Wróć do katalogu

Katherina Raw?

Historia dwóch niezwykłych osobowości zawartych w jednej postaci.

sheloba10, opublikowano , 18 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

„Czym jest obłęd? Czy jest tym samym zjawiskiem, co szaleństwo? Czy łączy się ze strachem, a może ze zbawienną obojętnością? Dlaczego to zawsze wariatów i ludzi z zaburzeniami psychicznymi mianowano przydomkiem „obłąkani”? Nie sądziłam, bym miała go doświadczyć. Myślałam tak do 4 listopada....JA nie byłam chora.”

Na ulicy North Avenue 3 było tłoczno i głośno. Starszy mężczyzna w brązowym kapeluszu czytał poranną gazetę. „Schwytano Joanne Pice”, „Przyjaciółka Katheriny Raw osadzona w szpitalu psychiatrycznym”, „Joanna Pice nie zdradzi żadnej z tajemnic Raw”, „Pice uparcie milczy”- krzyczały nagłówki artykułów. Mężczyzna zwinął gazetę i wrzucił ją do kosza. Od kilku dni padał rzęsisty deszcz. Obawiano się, że jeśli pogoda się nie zmieni, prawdopodobnie Austin czeka niechybna powódź. Sandra Cross jechała do szpitala psychiatrycznego imienia Najświętszej Marii Panny w starej, wciąż kołyszącej się karetce. Była pod wpływem silnych środków uspokajających. Znaleziono ją w wannie z podciętymi żyłami. Po pogotowie zadzwoniła sąsiadka z dołu, której sufit zaczął obficie przeciekać zabarwioną wodą. Cudem przeżyła, lecz w szpitalu stwierdzono, iż stanowi ona zagrożenie dla siebie i innych, więc odesłano ją do psychiatryka. Przybyła tam 3 października o godzinie dwudziestej drugiej. Natychmiast położono ją spać. Ocknęła się dopiero rano, kiedy pielęgniarka przyniosła jej dzienną porcję leków. - No już, połknij za mamusię. Sandra wzięła, wiedziała, że nie ma potrzeby od razu stawiać oporu. Zastanawiała się, gdzie położono jej rzeczy. Odgarnęła pachnącą pościel w kwiaty i postawiła swoje opalone stopy na zimnej posadzce. Rozejrzała się po pokoju i szybko zorientowała, że nie ma tu żadnych przedmiotów o ostrych zakończeniach, wszystko zaokrąglone i miękko obite. - To dobrze - pomyślała – dali się nabrać. Torbę znalazła w szafie, leżała na dolnej półce. Zniknęła maszynka do golenia i bluzki z guzikami. Na szczęście nikt nie zauważył dobrze zabezpieczonego drugiego dna. Odgięła je i wyjęła akta sprawy. Wszystkie pozostałe gadżety również były na swoim miejscu. - Dobrze, kogo my tu mamy...Katherina Raw.Seryjna morderczyni. Satanistka. Brzmi ciekawie. A to pewnie jej wierna przyjaciółka. Sandra spojrzała na załączone obok zdjęcie. Niska brunetka w okularach z wyłupiastymi oczami. Miała niebrzydką twarz, oszpeconą przez liczne blizny. Jej całe ciało wyrażało wieloletnie życie pełne niebezpieczeństw, strach i zmęczenie. W oczach było widać coś jeszcze...coś czego Sandra nie potrafiła nazwać, aczkolwiek niedługo miała poznać. Dziewczyna miała 19 lat, a wyglądała na jakieś 29. Ukończyła zaledwie szkołę podstawową. Nazywa się Joanna Pice i obecnie przebywa w szpitalu psychiatrycznym w Austin, w stanie Teksas. Niczego więcej nie znalazła, ale wkrótce będzie musiała odnaleźć Joanne. Jeszcze nie teraz, gdy dziewczyna „jest na silnych środkach” i nie będzie w stanie normalnie rozmawiać. Sandra wetknęła akta z powrotem do torby i przebrała się. Zdjęcie Pice zgięła i włożyła sobie za gumkę majtek, na wszelki wypadek, gdyby zapomniała jak wygląda dziewczyna. Wychodząc z pokoju wypluła tabletki, które trzymała pod językiem i wrzuciła je do kosza. Wychodząc na korytarz, poczuła na sobie tysiące spojrzeń. W rzeczywistości na jej piętrze mieszkały dwadzieścia dwie kobiety. Szła powoli, niepewnym krokiem, nieprzywykła jeszcze do oślepiająco białego światła. W pewnym momencie korytarz kończył się i przechodził w coś, zwanego tutaj „pokoikiem rozmów”.Można tu było spotkać się z gośćmi( o ile oczywiście ktoś nie bał się cię odwiedzić) spotkać z koleżankami, czy po prostu posiedzieć. Po lewej stronie znajdował się balkon, ze wszystkich stron otoczony kratami. Pośrodku stał mały, czarno- biały telewizor, przed nim leżał skołtuniony i brudny dywan, naprzeciwko prezentowała się okazała sofa. Miała na sobie liczne plamy, podziurawione siedzenia, ale i tak budziła podziw, w tym zapomnianym przez Boga miejscu. Poza tym wisiało tu jeszcze kilka obrazów i kwiatów. Tapeta, tak jak wszędzie była biała w szare paski. Kiedy Sandra stała i patrzyła na to wszystko, poczuła, że coś szarpie ją za nogawkę spodni. Spojrzała w dół i ku swojemu zdumieniu ujrzała coś, co nią wstrząsnęło. Mała, pulchna, może szesnastoletnia dziewczynka uparcie ciągnęła ją zębami za skrawek spodni, obficie się przy tym śliniąc. Po chwili widząc, że nie daje to żadnego skutku, zaczęła szczekać i radośnie skakać, kręcąc przy tym pupą tak, jakby merdała ogonem. Do uszu Sandry dobiegł dźwięk ochrypłego, wołającego głosu. - Daisy, chodź do pańci. Pójdziemy na spacerek! Daisy rzuciła się biegiem w stronę pielęgniarki, która zręcznie podała nastolatce zastrzyk i odprowadziła ją do pokoju. Sandra stała osłupiała. Nagle usłyszała, że ktoś ją woła. Podeszła do jednego z okrągłych stolików, przy którym siedziała kobieta o długich czarnych włosach. - Nowa jesteś, nie? - Tak, wczoraj mnie tu przywieźli. - Co zrobiłaś? - Próbowałam się zabić. - Dlaczego? - Chciałam sprawdzić, czy Bóg naprawdę istnieje. - Jesteś niewierząca? - Tak. Dlatego chciałam sprawdzić. W tej chwili kobieta skoczyła na Sandrę i przygniotła ją krzesłem. - Jeszcze kolejna zuchwała grzesznica, która nie potrafi przyjąć do swego serca Pana Boga!!Będziesz smażyć się w piekle ladacznico. Nie mogła oddychać, łzy cisnęły jej się do oczu i nie była w stanie krzyknąć. Czuła jak puchnie jej twarz. Niespodziewanie oswobodzono Cross . Przybiegło dwóch pielęgniarzy z dyżurki i odciągnęło ją od Sandry. Następnie podano środki uspokajające i zabrano do izolatki. Jeden z nich podszedł do Sandry i zapytał o co poszło. - O Boga. Pielęgniarz spojrzał na nią i wymierzył jej policzek. Był na tyle silny, że głowa z dużą prędkością poleciała jej na bok. Już drugi raz tego dnia przez chwilę nie mogła złapać oddechu. Gdy odwróciła się do niego, pielęgniarz odezwał się raz jeszcze. - Na drugi raz nie zadrzesz z Dorothy. Pamiętaj o tym na przyszłość, inaczej gorzej cię potraktuję. Zatkało ją. Nigdy i nigdzie nie czuła się jeszcze tak bezradna jak teraz. Nie wiedząc, co ma odpowiedzieć wróciła do pokoju i została już tam do kolacji. Nie zeszła nawet na obiad, ale nikt się tym nie zainteresował. Dochodziła osiemnasta – czas na posiłek. - Weź się w garść, jeszcze nie raz coś takiego zobaczysz. W końcu nie jesteś tu na wakacjach tylko w pracy.- przekonywała samą siebie Sandra. Otworzyła drzwi i znów wyszła na korytarz. I znowu te spojrzenia. Jedne nienawistne, drugie obojętne, a trzecie jakby uwielbiające. Zeszła szybko po schodach do stołówki. Czekając w kolejce rzuciła okiem na zdjęcie Joanny. Biorąc miskę zupy dostrzegła ją. Siedziała sama pod oknem. Sandra podeszła do niej i zapytała czy może się przysiąść. - Dobrze, ale pod warunkiem, że nie zabierzesz mojej zupy. - Zjem ją tak szybko, że nawet tego nie zauważysz. Spojrzała na nią przerażonymi oczami, przybierając pozycję gotową w każdym momencie do ucieczki. - Przepraszam, to był tylko żart. - Aha. Jadły w milczeniu, a Cross beształa się w duchu za to, że być może zawaliła całą sprawę. Kiedy Pice wstawała odnieść miskę, Sandra zaczęła mówić. - Kim jest Dorothy? - Kto? - Ta kobieta z pierwszego piętra, ta w długich brązowych włosach. - Ahh ona. Ja mówię na nią Dothy. Jest szalona na punkcie religii. Ubzdurała sobie, że jest siostrą Jezusa i zbawi świat. - „No to wszystko jasne. Dobrze, że dziewczyna mówi.”-myślała Cross. - A Daisy? - Jej psa potrącił samochód. Od tamtej pory wmawia sobie, że za karę, że go nie dopilnowała sama nim będzie. - Kiedy to się stało? - Dwa lata temu. - I nie potrafią jej pomóc....to straszne. - Jak wiele innych rzeczy tutaj i na zewnątrz, prawda Kathy? - Kathy ? Dlaczego tak mnie nazwałaś? - Znowu udajesz, że mnie nie pamiętasz, tak?! Przecież ja tyle dla ciebie robie. Nie chcę żeby znowu mi się coś stało, nie chcę żebyś mnie krzywdziła. Sandra chciała coś powiedzieć, ale nie zdążyła, gdyż Joanna jak piorun wypadła ze stołówki. Wieczorem zapytała czy może zadzwonić. Pozwolono jej, pod warunkiem przyjęcia „witamin”. Włożyła je pod język tak jak poprzednim razem i wypiła wodę. Nikt tu specjalnie nie sprawdzał tego, czy pacjenci przyjmują wszystkie leki. Sandra szła do automatów. Dyskretnie wypluła tabletki i włożyła je do kieszeni. Zadzwoniła do Peter'a. - Halo? Szefie..Pete? Tylko ona tak do niego mówiła. Z resztą od razu poznał ją po głosie, - Sandy? Tak szybko? Jesteś genialna, zaraz po zamknięciu sprawy wyślę cię na miesięczny urlop na Florydę. - Chyba cię zawiodę, bo niczego się jeszcze nie dowiedziałam. Chciałam ci tylko powiedzieć, że ona traktuje mnie jak Raw. Znaczy, tak się do mnie zwraca i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych