Keep on Singing - Rozdział 2
Następna banalna opowieść o rodzinie, przyjaźni i miłości. W części rzeczywista, oparta na życiorysach znanych niektórym z Was ludzi, w części zmyślona, tworząca linearną czasoprzestrzeń, gdzie słodycz fantazji zespala się z goryczą dzisiejszości.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Najbardziej bolało go, że zapominał już, jaka była. Pamiętał, co mówiła, nie przypominając sobie jednak tembru jej słodkiego głosu, i wiedział, że go zawsze na dobranoc przytulała, choć nigdy już nie zaznał podobnego ukojenia. Nawet wtedy, gdy kładł się spać wieczorami, a ciemność i cisza sprzyjały wzmożeniu koncentracji, nie potrafił przywołać konturu jej kochanej twarzy. Przez długi okres po jej śmierci ta twarz go nawiedzała. Pojawiała się częściej niż mógłby sobie tego życzyć i nie uśmiechała się do niego, a krzywiła w spazmach potwornego i niepojętego bólu. Ten ból jej towarzyszył aż do ostatniego wdechu. Katował ją i upadlał, lecz nigdy nie determinował. Nigdy go nie odepchnęła, nigdy nie odtrąciła. Mogła cierpieć tak, jak nikt sobie nie wyobrażał, a zawsze miała czas, by porozmawiać i wysłuchać, zawsze miała siłę, by go ucałować. Bólu nie zobaczył za jej życia. Zobaczył go po jej śmierci. I był tak nim przerażony, że wraz z tym obrazem wyparł każdy inny, każdy lepszy. Przyglądał się więc tacie, obserwował siostrę. Łudził się, że coś nim znów potrząśnie i wszystkie wspomnienia powrócą. Zwłaszcza że był ten dzień. I to coś po prostu musiało się dzisiaj wydarzyć…
- Musimy porozmawiać, Paddy.
Uśmiechnął się. Spodziewał się! Spojrzał na siostrę i zmroził ją momentalnie. Podniosła się właśnie z podłogi. W dłoniach trzymała odłamki talerza, jaki wypadł jej przed chwilą i roztrzaskał się z gromkim hukiem. Zaczęła się wahać, co on w porę dostrzegł. Nim machnęła ręką, by wycofać się ze swojej propozycji, był już przy niej. Tuż naprzeciw.
- Chciałam tylko powiedzieć – wyjąkała niemrawo – że jesteś jeszcze za mały – uciekła w bok wzrokiem – by przejmować się tym, czy i na ile wystarczy nam pieniędzy. - A nie jestem za mały, żeby je zarabiać? – odbił rezolutnie, a Kathy tylko jęknęła. – Nie sądzisz, że jest dziś jakiś inny? – Wskazał na starca. Temat zmienił celowo, ale nie w złej wierze. Ufał, że nie o pieniądzach chciała z nim rozmawiać. - Nie zauważyłam. - Widziałaś, jak tupał! – wtrącił szybko. – Widziałaś, że odliczał tym tupaniem sekundy! – ciągnął z oburzeniem. – On na coś czeka!
Twarz Kathy spłonęła purpurą gniewnego rumieńca.
- Widziałam też, jak ty odliczasz dni do tej rocznicy! – krzyknęła. – I na to, mój drogi, też jesteś jeszcze za mały! – Nachyliła się nad nim. – Nie wiem, na co czekasz, ale mam nadzieję, że nie na nią! – Usta zacisnęła, przeżuwając ostatnie rozterki, aż wreszcie, hucznym od emocji głosem: – Ona już nie wróci! Jej już nie ma!
Odgłos tłuczonych nadziei zadźwięczał z odłamkami naczynia. Rozsypane na podłodze, mieniły się blaskiem marzenia, z którym Paddy, wciąż jeszcze naiwnie ufny, nie był gotów się rozstać.
- Boże. Boże, ja nie chciałam! – Gdy wyciągnęła wprzód rękę, by pogładzić go po uderzonym lekkomyślnie policzku, odsunął się od niej i odwrócił. Zadrżała. Zaszlochała. Padła na kolana i tak samo nieostrożnie jak prędko zaczęła zbierać powtórnie upuszczone łupiny. – Paddy, przepraszam. Nie powinnam była, ale już mnie to wszystko przerasta i jak sobie pomyślę, że jeszcze ty zaczynasz fiksować…
Więcej nie usłyszał. Powiódł oczyma za błyskiem, jaki – jak mu się zdawało – spostrzegł gdzieś za sobą, i zamarł. Starzec nie siedział już przy oknie, tak jak w każdej godzinie życia od dokładnie roku, a stał wyprostowany, z dłońmi opartymi o biodra, wpatrzony w parę zbliżających się do autobusu reflektorów. Chłopiec, zszokowany tym widokiem, podszedł do niego i złapał go nieśmiało za rękę. Starzec drgnął zauważalnie, zaciągnął ze świstem powietrze. Na syna – rzecz jasna – nie spojrzał. Światła zatrzymały się opodal i zgasły. Z pojazdu, ledwo w strugach deszczu widocznego, wysiadła smukła sylwetka jakiegoś mężczyzny i dwie o wiele niższe, chowające się zaciekle pod wspólnym pledem. Cała ta trójka, przeskakując nad rozłożystymi kałużami, dobrnęła po chwili do drzwi i już zza nich, machając i gestykulując, zaczęła się domagać otwarcia. Starzec nie drgnął. Paddy również. Przybyszy, choć nie mniej osłupiała, wpuściła do środka…
- Kathy! Słońce ty moje! – Mężczyzna wszedł pierwszy i porwał brunetkę w objęcia. – Popatrz no na siebie! Kiedy tak wydoroślałaś?! – Tulił ją zapamiętale.
Paddy z początku oniemiał. Kojarzył mężczyznę, lecz nie był go w stanie rozpoznać. Przyglądał się temu, jak siostra, wzruszona spotkaniem, odwzajemnia skwapliwie czułości, i powoli, acz skutecznie docierało do niego, że przyjezdny to wujek Louis, przyjaciel jego rodziców. Wraz ze swoją piękną i młodziutką żoną oraz dwiema córeczkami mieszkali swego czasu w przyczepie kempingowej, parkowanej obok autobusu. Można więc powiedzieć, że byli po prostu sąsiadami. Można powiedzieć, że część wspomnień wróciła…
- Dan, stary koniu! – Głos wujka Louisa sprawił, że chłopiec się szeroko uśmiechnął. – Trzy lata minęły, a ty się o dekady postarzałeś! – Ramiona mężczyzny rozpostarły się i pochłonęły starca, a jego oczy, wyłoniwszy się spod gąszczu siwych, zdobiących głowę ojca włosów, łypnęły na Paddy’ego i mrugnęły w niemym powitaniu. – No co ty, Dan? – Zorientował się chyba. – Kumpla nie poznajesz?! – Zwolnił uścisk i odchylił się lekko do tyłu. – Dan…? – spytał już ciszej, zmartwiony brakiem reakcji. – Co jest? Nie cieszysz się, że mnie widzisz? - To nie tak, że się nie cieszy. – Kathy nadmieniła. W tej samej chwili wpadła jednak w popłoch, a nie mogąc zdzierżyć wzroku wujka Louisa, zwróciła się do dwóch stojących wciąż na dworze dziewczynek: – Wchodźcie, kochane, nie moknijcie! – Wciągnęła je niemal do środka. – Chloe! – Przytuliła mniejszą i zerknęła z czułością na drugą. – Madeleine… - Dzień dobry. – Madeleine dygnęła, a bukiet w jej dłoniach zaszeleścił.
Usta chłopca rozchyliły się w bezkresie podziwu. Ni z tego, ni z owego, zachłysnąwszy się kunsztem różnobarwnej wiązanki, przeniósł się na urokliwą łąkę. On i Maddie mieli wtedy po trzy lata. I tyle mniej więcej centymetrów, co strzeliste źdźbła bujnej i soczyście zielonej trawy. Brodzili wśród nich niczym w labiryncie, bawiąc się a to w berka, a to w chowanego, uciekając co sił w nogach przed obiema zafrasowanymi mamami i pędząc naprzeciw, gdzie tylko szaleństwo poniosło, by zderzyć się finalnie czołami i runąć na chłodną ziemię. Paddy pamiętał, że Madeleine zawsze płakała. On podnosił się szybko i natychmiast otrzepywał ubranie. Nawet wtedy, gdy potłukł się przy harcach solidniej, zjawiał się przy Maddie i starał się ją uspokoić. Nigdy jednak mu się to nie udawało i dziewczynka, histeryzując na wyrost, lądowała w objęciach swojej mamy. Skutek tych zabaw był taki, że oboje ostatecznie, ze skwaszonymi minami i poobrażani na siebie nawzajem, siedzieli potulnie na dwóch naprzeciwległych kocach. Ich mamy, choć diametralnie od siebie inne, uwielbiały letnie pikniki. Podczas gdy ciocia Jolene – dość ekstrawagancka i świadoma swoich wdzięków kobieta – zrzucała ubranie i opalała się godzinami, rzadko kiedy zsuwając z nosa swoje modne, przeciwsłoneczne okulary, jego mama, pochylona nad naręczem znoszonych jej przez córki kwiatów, segregowała je na te kruchsze i delikatniejsze z jednej, i sztywniejsze, o długich łodyżkach z drugiej strony, przeznaczając je odpowiednio do plecenia wianków i skomponowania bukietu, jaki na wieczór, gdy wracali do autobusu na kolację, chełpił się w wazonie na stole. Róże, astry i owoce jarzębu, przeplatane tu i ówdzie suszonymi liśćmi dębu czerwonego, zaszeleściły raz jeszcze i chłopiec, choć zapierał się przed tym resztkami swej podświadomości, znów zobaczył szyby w strugach deszczu.
- Co, Paddy? – Usłyszał. – Podoba ci się, nie?
Dreszcz go przeszedł i oderwał wzrok od Maddie. Wciąż zakotwiczony w plejadzie sielankowych wspomnień, spojrzał na wujka i wzruszył bezrozumnie ramionami.
- O kwiatach mówiłem. Nie o mojej córce. – Mężczyzna wybuchł śmiechem. – Madeleine, gdy tylko dowiedziała się, że tu przyjdziemy, zrobiła ten bukiet specjalnie dla waszej mamy! – Pochwalił dziewczynkę.
Z ciszą, jaka zapadła, wszyscy poczuli się nieswojo. Kathy zagryzła wargę, przestąpiła z nogi na nogę i pozwoliła pasmu włosów zasłonić jej wilgotne oczy, Paddy, widząc to, pięści zacisnął i uśmiechnął się do siebie z żałością, a jedyna osoba, która winna była wyjaśnienie, poczłapała w stronę okna i na powrót usiadła na ławce.
- Spóźniłeś się, wujku. – Głos pełen zawodu
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Sheena
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…