Kaish, rozdział 3 - Spotkanie w celi
Historia o trzech młodych ludziach, których związało razem przeznaczenie. Opowiada o samotności, niesprawiedliwości w społeczeństwie oraz bólu istnienia.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Słyszała tylko przytłumiony stukot kopyt. Kołysała się z jednej strony na drugą. Nagle coś mocniej szarpnęło i wyrwało ją z półsnu. Elaine otwarła oczy. Opierała się o szyję Ell. Podniosła głowę i rozglądnęła się nadal zaspana, wokół. Po słońcu wywnioskowała, że jest wczesny ranek. Blade promienie okalały okolicę. Przez ułamek sekundy przyszło jej na myśl, że widzi nieskazitelnie spokojne, rubinowe morze. Dopiero, gdy powróciła jej ostrość widzenia zdała sobie sprawę, że jest na pustyni. Czerwonej, rozległej pustyni, z dala od Aidem i zamku. Jej serce niespokojnie zabiło. Który to już dzień podróży? Szósty… może już siódmy… Nie mogła pozwolić sobie na dłuższy odpoczynek, bo strażnicy deptali jej po piętach. Dzielił ich zaledwie dzień, czy dwa. Jeden błąd i straci na zawsze swoją szansę wykonania misji. Ale czy miała ona w ogóle szansę się powieść? A co z Gergiem? Przeżył? Na samym myśl o jakimś nieszczęściu ścisnęła mocnej wodzę. Kopyto klaczy zapadło się w piasek. Biedne zwierze z trudem się po nim poruszało. Ell wyglądała okropnie. Nie szła lecz szurała po czerwonych, pustynnych ziarnach. Elaine poczuła, że jej wargi kleją się do siebie. Tak bardzo chciało jej się pić… Sięgnęła po bukłak z wodą u siodła. Niestety się rozczarowała; nie było w niej ani kropli. Ze strachem zdała sobie sprawę, że rzeka, u której brzegu starała się trzymać przez całą podróż, zupełnie zniknęła. Jej koryto musiało mieć gdzieś zakole. Co miała zrobić? Była wykończona, ledwo żywa, a nigdzie nie było nawet śladu pomocy. Uparcie brnęła coraz bardziej na południe, oddalając się od rodzinnego miasta. Nie mogła zawrócić. Gdyby się na to odważyła, bezwątpienia wpadłaby w łapska wojowników. Z drugiej strony nie potrafiła odnaleźć nadziei w czerwonym piachu i okrutnych promieniach słońca. Mogła oczekiwać tylko śmierci. Czy naprawdę dane jej było tutaj umrzeć? I wtedy dostrzegła maleńką, oddaloną o kilka mil wieżyczkę. Wstrzymała oddech. Skoro była wieża, byli i ludzie! Co więcej, na takim odludziu wieści dochodzą znacznie wolniej. Może Avarus nie przysłał tu jeszcze swoich strażników. - Ell, już niedaleko! – Z nową wiarą pognała klacz. Koń, wyczuwając możliwość zaspokojenia pragnienia, znacznie przyspieszył. Tak, tak! To musiała być pomoc z samych niebios. Uśmiechnęła się w duchu, ale na wszelki wypadek okryła twarz zwiewną chustą. W takich czasach ostrożności nigdy za wiele.
Wkrótce Ell przystanęła w cieniu rzuconym przez kamienny domek. Najwyraźniej było jeszcze bardzo wcześnie, bo na wąskich, zakurzonych uliczkach nie było żywej duszy. Przywiązała klacz i zauważyła cztery wiaderka. Z ulgą podbiegła do nich. Ku jej rozczarowaniu tylko w jednym z nich było na dnie trochę wody. Nabrała kilka kropel do ust, a resztą podzieliła się z Ell. Usiadła obok, by przemyśleć swoją nową sytuację. Co teraz? Miała tak po prosu pukać od drzwi do drzwi i pytać o zaginionego wojownika? Niezbyt spodobał jej się ten pomysł. Poza tym wszyscy mieszkańcy jeszcze spali. Postanowiła poczekać. Piasek delikatnie unosił się pod wpływem słabego wiaterku. Zamknęła oczy. Elaine jeszcze nigdy nie była tak zmęczona. Przez ostatni tydzień prawie w ogóle nie zmrużyła oka. Gdyby tak odpocząć w cieniu choć godzinkę?
Coś otarło jej twarz. Szybko otrząsnęła się. Wiatr przywiał do niej kawałek pergaminu. Od niechcenia rzuciła na niego okiem. Otwarła szeroko usta. Trzymała w ręku swoją własną podobiznę. Rysunek był do niej bardzo podobny, choć jak na jej gust dodano nowych szczegółów. Na przykład, spod bujnych włosów czaił się podejrzliwy, chytry wzrok, a usta wykrzywiały się w nieprzyjemny uśmiech. Pod jej głową pisało:
POSZUKIWANA
Elaine, Madlen Parvents oskarżoną o zdradę królestwa Tayo oraz pomoc Gergowi Resmurowi Parvents w zamachu na Radę Zakonu Riversen. Nagroda za pomoc w poszukiwaniach wynosi pięćset sztuk złota.
Przywódca Rady oraz pierwszorzędny doradca króla Asper
Poczuła jak ogarnia ją wściekłość. A więc Avarus przypisał jej i Gergowi swoje własne czyny! Ścisnęła wargi i jeszcze szczelniej owinęła się chustą. Usłyszała kroki. Dróżką szło sześciu mężczyzn i dwie kobiety. Wszyscy o ciemnych karnacjach i niezadowolonych minach. Nieśli wiadra pełne wody. - Nie mogę uwierzyć, że nawet w kaktusach zaczyna brakować wody. Nawet nie starczy dla połowy miasta. Jeśli niedługo nie spadnie deszcz, to wszyscy pomrzemy – wyżalała się jedna z kobiet. - Nie zapominaj Aderlin, że dwa wiadra idą prosto do siedziby straży tych zakichanych strażników! – mruknął bardzo niski mężczyzna. - Edgarze, panuj nad językiem! Gdyby cię usłyszeli… - I co? Zamkną mnie w więzieniu za to, że mówię prawdę? Wolę już to, niż tyrać cały ranek za darmo. Nigdy nie podobało mi się, w jaki sposób nas wykorzystują. W dodatku ledwo zasiadł na tronie ten cały… jak mu tam… Avarus, i już podniósł nam podatki! To obłęd! Mam przecież rodzinę na utrzymaniu… - Edgar ma rację – przyznał drugi mężczyzna – nie możemy pozwalać na to w nieskończoność. - A co z królewskim rodzeństwem? – wtrąciła się Aderlin. – Wierzycie w to, że naprawdę zaatakowali Radę? - Sam już nie wiem – westchnął Edgar – książę Gerg wydawał się dość uczciwy i z całą pewnością inteligentny. No, a przynajmniej nie podnosił nam podatków! Choć z drugiej strony, gdyby miał czyste sumienie, to nie ukrywałby się teraz w lesie, tylko walczył o tron, ot, co! A ta księżniczka Elaine nie jest lepsza. Powiedziałbym, że cicha z niej woda i tyle. Głosy oddalały się. Księżniczka poczuła irytację. Niby jak miała odzyskać władzę, skoro wszyscy się od niej odwrócili? Czy lud naprawdę oczekuje, że tak zwyczajnie wróci do zamku i da się zamknąć w lochach? Zaklęła w duchu. Wstała, otrzepała się z piasku i niepewnym krokiem ruszyła za obywatelami. - P-przepraszam bardzo – wyjąkała – chciałam się spytać o… - Nie mamy pieniędzy, by dzielić się z żebrakami – syknął Edgar. Elaine zauważyła, że niski mężczyzna jest naprawdę bardzo nerwowy. Reszta grupy spojrzała na nią spode łba. Dziewczyna zrobiła dwa kroki do tyłu. - J-ja wcale nie przyszłam żebrać! Może i nie wyglądała zachwycająco po ciężkiej podróży, ale żeby mylić ją z żebraczką? - Ach tak? Jakoś wcześniej cię tu nie widziałem. Po co włóczysz się po naszym mieście? - Jak próbuję wam wyjaśnić – westchnęła naciskając wyraźnie na drugie słowo – chciałam się dowiedzieć czy… - nagle urwała - …a tak w zasadzie to co to za miasto? - Ruber oczywiście! A coś ty myślała? Dalej na południe to jest już tylko Gener… i ocean oczywiście. - Ruber? – powtórzyła. Nigdy wcześniej nie słyszała o tej nazwie. Czyżby naprawdę w przeciągu tak niewielu dni oddaliła się tak daleko od Aidem? - Podobno na południu mieszkał kiedyś pewny mężczyzna… zaczęła nieśmiało – zwany… Bezimiennym. Znacie kogoś takiego? Mieszkańcy nagle wytrzeszczyli oczy. Jedna z kobiet upuściła wiadro na ziemię. Drogocenna woda natychmiast wsiąkła w piach. - Bezimienny? – wyszeptała. - No… tak… - przytaknęła Elaine – sądząc po waszej reakcji chyba jest wam znany ten przydomek… - Oczywiście, że jest nam znany! – prychnął mężczyzna niewiele większy od Edgara. Wszyscy spojrzeli podejrzliwie na księżniczkę. - Dlaczego go poszukujesz, co? – warknęła Aderlin. - Wiedziałem, że twoja obecność nie wróży nic dobrego – dodał Edgar. - Ale… jak to? – zdziwiła się Elaine – słyszałam, że był wielkim bohaterem… - Bohaterem! Czy ty powiedziałaś bohaterem?! Też mi coś! – Policzki mieszkańców zrobiły się czerwone ze wściekłości. – Słuchaj no, mała. Ten twój bohater był najgorszą rzeczą jaka przytrafiła się naszemu miastu. Zrobił coś… odrażającego. A potem zwyczajnie uciekł, tchórz. Zapadł się pod ziemię i tyle! - A co takiego zrobił? – księżniczka wstrzymała oddech. - Tu o tym się nie mówi – wydyszała Aderlin. - Lepiej zmykaj stąd jak najszybciej! Nie potrzebujemy żadnych kłopotów. Poza tym i tak go tutaj nie znajdziesz. Nie ośmieliłby się postawić stopy w Ruber. Dobrze wie, że natychmiast pozbawilibyśmy go głowy! Obywatele ruszyli w głąb miasta pozostawiając mętlik w głowie Elaine. Co takiego odrażającego mógł zrobić owy tajemniczy Bezimienny? Czy dalsze poszukiwanie go było dobrym pomysłem? Choć przecież gdyby naprawdę był tak niebezpieczny to Gerg nie prosiłby ją o odnalezienie go. - Ej ty! – Jej rozmyślania przerwał ostry głos. Odwróciła się i nagle poczuła, że nogi zupełnie odmówiły jej posłuszeństwa. Zatrzęsły się i ledwo utrzymywały resztę ciała. Zobaczyła znanego sobie wojownika Zakonu. Bardzo…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil GloriaCherry
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…