Wróć do katalogu

Klasztor na Wzgórzu

Tą samą ścieżką, ramię w ramię, szli Śmierć i Życie. Rozmawiali po przyjacielsku, od czasu do czasu wybuchając śmiechem...

Maciek G., opublikowano , 13 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{b}Prolog{/b}

Tą samą ścieżką, ramię w ramię, szli Śmierć i Życie. Rozmawiali po przyjacielsku, od czasu do czasu wybuchając śmiechem.

{b}{u}Klasztor na Wzgórzu{/b}{/u}

Czarne chmury zbierały się nad szczytami skalistych i stromych gór. Zanosiło się na naprawdę obfity deszcz. Cierń właśnie rozglądał się po rozległej równinie, zewsząd otoczonej skalistymi iglicami. Szukał schronienia, ale niestety… jak okiem sięgnąć - tylko trawa, falująca na wietrze. - I co?- zapytał rozpaczliwie hrabia Jan, ale jego głos stłumił grzmot. - Co?- zapytał Cierń - I co?- ponowił pytanie hrabia. - Nic. - A więc spędzimy tu noc… o ile przeżyjemy burzę… i nie utopimy się w deszczu…- Jan wystawił rękę na pierwsze spadające krople. - Wygląda na to, że tak- odparł sucho Cierń. Hrabia drgnął z zimna, albo ze strachu, jaki roztaczała przed nim perspektywa spędzenia burzowej nocy pod gołym niebem. Jan przewrócił pieczeń i spojrzał na ginące już w mroku światła odległego miasteczka. Beresker dostrzegł smętne spojrzenie towarzysza. - Nie wrócimy- zawczasu odpowiedział na pytanie. - Dlaczego? - Pięć godzin drogi. Żadna różnica, czy zmokniesz idąc, czy siedząc. Potężny grom odbił się właśnie echem od wilgotnych skał. Niebawem ognisko zgasło…

Śmierć i Życie doszli właśnie do rozdroża. Na twarzach obu malował się smutek. Życie pokazywał, ze musi odwiedzić kilka ciężarnych kobiet. Śmierć pokazywał małe portrety ludzi, którym musi złożyć wizytę. Uścisnęli się i rozeszli… ale tylko na chwilę.

Hrabia Jan desperacko, niczym żołnierz pod gradem strzał, rzucił się na zasłonę, jaką dawał mu samotny głaz. Cierń dotarł nieco później obładowany ciężkim, podręcznym sprzętem wojownika. Miecza używał jako podpory. Zwalił się na trawę i oparł sapiąc o głaz. - Masz?- zapytał hrabia, ale silny wiatr nieco go zagłuszył. - Co?!- zawołał wręcz Beresker przekrzykując huk wiatru. - Masz?! - Co?! - Pieczeń!- powiedział wreszcie hrabia. - Aa… pieczeń… mam- Cierń wyciągnął ze skórzanego wora przypieczone mięso. Jan zachłannie rozłożył płachtę, byle jak, byle jedzenie szybciej znalazło się w jego ustach. Cierń wyjął tylko drobny nóż grubości tasaka i uczta się zaczęła. - A dokąd tak konkretnie idziemy?- zapytał Jan oblizując palce. - Przed siebie… - Czyli dokąd? Gdzieś… w jakimś celu? - Nie. Jak w jakiejś wiosce trafi się praca lub ktoś prowadzi wojnę… trzeba szukać, bo nikt nie wywiesza ogłoszeń: „ Wszczynam wojnę. Szukam najemników.” Hrabia nie wiedział co odpowiedzieć. Nie miał pomysłu na mądrą odpowiedź, dlatego zwyczajnie w świecie zapytał: - A tak właściwie, to gdzie jesteśmy? - Gdzieś w górach na północy…- Cierń słynął z krótkich, ale treściwych odpowiedzi-… za nami miasteczko zwane Wolim, albo jakoś tak. Burza nie zamierzała przejść, a deszcz padać mniej intensywnie. Głaz chronił już tylko przed szalejącym wiatrem. Krople deszczu wydzwaniały smutną melodię o klingę miecza.

Hrabia wyciskał koszulę, zalewając pustą norę w ziemi. Obaj, mocno przemoczeni, wygrzewali się teraz na słońcu, wychodzącym nieśmiało zza chmur. Rude włosy Ciernia, mocno zmoczone, przyklejały się do jego twarzy, przez co wyglądał jak pies, który przed chwilą wyszedł z wody. Niebawem wyruszyli. Ale droga nie była wcale łatwiejsza. Stopa co chwila, zapadała się w grząskie podłoże, które w moment zmieniało się w bagno. - Uhh...- jęknął hrabia Jan, wyciągając swoją nogę z potężnej kałuży -I pomyśleć, że udało nam się to przeżyć. W pewnym momencie trafili na suchy, skalisty grunt. Ale im wyżej szli, tym zimno stawało się bardziej dokuczliwe, dla ludzi mających na sobie przemoczone ubrania. Niebawem Cierń zatrzymał się. Jan tego nie zauważył i wpadł na niego, zapatrzony na niesamowite widoki. Jako że, beresker był duży i silny, hrabia odbił się od niego, wpadajac w coś zimnego i puszystego. -Śnieg!- wykrzyknął. - Tak. Dalej nie pójdziemy. Zaczekamy do jutra. - odrzekł beresker. Hrabia spojrzał w niebo. Ciemne chmury wciąż złowieszczo nad nimi wisiały. -Nie ma mowy.- zaprotestował. – Wolę iść przez śnieg, w mokrych ciżemkach, niż spędzić noc tutaj! Cierń nic nie mógł poradzić. Mimo prób, nie zatrzymał upartego Jana. Ten, zanim beresker spostrzegł, już przedzierał się przez śnieżne zaspy. Nie miał wyboru...

- Stój!- wrzasnął przeraźliwie Cierń i chwycił Jana za kaptur. Hrabia spojrzał pod nogi. Nie rozróżnił wśród nieprzerwanej bieli stromego urwiska. - Jeden krok i byłbyś martwym bałwanem- beresker tym kiepskim żartem nie dawał po sobie poznać strachu. Równina, którą dotąd szli kończyła się nagle pionowym urwiskiem. - I co teraz?- stęknął Jan- Wracamy? - Nie- rzekł sucho Cierń i wskazał ginący w chmurach, podłużny obiekt. - Most? Nad urwiskiem?- powiedział hrabia głosem, wskazującym na niechęć zmieszną ze strachem. - Masz coś przeciwko? - Tak... Nie! Skądże!- Jan dostrzegł spojrzenie towarzysza.

Śmierć i Życie spotkali sie znów. Padli sobie serdecznie w ramiona. Ale wtedy z kieszeni Śmierci wypadł jeszcze jeden obrazek i niestety, stłukł się o kamienie. Można było dostrzec na nim rude włosy rozwiane na wietrze. Śmierć nieco się zmartwił, musiał znowu iść... ale Życie zaproponował, że będzie mu towarzyszył.

Cierń widział więcej niż inni. To nie ulegało wątpliwości. Na nieszczęście hrabiego dostrzegł wąską na szerokość stopy grań- drogę do mostu. Chmury niebezpiecznie kłębiły się nad ich głowami. Z granatowych, stawały się czarne. Pędzone niewyczuwalnym jeszcze na tej wysokości wiatrem, zbierały sie nad przepaścią. Udało im się. „Most” był w rzeczywistości dwiema belkami przerzuconymi na drugą krawędź. Cierń dotarł tam pierwszy i od razu, gdy znalazł się na półce skalnej przysiadł. Jan, zmoczony zimnym potem, dołączył nieco później... chyba wtedy, gdy spadły pierwsze płatki śniegu...

Śmierć i Życie zatrzymali się na dnie przepaści. Niemal w tym samym momencie spojrzeli w górę. Przez dwie belki przechodziły jakieś dwie postacie. Zrywał sie silny wiatr, pruszyło coraz mocniej, aż belki zniknęły w zawierusze, a dosłyszeć można było tylko jęk i skrzypienie. Śmierć i Życie spojrzeli po sobie. Nagle zza białej bariery wyłoniła się olbrzymia wręcz postać. Spadała bezwładnie obracając się wiele razy. Śmierć i Życie spojrzeli po sobie, lecz nie było czasu na ustalanie kto ma go złapać. Szybszy był Życie...

Cierń się obudził. Oczy, po trudach drogi, przyjemnie były ciężkie, przez co miał pretekst by ich nie otwierać. Kości przyjemnie trzaskały przy każdym ruchu, przez co nie musiał się ruszać. Jego plecy zapadały się w mięciutki stosik skór. „Skóry?!” pomyślał. Gdy…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych