Kłem i Pazurem - Żywot motyla - Rozdział 1
Wydaje się, że życie jest splotem niekończących się przypadków. Damis Steedmore przez właśnie jeden z takich przypadków przeprowadza się wraz z ojcem do Marryblood, aby zapomnieć o niedawnych wydarzeniach. Wydaje się, że odnaleźli raj...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział 1
„Marryblood. Miejscowość licząca sobie cztery tysiące sześćset czterdzieści pięć dusz. Położona nad malowniczymi lasami Ouachita National Forrest. Jeśli już ktoś zadałby sobie trud ze znalezieniem jej na mapie niech otworzy atlas, znajdzie mapę Stanów Zjednoczonych i odnajdzie stan Arkansas. Marryblood znajduje się dokładnie pomiędzy Bluffton a Briggsville. Mimo iż przechodzi przez nią droga numer dwadzieścia osiem miasto nie jest popularne także, kto zaczął go szukać na mapie niech lepiej przestanie, bo i tak nigdy go nie znajdzie. Taki już był los tego miasta, które skutecznie ukrywa się przed światem. Właśnie tam się przeprowadzam…”
Obecnie. Wrzesień.
Ciemne chmury zatrzymały się nad Marryblood grożąc ulewnymi opadami. Z tego, co Damis zdążył się dowiedzieć jesień w jego nowym mieście zawsze kojarzona jest z ciągłymi opadami deszczu. Miejscowi śmieją się, że miasto jest nad tą częścią nieba gdzie Bóg odprowadza kanalizację. Ich to bawiło natomiast jego samego irytowało. Chłopak stał właśnie przed swoim nowym domem. Patrzył na piętrowy, drewniany dom z niebieskimi ścianami, przez które przechodziły białe pasy. Przyjrzał się im bliżej i odkrył, że białe pasy są w rzeczywistości drewnianymi listwami, które ktoś pewnie przykleił dla dekoracji. Dom emanował dobrą energią i połowa globu z pewnością widziałaby go w roli azylu od wszelkich problemów. Niestety Damis należał do tej drugiej połowy. Ten dom nie podobał mu się wcale. Wprost go nienawidził. Kochał swój dom w Wolftown w zachodniej Wirginii jednak tego domu nie potrafił zaakceptować. Zdążył już znienawidzić wszystkich sąsiadów, od kiedy się tu wprowadził wraz z ojcem. A nienawidził ich tylko, dlatego, że byli dla niego obcy i sztucznie życzliwi. Wszedł po schodach do swojego nowego pokoju. Obrzydliwie białe pomieszczenie z jednym wielkim oknem i do tego jeszcze na ulicę. Damis w myślach zaczął układać meble oraz łóżko i wszystkie inne rzeczy, które spakował. Jutro będzie musiał wszystko wtaszczyć na górę i ustawić. Jednak najpierw będzie musiał pomalować ściany na czarno-zielono jak w swojej dawnej sypialni. Za kilka dni rozpoczęcie roku i chłopak nie myślał o niczym innym. Wyjrzał przez okno i stwierdził, że zaczął padać lekki deszcz. Chmury zwiastowały, że szybko padać nie przestanie.
Deszcz padał nieustannie od tygodnia, przez co mieszkańcy mieli olbrzymi problem z jakąkolwiek komunikacją. Ulice zamieniały się w potoki a studzienki kanalizacyjne już od dwóch dni nie odprowadzają wody. Boczne, polne drogi do miasta stały się mokradłami, swoistą barierą nie do przejechania. Damis Steedmore próbował właśnie przejść na drugą stronę ulicy, kiedy przejeżdżająca obok ciężarówka, wymijając czarne Audi, ochlapała go wodą z przydrożnej kałuży. Świetnie, po prostu świetnie pomyślał. Zdjął kurtkę i strzepał z niej błoto. Mimo to nadal była zabrudzona. Założył kurtkę z powrotem, aby jego koszula nie zmokła mocno od deszczu. Nic to jednak nie dało. Od szkoły dzieliło go kilkadziesiąt metrów, więc powrót do domu, aby się przebrać i tak nie wchodził w grę. Mówi się trudno, widocznie tak ma być. Przemknął jeszcze parę metrów aż dostał się na szkolny plac. Gdy patrzył na swoją nową szkołę cała poprzednia nienawiść do Marryblood odeszła jakby ją ktoś ręką odjął. Budynek całkowicie zbudowany był z czerwonej cegły, z czarnym dachem, licznymi kolumnami oraz wielkimi dębowymi drzwiami sprawiał, iż chłopak czuł dumę z powodu tego, że się do niej dostał. Przed szkołą rosły zielone świerki oraz brzozy, które teraz były bezlistne. Drzewa wprost nakładały się na dach wiosną zamieniając go w piękny, leśny dywan. Cała szkoła ogrodzona była wysokim żywopłotem. Pewnie wiosną wszystko wygląda lepiej, ale późna jesień, a co za tym idzie liczne opady, nadają otoczeniu nad wymiar ponury wygląd. Damis otworzył drzwi i wszedł szybko do środka. Ku jego rozczarowaniu szkoła od wewnątrz nie różniła się w żadnym calu od innych szkół, w których miał szczęście być. Na ulotce reklamującej liceum wszystko było piękne i ładne, ale puste, długie korytarze nie wyglądały teraz zachwycająco. Tu po raz pierwszy zwątpił w to, czy aby ta szkoła jest dla niego. Obok głównego holu stały rzędy metalowych szafek zamkniętych na klucz. Wybrał tę szkołę z wielu względów. Po pierwsze znajdowała się ona dziesięć minut drogi od domu. Po drugie szkoła zachęcała przeróżnymi profilami: biologiczno-chemicznymi, matematycznymi, matematyczno –fizycznymi, humanistycznymi oraz społeczno-prawnymi. Damis dostał się na ten ostatni. Marzył o karierze prawnika, jednak potrafił sobie znaleźć alternatywę jakby nim nie został. Jako drugie koło ratunkowe wybrał studia antropologii sądowej. Nagle usłyszał dzwonek i zobaczył wybiegających, ze szkolnej auli uczniów. Mijali go obojętnie rozmawiając, w kilkuosobowych grupkach śmiejąc się wesoło. On stał natomiast sam. Schował się za kolumną i obserwował wszystkich z daleka. Zastanawiał się w duchu, z kim trafi do klasy. Jacy to będą ludzie? Dobrzy i życzliwi czy też wredni i okrutni? Bezkształtna masa uczniów przemknęła wolno schodami w górę i w dół. Kiedy na korytarzach znowu zapadła cisza chłopak wyszedł ze swojej „kryjówki”. Spojrzał na mapę na przeciwległej ścianie i zobaczył gdzie znajduje się sala, która będzie jego nową klasą. Biegnąc, pośliznął się na pomarańczowych kafelkach. Pewnie były szybko czyszczone, aby zdążyć przed pierwszymi lekcjami. Cieszył się w duchu jak dziecko, że nikt tego nie zauważył. Kiedy wstawał odkrył, że odcisnął swoją postać błotem na czystej posadzce. Słysząc jakieś kroki w oddali powrócił do szukania swojej sali. Po pewnej chwili, Damis odnalazł właściwą pracownię i z sobie nieznaną pewnością otworzył drzwi. Uderzył w niego jasny promień słońca. Wszystko zamilkło. Chłopak nie słyszał nic. No, z wyjątkiem własnego bicia serca i szumu krwi w uszach. Po sekundzie wahania otworzył oczy i rozejrzał się. Jego nowa klasa nie przypominała tego, co spodziewał się zobaczyć. Tuż obok drzwi stał model szkieletu człowieka, któremu ktoś doczepił krawat. Pod ścianą ustawione były szafki z innymi szkieletami zwierząt, oraz ważnymi terminami z dziedziny biologii. W końcu zwrócił uwagę siedzących uczniów. Każde spojrzenie świdrowało go do głębi. Spojrzał na siebie i jęknął. Jego ubranie, które wcześniej było mokre zdążyło wyschnąć, ale i tak wyglądało jakby było kupione w sklepie drugiej ręki i w dodatku zmieszane ze świeżym błotem. - A! I tutaj znalazł się nasz zagubiony kolega! – Damis dopiero spostrzegł, że przy biurku siedzi młody mężczyzna. Nauczyciel wstał z krzesła i z dziwnym uśmieszkiem spojrzał na nastolatka. – Zapomniało się nastawić zegarka, co? Nazywam się Michael Shepard i będę twoim nauczycielem biologii a zarazem wychowawcą. Zajmij miejsce i wyjmij swój notatnik, o ile takowy posiadasz. O i mam dla ciebie jeszcze coś – wrócił na moment do swojego biurka i podał Damisowi kartkę – To twój rozkład zajęć. Damis podziękował lekko głową i zajął puste miejsce w przedostatniej ławce pierwszego rzędu od okna. Dopiero teraz zwrócił uwagę na osoby w swojej klasie. W sumie było ich piętnaścioro. Dziewięć dziewczyn i sześciu chłopaków. Wszystkie spojrzenia skierowane były ku niemu i można było z nich wyczytać pogardę, szyderstwo, oraz przedziwny lęk. Zaczął się krępować ich nagłym zainteresowaniem wywołanym swoją obecnością, ale kiedy nauczyciel zaczął im coś tłumaczyć, odwrócili wzrok. I wtedy ją zobaczył. Była inna od reszty dziewczyn. Włosy o bliżej niezidentyfikowanym kolorze opadały jej swobodnie na ramiona oraz plecy. Zielone oczy świdrowały pomieszczenie z nieznanym Damisowi spokojem, powagą i wręcz nieuzasadnioną lekkością. Jej ruchy były ledwie dostrzegalne, idealne w każdym calu. Czarne dżinsy, wraz z szaro-czarną bluzą komponowały się idealnie. Widać było, że ma swój indywidualny styl. Wydawała się być znudzona rzeczywistością… Tak jakby przeżywała ten dzień od nowa, od nowa i jeszcze raz. Damis zafascynowany jej widokiem zapomniał o otaczającym go świecie i dopiero za trzecim pytaniem nauczyciela bąknął„co?”. - Po pierwsze siedzi się przodem do nauczyciela. Po drugie mówi się „słucham panie profesorze”. A po trzecie jesteś w tej klasie czy nie, bo sprawdzam obecność? - Jestem, jestem. – Damis z trudem powstrzymał się od odwrócenia znów w stronę tej dziewczyny. Gdyby chociaż znał jej imię? - Helen Tratchet? – spytał pan Shepard. Damis ze zdenerwowaniem patrzył czy to, aby nie ta dziewczyna, jednak Helen okazała się być drobną blondynką z pierwszej ławki drugiego rzędu. - Morgan Heckel? Chłopak za Damisem wstał. Wyglądał dość potężnie, więc Damis zakodował sobie w pamięci, aby mu nie podpadać. Nie chciał powtarzać błędów z poprzedniej szkoły. - Caroline Simmsons? Szczupła blondynka wstała i popatrzyła na wszystkich z wyższością. Po wysłuchaniu jeszcze kilku nazwisk i imion, które próbował usilnie zapamiętać usłyszał: - Marta Sanderson? Wstała. Skinęła głową i usiadła. Chłopakowi nie dane było usłyszeć jej słów, dźwięku jej głosu. Widocznie los tak chciał… Michael Shepard otworzył szufladę biurka i wyjął z niej małe srebrne pudełko. - Dam wam teraz klucze do waszych szafek. – powiedział i zaczął rozdawać małe kluczyki z przypiętym numerem. Damis wziął swój klucz i zobaczył numer: 087. - Ciekawe obok kogo będę miał szafkę? – pomyślał.
* * *
Damis po dzwonku wyszedł z klasy jako pierwszy i natychmiast udał się do następnej sali. Chciał uniknąć dziwnych spojrzeń oraz zbytecznych słów na temat jego stroju. Usiadł pod ścianą i czekał. Po chwili dołączyła do niego reszta uczniów. Dołączyła to może za dużo powiedziane. Po prostu wszyscy usiedli pod tą samą ścianą, ale trzy…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil ThroughTheNight
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…