Jutro, które nie nadejdzie
Co zrobisz, jeśli jutra już nie będzie?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Jesteś śmieszny! Ludzie w to nie uwierzą. To zbyt głupie, żeby ktokolwiek to kupił – głos kobiety pełen wyrzutu i niedowierzania, wypełniał róg niewielkiej knajpki. - A jeśli powiem ci, że to prawda? – spytał mężczyzna ściszając głos, jakby w obawie przed czymś nieokreślonym. - Ty chyba żartujesz?! Zwariowałeś, prawda? Garick, czy ty coś dzisiaj piłeś? - Daj spokój. Popatrz na mnie i posłuchaj uważnie – mówiąc to mężczyzna chwycił za rękę siedzącą przed nim kobietę – To się dzisiaj wydarzy! Ten świat przestanie istnieć, rozumiesz? Widziałem to. Widziałem to wszystko! - Oszalałeś Garick. – Kobieta uwolniła rękę i cofnęła się odruchowo. – Jesteś obłąkany. Powinieneś o tym z kimś porozmawiać. - Przecież rozmawiam. Z tobą! - To, co mówisz nie ma najmniejszego sensu. Nie wiem, czy znowu zacząłeś brać, nawet jeśli, to mnie już to nie dotyczy. Uwolniłam się od ciebie Garick. Nie jesteś mi już potrzebny. A teraz wybacz, ale jestem umówiona – mówiąc to kobieta odsunęła krzesło i wstała od stolika. Rzuciła na stół kilka metalowych krążków i już miała wychodzić, kiedy po raz ostatni spojrzała na wpatrzonego w nią mężczyznę – Naprawdę powinieneś pójść z tym do kogoś. To nie jest normalne.
Odwróciła się i wyszła zostawiając go samego przy stoliku. Nie dopiła nawet kawy. Garick wiedział, że tak to się skończy, wiedział to, ale musiał jednak spróbować. Pozostało już tak niewiele czasu.
****
Życie na zewnątrz toczyło się normalnie. Ludzie zakochiwali się i od siebie odchodzili. Rodzili się i umierali. Gonili za marzeniami i rozczarowywali się rzeczywistością. Światowi przywódcy apelowali o pokój w jednych częściach globu, jednocześnie prowadząc wojny w innych. Niektórzy z nich niemal wprost dawali do zrozumienia, że pewne części świata w ogóle ich nie obchodzą. Byli tacy których to oburzało, ale byli też inni którzy mieli to gdzieś. Media jak zwykle rozdmuchiwały wszystko, z nieukrywaną przyjemnością sterując opinią publiczną. Świat finansów topił się w kolejnych weekendowych kryzysach, jednak pomimo tego ludzie nadal grali na giełdach. Wirtualne pieniądze nieustannie krążyły w elektronicznym krwiobiegu rynków. Jednym słowem, wszystko było w normie. Nie gorzej niż zwykle, nie lepiej niż być mogło. Żadnych oznak zbliżającej się globalnej katastrofy. Nawet dyżurni wieszcze końca świata zdawali się milczeć. A tymczasem jutro miało już nie nadejść.
Garick wyszedł z knajpki pozbawiony wszelkich złudzeń. Nie był przybity ani zaskoczony. Przewidział, że to spotkanie tak właśnie się skończy. Sky była jego ostatnią nadzieją na to, że ktoś go w końcu wysłucha i nie potraktuje jak wariata. Niestety skończyło się tak jak zwykle. Uznany za szaleńca, niepoczytalnego mitomana niegodnego jakiegokolwiek zainteresowania. „Powinieneś o tym z kimś porozmawiać” – mówiła. Ale co ona mogła w ogóle wiedzieć! Nikt nie wiedział niczego i nikt niczego nie podejrzewał. Jednak on - Garick zdawał sobie z tego sprawę. Widział to, niemal poczuł na własnej skórze. Miał ich ostrzec, ale oni nie chcieli go nawet wysłuchać do końca. Czuł jakby miał związane ręce i w istocie tak właśnie było. Szedł przez miasto pogrążony w myślach. Nie zwracał uwagi na to, że pogoda piękna, że słońce, że lato i ludzie... szczęśliwi. Ale oni nie wiedzą! Nie zdają sobie sprawy! Nikt nie wie, poza nim.
Gdy dotarł do swojego mieszkania i zamknął za sobą drzwi wejściowe, spojrzał na zegarek. Było już grubo po południu, a czasu coraz mniej. W głowie miał mętlik. Może pójdzie z tym do telewizji? Może oni go wysłuchają, przecież lubią takie historie. Nawet jeśli wezmą go za wariata, to i tak istnieje szansa, że wyemitują chociaż krótki materiał. Ale co to da? Ile osób to uratuje? Tysiąc? Dziesięć tysięcy? To wszystko bez sensu. Poszedł do kuchni. Nalał sobie wody do szklanki, dużo po sam jej brzeg. Podnosząc do ust prawie wylał. Był zupełnie bezradny, wyprany z pomysłów. Pusty w środku. I wtedy, gdy już nic nie przychodziło mu do głowy, niespodziewanie pomyślał o swoich rodzicach. Myśl ta zdziwiła go bardzo. Dużo czasu minęło od dnia, gdy widział ich ostatni raz jednak w tej chwili bardzo pragnął się z nimi spotkać, porozmawiać, wyżalić. Szybko podjął decyzję, że pojedzie do nich póki jeszcze czas. Tak bardzo chciał ich znów zobaczyć. Pytanie tylko, czy oni także tego chcieli? ****
Jadąc swoim starym volkswagenem wciąż pogrążony był w myślach, które krążyły niespokojnie to tu, to tam. Sky i inni nie uwierzyli mu, biorąc go za wariata. Czy gdy powie rodzicom, oni także nie uwierzą? Garickowi ciężko było skupić się na drodze. Włączył radio. Stacja ustawiła się automatycznie, wypluwając z siebie elektroniczny łomot z dodatkiem pojękiwań jakiejś laski. Ściszył odruchowo. Współczesna muzyka była miksowana zdecydowanie za głośno, tak jak gdyby w czyimś interesie leżało ogłuszanie potencjalnych odbiorców. Co za chłam – pomyślał. Garick nie lubił radia, ale teraz gdy starał się usilnie zagłuszyć własne myśli, było jak znalazł. Wyjechał za miasto. Dzień był przepiękny, a pogodna na letni weekend wymarzona. Podążał za sznurem aut ciągnących wylotówką na południe. Widać nie tylko on postanowił wybrać się za miasto. Wyprzedził go samochód, czerwony passat. Gdy go mijał, Garick dostrzegł na tylnym siedzeniu rozbawione dzieci. I one i ich rodzice niczego nie podejrzewali, cieszyli się że jadą by wspólnie spędzić jeden z ostatnich wakacyjnych weekendów. On jednak wiedział. Co więcej, widział to co ma się stać, a przynajmniej część tego. Od kiedy zaczęły pojawiać się wizje, jego życie zmieniło się w nieustający koszmar. Jedną, wielką, samo nakręcającą się spiralę strachu i bezradności. A zaczęło się tak zwyczajnie, niepozornie.
****
Gdy był na skraju przepaści i wydawało się, że lada chwila wpadnie w jej czarną bezdenną otchłań, zebrał resztki sił, podejmując ostatnią próbę walki o swoje życie. Dla większości znajomych był już przegrany, przekreślony. Jako ostatnia postawiła na nim krzyżyk Sky. To zabolało go najbardziej, jednak w tamtym okresie był tak wyniszczony, że nie miał sił by próbować to zmienić. Prochy i dotychczasowe życie zrobiły swoje. Jeden krok i Garick wpadnie do otchłani, a stamtąd nie będzie już powrotu. I wtedy, gdy wydawało się już, że skończy jak większość jemu podobnych, wydarzyła się rzecz niezwykła. Garick zaczął się podnosić. Odwrócił się plecami do otchłani i powoli, krok za krokiem, zaczął wracać do krainy żyjących. Droga którą teraz podążał była długa i trudna, często również bolesna. Zdecydował się podjąć leczenie. Wyprowadził się także ze swojego starego mieszkania. Postanowił całkowicie zmienić otoczenie. Leczenie przynosiło dobre rezultaty i z biegiem czasu Garick zaczął powracać do zdrowia.
Za namową terapeutów z ośrodka w którym przebywał, wytyczył sobie także cel. Postanowił że zawalczy o Sky. Chciał żeby do niego wróciła, była przecież jedyną osobą którą kochał. Zdawał sobie sprawę, że będzie ciężko, był jednak przekonany że mu się uda, że Sky wróci. Musi się udać, przecież jestem teraz innym człowiekiem – myślał. Kiedy wyszedł z ośrodka, postanowił nie wracać już na stare śmieci. Jego plan zakładał odcięcie się od przeszłości, na tyle, na ile było to możliwe. Wynajął mieszkanie w innej części miasta, znalazł także pracę. Powoli zaczął wracać do społeczeństwa, dla którego jeszcze nie tak dawno był jedynie ćpunem. Szło mu całkiem nieźle, a nawet bardzo dobrze, wiadomo powroty bywają bolesne. To właśnie w tamtym czasie zaczęły pojawiać się wizje. Początkowo były to jedynie sny, krótkie i niezrozumiałe zlepki rozmaitych scen. Garick traktował je jak koszmary i nie przywiązywał do nich zbytniej wagi. Naiwnie zakładał, że podobnie jak większość koszmarów z czasem miną.
Niestety nie minęły, co więcej ich częstotliwość nasiliła się. Miewał je teraz niemal co noc. Były także zdecydowanie dłuższe. Zdarzało się, że nie mógł przespać spokojnie całej nocy. Same koszmary stawały się coraz wyraźniejsze i straszniejsze. Obrazy które śniły się Garickowi przerażały go i wstrząsały nim do głębi. Co gorsza nie mógł ich zapomnieć, i chociaż usilnie próbował wymazywać je z pamięci, one niczym upiorny bumerang powracały z jeszcze większą natarczywością. Garick bał się pomyśleć, że stoi na skraju obłędu i jak każdy normalny człowiek w takiej sytuacji próbował się ratować. Powziął zdecydowane kroki. Ze swoim problemem udał się do specjalisty. Lekarz, który najwyraźniej miewał już do czynienia z podobnymi przypadkami, był zupełnie nie wzruszony opowieściami Garicka. W ramach terapii przepisał mu kilka proszków. Według niego miały skutecznie zakończyć sprawę i raz na zawsze uwolnić Garicka od koszmarów.
Początkowo senne tortury ustały. Garick mogąc wreszcie spokojnie spać, z nieukrywaną radością wrócił do lekarza by podziękować za skuteczną pomoc. Wydawało się, że jego problem zniknął na dobre. Jak bardzo był wtedy naiwny. Jak łatwo dał, dosłownie uśpić swoją czujność. Koszmary wróciły nagle, zupełnie niespodziewanie. Na domiar złego jak gdyby ze zdwojoną siłą. Były teraz nie tylko bardziej przerażające, ale co gorsza, stały się niezwykle realistyczne, niemal namacalne. Strach opanował Garicka całkowicie. Przerażenie paraliżowało go nie pozwalając normalnie funkcjonować. Przestał chodzić do pracy. Całymi dniami przesiadywał sam w mieszkaniu. Nie oglądał telewizji, nie odbierał telefonu. Jakiekolwiek próby kontaktu z nim, nie przynosiły żadnego efektu. Jego nowi przyjaciele myśleli że zwariował. Dla niego samego sprawy wyglądały jednak znacznie gorzej. To nie były zwykłe „koszmary”, ale coś o wiele od nich gorszego i Garick o tym wiedział. Każdorazowy strach przed snem, doprowadził go z czasem do głębokiej i wyniszczającej bezsenności. Hektolitry kawy i napojów energetycznych które wypijał, przestały mu wystarczać. Zaczął sięgać po przeróżne farmaceutyki. Chroniczny brak snu w połączeniu z prochami, pustoszył jego organizm prowadząc do wielu zaburzeń. Jak potworne musiały być owe sny, skoro strach przed nimi pozbawiał Garicka życia? Doszło do tego, że z powrotem zaczął myśleć o prochach. Miały być dla niego swoistym lekarstwem. Garick kombinował bardzo prosto. Zakładał, że jazdy wywołane przez dragi zagłuszą straszliwe obrazy, które nie pozwalają mu spać. Ten rozpaczliwy sposób myślenia pokazywał, jak bardzo był wtedy bezradny i osaczony. Zewsząd pozbawiony jakiejkolwiek pomocy.
****
Pusta ulica. Zwykle wypełniona hałasem pojazdów i zgiełkiem ludzi, tym razem zupełnie cicha, dosłownie i przenikliwie. To ta cisza, która powoduje nieznośny pisk w uszach, o którego istnieniu nawet nie zdajesz sobie sprawy. Nie ma wiatru, nie pada deszcz, nie świeci słońce. Powietrze wypłukane z wszelkich zapachów, jałowe, uschłe. Po prawej i po lewej stronie budynki barwy popiołu, niewielkie, czteropiętrowe. Górne kondygnacje zajmują mieszkania, dolne sklepy i przeróżne instytucje. W witrynach i oknach widać światła, ale wewnątrz żadnego człowieka. Gdyby stanąć pośrodku ulicy i rozglądnąć się dookoła, wzrok nie spocznie na nikim żywym. Bo to nie jest ulica żywych, ale umarłych za życia. To tu mieszkają ci, którzy żyjąc zapomnieli o tym, po co właściwie żyją. Umknęło im, że oprócz ciał o które tak bardzo dbali, posiadali także dusze. Ale teraz jest już za późno. Teraz ulica jest pusta.
****
Garick stoi na chodniku, w miejscu gdzie kostka brukowa jest już mocno zniszczona. Wpatruje się w nią z całych sił. Robi wszystko byle tylko nie patrzeć. Ale on właśnie po to tu jest, po to by patrzeć. Krzyki i wrzaski ludzi otaczają go zewsząd, wypełniając każdy możliwy fragment przestrzeni. Jedynie odgłosy eksplozji i huk wyładowań atmosferycznych są w stanie zagłuszyć ten potworny ludzki jazgot. Jęki kobiet, płacz dzieci, krzyki mężczyzn. Lamentowania przemieszane z groźbami, modlitwy z obelgami, przekleństwa z błogosławieństwami, prośby z rozkazami. W tym wszechobecnym chaosie widać jednak dziwną nieuchronność.
Wśród tych nieprzebranych ilości ludzi ogarniętych strachem, których widział Garick, są też tacy, którzy w spokoju i zupełnym milczeniu cierpliwie stoją. Oni czekają. Ale na co? Tym, co odróżnia ich od reszty jazgoczącej masy, jest cichość i pokora. Garick długo walczy z sobą by nie patrzeć na to wszystko, by nie podnosić wzroku. Wystarczy, że słyszy wszystko to, co dzieje się wokół niego. Oczy może zamknąć, wzrok odwrócić, uszy jednak rządzą się innymi prawami. Wie, że w końcu ulegnie i spojrzy. Kiedy to zrobił, potężny trzask jakby grom, rozdziera niebo odsłaniając przedziwne i przerażające rzeczy. Niektórzy widząc to upadają na ziemię, inni mdleją ze strachu, jeszcze inni tracą wszelkie zmysły. Wśród ludzi wzbudził się potworny zgiełk i panika, jeszcze większe niż do tej pory. Wielu ginie stratowanych. Wszyscy ci ludzie w swoim zachowaniu przypominają ryby pływające w akwarium, z którego ktoś wypompowuje właśnie wodę. Każdy chce się teraz ratować nie zważając na innych. Mężowie zapomnieli o swych żonach, matki o dzieciach, krewni o bliskich, przyjaciele o swoich przyjaciołach, brat o bracie, siostra o siostrze. Teraz jest czas gdy tryumfuje egoizm, lecz nastał on na krótko. Po nim przychodzą stokroć gorsze rzeczy. Jednak ci którzy dotąd stali w cierpliwości, zachowują się inaczej. Nie patrzą tylko na siebie, lecz wzrokiem swym szukają innych. Garick wszystko to widzi bardzo dokładnie. Może dostrzec z bliska…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil herold
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…