Wróć do katalogu

Kasia II

Szpital

yeti, opublikowano , 8 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zostałam położona na ostatnim wolnym łóżku w czteroosobowej sali obok trzech starszych pań. Rano pobrano mi krew do badania, zrobiono USG żołądka i inne konieczne badania. Przyniesione śniadanie zwymiotowałam natychmiast po zjedzeniu, z obiadem było to samo. Wtedy lekarz poprosił telefonicznie, żeby z domu jakiś czas przynosić kleik ryżowy z gotowaną, tartą marchewką. I mama nosiła. Po kilku dniach poczułam się trochę lepiej. Zaczęłam spacerować po korytarzu i ogrodzie, rozmawiać z innymi chorymi. Na dworze była piękna, słoneczna pogoda, bardzo ciepło i można było wprost upajać się pachnącymi na zewnątrz kwiatami. Chyba umiałam nazwać tylko niektóre z nich: bez biały i liliowy, tulipany i bratki. A wieczorami w pokojach kwitło bujne życie towarzyskie: poker, brydż i tysiąc, najczęściej zakrapiany alkoholem z butelki chowanej pod kołdrą i opróżnianej z jednego przechodniego kieliszka. Pielęgniarki pewnie wiedziały o tym, ale nie reagowały. A nawet czasami przyjmowały poczęstunek i szybko wychylały karniaka, uciekając czym prędzej ze słowami: "proszę kończyć, cisza nocna". W dzień, do południa grzecznie leżałam w łóżku i pochłaniałam książki. Dużo też rozmyślałam. Jak bumerang powracały wspomnienia z dzieciństwa i siłą wdzierały się w lekturę.

W tych momentach myślałam o sobie „ona”, w trzeciej osobie.

Kiedy to się zaczęło? Czy wtedy, kiedy Kasia będąc uczennicą szkoły podstawowej sprzątała po rodzinnych imprezach wypijając duszkiem resztki alkoholu z kieliszków? Balangi w domu były wyłącznie z okazji świąt ojca, dyrektora szkoły. Mieszkanie na jej terenie było dobrym miejscem spotkań. Imieniny, urodziny, własne, kolegów, nagrody, bez okazji - natomiast mama Kasi, mimo pracy zawodowej, zepchnięta do roli podrzędnej - sprzątaczki, kucharki, krawcowej, opiekunki dzieci -często płakała po nocach, wydawało jej się, że nikt nie widzi. Rodzice stale kłócili się. O drobiazgi i rzeczy istotne, ale najczęściej o pieniądze. Wyzywali się, nie przebierając w słowach. Rękoczyny w obecności córek były na porządku dziennym. Mama miała momenty załamań, kilkakrotnie zostawiała gaz i trzeba było długo wietrzyć mieszkanie.

Ostatnim razem było inaczej.

Kasia ma 10 lat.

Razem z młodszą siostrą zajmują pokój, wspólny, ale własny. Bawią się klockami, takimi bardzo podobnymi do dzisiejszych LEGO. Ówczesny przebój wśród zabawek. Mało kto miał takie, a Kasia aż dwa pudełka. Wystarcza na budowanie wymyślnych budowli, to ulubiona zabawa. Lalki? Nie. Tylko klocki. I samochody. Jak chłopak. W domu panuje dziwny spokój, przeraźliwie złowroga cisza. Normalnie mama powinna się kręcić, gotować obiad przy głośnej muzyce podśpiewując sobie razem z ulubionym Szczepanikiem i zaglądać co chwilę do pokoju córek. Skąd ta cisza?

Zaniepokojone dziewczynki wychodzą z pokoju. Po domu snuje się jakiś dziwny zapach. Kuchnia zamknięta na klucz. - Mamo! Jesteś tam? Otwórz! - dobijają się. Krzyczą. Przestraszone nagle w tej innej, niezrozumiałej rzeczywistości. Szarpią drzwiami, które nie chcą ustąpić. - Mamo! Otwórz! Mamo! - obydwie siedzą pod drzwiami i płaczą. Same w domu. Nie wiedzą, co robić. Zagubione, zdezorientowane. - Poczekaj tu - mówi przez łzy Kasia - pójdę naokoło i przez okno sprawdzę - Mieszkanie jest na parterze, ale drzwi na zewnątrz zamknięte na zasuwkę. Kasia nie potrafi jej sama otworzyć. Wyskakuje przez okno w pokoju, okrąża budynek i próbuje zajrzeć przez okno do kuchni. Ale szczelna zasłona niewiele pozwala zobaczyć. Kasia wspina się po kracie jeszcze wyżej. Przez małą szparę w górnej części zasłony wreszcie widzi mamę. Siedzi na taborecie, z głową położoną na blacie stołu, nie rusza się. Półmrok. Drzwi od wewnątrz obklejone plastrem. Kasia nie rozumie jeszcze sytuacji, ale czuje, że działać trzeba szybko, że…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych