Kariera Zabójcy
Opowiadanie jest napisane z punktu widzenia 1-osoby czyli samego siebie. Mówi ono o człowieku, który w niedługi czas potrafił sobie zepsuć życie poprzez... zwykły hazard. Utrzymane jest mocno w klimacie średniowieczno-fantasy.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Na imię mam Randal, moja przeszłość świadczy jedynie o tym jakie złe życie prowadziłem. Aby wtajemniczyć was w moją historię postanowiłem wam ją opowiedzieć.
Mieszkałem w miejscowości Leicese. Moi rodzice byli bardzo bogaci, więc pieniędzy starczało mi na wszystko. Ja sam byłem bardzo skąpym człowiekiem. Nigdy nie dawałem żadnych pieniędzy ludziom, którzy żebrali na ulicach. Pewnego pięknego dnia postanowiłem pójść do pobliskiej Karczmy. Zrobiłem tak. Usiadłem przy stoliku w rogu. Siedziałem sam blisko godzinę popijając dobre, tutejsze piwo, lecz po chwili podszedł do mnie zakapturzony człowiek. Zaproponował mi grę w karty, stawką były wielkie pieniądze. Oczywiście zgodziłem się gdyż wiedziałem, że moich rodziców stać na wszystko. Zagrałem z nim i odziwo zwyciężyłem. Wygrałem dosyć sporą sumkę. Dopiero po tej parti w karty zrozumiałem jak ciekawym hobbie jest hazard. Zauważyłem, że jestem w tym nawet dobry, grywałem coraz częściej. Czasami z przyjaciółmi a niekiedy z wędrowcami bądĄ wojownikami. Przez całe dni nic innego nie robiłem jak grałem w karty lub obstawiałem zakłady. Sam nie mogłem się powstrzymać od tego, to mnie wciągneło.
W sumie grałem tak już wiele miesięcy, do tej pory nie było mi równych. Wygrywałem każdy zakład a bardzo dużo ludzi było mi winnych pieniędze. Któregoś dnia z kolei (bodajże minął już rok od czasu jak zaczęłem grać w karty) do karczmy wszedł pewien wojownik. Usiadł przy tym stoliku co ja. Rozmowa bardzo szybko się rozwijała aż w końcu przedstawił mi się jako Marthal. Rozmawialiśmy blisko pół godziny i on sam zaproponował mi zagranie jednej partii. Stawką była przysługa, którą któryś z nas będzie musiał wykonać o obojętnie jakiej porze. Ale na szczęście będzie to tylko jedna przysługa. Graliśmy ostro i uczciwie. Szanse były wyrównane lecz mimo wszystko to ja właśnie przegrałem. Musiałem wykonać dla niego przysługę. Zgodziłem się a on od razu powiedział mi co mam zrobić. Moim zadaniem było zabicie jakiegoś człowieka, który mieszkał dość blisko mnie. Ponoć zaszedł on Marthalowi za skórę, a on sam nie może go zabić, ponieważ splami sobie honor jako wojownik.
Człowiek, który był moją przyszłą ofiarą nazywał się Aleardyn. Chciałem mieć to zadanie jak najszybciej za sobą. DLatego postanowiłem go zabić już dziś wieczorem. Dzień mijał bardzo powoli, a ja do tej pory żałowałem, że zagrałem z tym wojem. Bardzo się bałem tej nocy. Bałem się, że zostanę przyłapany lub ktoś mnie wsypie.
Sekunda mijała po sekundzie i nastał wieczór. Nadeszła chwila, której bałem się najbardziej w całym moim życiu. Lecz cóż zostało mi począć, poszedłem i stanęłem przed domem Aleardyna. Cicho otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Parter był pusty. Cicho wszedłem na piętro i zobaczyłem, że ktoś siedzi przed kominkiem. Po włosach zauważyłem, że to byl on. Serce biło mi niezmiernie szybko. Nadeszła ta chwila, po cichu skradałem się do fotelu i chwyciłem go za gardło. Szybkim ruchem dłoni przejechałem mu sztyletem przez tętnicę szyjną. Już nie żył. Serce biło mi jeszcze mocniej. Jego głowa obróciła się w moją stronę, spojrzałem mu w jego martwe oczy. To był straszny widok. Po chwili zastanowiłem się co ja tu jeszcze robię. Niezwłocznym krokiem udałem się po cichu do mojego domu. Od razu położyłem się spać, lecz nie zasnąłem. Przez cały czas widziałem przed oczyma martwą twarz Aleardyna.
Niewyspany zszedłem z łóżka. Przez chwilę byłem szczęśliwy, że za chwilę znów pójdę do Karczmy. Lecz w pokoju gościnnym zatrzymał mnie ojciec. Zapytał się mnie co robiłem wczoraj wieczorem. Szybko pozbierałem myśli i przypomniało mi się wczorajsze morderstwo. Nie chciałem o tym z nikim mówić a ojcu powiedziałem, że siedziałem w tawernie. On jednak nie dał za wygraną, sprzeczaliśmy się przez długi czas. On zdawał się jakby wiedzieć, że zabiłem tego człowieka. Lecz po pewnym czasie ustąpiłem i zapytałem go o co chodzi. Usłyszałem słowa: "Ja wraz z twoją matką wyprowadzamy się do Bargeru. Lecz ty zostajesz tutaj. W skrzyni zostawiliśmy ci pieniądze, które możesz przeznaczyć na co chcesz. Lecz wydawaj je uważnie. Żegnaj mój synu." I wraz z moją matką wyszedł z domu, nie zatrzymywałem ich. Po prostu stanąłem w miejscu i nie wiedziałem co z sobą począć.
Zdenerwowany całą wczorajszą i dzisiejszą sytuacją poszedłem do Karczmy aby wszystkie smutki utopić w kieliszku pożądnego wina. Gdy wszedłem do niej od razu obeszło mnie kilku ludzi. Zaczęli mnie wypytywać jak zabiłem Aleardyna. Ja sam byłem ciekawy skąd oni się o tym dowiedzieli. Ale mimo wszystko odpowiadałem im na ich pytania. Po kilku minutach jakiś człowiek podszedł do mnie z pewną propozycją. Rzekł do mnie: "Słyszałem jaką dobrą robotę wykonałeś wczoraj wieczorem. Podobno strażnicy nie wiedzą kto to zrobił, a za wskazanie winnego wyznaczono nagrodę dwustu sztuk złota. Na twoim miejscu pilnowałbym się, aby ktoś ci czasem nie poderżnął gardła. Moje imię to Marlanyd, lecz mówią do mnie Wilcze Oko. Chciałem ci zaproponować pewną robotę. Twoim zadaniem byłoby zabić pewnego kupca. Myślę, że się zgodzisz". Pomyślałem przez chwilę i zrozumiałem, że nie mam nic do stracenia. Skoro i tak za niedługo mnie złapią to mogę komuś chociaż pomóc. Zgodziłem się. Robotę miałem wykonać natychmiast. Wyszedłem z Karczmy i zacząłem szukać tego kupca.
Znalazłem go gdy wychodził od krawca. Śledziłem go przez chwilę. Po pewnym czasie wszedł do jakiejś szczeliny pomiędzy sklepami, która prowadziła na skróty do jego domu. Wykorzystałem ten moment i złapałem go. Udusiłem go gołymi rękoma a póĄniej dobiłem dwoma ciosami sztyletem prosto w serce. Ciało schowałem w skrzyni, która stała tuż obok. Wróciłem do karczmy, aby spotkać się z Wilczym Okiem. Za tą robotę zapłacił mi czterysta sztuk złota. Podziękował mi serdecznie i wyszedł, nie spotkałem go już do końca mych dni.
Mówiąc krótko moje życie stało się piekłem. Teraz na każdym kroku dostawałem propozycję jakiegoś zabójstwa. Na wiele z nich się zgadzałem z dwóch powodów. Pierwszy był taki, że i tak moje życie nie miało już sensu. Natomiast drugi to myśl o tym, że pieniądze które zostawili mi rodzice kiedyś się skończą. Od tego drugiego zabójstwa zasztyletowałem jeszcze około dwudziestu osób.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Arkamins
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…