Wróć do katalogu

Klejnot Asybi - Rozdział trzeci

Rozdział trzeci mojej powieści. Proszę o komentarze.

Navera, opublikowano , 13 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Trzech przyjaciół szybko zostało otoczonych przez wrogów. Kelvan zauważył, że większość łuków celuje w niego. Ogarnęło go przemożne poczucie winy, gdy zdał sobie sprawę, że wrogom chodziło jedy-nie o niego; jego przyjaciele mogli zginąć jedynie przez to, iż postanowili pomóc mu w jego misji. Bardzo chciał w jakiś sposób ocalić swych kompanów, bez względu na koszty, jakie będzie musiał ponieść. - Zsiadajcie z koni – warknął przywódca złoczyńców. Terus i Cedis spojrzeli pytająco na noszącego Miecz Krwi. Ten nieznacznie skinął głową i dał im znak, by nie próbowali walczyć. Wiedział, że to nie doprowadziłoby ich do niczego więcej, niż do śmierci. Gdy tylko znaleźli się na ziemi, trzech z mężczyzn pochwyciło wodze ich koni, a kolejnych sześciu złapało ich mocno i związało im ręce za plecami. Przyjaciele nie sprzeciwiali się temu; wycelowane w ich piersi łuki mówiły same za siebie, co by się stało, gdyby próbowali się bronić. Przywódca nieprzyjaciół uśmiechnął się zimno. - W końcu cię mamy – powiedział złowróżbnym głosem. – Dużo czasu zajęło nam odszukanie ciebie, lecz nasz trud zostanie nam solidnie wynagrodzony. – Te ostatnie słowa zdawały się być bardziej skiero-wane do jego ludzi, niźli do Kelvana. - Co chcesz z nami zrobić? – spytał spokojnie właściciel Miecza Krwi, starając się nie zdradzić swego strachu. Lider zaśmiał się szyderczo. - Co zamierzam z wami zrobić? Czyż to nie oczywiste? Chcę was zabić. Po kolei. Najpierw zginą twoi kompani, potem zaś w stosownej chwili zajmę się tobą. – Oczy przywódcy przybrały mroczny wyraz, jakiego nie mógł znieść Kelvan. Opuścił wzrok. – Co do rodzaju twojej śmierci… potrzebujemy pewnych określonych przyrządów. To specjalny rozkaz naszego pana: żebyś umierał długo. Słowa te zmroziły sługę Ashei, lecz udało mu się zachować kamienny wyraz twarzy. - Masz mnie – powiedział chłodno. – Moi towarzysze nie są ci do niczego potrzebni, więc puść ich wolno. Wódz zaśmiał się z rozbawieniem. - Puścić ich wolno? Czy ty uważasz mnie za głupca? Zanim jego rozmówca zdążył odpowiedzieć, lider dał znak swojemu człowiekowi. Stojący za Terusem mężczyzna przycisnął sztylet do jego szyi. Terus krzyknął cicho, napiął mięśnie i spojrzał z przerażeniem na przywódcę bandytów. Ten skinął głową swemu podwładnemu. - Nie! – krzyknął bezsilnie Kelvan. W tej samej chwili mężczyzna przykładający sztylet do gardła jego przyjaciela wypuścił broń z ręki, otworzył szeroko oczy ze zdziwienia i upadł bezwładnie na ziemię z drzewcem strzały sterczącym z ple-ców. Wrogowie posiadacza Miecza Krwi zastygli bez ruchu, zdumieni, potem zaś szybko odwrócili się do swych nowych przeciwników. Kelvan dostrzegł, że do ataku ruszył oddział najemników, z którymi prowadził interesy. Zauważył, że przywódca wrogów, zorientowawszy się w zagrożeniu, złapał sztylet i ruszył na niego. Zanim jednak udało mu się zbliżyć do mężczyzny na odpowiednią odległość, strzała trafiła w jego lewe ramię. Krzyknął z bólu i wściekłości. - Puśćcie ich – warknął wściekle do swych ludzi, którzy, skonsternowani, nadal trzymali trójkę przyja-ciół. – Osłaniajcie odwrót. Jest ich zbyt wielu. On i szóstka jego ludzi uciekła z pola bitwy, pozostawiając resztę swych kompanów na pastwę najem-ników. Zaciężnych wojowników było więcej niż bandytów oraz atakowali z zaskoczenia, mieli więc znaczną przewagę. Po chwili wszyscy złoczyńcy legli martwi, bądź też ratowali się ucieczką. Większość najemników ruszyła za uciekinierami. Ich przywódca, Isos, rozwiązał przyjaciół. - Czego oni chcieli? – spytał, spoglądając za uciekającymi wrogami. - Mojej śmierci. Nie pytaj mnie, dlaczego, bo i tak nie uwierzysz – westchnął Kelvan. – Dzięki za twą pomoc. Gdyby nie ty… Najemnik skinął głową i machnął ręką. - Wiem, wiem. – Uśmiechnął się lekko. – Jakość twoich broni z nawiązką rekompensuje nam ten trud. A skoro już o tym mówimy, właśnie jechaliśmy po kolejną dostawę, gdy zobaczyliśmy, że jesteś w kło-pocie. Czarnowłosy mężczyzna skinął głową i zerknął w stronę swego domu. Ze smutkiem zauważył unoszą-cy się z tamtego miejsca tłusty słup dymu. - Obawiam się, że nie będę mógł zrealizować waszego zamówienia – westchnął. Isos podążył za jego wzrokiem. - To twój dom? - Niestety, tak. - Przykro mi. Jego rozmówca skinął smutno głową. - Dzięki. Spodziewałem się tego. - Zapewne nie szybko będziesz w stanie ponowić ze mną interesy? - Nie. Muszę wyruszyć w podróż, nie wiem, kiedy wrócę. Isos skinął głową. Nie dopytywał się o szczegóły, które i tak go nie dotyczyły. Po chwili zaczęli powracać jego ludzie. Jeden z nich prowadził konie trójki przyjaciół, które, przestra-szone walką, uciekły. Bez słowa oddał wodze Terusowi i Cedisowi. Kelvan rozejrzał się szybko dookoła. Oprócz nich i zaciężnych wojów, nie było nikogo w pobliżu. Wszyscy uciekli z tego miejsca, obawiając się, że zostaną wciągnięci w konflikt. - Musimy jechać – powiedział do przywódcy najemników – zanim zaroi się tu od straży miejskiej. - My również – zgodził się z nim Isos. – Chociaż racja leży po stronie mojej i moich ludzi, nie mam ochoty wdawać się w długie i nudne pogawędki ze strażnikami. Kelvan spojrzał na stojących nieopodal swych przyjaciół, rozmawiających cicho z jednym z ludzi na-jemnego wojownika. Gdy spostrzegli, że na nich czeka, szybko zakończyli rozmowę. - Co teraz zrobimy? Ruszamy dalej? – spytał Terus. - Jesteście pewni, że nadal chcecie mi towarzyszyć? Pomimo że możecie przez to zginąć? Obaj skinęli stanowczo głowami. - Sądzę – powiedział - że pozostawanie dłużej tu, w Seredzie, będzie niemądrym posunięciem, zwa-żywszy, że niektórzy z naszych wrogów nadal żyją oraz, że prawdopodobnie będziemy poszukiwani przez strażników. Musimy wyruszyć w dalszą podróż i zaopatrzyć się po drodze w towary. Myślę, że odpowiednie do tego będzie miasto Vera. - A więc jedźmy – rzucił Cedis. Gdy dojechali do bram miasta ogarnęła ich wątpliwość, czy strażnicy nie dowiedzieli się jeszcze o ca-łym zdarzeniu. Okazało się jednak, że bez trudu wyjechali z miejscowości. Początkowo przywódca grupki kierował się, jak zapowiedział, w stronę Very. Potem jednak, przy naj-bliższym rozstaju dróg skręcił w odchodzący w bok trakt. - Nie zamierzasz pojechać do Very, prawda? – powiedział Cedis. Było to bardziej stwierdzenie, niźli pytanie. Kelvan pokręcił głową. - Nie. Jak przypuszczam, w Seredzie nas podsłuchiwano, a ja nie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych