Wróć do katalogu

Jestem prawdziwa roz.1

Ola, jest uczennicą na wymianie w prywatnej szkole. Spędzi tam tylko tydzień, ale to wystarczy by zmieniła nie jedno w czyimś życiu. ZACHĘCAM DO LEKTURY!!!!!

talia, opublikowano , 18 min czytania, 3,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Prywatne Liceum Nida. Jedno z wielu, gdzie uczą się dzieci prawników, ambasadorów, lekarzy, architektów czy biznesmenów. Młodzież, która mimo że posiada wiele, cierpi z powodu spraw, które należy przemilczyć, które są tabu dla świata czy rodziny. Młodzież, którą nauczono traktować innych ludzi gorzej, a to tylko z powodu pochodzenia, statusu społecznego czy wiary. Młodzież, która musi żyć w narzuconej im surowej dyscyplinie bez wiary w dobro i prawdziwą miłość. Prywatne liceum, które miało uczyć wyjątkowo zdolną młodzież, stało się dla nich najprostszą drogą do rozpoczęcia dorosłego życia. Miejscem, gdzie żądzą pieniądze rodziców, a nie dyrektor i ciało pedagogiczne.

***

Wydawałoby się, że nic ciekawego czy interesującego nie może zdarzyć się na nudnych lekcjach z "Gumisiem", czyli z księdzem Pawlakiem. Jest to najnudniejszy nauczyciel w całej szkole, a jego lekcje wcale mu nie ustępują. Połowa klasy zasypiała, kiedy kazał "Marchewie" czytać jakiś fragment z Pisma Świętego . Jak zwykle poprosi, aby ktoś powiedział o co chodzi w tym cytacie. I jak zwykle zgłosi się ta lizuska. To znaczy Ewka, ale podczas wakacji przefarbowała sobie włosy na rudo i teraz nazywamy ją "Marchewą". A ona się nawet tym nie przejmuje! Bo to kojarzy jej się z tą książką "Ania z Zielonego Wzgórza". Przepraszam bardzo! Ale Ania przynajmniej miała je naturalne! Oczywiście moja wrogość do niej nie jest spowodowana tym, że przefarbowała sobie włosy. Sama robię sobie pasemka. Ale ONA uważa się za kogoś równego nam! Czyli mnie, kolegom i koleżankom z klasy. A przecież jej ojciec jest tylko sklepikarzem, a matka mu pomaga. Podobno wygrali w jakimś losowaniu i stać ich było, aby córeczka uczyła się w szkółce. Gdyby mnie to spotkało, nie potrafiłabym się pokazać ludziom na oczy. Taki wstyd. A kim ja jestem? Nazywam się Maria Adamska i jestem uczennicą klasy II-ej w Liceum Nida. Prywatnym oczywiście... I jak już wspomniałam, większość wpadała w ramiona Morfeusza, gdy ktoś zapukał do drzwi. Okazało się, że to był dyrektor (można by go polubić, gdyby nie wpuszczał takiej hołoty jak Ewka). - Mogę przeszkodzić na chwilę? - spytał. - Oczywiście, panie Dyrektorze - Choć widać, że nie było mu to w smak, bo właśnie chciał wstawić chłopakom uwagę za gadanie (co i tak nie ma sensu, bo rodzic ucznia przychodzi do wychowawczyni i po kilku minutach uwaga znika). - Jak wam wiadomo, - zaczął - wasza koleżanka z klasy bierze udział w wymianie uczniowskiej. Dziś przyjechała uczennica, z którą się wymieniła. Proszę, abyście ją przyjęli ciepło. - Po czym zawołał w kierunku drzwi. - Możesz już wejść! Trudno opisać to, co malowało się na naszych twarzach, gdy wpadła (inaczej tego nie można było nazwać) do klasy. Zaskoczenie...? Szok...? To z pewnością za mało. Przerażenie...? To już chyba przesada. W każdym razie, gdy tak wpadła, to moją pierwszą myślą było: "To chłopak, czy dziewczyna?". Wprawdzie dyrektor powiedział "uczennica", ale kto tam wie po nim, w końcu już jest nieco posunięty w latach. Ile on może mieć lat? Pewnie z pięćdziesiąt parę... Ale miałam mówić o niej. Otóż, z postury chłopak (i najprawdopodobniej tak samo zachowująca się), krótkie czarne włosy postawione beznadziejnie na żel (ale nie jak u panka, tylko jak u jeża), dosyć niska, no i oczywiście w mundurku, tylko że jej był niedopięty u szyi, a jej spódnica była o wiele krótsza niż inne (prawdopodobnie po prostu podciągnęła ją wyżej). A jej imię... - HEJKA! Mam na imię Ola Kwiatkowska! Miło was poznać. Mam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy! ...No tak, Olka. Pospolite, a powiedziane z takim entuzjazmem... Żenada. Od razu żal się takiej robi, bo wygląda jak ktoś, z kogo robi się ofiarę. Nie, nie będę się nad nią znęcać. To nie w moim stylu. Kto wie... może nawet pozwolę jej przebywać w moim otoczeniu... Nie wyobrażam jej sobie rozmawiającej ze mną. A już na pewno nie, siedzącej ze ... - Usiądziesz z Marią w pierwszej ławce. ...mną. I to jeszcze ksiądz mnie sprzedał! Nawet Bóg jest przeciwko mnie! Nie poddam się. - A z jakiej to paki?! - Z takiej, że to z tobą siedziała Lidia, która teraz jest w klasie Oli. - Oczywiście nie zauważył, że oprócz głosu podniosłam swoje "cztery litery", aby nadać charakter niezgody z tym wyrokiem! Spokojnie, spróbuję jeszcze. - TO MNIE NIE OBCHODZI !! - To powinno zrobić na nim wrażenie. - Usiądź dziecko i nie rób sceny przy panu dyrektorze. - Jak... ja... mu... zaraz... zacznę... robić... sceny... to mnie jeszcze POPAMIĘTA !!!!! A ta, zaraz koło mnie usiadła, wcale nie przejmując się moją niechęcią do niej. - Spoko! Na pewno się zaprzyjaźnimy. - Taa. Jasne... Nie wiem jak do tego doszło, ale właśnie siedzę razem z "Jeżówą" w pustej klasie podczas dużej przerwy. Nie, nie z "Jeżówą". To brzmi zbyt naciąganie. Później jej coś wymyślę. Narazie może być Olka. A więc siedzę z Olką w tej klasie i zastanawiam się czemu to robię. No, mogłabym wyjść i popatrzeć jak chłopcy grają w "nogę", ale TA zaraz by za mną przylazła (ksiądz by tego dopilnował). A JA NIE MAM ZAMIARU SIĘ DO NIEJ PRZYZNAWAĆ (brzmi to tak, jak byśmy były siostrami... JEZU ! Co za okropna myśl). Tak więc muszę ją tu niańczyć. - Dzięki, że pomagasz mi się zaaklimatyzować i że siedzisz ze mną w klasie zamiast wyjść na boisko. - Aha! Chce się przypodobać. Nie ze mną takie sztuczki. Zaraz jej pokażę! - Hm... Nie ma sprawy. - No tak... Gratulacje... Teraz to jej już pokazałaś... Tak ją wystraszyłaś, że będzie się bała twojego cienia... Co jej wtedy powiesz? "Może chcesz chusteczkę"?? Nie, mówiłam, ja nie nadaje się do gnębienia. Ach... Jestem beznadziejna... Ale nie tak, jak pewne osoby, których nie wymienię z nazwiska, bo jestem zbyt kulturalna na to... Ale mogę z imienia;) Primo: Ewka. Secundo: Milena. Tercio (może): ta Olka. No naprawdę nie wiem co o niej myśleć. Przynajmniej nie jest biedna... a może jest? Trzeba to sprawdzić, inaczej się zhańbię. - Hm... Olka, czy ty...? - Oho, a kto to? - O mój boże. Co znowu? - Kto? - Tamten blondasek. - BLONDASEK? A tak. Patrzy przez okno na chłopaków, którzy grają w "nogę". O którego jej chodzi? Aha, już go widzę. To przecież... - To Adam Naworski. - Ładniutki. W której jest klasie? - W naszej. Nie zauważyłaś go? - Nie! No co ty? Fajnie. - Hm... To prawda... - Kurczę! Mam nadzieję, że nie usłyszała tego. Jeszcze by coś sobie ubzdurała. Na przykład, że ja i Adam jesteśmy parą... Boże! Co ja bredzę! Przecież jesteśmy PARĄ!! Jak ta miłość ogłupia. Może powinnam ją uprzedzić. Wygląda, jakby też czuła do niego miętę... Tak jak Milena... - A ona kim jest? Ta pod drzewem. Widziałam ją już w naszej klasie. - Kto tym razem? O! O wilku mowa, a wilk tuż, tuż. - To Milena Kilar. Jej rodzice pracują w kancelarii prawniczej. Ale nie radzę ci się z nią zadawać... ..........Gdzie ona zniknęła?

***

- Milka! Hej Milena! - Boże, mam nadzieję, że to nie do mnie. "Milka" - to brzmi jakoś tak... mlecznie... Osobą, która mnie wołała, była ta nowa dziewczyna. Ciekawe co ode mnie chce? I skąd wie jak mam na imię? Nie ważne. Nie darzę tej dziewczyny jakąkolwiek wrogością, ponieważ nawet jej nie znam. A może już czas poznać? - Cześć Milena. Mam na imię Ola, ale ty to już wiesz. – Tak naprawdę to zapomniałam. - Tak, wiem. Miło cię poznać... ... I już po rozmowie, która ledwo się zaczęła. Ja nie wiem co do niej mówić i o co ją pytać. Jej wydaje się nie przeszkadzać... Jakby była przyzwyczajona do braku rozmów, ale dla mnie taka cisza jest krępująca. Jestem gotowa gadać o czymkolwiek, byle był jakiś hałas. Nie lubię ciszy... Dobra! Nie czekam jak się ona odezwie, bo to potrwa wieki! Zatem zaczynam... - Kto wygrywa? - Tak! Jasne! Zachciało ci się akurat wtedy kiedy i mnie! - Drużyna Bartka. 3:2. - A który to Bartek? - Ten na bramce. - Jest w naszej klasie? - Nie. W II „c” - Aha. Lubisz piłkę nożną? - Tak... trochę. Trochę rozmarzenie to brzmiało, ale jakoś samo to wyszło. Tylko dlaczego wtedy, gdy patrzyłam na Adama? - Ty się w nim zakochałaś! - O mało się nie zaktusiłam. - Co? - Spoko. Zajmę się tym! - ŻE CO?! Ola pobiegła w kierunku chłopaków, którzy szli już do szkoły. Na odchodne krzyknęła jedynie, że spotkamy się później. Ona chyba nie...

***

- Andrzej, nie moja wina, że w piłkę nożną gra się tak, żeby wygrać. Cóż mogę na to poradzić? Przecież specjalnie się nie podłożę. - Czemu nie?! Nazywam się Adam Naworski i momentami nie rozumiem moich kolegów. - Ale muszę przyznać, że ten skok Adama nad twoim wślizgiem, był piękny. Cóż Andrzejku, musisz więcej ćwiczyć. - Stul pysk, Kuba! - Andrzej, spoko. - Ty też się zamknij Adam! - Wiesz co Adamku? Poczekajmy aż Andrzejowi minie napięcie przedmiesiączkowe. - Już nie żyjesz Kuba! Obawiałem się, że to się źle skończy, bo Andrzej był cały czerwony ze złości, gdy nagle usłyszeliśmy kobiecy (no dobra nie oszukujmy się, był…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych