Wróć do katalogu

Keep on Singing - Rozdział 1

Następna banalna opowieść o rodzinie, przyjaźni i miłości. W części rzeczywista, oparta na życiorysach znanych niektórym z Was ludzi, w części zmyślona, tworząca linearną czasoprzestrzeń, gdzie słodycz fantazji zespala się z goryczą dzisiejszości.

Sheena, opublikowano , 11 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Paryż, 10 listopada 1983

Krople deszczu roztrzaskiwały się i spływały po szybach, pozostawiając na nich chaotyczne, niknące z wolna strużki. Hałas, jaki robiły, uderzając o wszystko na zewnątrz, komponował się z pobrzękiwaniem naczyń i nastrojem, z jakiego i tak nie było ucieczki. Starzec o tym wiedział i nic nie robił, by zmienić coś w życiu na lepsze. Tego dnia – tak samo jak każdego innego od dokładnie roku – nie pozmywał po obiedzie i nawet go nie przygotował, a pozostawiwszy talerz z nietkniętym niemal posiłkiem, odszedł od stołu, usiadł na ławce pod oknem i utkwił wzrok w odległej i nienamacalnej przestrzeni. Choć w ołowianych, toczących niebo chmurach na horyzoncie nie było nic godnego uwagi, to widok ten był mu milszy od patrzenia na własne dzieci. Od roku, odkąd jego żona zmarła, odcinał się od nich na wszelkie możliwe sposoby. Nie było to łatwe w niewielkim autobusie, w jakim mieszkali, więc jedynym rozwiązaniem, jakie przychodziło mu do głowy, była własna alienacja, demonstrowana z perfidnym okrucieństwem. Siedzieć tak potrafił wiele godzin. W absolutnym, nieskalanym żadnym odgłosem milczeniu i w sugerującym paraliż bezruchu wyglądał jak zaklęty w kamień żałobnik; niewystarczająco żywy za życia, by budzić współczucie po śmierci. Jego długa, oprószona siwizną broda zlewała się z tłem za szybą, gdy szczupła brunetka, zebrawszy naczynia ze stołu, zerknęła na niego przekrwionymi ze zmęczenia oczyma. Mimo swych dwudziestu lat zaledwie, Kathy również wyglądała starzej. Nie była zresztą typową dwudziestolatką: nie nosiła makijażu, nie umawiała się z chłopcami na randki, nigdy nikt jej nie zaprosił na ognisko, na którym mogłaby się upić, rozebrać i wytańczyć na bosaka do białego rana. A miałaby przecież możliwość! Pozostawiona samopas przez pogrążonego w żałobie ojca, zapomniana przez biologiczną matkę i osierocona przez macochę, nie miała nad sobą nikogo, kto szafowałby szlabanami. W autobusie, w którym całe jej życie się stłoczyło, wśród dziewiątki podrostków, była jedynym dzieckiem z poprzedniego małżeństwa Dana, najstarszą wśród swoich przyrodnich sióstr i braci. Jej prawdziwe rodzeństwo – Caroline, Danny i Paul – pozostało w Stanach Zjednoczonych wraz z jej biologiczną matką – kobietą, która ją kochała tak jak kocha każda matka, bezwarunkowo, dopóki Kathy po rozwodzie, postawiona przed dramatycznym wyborem, nie zdecydowała się zostać z ojcem. Odkąd przyjechała z nim do Europy, od trzynastu lat mniej więcej, ich kontakt się urwał, a jej matka, mimo setek wysyłanych listów, nie odpowiedziała ani razu, nawet przy takich okazjach jak urodziny czy okolicznościowe święta. Kathy nigdy się nie pogodziła z odtrąceniem. W głowie siedmiolatki, którą wówczas była, zakorzeniło się przekonanie, że więzy rodzinne to za mało, a na miłość trzeba sobie zapracować. Rodzinę – swoją nową rodzinę – ceniła więc ponad wszystko. Czasem jej się wydawało, że śmierć Barbary – swojej macochy – przeszła z nich wszystkich najdotkliwiej. Dla niej świat się rozpadł po raz drugi. Rozumiała też lepiej od swojego rodzeństwa, że rozbity emocjonalnie ojciec i bliskie ubóstwa warunki, w jakich żyli, groziły im wizytami opieki społecznej i rozpadem rodziny, którego tym razem by już na pewno nie ścierpiała. Dlatego też, w pełni świadoma zagrożenia, pozbierała się jako pierwsza i przejęła stery w swoje ręce. Ten wieczór był taki jak inne. Prawie. Dzieci po obiedzie poszły na górę, czyli piętro dwupoziomowego autobusu, i podczas gdy najmłodszy w rodzinie - dwuletni niespełna Angelo – układany był właśnie do snu, reszta rozsadzała się z samego tyłu, brała do rąk instrumenty i wspólnie, zgodnie z ich rodzinną tradycją, ćwiczyła muzyczny repertuar na kolejny koncert „pod chmurką”. W czasach pierwszych reform neoliberalnych, gdy władzę we Francji dzierżyła ekstremalna prawica, przy ogromnej biedzie i dręczącym ludzi bezrobociu, widok żebrzących lub zarabiających na ulicach dzieci nie był dla nikogo nowością czy zgorszeniem. Choć dla Kelly Kids to również oznaczało przetrwanie i kłamstwem byłoby stwierdzić, że nie grają na ulicach dla pieniędzy, to muzyka w ich prowizorycznym domu krzewiła się od zawsze. Pod tym względem zatem, gdy tylko zadźwięczały pierwsze potrącone struny, ten wieczór rekonstruował każdy z minionych poprzednich. I tylko jeden z elementów śledzonego przez znużone zmysły obrazu nie pasował Kathy do powtarzalności stabilnego grafiku. Szaruga zza okien wdzierała się w tęczówki ojca, rozjaśniając je w sposób nieprawdopodobny. Te smutne na co dzień, pozbawione iskry oczy, badały świat z chłonnością i czymś w rodzaju podekscytowania. Powietrze skwierczało uczuciami, jakie Kathy kiedyś znała. Napięcie, oczekiwanie i zniecierpliwienie towarzyszyły jej za każdym razem, gdy spodziewać się mogła powrotu swojej macochy. Gdy uświadomiła sobie, że ulega zwodniczości chwili, odchrząknęła i szybko, głównie dla otrzeźwienia, złapała za świszczący po cichutku czajnik. Gęsty kłąb pary, jaki buchnął jej prosto w oczy, zasnuł rzeczywistość mgłą tęsknoty i niewymownego żalu. Nalała wrzątku do dużej, okrągłej miski, dodała kroplę płynu do zmywania naczyń i zamieszała. Ten rytuał odtwarzała codziennie, kilkukrotnie w dodatku, a nigdy jeszcze nie czuła się przy tym tak lekko i dumnie zarazem. Zaskoczona bezprecedensowym doznaniem,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych