Wróć do katalogu

Knajpa morderców

Zbrodnia i kara, czyli flirt z utartymi schematami.

kenny-fan, opublikowano , 16 min czytania, 4,6 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Do krainy Freilin zawitała właśnie wiosna. Kapryśna panna biegała po łąkach i lasach chlapiąc dookoła jaskrawymi farbami, a tam gdzie upadała barwna kropla, rozchylały się pąki kwiatów spragnione czułej pieszczoty słońca. Ptaki wracały powoli z zimowej emigracji, napełniając wszelkie zarośla radosnymi trelami. Gościńcem, który rozdzielał złote pola Runu, jechał samotny jeździec. Czerń jego stroju współgrała ze stalowoszarym odcieniem skóry i ciemnym włosiem jego wierzchowca. Podróżnik pogwizdywał cicho, poprawiając kaptur nasunięty głęboko na spiczaste uszy. Wyglądał na osobę nie posiadającą żadnych zmartwień i cieszącą się pięknem wiosennego poranka. Oprócz niego na drodze pojawiały się od czasu do czasu grupki chłopów i mieszczan uciekających przed wyzyskiem i prześladowaniami. Jeździec nie poświęcał im więcej uwagi niż wymagało tego mrugnięcie okiem. Widok cywilów unikających niebezpieczeństw nie był dla niego niczym niezwykłym. Po kilku monotonnych godzinach jazdy, które umilał sobie nuceniem nieprzyzwoitych piosenek, znalazł się na skraju birmańskiego lasu przy polnej drożynie prowadzącej do gospody „Pod obranym jabłkiem”. W slangu skrytobójców „obrane jabłko” oznacza człowieka ze zdartym skalpem. I takiż właśnie był szyld oberży. Elf zeskoczył zgrabnie z konia i zaprowadził wiernego ogiera do stajni. Polecił stajennemu zająć się nim i łaskawym gestem rzucił chłopcu brązową monetę. Sam wszedł do karczmy. Mordownia, jak powszechnie ją nazywano, składała się z jednej wielkiej, pogrążonej w półmroku izby. Przy dębowych stolikach siedziały mniej lub bardziej humanoidalne kształty, pociągając z przenikliwym sykiem bursztynowy płyn z kufli. Wchodzącego witały płonące w mroku oczy pomniejszych zabójców. Niebezpiecznie było się tu zapuszczać, jeśli nie należałeś do asasyńskiej braci. A nawet wtedy należało się mieć na baczności. Przybysz nie wydawał się jednak wystraszony. W jego ruchach nie było nawet śladu niepewności. Swobodnym krokiem, niepomny niechętnych spojrzeń rzucanych w swoją stronę, podszedł do szynkwasu i usadził się naprzeciw wycierającego szklanki barmana Garson, gdyby wydawano wyroki za sam wygląd, powinien dostać dożywocie. Siateczka blizn pokrywająca równo starą i zmęczoną twarz sugerowała, że na sumieniu mężczyzny ciążą różnorakie grzeszki młodości. Mimo wieku pod stwardniałą od słońca i wiatru skórą prężyły się stalowe mięśnie, a siwe oczy błyszczały czujnie jak u drapieżnika. Nie mogło być inaczej, skoro sprawował zwierzchność nad jednym z najniebezpieczniejszych miejsc w królestwie i potrafił utrzymać je w ryzach. - Niech twoje obejście zawsze będzie pełne chmielu, Villon! – Elf przywitał się familiarnie i nakazał nalać sobie miodu. - A gwiazda wolności niech ci wiekuiście świeci – odparł ozięble, podając przybyszowi kufel. Gość rzucił się chciwie na napitek, wypijając połowę jednym haustem. Odetchnął z ulgą i otarł usta. - Wyjątkowo chłodne powitanie jak na tak długi okres niewidzenia... – zauważył. - Czyżby moja obecność była ci przykrą? - Skończ te gierki, Piers – rzucił ostro. – Co cię sprowadza w te strony? - Praca, mój drogi. Jestem zajętym człowiekiem. Oczywiście, człowiekiem tylko metaforycznie. – Uśmiechnął się szeroko, sięgając smukłą dłonią pod kurtkę. Po chwili wyciągnął stamtąd rolkę pergaminu i podał barmanowi. Villon rozwinął ją ostrożnie. Pierwszym, co rzuciło mu się w oczy, była pieczęć przedstawiająca kruka trzymającego sztylet w dziobie – godło Gildii Skrytobójców – oraz zamaszysty podpis Arcymistrza – Febrisa Luvicana. W skupieniu przestudiował treść dokumentu. Jego oczy ślizgały się po literach w niedowierzaniu. - Dostałeś wyrok na królewską córkę? - Tak. Król osobiście za niego zapłacił – odrzekł niedbale, chowając pergamin. – Księżniczka Hisw została opętana przez siły nieczyste. Pewnie nikt by się tym specjalnie nie przejął, ale zaczęła mordować dworzan i wysysać im krew. Wtedy do zamku sprowadzono najróżniejszych egzorcystów, ale Hisw śmiała im się tylko w twarz. Księżniczka z demonem w bebechach ma raczej niekorzystny wpływ na stosunki dyplomatyczne, dlatego król postanowił ją zgładzić. Sprytna dziołcha dowiedziała się jednak o tym i uciekła, zabijając po drodze wszystkich napotkanych łowców głów. Jadę prosto ze stolicy, gdzie Medium wskazało te równiny jako miejsce jej pobytu. Ot i cała historia. Ale swoją drogą nie sądziłem, że to jest aż tak zapadła prowincja, skoro o tym nie słyszeliście. – Prychnął lekceważąco. Barman przyglądał mu się z wyraźną niechęcią. - Nie powiedziałem, że nie słyszeliśmy. Po prostu zdziwiłem się, iż to akurat ty dostałeś to zadanie. Wielu zdolniejszych i bardziej doświadczonych od ciebie próbowało, ale żaden nie podołał. - Czyżbyś zdążył zapomnieć kto zabił „Łowcę cieni”? – spytał zjadliwie. Maska opanowania nie potrafiła już ukryć złości elfa. - Nie. Ale ty pewnie zapomniałeś, że on był twoim ojcem. – Villon wysyczał przez zepsute zęby. Bywalcy tawerny trzymali ręce na rękojeściach sztyletów, czekając na rozwój sytuacji. - Prawo stoi ponad pokrewieństwem. Zabójca powinien wykonywać swoją pracę bez szemrania i wyrzutów sumienia. - No tak. Ty na pewno nie miałbyś żadnych obiekcji, by zamordować własną córkę. - Zan była buntowniczką i dostała to, na co zasłużyła. A skoro ojciec chciał pomóc jej w ucieczce, to jego wybór. Musiał liczyć się z konsekwencjami – Wzruszył ramionami. - Tylko, że skrytobójcę wyzywa się na pojedynek, a nie morduje we śnie, dosypawszy mu wcześniej ziół do wina! - Cel uświęca środki. Na jakim ty świecie żyjesz? – Wydął pogardliwie wargi. Barman milczał. Jego czoło przecięła głęboka zmarszczka. Czuł wzbierającą nienawiść do tego plugawego osobnika, który nie wiedział co to honor mordercy. Dren Wagner, „Łowca cieni”, był przyjacielem Villona i powinien umrzeć jak wojownik. Tak mówi etos zawodowych morderców. Piers tego nie rozumiał. Ktoś taki zasługuje tylko na śmierć. Elf mylnie zinterpretował milczenie starego. - Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Wygląda na to, że tylko tracę tu czas. Powiesz mi gdzie mogę w tej dziurze znaleźć jakieś informacje o księżniczce, czy nie? Barman wiedział, że zamordowanie skrytobójcy na usługach króla nie dość, że jest ryzykowne, to jeszcze niehonorowe. Nie mógł jednak zostawić tej sprawy. Żałosny tchórz sam wszedł mu w ręce. Villon wpadł na pewien pomysł. Niedźwiedzia przysługa nie powinna wzbudzać żadnych podejrzeń. - Tak się składa, iż znajomość miejsca pobytu księżniczki nie jest mi obca. Oczy elfa pięknie się zaokrągliły. - Wiesz gdzie ona jest? - Owszem. - Mów! - Ludzie powiadają, że uwiła sobie gniazdko na polanie niedaleko Wysokiego Wodospadu w Puszczy Skrzydlańców. - Gdzie to jest? - Na północny zachód stąd, około dzień drogi. Elf podniósł się z krzesła i rzucił złotą monetę na kontuar. - Dziękuję za współpracę – powiedział z szyderczym półuśmieszkiem i opuścił gospodę. Gdy tylko zniknął za drzwiami, odprowadzany pełnymi gniewu spojrzeniami, Villon przywołał do siebie pokracznego człowieczka przypominającego szczura. - Larva, leć co tchu do Hisw i uprzeć ją, że będzie miała gościa. Człowieczek cmoknął rozwidlonym językiem a jego ciało spowiła czerwona aura. Przemienił się z suchym trzaskiem w wyliniałego kruka i wyleciał przez okno. - Będziesz miał swój wyrok, młodzieńcze... – mruknął do siebie barman, wracając do wycierania szklanek. Na dnie jego oczu błyszczały złośliwe błyski. *** Piers gnał po gościńcu jak wiatr, chcąc jak najszybciej wypełnić zadanie. Ostatnimi czasy narobił sobie mnóstwo długów – kobiety, alkohol i nowe uzbrojenie kosztują krocie. Nagroda za głowę księżniczki z pewnością ułatwiłaby mu życie i powrót do stolicy. Zatrzymał się na

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych