Kiedy nic nie dzieje się bez powodu ...
To początek krótkiej książki, którą piszę od jakiegoś czasu. Rozszerzona wersja "Mojego drugiego ja". Opowieść o pragnieniach .... to na pewno ... co do reszty, sprawdźcie sami ... Publikuję pierwszą część tekstu. CDN
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Było już późno, gdy zadzwonił telefon. Na niebie księżyc świecił w całej swojej krasie. Zegar wskazywał trzecią w nocy. Nie mogła spać. Czekała na tę wiadomość od samego rana. Jej ciało przeszywały dreszcze ilekroć zastanawiała się nad tym, jak ta jedna informacja może zmienić całe jej życie. Oczy napełniały się łzami na samą myśl, że jej pragnienie może wreszcie ujrzeć światło dzienne.
Kiedy była mała, dręczyła mamę pytaniami odnośnie rodzeństwa. Tak bardzo chciała mieć kogoś z kim będzie mogła się pobawić. Ilekroć jednak podejmowała próby dowiedzenia się, dlaczego mama nie chce dać jej siostrzyczki, ta zbywała ją brakiem czasu, jej młodym wiekiem i niezrozumieniem sytuacji, w której się znalazła. Kiedy jednak w końcu doczekała się wieku, w którym matka nie mogła już powiedzieć jej, że niczego nie zrozumie, wyznała, że gdy oczekiwała jej młodszego braciszka, poroniła, a sytuacja ta zadecydowała o niemożności posiadania kolejnego dziecka. Ta informacja zbiła ją wówczas z nóg. Tyle lat czekała na chwilę, gdy będzie mogła powiedzieć do drugiej osoby, jestem twoją siostrą. Ale matka swoim wyznaniem rozwiała wszelkie nadzieje. Pozbawiła ją jakichkolwiek, chociażby najmniejszych złudzeń.
Ta noc była wyjątkowo upalna. Pomimo otwartego okna, duszność dawała się we znaki. Leżała bez przykrycia, w cienkiej, satynowej koszuli. Na jej ciało padał blask ulicznej latarni. Duże dwuosobowe łóżko biło samotnością; jej drobne ciało nie zajmowało nawet jednej trzeciej jego powierzchni. Znajdująca się obok szafka przykuwała jej wzrok. A raczej stojący na niej telefon. Wpatrywała się w niego bez ustanku.. Powiedział, że zadzwoni, kiedy tylko czegoś się dowie. A znając jego możliwości może to być każda chwila. Chociażby środek nocy. Wróciła ponownie do wydarzeń sprzed kilku dni. Kiedy tylko pojawił się najmniejszy choć cień szansy na to, że jej marzenia z dzieciństwa mogą wreszcie się ziścić, nie zostawiła całej sprawy samej sobie. Włożyła w to pieniądze, czas, całe swoje serce. Nagle cały świat przestał istnieć, zniknął z jej świadomości. Tylko jedno miało miano teraźniejszości i prawdziwego znaczenia.
Odkąd pamięta w jej sercu zawsze było poczucie, że gdzieś daleko zgubiła część siebie. Zdarzało się, że nagle zaczynała płakać. W innej sytuacji zaś, wpadała w totalnie rozbrajający ją entuzjazm, zupełnie bez powodu. Czuła, że gdzieś istnieje jej druga część. Ciągle brakowało czegoś, by w pełni zrozumieć siebie. Kiedy pytała mamę, dlaczego tak się dzieje, ta zbywała ją, nie odpowiadając na pytania lub tłumacząc to wejściem w okres dojrzewania. Ciągle zastanawiała się, dlaczego odczuwała ból, smutek, żal, samotność, pomimo że w jej życiu nigdy nie było najmniejszych powodów do tego typu uczuć. Miała wszystko, czego potrzebowała. Zabawki, słodycze, swój własny pokój, wakacje nad morzem, rower, wózek dla lalek, kolorowe sukienki. Niczego jej nie brakowało. A pomimo to dość często pojawiało się TO coś. Jakby jakaś izolacja, dyskryminacja, zbędność, odrzucenie. Nie mogła pojąć skąd się to wszystko bierze. I wcale nie było jej to na rękę.
Umyła się wcześniej, niż zazwyczaj. Chciała jak najszybciej zapomnieć o wszystkich obowiązkach, położyć się przy aparacie i czekać. Po prostu czekać. Za żadne skarby nie dopuszczała ewentualności przegapienia telefonu. Znudziła ją telewizja i książka, którą zwykle połykała w kilka godzin. Muzyka też nie wchodziła w grę. Zostały jej tylko własne myśli. Choć i tak nie potrafiła się na niczym skupić. Istniał tylko telefon i uzależniona od niego wiadomość. Wyjaśnienie jednej z najpilniejszych w jej życiu spraw.
Pewnej nocy ogarnął ją taki smutek, że nie mogła tego przemóc. Miała trzynaście lat. Obudziła się i nie mogła zasnąć do samego rana. Jakiś głos w sercu wołał “pomóż”. Od tamtej chwili nic nie było już takie jak wcześniej. Poza słowem pomóż, pojawiały się też boję się, potrzebuję Cię, ratunku, to boli, nie rób mi tego, kochaj mnie, ja dłużej tak nie mogę. To wszystko, co działo się w jej psychice totalnie rewolucjonizowało cały jej świat. Zaczęła się bać. Męczyła matkę pytaniami, ale ona milczała. A jej milczenie wydawało się co najmniej podejrzane.
Leżała na boku, skulona jak małe dziecko. Płakała! Wróciła wspomnieniami do swojego dzieciństwa. Jakże skomplikowanego wówczas dzieciństwa. Gdyby tak wcześniej wiedziała, co to wszystko znaczyło. Ile bólu zaoszczędziłaby tej małej iskierce nadziei. A teraz? Pozostawało tylko czekać i wierzyć, że wszystko jakoś się ułoży. Od nowa. Po ich myśli. Najważniejsze, że wie. Że wreszcie wie i może pomóc.
Milczenie matki trwało dla niej wiecznie. Stąd też wiedziała, że coś przed nią ukrywa. Dorastała w przekonaniu, że powinna o czymś wiedzieć. Nie miała jednak środków do tego, by dojść do sedna całej sprawy. Była przede wszystkim taka zagubiona. Cały ten wielki świat ją przerażał. Chciała znać wyjaśnienie jej dziwnych odczuć. Chciała wiedzieć co się z nią dzieje. Czy jest normalna? Czy coś jest nie tak? Ale matka milczała. Nieubłagalnie milczała. A ona nie miała siły przezwyciężyć uporu swojej rodzicielki. Była taka słaba. Do czasu...
Powietrze niosło ze sobą oddech ciszy. Jak na tak wielkie miasto, aż niemożliwością zdawałoby się to, co miało w tej chwili miejsce, taki spokój. Ale jednak. Leżała. Wytrwale, od dłuższego już czasu. Mogła delektować się aurą bezgłosu istnienia. Słyszała tylko swoje myśli, wspomnienia, przeszłość zatrutą ciągłym oczekiwaniem, niecierpliwością i niezrozumieniem samej siebie. Wsłuchiwała się w to, co niósł wiatr szarej rzeczywistości. A telefon wciąż milczał!
Gdy skończyła dwadzieścia lat wyprowadziła się z domu. Odnalazła w sobie siły do samodzielnego życia. Dostała pracę, wynajęła mieszkanie. Miała dość swoich domowników, którzy kochali ją, zapewniali wszystko, czego tylko potrzebowała, spełniali nawet zachcianki, ale nie chcieli powiedzieć jej tego, co pozwoliłoby na odetchnięcie od tej nieszczęsnej niewiedzy, zakłopotania. Poznała fajnych ludzi, weszła w wir pracy, zakochała się nawet. Jednak pomimo tego wszystkiego coś ciągle nie dawało jej spokoju. Głosy w jej psychice wierciły dziurę. Zagłębiały się coraz głębiej, zadając coraz bardziej dotkliwsze rany.
Leżała już chyba z trzy godziny. W bezruchu. Czuła się, jakby była ziarenkiem piasku na pustyni. Aż w końcu telefon zadzwonił!
Ten dzień doskonale zapadł jej w pamięć. Czekała na niego od dobrych kilkunastu lat. Dzień jej dwudziestych czwartych urodzin przyniósł uwolnienie od tęsknoty, niepewności. Potrzebowała swój akt urodzenia. Za cztery miesiące miała wyjść za mąż.
- Cześć kochanie! - Znalazłeś ją??? - gdy tylko usłyszała jego głos, krzyknęła do słuchawki bez żadnych ceregieli. - Tak! Znalazłem ją! - odpowiedział dochodzący z daleka głos, przeniesiony do jej pokoju dzięki technice, która w ostatnich dziesiątkach lat dość mocno posunęła się do przodu.
Urzędnik zapytał o jej nazwisko. Podała. Następnie o nazwisko rodowe matki. Przedyktowała, bo trudno było napisać je bez błędu. Komputer pokazał dwa imiona. - Pani Anna? - Nieeeeeeee… - to pytanie spowodowało, że musiała usiąść. - A zatem Marianna! - Tak, Marianna - odpowiedziała, a jej oczy zasnuły się na chwilę mgłą.
- Kochanie! Znalazłeś ją??? Naprawdę??? - nie mogła uwierzyć własnym uszom. - Tak. Chcesz z nią porozmawiać? - Teraz??? - ta informacja zaskoczyła ją z lekka. Nie wiedziała, czy jest już gotowa. Już teraz. Dziś. W tej minucie. - Owszem. Siedzi obok mnie. Serce zaczęło jej bić jak oszalałe.
- Przepraszam pana bardzo, ale czy może mi pan wyjaśnić pewną kwestię? - zapytała urzędnika - Kto to jest Anna??? Jej matka nazywa się tak samo, jak moja? Urzędnik spojrzał na nią z ogromnym zdziwieniem. - Przecież to pani siostra. Urodziłyście się tego samego dnia. - Słucham??? A więc stąd te głosy - dotarło do niej wreszcie. To jest ta tak uparcie chowana tajemnica. Ale dlaczego? Dlaczego mi nie powiedzieli???
- Czeeeeeść! - usłyszała w słuchawce rozmyty, niski głos. - Cześć kochanie… - powiedziała połykając łzy. - Marysiu ... kocham Cię ... - wydukała po dość dłuższej chwili jej siostra. Ania.
- Nie wiedziała pani, że ma pani siostrę? - zapytał urzędnik obserwując jej zapłakane oblicze. - Nie, nie wiedziałam ... - powiedziała ledwo co słyszalnym głosem i wybiegła z urzędu.
- Kochanie teraz będzie już wszystko dobrze. Obiecuję!!! - szeptała do słuchawki. - Wiem. Zawsze wiedziałam, że mnie kochasz, że o mnie myślisz. Wołałam cię nawet… Ale teraz będziemy już zawsze razem prawda??? - Tak moja maleńka. Tak. Już zawsze będziemy razem. - słowa sączyły się razem ze łzami. Nie wiadomo co bardziej.
Urzędnik spojrzał jeszcze raz na ekran komputera. Przeoczył jeden ważny szczegół. Pod aktem urodzenia Anny był dopisek: “ Porzucona przez matkę w dniu narodzin. Niemowlę oddane do domu dziecka. Orzeczenie lekarskie stwierdza : Mózgowe porażenie dziecięce.”
Część pierwsza
Były lata siedemdziesiąte. Środek pięknego, upalnego lata. Mała dziewczynka, siedmioletnia najwyżej, siedziała na huśtawce przed wielkim białym domem. Jej jasne warkocze płynęły w rytm nadanej przez huśtawkę piosenki. Dziewczynka śmiała się bardzo głośno, chcąc oznajmić wszystkim wokoło, jak bardzo podoba jej się nowy prezent, który dostała od rodziców. Dzielnica, w której mieszkała, należała do tych, o których mówiono po kątach, dzielnica lepszych sfer. Mieszkali w niej głównie prawnicy. Ale można też było spotkać rodzinę lekarzy, bądź ekonomistów. Jedno było widoczne. Każdy kto miał szczęście zamieszkać w tych okolicach, miał nie tylko dużo pieniędzy, ale i całkiem wysokie mniemanie o sobie. Nie było tam przyjaciół i dobrych…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil promyczek
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…