Wróć do katalogu

Kleszczówka 2005

Nie było łatwo opisać cały dwutygodniowy pobyt na wsi w kilku zdaniach (do kroniki klasowej). A jednak się udało. Nie wiedzieć czemu, rodzinka się strasznie zachwycała...

Millllka, opublikowano , 6 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Moja intuicja bywa czasami bardzo mylna, tym razem jednak czuję, że nie kłamie. Mówi mi, że tych wakacji nie zapomnę do końca życia, a ja - chyba po raz pierwszy - jej ufam i czuję, że mówi prawdę. A wszystko zaczęło się dość spokojnego, lipcowego wieczoru. Moja intuicja chowała się w odległych zakątkach podświadomości, miałam więc chwilowy spokój. Siedziałam na gadu-gadu i rozmawiałam z moją koleżanką Martyną. W pokoju obok tata oglądał TV, a mama prowadziła długą i niezwykle wyczerpującą rozmowę telefoniczną. Zastanawiałam się nawet, z kim (nie mogła to być pani Małgosia, pani Jasia raczej nie, babcia Basia też odpada - dziwne!). No więc siedziałam na gadu-gadu i prowadziłam tak zwaną rozmowę o niczym. Z pokoju dochodziły głosy charakterystyczne dla osób, które się żegnają - "tak, tak, dobrze, pa, pa, no, buzi, buzi, do zobaczenia". I wreszcie dźwięk odkładanej słuchawki. W chwilę później w moim pokoju zjawiła się mama i oznajmiła: - No, Monisiu, w piątek jedziemy na wieś. Na Kleszczówkę. Co ty na to? Co ja na to?! Zgadnijcie! Co ja na to?!

***

Kilkadziesiąt godzin później byłam już na miejscu. Ja, Ganca, moja mama i ciocia Miecia (to z nią rozmawiała moja mama) jechałyśmy dziwnym, śmiesznie małym autobusikiem. Martyna znalazła jakąś gazetę "Gwiazdy mówią..." na półce na bagaże, a ponieważ była na pierwszy rzut oka niczyja - przywłaszczyłyśmy ją sobie i, by urozmaicić sobie nudną podróż, oddałyśmy się studiowaniu tajników magii i czarów. Wreszcie autobusopodobne coś zatrzymało się przed dość ładnym, kamiennym, dwupiętrowym domkiem. Wysiadłyśmy z autobusu i skierowałyśmy się w stronę owego domku. Ale minęłyśmy go i zieloną alejką, zdobioną w mnóstwo świerków, doszłyśmy do małej, drewnianej i nieco niepozornie wyglądającej chatki. Przyznam, uczucia miałam mieszane. Liczyłam po cichu na to, że najbliższy tydzień spędzę w sporym, murowanym, a nie drewnianym domku. A chatka, którą przydzielił mi los, wielkością raczej nie grzeszyła. W środku mogły znajdować się najwyżej trzy małe izdebki. Bardziej zachęcająco prezentował się ogród. Zielony i otoczony świerkami, jak dróżka, którą można było tu dojść. Kilka metrów od bocznej ściany chatki stolik i ława, dalej grusza, dumnie reprezentująca swój gatunek pośród tylu świerków. Jeszcze okazały orzech, którego gałęzie ukradkiem prześlizgiwały się przez drucianą siatkę, odgradzającą teren posiadłości cioci Mieci od skromnego apartamentu sąsiadów. I palce same wystukują mi pouczenie, które proszę, żebyście zapamiętali: pozory mylą i nie można dać się zwieźć. Tak. Zapamiętajcie. Kto wie, czy wieczory (och! te piękne, burzliwe wieczory,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych