Wróć do katalogu

Kamień Węgielny

Z pozoru zwykła dziewczyna przybywa do klasztoru. Coś się jednak nie zgadza. Opowiadanie z Cyklu Tajemnic.

Kern, opublikowano , 18 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{b}KAMIEŃ WĘGIELNY{/b}

{i} Każdy z nas jest jak dom o wielu pokojach. W każdym z nich zamknięty jest sen. A ja mam do nich wszystkich klucze WMS 1,2-4

Czas Krwi – jakże mi miły. PPB 7,8 {/i}

Mrok zapadał nadspodziewanie szybko. Cienie się wydłużały w takim tempie, że można to było niemal zauważyć. Las zapadał w nocny letarg. Zapadła cisza. Chwilowa cisza gdy dzienne zwierzęta wracają do swoich schronień a nocne jeszcze w nich pozostają. Szara sowa usiadła na wystającej gałęzi obumierającej sosny. Spoglądała na starą ludzką sadybę. Szare kamienne mury łatane wiele razy cegłami. Zza nich wystawały dachy najwyższych budowli. Większość kryta słomą, niektóre gontem. Sowa doskonale znała tą osadę. Ludzkie chaty dawały znakomite schronienie dla armii gryzoni. Z drugiej strony brukowane dziedzińce nie zapewniały żadnego. I właśnie dlatego sowa była tak częstym gościem tego miejsca, kojarzącego się jej z wielką kamienną klatką. Ale ludzie są dziwni, im się to podobało. Niekiedy miesiącami wędrowali by tu dotrzeć.

Sowa dojrzała obdarta dziewczynę śpieszącą do bram. Strój w nieładzie. Często łatany i brudny. Nie ukrywał jednak gibkiej sylwetki i ładnej buzi dziewczęcia. Zapewne właśnie ładna buzia pozwoliła jej przejść przez straże pilnujące wrót. Sowa miała już odlecieć na poszukiwanie myszy gdy zauważyła nikłą czerwoną poświatę wokół dziewczyny. Sekundę później poświata zniknęła.

Johan Sznurt przeklinał całą swoją rodzinę tak zamiłowaną w wojaczce gdy zauważył jakąś postać. Przez ułamek sekundy nasączona heroicznymi opowieściami wyobraźnia podsunęła mu wizje zdradzieckiego napadu lub próby skrytobójczej. Jednak niemal natychmiast trzeźwy osąd przerwał romantyczne bajdurzenie. To tylko biedna, obdarta dziewczyna. W dodatku brudna. Jasne! Kto by chciał napaść na klasztor? Nie ma w nim nic cennego. Przynajmniej dla zbójców. Że też nikt mu nie powiedział jak NAPRAWDĘ wygląda praca żołnierza. -Znikaj stąd łachudro! Nie chcemy tu takich jak ty. - Dziewczyna przystanęła i spojrzała na strażnika z niekłamanym zdziwieniem. -Jestem zwykłą pielgrzymką. Do tego zbóje napadli mnie w drodze. Dlaczego nie mogę wejść? - Jeszcze raz baśniowe wizje zaprzątnęły umysł Johana. Widział się jako rycerza w srebrzystej zbroi pokonującego smoka, który porwał dziewiczą księżniczkę. Strażnik tym razem poddał się marzeniom wcielając się w „swoją” rolę. -Przepraszam panienko. Zapraszamy do środka. Że też na drogach panuje taki syf … znaczy bałagan i tego e... nieprawość. Jakbym ja towarzyszył panience byłaby e... panienka bezpieczna. - Dziewczyna wytrzeszczyła oczy ze zdumienia i już miała parsknąć śmiechem gdy nagle olśniło ją. -Dziękuję zacny rycerzu. To niezwykle szlachetne z twojej strony. Nie mogłabym cię jednak odciągać od twoich szczytnych obowiązków.

Sowa z narastającym zaciekawieniem spoglądała na rozgrywającą się scenę. Dworska rozmowa wzięta jakby z ballady w wykonaniu ludzi z nizin społecznych. Sny o mężnych czynach, chwale i sławie. Sny o spokoju, dobrobycie i porządku. O pięknie, prawdzie i romantycznej miłości. To rozbrzmiewało teraz przed sową. Dwoje młodych ludzi rozświetlało mroki nocy złotożółtą aurą widzianą jedynie przez mądrego ptaka. Tak wyróżniali się na tle przytłaczającej szarzyzny jak świeca. Kobieta dwornie przechodziła obok strażnika gdy nastąpiła jakaś zmiana. Żółć ustąpiła miejsce chorobliwej zieleni a złoto czerwieni. Krew i rozkład. Rozkład i krew. Zgnilizna i cierpienie.

Gdy przechodziła obok strażnika ten złapał ją za ramię. Po dotyku poznała co będzie dalej. Cyniczny uśmiech wykrzywił jej wargi. Gniew i nienawiść spłynęła na nią jak czerwona rzeka o palącej, ognistej wodzie. Gniew, nienawiść i …. tak i żądza. Pociemniało jej w oczach. „Nie bez walki. Nie bez walki … ha … kawalerze. Niech tylko wejdę za mury.” -Nie tak szybko panien... łachu... - Szepnął przepełnionym żądzą głosem Johan. Dwa serca zabiły w szalonym nierównym, chorym tańcu. Czerwień szeptała o bólu i walce.

Sowa koślawo odleciała porażona nagłą zmianą i natarczywością emocji. Ludzie są dziwni, ale o tym przecież wiedziała od dawna.

Gdzieś w połowie po raz wtóry spłynęła na nich szczerozłota sielanka. Ich ruchy stały się harmonijne i zsynchronizowane. Siano stało się miękkie i gładkie jak muślin a słowa czułe i ciepłe jak oddech kochanków. Zagubili się w tej chwili. Wściekła purpura napłynęła z nową mocą ogarniając wszystko jak pożar. Pochłaniając jak powódź. Dusząc i tłamsząc jak zamieć. Czerwień szeptała o bólu i walce. Purpura wrzeszczała o cierpieniu i rozlewie krwi. Ugryzła go w ramię. Mocno aż poczuła w ustach słodko-słony smak.

Mrok nocy ogarnął las. Liczne chmury przysłoniły księżyc i jedynie blade światło gwiazd chroniło przed kompletną ciemnością. Zimny, wilgotny wiatr dął z północy przynosząc zapowiedź zbliżającej się zimy. Zwierzęta gorączkowo żerowały zapewniając sobie zapasy tłuszczu na zbliżające się ciężkie czasy. Jedne niebawem powędrują na południe, inne zapadną w długi zimowy sen tak niepokojąco bliski śmierci. Pozostałe spróbują przetrwać zimę, tak jak robiły niezliczone pokolenia ich przodków, całymi dniami szukając jednego źdźbła trawy czy jednej myszy. Wszystko zatopi się w stagnacji i martwocie. To jednak spotka las za kilka tygodni. Teraz puszcza kipiała życiem. Zwierzętom ciemności nie przeszkadzały. Wręcz przeciwnie, dla wielu były błogosławieństwem. Sowa spokojnie lecąc nad drzewami doskonale orientowała się w otoczeniu, a w miejscach gdzie podszycie było liche raz po raz wypatrywała liczne gryzonie. Jednak ptak nie atakował wytrwale pokonując kolejne parowy, wzgórza i polany. Sowa nie kierowała się tym razem instynktem, który kazałby raczej zostać i polować. Zastanawiał się.

Po długiej i ciężkiej nocy Hira stanęła wreszcie przed radą klasztorną – organem który miał zadecydować o jej przyszłym losie. Od decyzji rady nie było odwołania. Tak przynajmniej powiedziała kucharka, która się nią chwilowo zaopiekowała. Była jedyną od wielu tygodni przychylna Hirze osobą, toteż dziewczyna nie widziała powodów by jej nie dowierzać. Komnata rady była niewielka i skąpo umeblowana. Jedynym wyróżniającym się elementem był olbrzymi witraż znajdujący się tuż nad głową Hiry. Przedstawiał zapewne jakąś scenę z Świętej Księgi. Hira nie umiała tego dobrze ocenić. W ich niewielkim kościółku okna zaciągnięto błoną tak jak w zwykłych chłopskich chatach. Dziewczyna spojrzała na członków rady oceniając swoje szanse. Stara przeorysza jakby nieobecna nie zaszczyciła ją nawet spojrzeniem. Za to młodsza siostra spoglądała na nią z czystą pogardą. Umundurowany mężczyzna wodził wzrokiem po wszystkich trzech kobietach zatrzymując się na każdej zaledwie chwilę. „Już po mnie. Po co się w ogóle tu pchałam” pomyślała.

Sowa cichaczem podleciała do klasztoru. Ludzie rzadko ją niepokoili wiedząc, że trzebi szkodniki ale zawsze należało uważać na dzieci. Tych nawet w klasztornym gródku było stanowczo za dużo. Nocny ptak miał pewne problemy z lataniem w dzień toteż zazwyczaj unikał takich eskapad. Jednak dzisiaj coś kazało sowie tu przylecieć. Przycupnęła na parapecie nieopodal kolorowego witrażu. Z ulgą wtuliła się w marmurowe kolumienki podtrzymujące kruche szkło. „Witaj siostro.” Ten głos! Rozejrzała się trwożnie. Przy drugim końcu okna znajdowała się niewielka nisza. Schronił się w niej niewielki gawron czy może malutki kruk. Nigdy dobrze nie rozróżniała dziennych ptaków. Sowę zdumiała obca myśl. Nigdy nie słyszała obcych myśli. Nigdy! Niepewna jak się zachować sformowała w myślach odpowiedź. Spojrzała w stronę gawrona-kruka lecz tamten dalej przyglądał jej się w milczeniu. Spróbowała ponownie. I jeszcze raz. I kolejny. Tym razem towarzysz chyba usłyszał. Kiwnął łebkiem i spojrzał przez witraż. Spojrzała i sowa. Czworo ludzi. Każde otoczone swoją dziwną aurą. Wszystkie odcienie szarości z niewielkim dodatkiem innych kolorów.

Młodsza siostra z rezygnacją zabrała głos. -Czego tu szukasz dziewczyno? – „Co chcesz przybłędo?”. -Przyszłam prosić o schronienie i pracem, pani - „I ty krowo dobrze o tym wiesz.” -Mamy już komplet sług w klasztorze. - „Idź precz prostaczko” - Czy w mieście potrzeba kolejnej pomocnicy? - Pytanie skierowała do mężczyzny posyłając mu niechętne spojrzenie. -Nic mi o tym nie wiadomo, ale też nie pytałem – Mundurowy z irytacją odszczeknął. -Miastowi! Wy nigdy nic nie wiecie. - Mówiąc miastowi niemal splunęła. -Skończcie te przepychanki. Siostro fundatorko. Kapitanie. Skończmy to jak najszybciej. Dlaczego się tu znalazłaś, dziecko? - Spytała przeorysza spoglądając na witrażu. „Dziwka chce przezimować” pomyślał kapitan. „Łachudra, złodziejka i zapewne wszetecznica uciekła pewnie z domu” zawtórowała mu fundatorka.

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych