Wróć do katalogu

Jeszcze nie ustalony

Właściwie, zanim dodam pełną nazwę, wolałabym zaczekać do końca. Nigdy nie wiadomo, co mi do głowy strzeli. Będę kolejno dodawać fragmenty. Proszę o cierpliwość.

CocoMad, opublikowano , 12 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wstęp

Po mokrej trawie, boso, biegnie do mnie Aneczka. Włosy ma rudawe, splątane, w kropki spódnicę, która faluje jej na wysokości kolan, wianek ześlizgnął się na lewe ucho, pędzi razem z wiatrem, który lubieżnie unosi jej jasną bluzkę do góry. Twarz roześmiana, nakrapiana słońcem, usta różowe i lśniące, odsłaniające białe zęby i oczy, zielone jak trawa, po której biegnie. Taką widzę ją w mojej wyobraźni, taką ją pamiętam, choć trudno powiedzieć już, czy owa scena miała miejsce naprawdę, czy jest tylko wytworem mojej imaginacji. Zbyt dużo zdarzeń przeszło z jawy z sen i na odwrót, ze snu stało się rzeczywistością, aby móc stwierdzić coś na pewno. Aneczka, tak ją sobie zawsze nazywam zdrobniale, nie Anna, nie Ania, Aneczka, Aneczka, dziecię prawie, takie kobiece dziecko. Nie żyje. Nie ma jej i nie będzie, jeśli nawet zdarza mi się zapłakać nad owym faktem, to już coraz rzadziej, na szczęście obrazy zamazują się, wspomnienia blakną, coraz mniej już we mnie Aneczki. I co ona tam krzyczała przed śmiercią? Właśnie to. Zabij mnie zabij mnie zabij. Dostała, co chciała, mówili złośliwi, nie krzyczała, nie ona sama, coś przemawiało przez nią, cos potężnego, coś niedobrego. Aneczka nie umarła, tylko zdechła, zamęczyła się, tak, zdechła jak zwykłe zwierze i to było najokropniejsze. Czy pójdzie do nieba, czy do piekła, czy w ogóle gdzieś pójdzie, nie wiem. Może opłaci nadmiarem cierpień wszystkie grzechy, ale to już późniejsza Aneczka, nie ta, którą najchętniej pamiętam, nie ta. Siedzimy sobie teraz w cieniu, w tym samym miejscu, siedzimy z Ratlerem i wspominamy. Ratler, Paweł Ratler, najlepszy Aneczki przyjaciel, cichy, kochający, troskliwy, zadumany. Siedzi sobie na tej trawie, chociaż mokra, siedzę i ja, palimy Camele Lighty i wspominamy Aneczkę, co tak biegła wtedy po tej trawie, głos zachrypnięty i tylko zanosi się śmiechem, śmiech jak dzwoneczki, śmiech perlisty i kilka takich epitetów, w każdym razie można było siedzieć i wsłuchiwać się w ten śmiech i czerpać z tego przyjemność, czysty, przejrzysty, czysto- przejrzysty. Aneczka nie żyje. Nie żyje. Nie żyje. Dotarło Ratler, nie ma, nie wróci, choćbyś chciał nie wiem jak bardzo, choćby nie wiem co, nie ma Aneczki na dobre i basta. Kurwa, nie ryczę, już nie ryczę, powiedz mi, po co nam było to wszystko i za mało rzeczy się stało i za dużo, taka bzdura, nigdy nie pomyślałam, że będzie tak, jak się stało, sama wybrała, nie wiem, czym myślała, dupą, czy jak, nie, nie obrażam jej, pytam się tylko, rzucam pytaniami, które mogły naprowadzić mnie na właściwą odpowiedź. Brzmi chaotycznie, bez sensu, może i tak jest, nie chce mi się wierzyć, że nie wróci już, wiem, że nie wróci, a jednak w to nie wierzę, czy to nie głupie? Wszystko wraca do mnie, boli i wraca, niech nie wraca, boli. Nie wiem, nie mówiłam nikomu. Chcesz wiedzieć? I tak jej tu nie ma, a dziwię się, że Ci nie opowiedziała. Tak? Nie dowie się, a ty nikomu nie powiesz. Słuchaj.

1.

Po mokrej trawie, boso, biegnie do mnie Aneczka.

Łapię ją w locie, ona świergocze coś, ach i och, nieważne o czym, mam ją w dłoniach, śmieje mi się do ucha i wtula we mnie, dotykam tej białej, gładkiej bluzki, przesuwam ręką po nagich, szorstkich ramionach. Patrzy na mnie. Wiesz, do czego zmierzam? To były najszczęśliwsze chwile dla mnie, kiedy była tu, tylko dla mnie, w jednej chwili nic nie ważne, potem tylko spokój i ta biała bluzka, rozpięty guziczek, potem drugi, trzeci czwarty. Kocham cię. Głupia zabawa. Czasem wracam pamięcią do czasów, kiedy jeszcze nic. I co wtedy? Ten mój facet, mój facet, tylko on i niebo i ziemia i wszystko poruszymy, jeśli zechcemy, na zawsze, tru laf, pięknie było, to znaczy, tak sobie myślałam. Kiedy się kochaliśmy dziesięć razy pod rząd, kiedy leżeliśmy i snuliśmy plany, miliony planów, plany, plany, tyle zaplanowaliśmy, że starczyłoby na kilkadziesiąt żywotów. A potem, już nic, on tam, a ja tu, ale wciąż razem, udając, że wciąż te plany chcemy urzeczywistniać, a nie chcieliśmy przecież. I tak mijały miesiące, a my wciąż razem, papużki nierozłączki, ja sobie, on sobie, aż przyszła ta impreza, od dawna wyczekiwana, haszysz, panienki i wódka na stole, och, jak czekaliśmy, aż rodzice Kuby wyjadą na ten urlop. I wyjechali i była biba, a na niej połowa szkoły i znajomych w pizdu, siedzą na każdym możliwym skrawku podłogi, nikt nie tańczy, wszyscy zajebani, w zajebistych pozach, a tam ja też i chłopiec mój, siedzimy na kanapie i pozujemy. On na mnie, ja na nim, słit lof, buzi kochanie daj i chodź na górę. Nie poszłam na górę, zostałam i patrzyłam na Aneczkę. Bo Aneczka siedziała niedbale na fotelu wiklinowym, czarną opaskę miała na włosach, na opasce różyczka, a na twarzy piegi i wykrzywione usteczka- kłóciła się. I tak ją zobaczyłam po raz pierwszy. Cóż to było za słownictwo, mój drogi, przekleństwa, ach, przecież znasz ją, przekleństwa wyrafinowane, a zwykłe kurwy przeplatane kwiatami, cokolwiek to dla ciebie znaczy, ja lubiłam jej słuchać nawet jak bluzgała, robiła to wyrafinowanie, jakby deklamowała, cudnie. Słyszałam- Degas, zasrańcu, słyszałam- parszywy bezbożniku, słyszałam- Degas to gówno, słyszałam- baletnice, słyszałam- kurwa, niedouku, słyszałam- nie pierdol nie pierdol nie pierdol, a sztuka dla sztuki, chuj wie, o co mu chodziło z tymi baletnicami, tylko baletnice i baletnice, co tam było jeszcze, „Pijący absynt”, a poza tym o niczym wciąż dupy w tiulach. Tak rozmawiali, a na koniec stuknęli się butelkami i zaczęli o czymś innym. Kto stał za Degasem, a kto przeciw- już nie pamiętam. Chciałam tak bez końca wpatrywać się w Aneczkę i na jej stałe poruszające się, umalowane na czerwono usta, ale po chwili zerwałam się z miejsca, by pobiec na górę do kibla i się wyrzygać. Na górze cisza, przytłumiona tylko…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych