Kod Lyoko: "Bo życie kabaretem jest..."
Har har har... Moja pierwsza próba stworzenia czegoś dłuższego, ciągnącego się, niczym guma do żucia pod blatem szkolnej ławki i jednocześnie - horrendalnie wręcz głupiego i nie posiadającego sensu. Enjoy!
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
CHAPTER ONE: THE PARTY
Jeremie po raz kolejny tej nocy strzepnął resztki snu z powiek i ponownie powrócił do pozycji siedzącej. Zmęczenie i brak jakiegokolwiek odpoczynku od komputera zaczęły mu ostro dawać się we znaki. Kątem zaropiałego oka spojrzał na zegarek elektroniczny na ekranie monitora. Dochodziła pierwsza w nocy. Pięć godzin intensywnej pracy... Chłopak był pod wrażeniem własnego uporu i poświęcenia. Za parę chwil być może szala zwycięstwa między nim a XANA-ą, zacznie przesuwać się w jego kierunku. Z utęsknieniem powitał zbliżający się moment chwały. Sypialne skrzydło akademii Kadic było od dawna opustoszałe, toteż nikt nie nachodził go od długiego czasu. Jedyną oznakę życia szkoły stanowił dudniący odgłos muzyki techno dobiegający z parteru, połączony ze wzlatującym smrodem zmiksowanych perfum i dezodorantów – znak, iż impreza, w której uczestniczyła znaczna część społeczności uczniowskiej, wciąż była w toku. Mimo licznych namawiań Aelity i próby wtaszczenia go siłą przez resztę paczki, Jeremie nie uległ pokusie zanurzenia się w wirze zabawy. Pamiętał ostatni raz, gdy unoszące się opary wysokoprocentowego trunku „Piccolo” tak zmąciły mu umysł, że nie był w stanie przypomnieć sobie nawet najprostszego logarytmu superkomputera. Szczerze żałując tej chwili ułomności, chłopak obiecał sobie nigdy więcej nie pozwalać na tak wielką nieodpowiedzialność. A tym bardziej teraz, gdy tak wiele zależało od niego i jego chłodnej logiki. Bazując na danych uzyskanych z dziennika Franza Hoppera udało mu się stworzyć program umożliwiający wyszukiwanie i lokalizację wszystkich wież – nawet i nieaktywnych – w obrębie obszaru Cyfrowego Morza. Ta umiejętność pozwoliłaby mu nie tylko na łatwiejsze i szybsze niszczenie replik , ale również, przy odrobinie szczęścia, na uwolnienie Williama spod jego jarzma. Jeremie od dawna podejrzewał, co może być przyczyną tego specyficznego opętania, a teraz, mając na podorędziu nowy program zyskał szansę by się upewnić. Po raz ostatni przebiegł wzrokiem po sobie znanych tylko wzorach informatycznych. „Wszystko wydaje się być prawidłowe” przemknęło mu przez myśl. Nie miał najmniejszego zamiaru informować teraz o tym reszty grupy i narazić się tym samym na nieprzyjemną bliskość alkoholu i techniawy. Pośpiesznie zminimalizował wszystkie otwarte wiersze poleceń, nie usiłując również skontaktować się z Yumi – jej wycieczka do USA będzie przyjemniejsza, gdy odpocznie od grupy i superkomputera. Z uśmiechem na twarzy zmaksymalizował jedno z przymkniętych dotąd okienek, które błyskawicznie wypełniło powierzchnię ekranu. Schludnie wykonana strona z czarno-czerwoną szatą graficzną kusiła go rozmaitymi zdjęciami „nie-do-końca” ubranych przedstawicielek płci piękniejszej. Chłopak z błogością rozsunął rozporek i, upewniwszy się, że nikt go nie podgląda, pochylił głowę lekko do przodu. Dzisiejszy dzień był dniem pracy. A teraz przyszedł czas odebrać nagrodę...
***************
Nieznośny pisk telefonicznego budzika wyrwał Ulricha ze stanu otępienia. Mimo iż jego zmysł słuchu funkcjonował w miarę normalnie, nie potrafił zmusić swoich kończyn do posłuszeństwa. Pierwsza próba podniesienia ręki, celem uciszenia podłego urządzenia, skończyła się solidnym gruchnięciem nadgarstka w przyłóżkową ścianę. Czuł, iż mimo intensywnej pracy szarych komórek, zespół chorobowy „K.A.C.” uniemożliwiał mu normalne funkcjonowanie. Z zamkniętymi oczami spróbował podnieść się z powierzchni na której leżał, co skończyło się malowniczym wyrżnięciem ryja na podłogę. Po minucie hardego myślenia doszedł do całkiem inteligentnego wniosku, iż znajduje się we własnym pokoju, a to z czego przed chwilą spadł stanowiło jego łóżko. Świadomość ta pokrzepiła go niezwykle, bowiem mimo wysokiej liczby promili alkoholu we krwi, udało mu się w jednym kawałku dotrzeć do swego lokum. Cel został osiągnięty. Z rozsmarowanym na dywaniku policzkiem, usiłował rozkleić powieki, by ujrzeć w jakim stanie znajdowało się pomieszczenie, które współdzielił z Oddem. Rzeczywistość przerosła jego najśmielsze oczekiwania. Tylko szok, jakiego doznał umożliwił mu wstanie na nogi z tak niesamowitą prędkością – jednak chwilowo, bo parę sekund później Ulrich znowu spłynął po ścianie. Powiedzieć, że straty poimprezowe są duże było czystym nieporozumieniem. Po całym pomieszczeniu walały się góry najrozmaitszych śmieciuchów i ubrań, zmiksowanych w jedną kolorową pulpę. Ulrich nie był typem aż takiego bałaganiarza, jednak mimo to zdołał tu wypatrzeć kilka swoich ciuchów – między innymi od dawna poszukiwaną przez niego podkoszulkę, która była teraz tak sztywna, że sukcesywnie dałoby się nią obierać ziemniaki. Wśród tego sajgonu gdzieś musiał też walać się Kiwi, o ile wylęgnięte wewnątrz szczepy szkodliwych bakterii nie zdążyły go sfagocytować. Słaniając się ciągle, po raz kolejny spróbował przyjąć pozycję pionową, tym razem czując na sobie ból poprzednich upadków. Domyślił się, że podczas porządków nieodzowna będzie pomoc szufli do odgarniania śniegu oraz niebotycznych wręcz ilości środków odkażających. Gdy przemierzył kilka kroków w kierunku wciąż hałasującego telefonu, jego nozdrza wypełnił nagle niewyobrażalny smród, pochodzący najprawdopodobniej ze stojącej nieopodal komódki. Tknięty impulsem, jako iż wewnątrz znajdowały się praktycznie same jego rzeczy, pokołysał się w kierunku cuchnącego mebla i otworzył pierwszą szufladę, jaką udało mu się dotknąć. Zbolałymi oczami ujrzał przez chwilę niewyraźną falę jakiegoś brązowego płynu, którego część wylądowała na podłodze i jego skarpetkach. Fetor panujący w pomieszczeniu urósł do ledwo tolerowalnych rozmiarów. Ulrich domyślił się, co tu musiało zajść. Obserwując swoje tonące sprawdziany, wypracowania oraz kolekcję kilkunastu pornosów domyślił się, iż dekorowanie jego szuflady było prawdopodobnie dziełem Odda, który, chcąc nie chcąc, musiał w jakiś sposób ulżyć zbolałemu żołądkowi. Chłopak nie miał nawet siły by się na niego złościć, gdyż wymagałoby to pobudzenia kolejnych szarych komórek. Zajęty podziwianiem treści trawiennej kolegi, zignorował fakt, iż budzik od jakiegoś czasu przestał dzwonić i – co najdziwniejsze – uruchomił w jakiś sposób automatyczną sekretarkę. – Ulrich...? – zatrzeszczało po chwili urządzenie – Tu Jeremie. Odbierz, jak najszybciej będziesz tylko mógł. To ważne... Jest coś co muszę wam powiedzieć, tobie i Oddowi. Aelita już u mnie jest. Przyjdź do mojego pokoju, czekam – długi metaliczny sygnał zakończył…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Rappang
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…