Kocham Cię Kochanie moje
Odwrócił kartkę na rewers. Były na niej tylko cztery słowa , żadnego adresu czy choćby znaczka ,cztery krótkie słowa zapisane czarnym piórem.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
-Niestety jeszcze nie tym razem. Nadzieję jak zwykle były duże ale piłkarze po raz kolejny pokazali jak daleko nam jeszcze do światowej czołówki. Dziękuje państwu za uwagę, Dariusz Szpakowski oddaje głos do studia w Warszawie. Telewizyjna poświata wypełniała cały pokój , przez chwile była jeszcze zielonkawa a potem zmieniła barwę a z głośników popłynął dźwięk zwiastujący blok reklamowy. Jan Molski odwrócił się na drugi bok, meczu nie oglądał już prawie od godziny czyli od czasu kiedy biało-czerwoni stracili drugą bramkę a butelka dobrej szwedzkiej wódki straciła swą zawartość. Wtulił twarz w poduszkę i poczuł jak strasznie cuchnie , miał zastanowić się czy tak śmierdzi mu z gęby czy po prostu pościel jest już tak przesiąknięta odorem alkoholu ale nie zdążył gdyż wszystkie myśli zaczęły się rozmywać. Zasypiał ,wreszcie zasypiał , może dziś uda się tak po prostu zasnąć ,tak jak kiedyś przecież to nic wielkiego stracić świadomość na parę godzin zapaść w mocny głęboki sen , każde dziecko to potrafi. Dziecko! Ta myśl szarpnęła nim i zimną dłonią wyciągnęła z potoku snu który już prawie zdołał go porwać. Gdzie jest Iza ? Stara dobra cześć jego jaźni mówiła mu ze ten niepokój jest absurdalny Iza śpi sobie teraz spokojnie w łóżku tak jak co noc to normalne i oczywiste. Tylko dlaczego nie pamięta jak kładł ją spać dlaczego, do kurwy nędzy nie pamięta żeby w ogóle ją dzisiaj widział. Dłoń paniki dużo silniejsza niż ta poprzednio natychmiast wyrwała go z łóżka. Nie myślał już o niczym musiał ją zobaczyć. Zerwał się na równe nogi i ruszył w stronę drzwi .Nagle świat zawirował , pół litra cieczy przejęło kontrole i uderzył twarzą w ścianę .Oparł się o nią dłońmi jakby próbował czytać ścianę brajlem i zaczął sunąć w stronę drzwi. Kiedy dotarł do framugi wziął głęboki oddech rozstawił szeroko nogi i rozłożył ręce próbując złapać równowagę. Udało mu się to tylko na chwile ale to wystarczyło, otworzył drzwi , wypadł na korytarz i zaczął wchodzić na górę. Pokój Izy był na końcu korytarza na piętrze. Co zrobi jeżeli zastanie tylko nie posłane łóżko. Rozpaczliwie próbował przypomnieć sobie jak jedzą dziś razem kolacje potem każe małej umyć zęby i kładzie ja do łóżka ale nie mógł Panika zamieniła jego umysł w rozpędzoną karuzelę do której nie mógł wskoczyć. Powoli otworzył drzwi , w pokoju było ciepło i całkiem ciemno. Przez uchylone drzwi wdzierała się tylko księżycowa poświata która w tych warunkach wydawała się niezwykle jasna i ostra. Początkowo otulała szczelnie tylko kawałek wykładziny jednak w miarę uchylania drzwi obejmowała coraz większą powierzchnie pokoju i powoli zbliżała się do łóżka. Najpierw zobaczył zwisającą z łóżka kołdrę , uznał to za dobry znak i już miał odetchnąć z ulga kiedy nagle idealna cisza przeszyta została , niskim piskiem. Serce podskoczyło mu do gardła krew w skroniach zapulsowała tak szybko i gwałtownie że mimo alkoholu poczuł w nich ból. Wszedł do pokoju jego ręka odruchowo powędrowała do włącznika i pokój wypełnił się światłem. Iza była w łóżku . Siedziała wyprostowana ,była spocona ale całkiem blada nawet jej usta wydawały się być ledwo różowe. Ciemno brązowe włosy opadały jej na twarz i przyklejały się do niej. -Kochanie co się stało?- zapytał. Zdążył już całkiem zapomnieć o trwodze kilku ostatnich minut nawet nie ucieszył się że Iza jest tam gdzie powinna być. Gdzie niby miała być stary pijaku? -Tato ? Co się stało? Głoś miała lekko rozdygotany ale też dziwnie suchy i bez wyrazu. -Przyszedłem zobaczyć czy dobrze Ci się śpi Gumisiu. Czemu krzyczałaś przyśniło Ci się coś złego? Podszedł do łóżka ale na bezpieczną odległość nie wiedział ile mała już wie i kojarzy ale nie chciał żeby wyczuła jego smród. Stanął metr od krawędzi łóżka i nienaturalnie wyciągnął dłoń aby pogładzić córkę po czole. Była cała mokra ale nie rozpalona wręcz chłodna. -Nie. To znaczy tak myślałam że przyszedł listonosz.-powiedziała. Trochę już się uspokoiła ale nadal patrzyła na drzwi. Było mu to bardzo na rękę nie chciał żeby oglądała go w takim stanie. Nie raz już miała okazje dobrze o tym wiesz. - Ha ha nie panno Gumińska na dostawę poczty będziesz chyba musiała poczekać do rana.-Spróbował się uśmiechnąć i jeszcze raz ucieszył się że dziecko utkwiło wzrok w drzwiach. Chciałem zobaczyć czy smacznie śpisz i widzę że nie bardzo co? Nie martw się to tylko zły sen tatuś tu jest. Ale nie każ mi podchodzić na bliżej niż metr ok kochanie? -Wiem tato- powiedziała i zauważył jak z jej małego odzianego w niebieską piżamkę ciała znika napięcie Położyła się powoli i niepewnie jak każde dziecko które nie chce by koszmar powrócił.-Wiem. Spojrzała mu wreszcie w oczy ale zdołał uciec ,udając że poprawia pościel.-Zostaniesz aż zasnę? -Pewnie kochanie czekaj zgaszę tylko światełko i usiądę koło Zuzi dobrze?- Pokiwała lekko głową i zacisnęła mocno powieki. Zgasił światło i pokój znowu oświetlał tylko wpadający przez drzwi srebrny blask. Podniósł z podłogi półmetrowa szmacianą lale i usiadł na fotelu po prawej stronie łóżka. Spojrzał na zasypiające dziecko i jego twarz mimowolnie wygięła się w grymasie żalu a po policzkach poleciały gorące krople łez. Dławił w sobie płacz żeby mała nic nie usłyszała. Ostatnio płakał cały czas ale już nie pamiętał jak to jest kiedy płacze się na trzeźwo. Poczuł do siebie to samo obrzydzenie które czuł nieprzerwanie od długiego czasu teraz było jednak tak wyraźne i skoncentrowane jakby zażył ten sam narkotyk tylko tym razem dożylnie.. Ma tylko Ciebie . Wspomnienia były już na swoim miejscu jakby nigdy się z niego nie ruszały Ania przywiozła dziś małą trochę później, Byłeś tylko po paru piwach powinieneś pamiętać zapijaczona szmato. Byli na wycieczce z klasą czy coś takiego. Poprosił Ankę żeby została ,zrobiła małej kolacje i położyła ją spać. Zrobisz to dla mnie jestem strasznie padnięty i chce spokojnie obejrzeć mecz. Szwagierka zmierzyła go tylko tym swoim wszystkowiedzącym spojrzeniem i powiedziała OK. On natomiast poszedł do swojego pokoju i otworzył butelkę Absoluta. Dzień jak co dzień czemu nie pamiętałeś? Czy teraz już tak to ma to wyglądać? Kiedy zapomnisz odebrać ją ze szkoły albo zostawisz w supermarkecie słaby głupi kutasie? Wytarł łzy w szmacianą lalkę Iza już chyba spała jej oddech był płytki i równomierny. Bardzo ją kochał tego jednego był pewien ,to tylko dla niej jeszcze stara się starać. Naprawdę nieźle wychodzi mu utrzymywanie pozorów ,w redakcji dopiero kilka osób zaczyna się domyślać ale nic nie mówią przecież mu współczują. Od prawie roku ma tym jednym cudownym fundamencie opierają się jego stosunki ze wszystkimi , zresztą nie tylko w pracy na tą samą melodie grają znajomi , rodzina i pani Grażynka ze spożywczaka w którym kupuje wódę. Czasem miał wrażenie że mógł by przyjść do roboty pijany jak świnia i zżygać się na biurko naczelnego a on poklepałby go tylko po ramieniu i powiedział –Trzymaj się Janek. We wszystkim można znaleźć dobre strony co nie? Iza przewróciła się na bok i cicho westchnęła . Naprawdę się staram kochanie. Na początku chyba mu się udawało miał z mała dobry kontakt .Biorąc pod uwagę to co się stało była radosnym dzieckiem ale od pewnego czasu coś się psuło. Wmawiał sobie że musi tak być że brak matki nie może nie mieć wpływu na takiego malucha. Ale to nie tylko to, od niego też się odsuwa. Niby nadal jest jego ukochaną córeczką ale ,trzyma go na dystans. Siedmioletnia dziewczynka! Wziął głęboki oddech i westchnął. Dajcie mi jeszcze trochę czasu ,wszystko się ułoży. Zasnął tak nagle że nie zdążył się tym nawet nacieszyć. Obudziło go szczekanie. Robiło się już szarawo , był koniec listopada a dzień miał urodę trupa. Podniósł się powoli bo nie chciał zbudzić Izy. Spała spokojnie odwrócona do niego plecami. Usadowił Zuzie na fotelu i na palcach wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi. Berta ujadała jak szalona. Nie pamiętał czy zamykał ją na noc do zagrody. Wyjrzał przez okno, psa nie było w klatce zresztą szczekanie i tak dobiegało od frontu. Przeszedł hol i wyjrzał przez okno przy schodach. Dzień dopiero się budził i widoczność była słaba ale dostrzegł starą bokserkę przy ogrodzeniu .Podwórko było dość duże dom znajdował się na końcu działki od bramy dzieliło go jakieś 80 metrów trawnika a pod samym ogrodzeniem rósł niski żywopłot i kilka drzewek owocowych. Berta stała na dwóch łapach oparta o siatkę i ujadała. To był dobry spokojny pies ale też bardzo odpowiedzialnie traktował swoje obowiązki strażnika domu, pewnie znowu drogą przebiegł jakiś kot albo kilka bezpańskich psów. Już miał odejść od okna gdy zauważył jakiś ruch tam gdzie stała Berta. Ciemny kształt wyłonił się nagle od strony podwórka Adamskich . Nie był to kot czy pies. Był to dość wysoki, ubrany na czarno lub granatowo człowiek ,. Nie widział go dokładnie nie był w stanie określić nawet płci .Nie było to nic niezwykłego nawet w tych podmiejskich zadupiach ktoś przejdzie raz na pół roku nad ranem ulicą. Jednak stało się coś dziwnego a raczej stały się dwie rzeczy które mógł spokojnie uznać za co najmniej niepokojące . Po pierwsze suka zamilkła. Dokładnie w tym momencie w którym dojrzał ciemną postać Berta przestała szczekać stała dalej na dwóch łapach oparta o ogrodzenie ale nie ujadała nie słyszał nawet warczenia. No co jest psino na starość zapomniałaś jak się przepędza włóczęgów? Zobaczysz sprawie sobie młodego bulteriera. Postać jakby jej nie zauważała szła powoli i jednostajnie nie zwracając uwagi na psa. Ale zaraz wydarzyło się coś jeszcze . Przybysz zatrzymał się tuż przy furtce i nie odwracając się do niej przodem wyciągnął w jej stronę rękę. Dłoń zawisła w powietrzu a potem powoli opadła. Włamywacz! Berta do cholery rusz się i ugryź go w dupę! Bokserka jednak nawet nie drgnęła.Za to postać jakby nigdy nic ruszyła w dalszą drogę. Sunęła powoli dokładnie w takim samym tempie jak poprzednio i po kilku sekundach znikła z pola widzenia. Dziwne. Człowiek którego widział przed chwilą nie przypominał żadnego z sąsiadów. Większość z nich to zagrzybiali skurczeni staruszkowie a ten nocny włóczęga był wysoki i smukły do tego poruszał się w jakiś dziwnie dostojny sposób. Jakby wiedział że jest obserwowany. I dlaczego ten pieprzony pies stanął jakby go zamurowało zazwyczaj drze się jak szalony na widok dużego robaka. Uchylił lekko okno , wsadził do ust dwa palce i gwizdnął Berta obejrzała się zaskoczona i powoli zaczęła iść w stronę domu. Po kilkunastu sekundach stała już przed frontem ,spojrzała się na okno przekrzywiając łeb i pomachała kikutem ogona. No co jest? Straciłaś głos czy jak? Jutro cały dzień jedziesz na suchym pokarmie pokrako-powiedział próbując przyjąć karcący ton. Suka zaskomlała tylko cicho i poszła w stronę swojej zagrody. Jan spojrzał jeszcze raz na drogę , przed ogrodzeniem było pusto i spokojnie. Myśl jakoby przed chwilą ktoś mógł tędy iść wydała mu się absurdalna. Uznał to jednak za swoja kolejną malutką paranoje. Jakiś żul ,dokładnie taki jak Ty wracał z popijawy i przystanął przy twoim podwórku żeby zebrać siły a ty robisz z tego aferę. Sam nie raz wracałeś do domu biorąc za drogowskaz płot Adamskich .Pewnie suka poczuła zapach wódy i pomyślała że panuś wraca do domu. Uśmiechnął się pod nosem i odszedł od okna. Kiedy wrócił do swojej sypialni telewizor nadawał obraz kontrolny i wydawał ten bezlitosny dźwięk, który przypomniał mu dosadnie o tym że powinien już mieć kaca. Było po szóstej . Jak to dobrze że dziś sobota, musi iść na zebranie redakcyjne ale dopiero po południu. Jest więc jeszcze czas na małe piwko. Otworzył ostatnią ocalała cudownie puszkę i położył się na łóżku. Czuł się całkiem nieźle, lekko i bezmyślnie. Wyłączył telewizor i po chwili znowu spal. Sen był ten sam co zawsze , nie pamiętał już kiedy śniło mu się coś innego. Chyba było to w dzieciństwie coś o zamku i królewnie. Teraz był już tylko ten sen. Najpierw pojawia się ryk i wibracje. Potem migający biały pasek na czarnym tle. Potem najgorsza część ,czuł jej ręce oplatające go w pasie. Potem jeszcze lśniący czerwony metaliczny kształt i ciepły wiatr targający jego włosami. I już tam był. Prawie rok temu, wieczór na mazurskiej szosie. Jan i Basia Molscy pędzący coś koło setki na nowym motorze marki BMW. On po zaledwie dwóch (Trzech dobrze wiesz ze trzech) piwach ,ona po paru kieliszkach wina. Ona szczęśliwa i jeszcze żywa. Motor spisuje się wspaniale ,cieszył się na niego jak dziecko, odkładał parę groszy z każdej wierszówki żeby kupić sobie to cacko. Jest już prawie ciemno, droga wiedzie przez las i jest puściutka ,wolność i szczęście można kroić nożem. I nagle koniec. Nie dzieje się nic nadzwyczajnego żaden jeleń na drodze TIR owiec z zawałem czy plama oleju. Po prostu traci kontrole nad kierownicą która powoli z gracją przechyla się na prawą stronę, on reaguje pewnie i zdecydowanie ale jakieś półtorej sekundy za późno. I tu się zaczyna jego nowe życie. Motor próbuje odzyskać sterowność i skręca gwałtownie w drugą stronę. Oboje wyskakują z siedzenia. Nigdy nie zapomni tej chwili, ich ciała spłatają się w jakiś przedziwny sposób i przez moment szybują razem w poczuciu nieważkości. Nie miał czasu pomyśleć nie miał czasu nawet porządnie się przestraszyć. Zdążył jednak poczuć zapach jej włosów. Kurwa mac! Ostatnią rzeczą którą zapamiętał były jej długie ciemne włosy oplatające jego twarz i ich zapach, słodki i przytłaczający. I wtedy na parę setnych sekundy przed spotkaniem z asfaltem poczuł się naprawdę świetnie , zapach jej włosów zawsze budził nadzieje ,zawsze dawał ukojenie i nawet wtedy w tej koszmarnej chwili poczuł się wspaniale , pomyślał że wszystko będzie dobrze. Powoli otworzył oczy kręciło mu się w głowie. Przez chwilę miał wrażenie że poduszka na której leży nie cuchnie już stęchłą wóda tylko tym cudownym zapachem. Mieszanką brzoskwini cukru i tego czegoś czego Bóg dodaje do zapachu kobiety którą kochasz. Zaraz jednak rzeczywistość wdarła się w jego umysł i nozdrza i znowu czuł tylko ciężki gorzki zapach. Spojrzał na zegarek było kilka minut po jedenastej. Dzień okazał się być jednak dość ładny. Jeden z tych pierwszych dni prawdziwej zimy kiedy powietrze jest już ostre i rześkie a słońce świeci zupełnie inaczej niż jesienią. Postanowił że musi wziąć szybki prysznic, mała na pewno już nie spała i musi zrobić jej śniadanie ale nie chciał pokazywać się jej w takim stanie. Kiedy wyszedł z łazienki wyglądał już całkiem nieźle. Naprawdę miał duże szczęście jego twarz była całkiem odporna na wódę opierała się jej jak mogła .Nos nadal smukły skóra tylko odrobinę bardziej czerwona, a ciemne oczy prawie tak samo bystre jak kiedyś. Iza rzeczywiście już nie spała , siedziała w salonie i oglądała kreskówki. Wszedł do pokoju i zagwizdał melodie ze smerfów. Mała uśmiechnęła się tak , że poczuł jak wpadające przez okno promienie słońca robią się jaśniejsze i bardziej żółte. -Dzień dobry Gumisiu jak się spało mam nadzieje że złe sny zostawiły cię w spokoju i poszły straszyć tego okropnego chłopaka Wiśniewskich. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej i lekko pokiwała głową. Taka odpowiedź musiała mu wystarczyć. - A co byś powiedziała na naleśniki z pomarańczowym dżemem ? W odpowiedzi kolejny uśmiech i kiwanie głowa przechodzące niemal w podskoki. Po drugiej zaczął zbierać się do pracy. Szwagierka zadzwoniła w samą porę -Dzień dobry. Tylko ona mówiła do niego normalnie. Nie przeciągała sylab , nie wyczuwał w jej głosie ani strachu ani tego zamaskowanego współczucia którym częstowali go wszyscy inni. -Cześć Aniu-odpowiedział -Jak mecz? Cholera ,ile było? -Jak zwykle , chyba zacznę kibicować siatkarkom. -Mhm- Oto mhm które może znaczyć dosłownie wszystko- Mogę wpaść po mała za pół godziny. -Nie , nie trzeba podwiozę ją do Ciebie jadąc do pracy posiedzę tam ze 2 godzinki i wracając ją odbiorę. -Dobrze może w taki razie poczekamy na Ciebie z obiadem i zostaniesz na wieczór? -Z przyjemnością- skłamał Do pracy założył szary garnitur i czarną koszule, uczesał się starannie i poczuł prawie jak człowiek. Iza też już była gotowa , stała w holu ubrana w czerwony płaszczyk. Dzień był naprawdę chłodny , ostre powietrze raniło nozdrza i gardło. Spojrzał na mała i kazał jej się wrócić po czapkę. Samochód stał na podjeździe, stare bordowe Volvo które kupił już po wypadku. Berta podbiegła do niego machając…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil black boy lane
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…