, wakacje nad morzem wspólne obozy. Wtedy zrozumiała, że wszystko co ją otacza ma związek z jej przyjaciółką. Wiedziała że choćby pozbyła się wszelkich zdjęć, przedmiotów, to nie pozbędzie się wspomnień. Ania będzie jej towarzyszyć do końca życia, bo przecież nagle nie zniknie park w którym spędzały długie godziny, czy lodowisko na którym uczyły się jeździć na łyżwach. Jej rozmyślania przerwało niecierpliwe pukanie do drzwi.

- Iga pospiesz się, już 9.20 na Boga, przecież nie zdążymy – dało się wyczuć nutkę zniecierpliwienia w jej głosie. -Za moment będę gotowa – odkrzyknęła, po czym pospiesznie umyła włosy, zakręciła wodę i owinęła się ręcznikiem. Wyszła z wanny, i chwilę zatrzymała się przed lustrem. Po takim

odświeżeniu jej wygląd diametralnie się zmienił. Wrócił ten blask w oczach, i nie były one już tak podkrążone. Ciepły prysznic przywrócił koloryt jej twarzy. Zrzuciła ręcznik, założyła bieliznę i sięgnęła do szafki w której trzymała kosmetyki. Natknęła się tam na mały, szklany flakonik. To były perfumy które dostała od Ani na urodziny. Wzięła tą buteleczkę z pachnącą zawartością w jedną rękę, w drugiej trzymała kosmetyczkę. Zrobiła staranny makijaż, wysuszyła włosy i założyła strój przeznaczony na te ponure okazje. Był to czarny żakiet zapinany na trzy duże guziki, gdzie pierwszy znajdował się w okolicy mostka, tworząc głęboko wycięty dekolt. Pod żakietem założony był czarny bawełniany golf. Częścią uwieńczającą była elegancko skrojona spódnica, sięgająca kolan, z delikatnym nacięciem z tyłu. Jej jasne włosy intensywnie kontrastowały z cała kreacją. Sięgnęła po urodzinowy prezent, i delikatnie spryskała miejsca za uszami, szyję i nadgarstki. Ostatni raz spojrzała w lustro, wzięła głęboki wdech po czym wyszła.

Zegar na kuchennej ścianie wskazywał 9.55, na stole czekało na Igę śniadanie. Spojrzała w tę stronę, po czym odwróciła się i sięgnęła do szafki po filiżankę. Nie mogła opanować drżenia rąk nalewając sobie kawy. Odwróciła się z napełnioną filiżanka, oparła o krawędź blatu i rozejrzała się po pomieszczeniu. Przypomniała sobie ile pomysłów na minutę miały razem z Anią, projektując to wnętrze. Pamiętała dokładnie każdy detal o jaki się sprzeczały. O firanki, kolor ścian, mebli, zasłonek. Uśmiechnęła się do siebie znad filiżanki, gdy jej wspomnienia ponownie przerwała mama.

- Gotowa ? - zapytała, stojąc w progu, w długiej czarnej sukni, delikatnie przylegającej do ciała. Na szyi wisiał złoty łańcuszek z serduszkiem wysadzanym malutkimi brylancikami.

Matka Igi była dojrzałą kobietą, o figurze i twarzy modelki. Zawsze wiedziała jak wypada się zachować, a jak nie. Potrafiła doradzić, wesprzeć i pomóc każdemu na zakrętach życia. Przede wszystkim potrafiła sobie radzić w każdej sytuacji. Sama prowadziła firmę, którą przejęła po śmierci męża, i zajmowała się wychowywaniem córki. Iga zawsze postrzegała matkę jako wzór godny do naśladowania, jednak ta nigdy nie narzucała jej własnego zdania.

- Widzę że założyłaś prezent od taty – Iga stwierdziła, kierując swój wzrok na wisiorek mieniący się w promieniach jesiennego słońca. - Do twarzy ci w nim. - Dziękuję. Dziś świętowałby 37. urodziny. Jest okazja – odpowiedziała obracając błyskotkę w palcach – Jedziemy, - Jedziemy – rzekła dziewczyna odstawiając naczynie do zlewu. - Na dworze panował opiewający chłód, mimo iż słońce nieśmiało dawało o sobie znać na niebie.

Po chwili siedziały w samochodzie. Dziś nie włączyły radia jak to zwykle robiły. Jechały w ciszy. Piętnaście minut później Izabela parkowała przed kwiaciarnią.

- Zaczekaj w samochodzie, zaraz wrócę – rzuciła, i po chwili zniknęła w środku wypełnionym kwiatami. Iga wyszła na zewnątrz, z torebki wyciągnęła papierosy i zapalniczkę. Odpaliła jednego, wpatrując się gdzieś w przestrzeń. Co chwila spoglądając na zegarek, wystukiwała nogą rytm o chodnik. Chwilę później usłyszała za sobą kroki mamy.

Miałaś nie palić – powiedziała jakby od niechcenia. - Pomóż mi zapakować to do bagażnika.

Iga rzuciła niedopałek na ziemię, przydepnęła go, po czym wzięła kluczyki aby otworzyć drzwi do bagażnika. Wnętrze samochodu szybko wypełnił charakterystyczny zapach cmentarza.

Kościół w którym miała być odprawiona msza znajdował się na drugim końcu miasta. Na szczęście o tej porze dnia, na ulicach panował mały ruch, i po pół godzinie były na miejscu. Weszły do środka, jeszcze było pusto. Skierowały się do drzwi, które prowadziły do podziemi. Schodziły wąskimi, kręconymi schodami, po czym trafiły do małego pomieszczenia w którym panował półmrok, a na środku, na dwóch filarach postawiona była dębowa trumna, obok spoczywało wieko. Na krzesełkach przy ścianach zgromadzeni byli ludzie. Iga doskonale ich znała. Rodzina Ani, przyjaciele, znajomi ze szkoły. Kobiety cicho przywitały się ze zgromadzonymi, podeszły do trumny w której spoczywała Ania. Była ubrana w turkusowy komplet składający się z delikatnie wykrojonej marynarki, zapinanej na guziczki z imitacjami brylantów, spodnie prasowane na kant i oliwkowe pantofle. Jej dłonie splecione były na piersi, w których ściskała różaniec. Wyglądała spokojnie, jakby spała, i za chwilę miała się obudzić. Iga stała przy niej, ze złożonymi rękami i spuszczoną w dół głową. Włosy zakrywające twarz, ukrywały łzy które ściekały po jej policzkach, i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych