Wróć do katalogu

Kate: świat z trochę innej perspektywy, cd ;)

Kate i bal u Pana Wampirów. Komedia dla wytrwałych ;)

satti, opublikowano , 21 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jakimś cudem doszłam (hip, hip, hurra!) do wejścia do głównej sali balowej. Nieważne, że drzwi prowadzące do niej były wielkie na około pięć metrów i wyglądały na zrobione z naprawdę twardego stopu metalu. Nieważne, że otwierane były przez dwa olbrzymy koło dwóch razy większe ode mnie (a mam szacowny wzrost 170 centymetrów i piersi miseczki D). Nic nie było w stanie mnie bardziej załamać i przerazić niż widok ogromnych schodów liczących coś koło stu stopni stromo w dół. Bliska rozpaczy i pewności mojej śmierci nie chciałam nawet patrzeć na przepiękny i ogromny żyrandol ozdobiony tysiącami malutkich, małych i trochę większych diamentów, wiszący nad ogromną salą z marmurową, olśniewającą wręcz podłogą i ogromnymi szklanymi drzwiami na taras i ogród, w którym paliły się liczne latarnie, zachęcające przybyłych na miły spacer na łonie natury w ciepły letni wieczór. Nie obchodziły mnie też stoły wprost uginające się od jedzenia i megaprzystojni kelnerzy uwijający się z trunkami wśród gości, ubranych w najprzeróżniejsze, kolorowe stroje, wyszukane i gustowne suknie, modne smokingi, surduty, marynarki, a nawet reprezentacyjne ubrania wojskowe. Było ich pełno jak mrówek w mrowisku i nawet zachowywali się podobnie. Chodzili w te i we wte, szczebiocząc najświeższe ploteczki, a ich zapachy, poczynając od śmierdzących papierosów i kończąc na najwspanialszych zapachach, mieszały się w jeden wielki, śmierdzący nade wszystko ludzkim potem, fetor. Myślałam, że padnę na miejscu z powodu tego zaduchu. Jeszcze ten mocno zawiązany gorset... Istna katorga... Jednak, jak już wspomniałam wcześniej, te doznania zostały całkowite przytłumione przez moją przerażającą wizję śmierci. Co prawda schody wyłożone były bardzo miękkim dywanem, który jakoś zamortyzowałby mój upadek, jednak znając moje szczęście i tak się zabiję. A to wszystko przez te głupie szpile! Pewnie sobie myślicie, że jako typowa osiemnastoletnia już dziewczyna powinnam umieć chodzić w takich butach. Niestety ja nie jestem typową osiemnastoletnią dziewczyną i na wszystkie większe imprezy zawsze miałam dobrą wymówkę, gdyż ja jestem stanowczo za zwykłymi adidasami lub trampkami. A od kiedy należę gildii to również popieram dobre skórzane buty i spodnie z jeleniej skóry, mocno opinające moje uda. Cóż poradzić, takie przyzwyczajenia. Jakkolwiek czułam nadchodzącą śmierć, to nie chciałam jeszcze kończyć tego wspaniałego żywota. Tyle przygód i niesamowitych atrakcji czeka jeszcze na mnie! Notabene, warto wspomnieć, że jestem jeszcze dziewicą i nie zaznałam (póki co) sztuki miłości z mężczyzną. Z kobietą raczej nie chcę, gdyż lesbijstwo mnie nie pociąga. Tak więc, stałam u szczytu schodów i gorączkowo myślałam co zrobić by się nie wywalić, nie zabić i nie przynieść wstydu Razjelowi. Niestety żaden sensowny pomysł nie chciał wpaść mi do głowy. Chłopaki byli już w połowie schodów. Hikaru spoglądał na mnie z lekko uniesioną brwią. No, muszę to zrobić! Bez względu na te głupie buty. Jak wyjdę z tego cało to obiecuję, że już nigdy w życiu nie zrobię Razjelowi żadnej przykrości! Zamknęłam oczy, by nie patrzeć na ten horror i ostrożnie zestawiłam stopę z pierwszego stopnia. Uff! Udało się. Teraz drugi... i trzeci... i kolejny... Nim się obejrzałam byłam już w połowie drogi. Muszę przyznać, że szło mi co najmniej nieźle. Kolejny... o! Jeszcze jeden... i już, już... jestem... i... Złamał mi się ten pierdolony obcas, grubości igły! No to już po mnie. Czułam jak lecę w dół coraz szybciej, ku spotkaniu z jakże miłym, czerwonym, zapewne miękkim dywanem. Jak uda mi się z tego wyjść cało to zabiję bliźniaków, a ich głowy poprzybijam sobie do ściany nad łóżkiem! Kiedy tak niemiłosiernie złorzeczyłam na nich i leciałam na dół nie pomyślałam o jednym. Mianowicie, że ktoś mnie może złapać. I tak się stało! A moim wybawcą był... Daryl. Super. Bosko. Zajebiście. Wprost nie jestem w stanie okazać wam swojego entuzjazmu. To już bliskie spotkanie z samym diabłem byłoby przyjemniejsze... -Mało brakowało -rzekł mój 'bohater' mocno obejmując mnie w talii i przyciągając do swojej szerokiej piersi, zakrytej białą jedwabną koszulą. Jego modna (i rozpięta) marynarka, podkreślająca doskonale jego walory (mocne, acz nie za bardzo umięśnione barki – takie w sam raz), okryła mnie niczym czarny płaszcz. Spuściłam wzrok i aż mnie zażenowało. Mógłby chociaż tą koszulę w portki włożyć, a nie chodził w niej jak ostatni wieśniak. -Lecz na szczęście nic się nie stało -odpowiedziałam mu, podnosząc wzrok i uśmiechając się szczerze. Tak jakoś mi się ładnie zrymowało. -Chociaż coś ci wypadło -odparł i dziwnym ruchem brwi wskazał moje piersi. Podążyłam za jego wzrokiem i spaliłam największą cegłę mojego życia. Szybko poprawiłam sukienkę rozglądając się uważnie dookoła. -Mam nadzieję, że nikt tego nie widział... -Wystarczy, że ja widziałem -wyszczerzył się w szarmanckim uśmiechu. Zamiast spodziewanych podziękowań napotkał mój zimny wzrok. Może i osłonił mnie swoja marynarką przed kompletną ruiną towarzyską, lecz jako porządna kobieta, musiałam trzymać tego zbola krótko. Szczególnie po tym co znalazłam w jego gabinecie. -Jeżeli ktokolwiek się o tym dowie, to obiecuję ci, że skończysz gorzej niż marnie -pogroziłam mu ostrym głosem. -Taaak? -odparł unosząc jedną brew do góry. Te jego zabawy z tymi częściami ciała doprowadzały mnie do szału. Ale nie dlatego, że były wredne. O nie, co to to nie. One były stanowczo ZA seksowne! -A co się stanie, jeżeli przez przypadek wymsknie mi się słówko? Drażnił się ze mną. Palant w widoczny sposób się ze mną drażnił. -Jeżeli wymsknie ci się słówko, i to przez przypadek, to czeka cię hańbiąca śmierć w odmętach wody toaletowej -odpowiedziałam mu niezwykle poważnym głosem, z lekką domieszką grozy i obietnicą strasznych przeżyć. -Już się boję! -rzekł i roześmiał się na cały głos. -Kochani, ta oto panienka... Nim dokończył złapałam go za kołnierz koszuli i przyciągnęłam do siebie tak blisko, że prawie stykaliśmy się nosami. Przyznam, że było to bardzo przyjemne uczucie. Dla podkreślenia wymalowanej na mojej twarzy złości nadepnęłam mu jedyną ocalałą szpilą na stopę. Bardzo mocno oczywiście. O sile mojego ciosu świadczył jego krótki i cichy jęk bólu. -Spróbujesz tylko, a wszyscy tu zebrani dowiedzą się o twojej ogromnej kolekcji hentai i poradników dla niezaspokojonych – syknęłam mu w oblicze, tak żeby nas nikt nie usłyszał. Kątem oka zauważyłam bliźniaków wpatrujących się we mnie ze zdziwieniem i lekkim skonsternowaniem oraz Razjela z widocznym mordem w oczach. -I co z tego? Mnie to nie zaszkodzi tak bardzo jak tobie -odwarknął równie niemiłym głosem. Zwiększyłam nacisk na moją stopę, póki nie skrzywił się z bólu. -Pewny jesteś? Moim zdaniem to świadczy tylko o twojej nieudolności i potrzebie samozaspokajania, jeżeli chodzi o TE sprawy. To mu widocznie odebrało języka w gębie. -Nie odważysz się... -Zakład? -spojrzałam na niego hardo, nie pozwalając mu skoczyć zdania. -Wystarczy, jedno słowo... -Wredna jesteś, wiesz? -rzekł, uwalniając się od mego uścisku i szpilki. -No co ty nie powiesz? -odpowiedziałam prychając i zakładając ręce na piersi, jak to miałam w zwyczaju, gdy byłam zła. Odwrócił tylko głowę i odszedł w kierunku grupki osób stojących pod jednym z ogromnych filarów, podtrzymujących sklepienie sali. Od zaraz na jego twarzy pojawił się ten szarmancki uśmiech, a jego postawa świadczyła o tym, że mnie totalnie olał. Na dowód tego zaraz zaczął podrywać jakąś mocno wypudrowaną paniusię z dekoltem do pępka i spódniczką zakrywającą jej jedynie nieznaczną część tyłka. No i mnie gostek rozzłościł. Ze złością zdjęłam buty i podążyłam szybkim krokiem ku chłopakom. Siłą (prawie ich przy tym zabijając) wręczyłam im buty i od tej pory chodziłam na bosaka po diabelnie zimnym marmurze. Mógłby sobie chuj ogrzewanie podłogowe sprawić. Właściwie dałoby się to jeszcze przetrzymać, gdyby nie rażący brak krzeseł i jakichkolwiek miejsc siedzących na sali! Toż to skandal! Jak można wyprawiać przyjęcie bez krzeseł albo chociażby głupich ławek?! Ze złości kopnęłam nagabującego mnie młodego grubasa w krocze i przeszłam przez salę jak burza gradowa. W dupie miałam Daryla i cały ten jego bal. W ogóle po chuja tam poszłam, skoro nawet miejsc siedzących nie było? Z braku miejsc zrzuciłam kilka w połowie już pustych talerzy i usiadłam na stole namiętnie machając nogami w powietrzu. Bliźniaki, Michał i Razjel unikali mnie niczym ognia. W sumie słusznie, gdyż w podobnym humorze byłam w stanie wywołać niemałą awanturę z wybijaniem okien i tłuczeniem wszystkiego co popadnie włącznie. Czasami gratis dołączałam jeszcze nadzwyczaj głośny krzyk, co dawało wręcz diabelski efekt. Dlatego w takim humorze lepiej było zostawić mnie samą sobie, póki się nie uspokoję. * Pewnie spędziłabym tak cały wieczór, gdyby nie wesoły komunikat jakiegoś mocno podpitego gościa w rozpiętej i zalanej winem koszuli. Spojrzałam na zegarek. No tak, była już dwunasta, godzina podczas której każdy najwspanialszy bal zamieniał się w zwykła popijawę. Już blisko trzy godziny siedziałam na tym stole. -Uwaga, uwaga! -ryczał gostek niczym gwałcona świnia. -Północ już za nami, więc czas na tradycyjny taniec! Panowie, bierzcie się do roboty i zaproście te prześliczne panienki do uroczystego walca! Jak już to nie panienki a dziwki i nie prześliczne tylko obleśne. Z wyjątkiem mnie oczywiście. Słysząc głupią i niepotrzebną przemowę gostka zeskoczyłam ze stołu i przeciągnęłam się, aż mi w karku strzyknęło. Gdzieś w tłumie ujrzałam bliźniaków zapraszających do tańca niezwykle rozchichotane panienki, Razjela pod wpływem alkoholu tulącego do siebie jakąś wampirzycę (i on mi przez całe życie wpajał, że wampiry to niegodne zaufania bestie, które trzeba natychmiast skrapiać święconą wodą) oraz Michała wyciągającego rękę do jakiejś damy (pewnie jakaś stara znajoma, bo coś dziwnie się do siebie uśmiechali). Widząc, że nic tu po mnie skierowałam się do wyjścia. Pozostawiłam po sobie tylko kilka pustych talerzy, na których kilka godzin wcześniej królowały niesamowite przekąski mięsne. W dodatku gorset połączony z panującym wokół zaduchem nie pozwalał mi na zaczerpnięcie odpowiedniej ilości powietrza, dlatego postanowiłam go jak najszybciej zdjąć. W swoim pokoju najlepiej. Nim jednak skierowałam się w stronę drzwi porwało mnie silne i stanowcze męskie szarpnięcie, z którego nie udało mi się wyrwać (chociaż próbowałam). A mężczyzną pragnącym ze mną zatańczyć był... Daryl. Czy mi się wydaje, czy on śledzi każdy mój krok i wchodzi w…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych