Wróć do katalogu

Klejnot Asybi - Rozdział pierwszy

Rozdział pierwszy mojej powieści. Napisałam również prolog, który został opublikowany nieco wcześniej.

Navera, opublikowano , 19 min czytania, 3,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Kelvan spojrzał uważnie na swego przeciwnika, próbując odgadnąć jego następny ruch. Zauważył lukę w jego obronie i szybko to wykorzystał. Nieprzyjaciel zablokował ten atak swoim mieczem. Niespodzianie Kelvan poczuł ostrzeżenie swej intuicji. Nie odwracając oczu od swego przeciwnika, zdał sobie sprawę, że drugi wróg zaszedł go od tyłu. Zrobił szybki unik w bok; broń przecięła powietrze w miejscu, gdzie przed chwilą stał. Nie tracąc ani chwili Kelvan rozbroił swego pierwszego przeciwnika. Mężczyzna uśmiechnął się do niego po przyjacielsku, po czym usunął się na bok. Drugi napastnik próbował wykorzystać lukę w obronie Kelvana. Mężczyzna, czując niebezpieczeń-stwo, zrobił szybki unik. Ostrze przeszyło powietrze kilka centymetrów od jego głowy. W odwecie zadał cios mieczem w bok wroga. Uderzony przeciwnik, syknął, uskoczył w bok i masując bolące miejsce, jak poprzedni, lekko się cofnął, uznając zwycięstwo Kelvana. - Dobrze walczysz – powiedział drugi z mężczyzn z uznaniem. Kelvan uśmiechnął się na te słowa. - Dzięki za dobry trening – powiedział. Podszedł do stojaka na miecze i odłożył ćwiczebny oręż, przecierając pot z czoła i próbując wyrównać przyśpieszony oddech. Przetarł swe brązowe oczy. - Wy też byliście dobrzy. - Jak ty to robisz? – pierwszy z jego przeciwników pokręcił głową. – Zdajesz się zawsze przeczuwać, gdzie spadnie następny cios. - Sam nie wiem, Terusie. – Kelvan wzruszył ramionami. – Trudno określić to, co czuję. To taka jakby moja intuicja. Przeczesał palcami swe kruczoczarne włosy. Jego intuicja. Zawsze tak to nazywał. Nie wiedział, czym tak naprawdę jest uczucie, jakie stale mu towarzyszyło. Ostrzegało go, gdy był w niebezpieczeństwie, czasem mówiło mu, co dalej robić. Nie było to nic konkretnego, nie objawiało się niczym więcej, niż bły-skiem świadomości, zdaniem sobie sprawy z otaczającej go sytuacji. Tak jak podczas walki: nie słyszał ani nie widział zbliżającego się od tyłu przeciwnika, lecz wiedział, że on tam jest. Po chwili ciszy Kelvan powiedział: - Nie umawialiśmy się na dwóch przeciwników. - Wiem – uśmiechnął się jego rozmówca – ale chcieliśmy z Cedisem sprawdzić, czy rzeczywiście jesteś tak dobry, jak mówią. - I rzeczywiście, jesteś – przyznał Cedis. – Niektóre twoje ataki są całkiem dobre, jak te cięcie z pół-obrotu. Naucz mnie tego. Kelvan uśmiechnął się delikatnie. Po raz pierwszy trenował razem ze swymi przyjaciółmi. - Dobrze, lecz pod pewnym warunkiem. - Jakim? - Zaczniemy od jutra, jak na dzisiaj wystarczy treningu. Mężczyzna uśmiechnął się. - Zgoda – powiedział. - Będę mógł się dołączyć? – Terus potarł oczy, ocierając spływający na nie pot. – Też chciałbym się czegoś nowego nauczyć. - Nie ma sprawy – uśmiechnął się Kelvan. We trójkę wyszli z sali ćwiczebnej. Powoli na zachodzie niebo zaczynało przybierać czerwoną barwę. Widząc tę zapowiedź zbliżającej się nocy, postanowili iść do swej ulubionej gospody, by, jak to mieli często w zwyczaju, napić się dobrego piwa i porozmawiać swobodnie. Szli ulicą, konwersując o różnych stylach walki, gdy nagle Kelvana przeszyło gwałtowne przeczucie zagrożenia. Nie było to bynajmniej niebezpieczeństwo bezpośrednie, lecz bardziej grożące w przyszłości. Czuł się, jakby coś niezwykle przerażającego zostało przywołane do życia. Zatrzymał się. Poczuł jak zjeżyły mu się włoski na karku a zimny pot spływał mu po plecach. Jego przyjaciele stanęli i spojrzeli na jego szeroko otwarte oczy ze zdziwieniem. - Coś się stało? – spytał zaniepokojony Cedis. - Nie... nic. Wszystko w porządku. – Kelvan westchnął głęboko, próbując przywołać się do porządku po nagłym wstrząsie. - Jesteś pewien? – nie ustępował jego przyjaciel. - Tak… po prostu… po prostu przez chwilę źle się poczułem. To wszystko. Jego kompani wymienili ze sobą zaniepokojone spojrzenia, lecz nie odezwali się już ani słowem. Ke-lvan był im za to wdzięczny. Nie miał ochoty na tłumaczenie im, co właściwie poczuł, wiedząc, że za-pewne i tak nic nie zrozumieją. Ruszył powoli do przodu. Po chwili zauważył, że nie poszli za nim, lecz nadal stali i wpatrywali się w niego. - Mieliśmy iść się napić, pamiętacie? – rzekł, lekko poirytowany. Przecież powiedział im, że wszystko jest w porządku, więc o co im nadal chodziło? - Czy to ta twoja intuicja? – spytał Terus, wymawiając powoli słowa, jakby z namysłem. - Tak... skąd wiesz? – spytał zaskoczony Kelvan. - Po prostu się domyśliłem. - Ah. Mówiłem wam, że to nic poważnego. Chodźmy – starał się odwrócić uwagę od swego dziwnego zachowania. Nie docenił Terusa. - Co się dzieje? – zawtórował Cedis. – Powiedz nam. Kelvan westchnął z rezygnacją. - Nie wiem, co się dzieje. Poczułem się, jakbym był w niebezpieczeństwie, lecz nie bezpośrednim. To wszystko – powiedział. Po chwili dodał: - Być może jest to związane z interesami, jakie prowadzę. Może całość jest skazana na klęskę? Może przed tym mnie ostrzegała intuicja? – Próbował ich uspokoić i uśpić ich czujność. Wiedział, że to, co mówił, to nieprawda. Uczucie było zbyt silne, zbyt bezpośrednie. Tak, jakby niedługo mogła grozić mu śmierć. Prowadził interesy, lecz wiedział, że z pewnością ostrzeżenie ich nie dotyczyło. Handlował bronią. Niedawno zawiązał umowę z przedstawicielem najemnej kompanii; wątpił jednak, by coś mogło pójść nie tak. Wywiązał się ze swej części zobowiązania, a oni dotrzymali swojej. Niedługo Kelvan miał przesłać im kolejną część towaru. Wszystko było już gotowe i nie sądził, by coś miało pójść źle. Teraz jednak zaczął odczuwać coś innego. Przymus, każący iść mu na zachód. Nie wiedział, dokąd go prowadziło owo uczucie. Postanowił je na razie zignorować i pójść za tym głosem, gdy zostanie sam. Nie chciał mieć przyjaciół drepczących mu po piętach, niemogących go zrozumieć, dopytujących się, czy wszystko gra. Nie potrafił im tego wytłumaczyć. Nie potrafił sprecyzować, co czuje. Dotarli do gospody, w której często lubili przesiadywać. Zamówili piwo; po zdarzeniach dzisiejszego dnia każdy z nich był jednak zajęty własnymi myślami i niewiele rozmawiali. Szybko też opuścili karczmę, umawiając się na trening następnego dnia. Kelvan sądził, że w dużej mierze to przez niego ten wieczór okazał się niezbyt udanym. Był w ponu-rym nastroju, po części dlatego, że nie wiedział, co tak naprawdę się dzieje, po części dlatego, iż nie po-trafił tego wyjaśnić swym przyjaciołom. Gdy tylko opuścił budynek gospody tajemniczy przymus wzmógł się jeszcze bardziej. Mężczyzna spojrzał na zachód. Przez chwilę zastanowił się nad możliwymi kłopotami, jakie mogły wyniknąć z pójścia w tę stronę. Pomyślał jednak, że przecież zawsze słuchał tego głosu i nigdy nie wpędził go on w tarapaty. Czemu teraz miałoby być inaczej? Spokojnym krokiem ruszył ulicami miasta, kierowany cichym impulsem. Dotarł do centrum miejsco-wości. Jego oczom ukazał się duży rynek handlowy; o tej porze na ulicach nie było już nikogo. Nieco za placem, naprzeciwko Kelvana, stała świątynia. Gdy tylko na nią spojrzał, wiedział, że to ona była jego celem. Biały, ozdobiony rzeźbami bogów i wi-trażami budynek przyciągał go niczym magnes. Powoli ruszył w tamtą stronę. Otworzył zdobione wrota i znalazł się wewnątrz świątyni. Piękne a zarazem potężne kolumny pod-trzymywały kolisty strop. Podłoga i ściany wyłożone były białym marmurem. Wokół wnosiły się piękne rzeźby, przedstawiające panteon bogów. W centrum świątyni znajdował się wyrzeźbiony w różowym marmurze ołtarz. Przy nim stała samotna postać. Gdy tylko spojrzał na jej smukłą, świetlistą sylwetkę i piękną, promieniującą spokojem twarz, wiedział, kim jest. Opadł z respektem na kolana. Pomimo wysiłku nie mógł oderwać od niej oczu. - Bogini Ashea – szepnął cicho w zachwycie. Ona uśmiechnęła się tylko do niego w odpowiedzi na jego słowa. Podeszła do niego powoli. Gestem nakazała mu wstać. Zrobił, jak rozkazała. Opuścił wzrok na posadzkę, zastanawiając się, czy nie uraził jej, patrząc jej w oczy. Ona jednak położyła mu delikatnie palec na podbródku i uniosła jego głowę. Patrzył teraz prosto w jej mądre, zielone oczy. Pałały one miłością, która napełniła go ciepłem i spokojem. Nic już nie miało dla niego znaczenia, prócz tego spojrzenia. Uśmiechnęła się do niego ciepło. Drugą ręką pogładziła czułym gestem jego włosy. - Kelvanie – powiedziała swym aksamitnym głosem, równie pięknym, jak jej wygląd – zawsze byłeś przy mnie, zarówno w czasie smutku, jak i radości. Nigdy do końca nie zdawałeś sobie sprawy, że to mi wyznawałeś cześć, lecz nigdy nie zwątpiłeś, nie myślałeś, że jestem tylko twoim wymysłem. Zawsze by-łam przy tobie, ostrzegałam cię i dbałam, by wszystko dobrze się układało. Nazywałeś mnie „swoją intu-icją”. Nie odpowiedział. Nie był w stanie, zauroczony jej pięknem. Od razu, gdy ją zobaczył, zrozumiał to, o czym ona teraz mówiła. Na twarzy bogini niespodziewanie pojawił się smutek. - Kocham cię jak syna – powiedziała. Przyjął te słowa z radością, nie były one jednak dla niego zasko-czeniem. Wiedział o tym. Niepokoiło go przygnębienie na jej twarzy. - I choć jak każda kochająca matka – kontynuowała Ashea – chciałabym bronić cię przed niebezpieczeństwem, los chciał inaczej. Muszę powierzyć ci pewne, bardzo ważne zadanie. Od tego, czy uda ci się je wykonać, zależeć będzie los wszystkich żywych stworzeń, los bogów, mój i twój los. Musisz odnaleźć potężny

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych