Wróć do katalogu

Kolebka stworzenia - Wstęp, rozdział I

Każdy poszukuje swojego miejsca w świecie który nas otacza. Wszyscy spieramy się z rzeczywistością i doszukujemy się prawdy. Co gdyby jednak prawda otaczająca nas nie była tak odległa jak dotąd tam wmawiano? Czy można przerzucić historie czasu i zajr

Grzabek, opublikowano , 18 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dzień zakończenia i początku. Stworzenie świata. Nasówa się pytanie co tak naprawdę przywiodło nas na ten zapchlony padoł. Jedni powiadają, że za sprawą magii i czarów zrodziły nam się znane istoty. Inni mówią, że Bogowie są pośród nas, przechadzając się ulicami miast i wsi odziani w ciała swych tworów. Mawia się, że każdy z nas ma w sobie coś boskiego Światły Claudius był jednym z tych którzy zdawali sobie sprawę z takich a nie innych domysłów. Już w trakcie kształtowania pierwszych miast opracowano jedną i spójną wersję przekazywaną pokoleniom. Stary świat ukształotwany został przez bogów, Ci, zawiedzeni swym tworem postanowili go zniszczyć ukrywając ziemię po tysiąc lat w mroku. Zgasili słońce - tak prostymi słowy ten proceder został określony. Słońce daje życie, bez niego wszystko co istniało umarło. Bogowie odeszli unosząc się w łodziach, ponad ziemię, ponad chmurami. ponad mrok panujący, zwiastowanie ich powrotu zostało zapisane w świętej księdze. Wąskie strumienie światła wesoło opadały na połyskującą łysinę Światłego. Wolnym ruchem głoni jedynie przygładził rzadkie kępki włosia porastające jego skronie i potylicę. Bezskuteczna próba zarzucenia dłuższych kępków na czoło wprawiła go w ponury nastrój i dała znać o mijającym czasie. Przecież zaledwie parę lat temu wstępował na dwór imperatora jako młody i pełen energii skryba. Jego talent do znaków i rozumienia słowa bogów doprowadził go na szczyty hierarchi. Jednak świadomość nie przywodziła ze sobą ulgi a jedynie potworne brzemię wyniszczające umysł i tworzące jeszcze większy zamęt w głowie. Wolnym ruchem dłoni przeniósł pożółkłą kartę papieru. Każde kolejne podejście odczytu świętej księgi było jak dobrowolne wyrywanie kończyny, wyzbywania części siebie, tego co wpajano im od dzieciństwa. Zmróżył oczy, wrogo nastroszył brwi kiedy jego wzrok skupił się na tekście. Znajomość starojęzyka była bardzo rzadką umiejętnością. Zaszczytu poznania jego tajników dostępowali tylko wysoko sytuowani kapłani i znawcy starej cywilizacji. Każde kolejne zdanie, wyraz zmuszały go do kontemplacji. Nie zajmował się tylko tłumaczeniem ksiąg, lecz ich interpretacją. Przepisywał je tak aby inni mogi zrozumieć wolę stwórców. Kropla granatowego płynu leniwie balansowała na skraju zaostrzonego dudka. Postanowiła zakpić z dzierżącego pióro Claudiusa opadając na kartę gęsto zapisaną tekstem. Chłonny papier zagospodarował atrament w swoją struktórę pozrezentując go w postaci pokaźnego kleska. Mężczyzna w wieku średnim ledwo utrzymywał swoje nerwy na wodzy. Zadanie które mu przeznaczono czyniło go bardzo wrażliwym na wszelakie mniej lub bardziej przewidywalne okoliczności. Jego oczy powędrowały pośpiesznie w stronę nieoczekiwanego tworu natomiast dłonie szybko zacisnęły się w pięści. Agresywny wymach jego dłoni sprawił. iż Fikuśne pióro przeleciało przez niewielką izbę uderzając bezdźwięcznie o stojak gęsto zastawiony księgami. Ich zielone okładki spięte razem ze stronicami przez metalowe spirale bez wzruszenia spoglądały na pracę światłego. Wystarczy na dzisiaj - powiedział zakręcając srebrny kałamarz. Uporządkował karty papieru poczym umieścił je w metalowej kasetce. Cichy zgrzyt zamka oznajmił zwolnienie zatrzasków. Strażnik! - Powiedział donośnym tonem Światły. Niemal natychmiast otworzył się zamek ciężkich okutych żelazem drzwi. Wpadające do pomieszczenia światło zostało zniekształcone przez cień sylwetki strażnika. Odziany w płytową zbroję szczelnie opatulającą jego ciało mężczyzna rozchylił skrzydło drzwi robiąć przejście dla światłego. Wąska szpara w hełmie ukazywała brystre oczy śledzące ruchy wychodzącego Clausiusa. Upewnił się zaglądając do wnętrza izby czy nie znajduje się tam ktoś nieporządany zanim zamknął drzwi. Nocny spacer w towarzystwie umieśnionego i zręcznego strażnika był jedną z tych rzeczy które Claudiusa podniecały najbardziej. Wielokrotnie sobie wyobrażał jak jego wierny ochroniarz bierze go w mrocznej izbie nad wszystkimi księgami. Jego fiksacje erotyczne doprowadzały do insynuacji w których domagał się aby ochroniaż spał razem z nim w łożu. Wymyślał preteksty, najczęściej mówił o wyimaginowanym osobniku który go śledził, personach które mu groziły śmiercią. Kiedy strażnik kładł się z nim w łóżku nigdy nie spał, zawsze w pełnym rynsztunku. Claudius nigdy nie widział go wstanie relaksacji, nie wiedział kiedy śpi, nie znał jego imienia. Liczyło się tylko to, że był dobry w milczeniu. Fakt, że dobrze wyglądał utrzymywała jego pozycję jako ochroniarza od wielu lat. Pozycja jasnowidzącego zmuszała go do stanu kawalerskiego. Wstrzęmięźliwość od kobiet była konieczna, bo gdyby którąś zbrzuchacił automatycznie podpisałby jej wyrok śmierci. Najzwyczajniej bękart najwyższego rodu był potencjalnym zagrożeniem dla “jego majestatu”. Odrobina poparcia i sprawna ręka we władaniu mieczem wystarczy aby szybko z jasnowidzącego stać się władcą.

Rozdział I

Ciecz spływała ciurkiem między wypukłościami kory starej wierzby. Ukierunkowała się pod pniak zmarnowanej flory gdzie też zwarła z ziemią. Każda kolejna kropla nawadniała spęknane trociny, poczerniałe od trawiącego ją jeszcze niedawno ognia. Od dawien dawna pragnęły aby życiodajny roztwór tchnął energię w usychające drzewo. Deszcz nie przychodził, korzenie już zapomniały jaki smak ma zwilgodniała gleba. Gdy nagle tę jakże suchą porę ciemności przerwało tak ważne wydarzenie. Choć nic tego nie zapowiadało pojawił się darowany niczym z niebios nektar nasycający spragnione podniebienie. Przedtchlinki uruchomiły swoje spierzchięte błony pobierając dar zwiastujący ponowną transpirację w obumierającej roślinie. Kiedy już pierwsze krople przedostały się przez aparaty odżywcze wszystko zawirowało. Komórki odbierały mylne bodźce, płyny zamiast krążyć i ożywiać naprzekór niszczyły. Ostatnie siły rośliny zamieniły się bezdźwięczny skowyt kiedy kwas przeszył biedną wierzbę na wskroś Potrzepnięcie i bęzie tego, pomyślał wycedzając pokaźną porcję flegmy przez spierzchnięte usta. Niefortunna próba wydalenia plwociny została udaremniona przez gęstą czarną brodę która w swoje włościa przyjęła tej nocy jak matka zabłąkane dziecie kolejną substancję. Zasadniczo broda na pozór zadbana, połyskująca w świetle księżyca zawierała w sobie ilość toksyn mogących powalić połowę armii impreialnej zaledwie powonieniem. Ale nie to martwiło zapinającego ostatni guzik rozpora spodni osobnika. W jego oczach pojawiła się iskra strachu kiedy jego ciało przeszyło znane mu od zawsze mrowienie. Myśl uderzyła go niczym piorun stojącą za nim wierzbę w burzową noc. Nadchodził czas aby pozostawić wieczysty ślad na tych ziemiach. Zdecydowanie była to pora aby stworzyć potwora. - Janneko, powinienieś zrobić jeszcze kilka kroków w tył – warknął przez zaciśnięte zęby. – Janne, temat jest poważny – Dodał wymachując dłonią w stronę jegomościa nieopodal. Ruch jego dłoni nadawał dramatyzmu całej sytuacji gdy tym samym prowadził zaborczą walkę z pancerzem osłaniającym jego niewysokie lecz upasione cielsko. Trzy rzemyki jedna klamra pod spodem pas – schemat miał już opracowany od dawna kiedy w wyniku ostatniego incydentu zamknięto całą karczmę gdy wrócił do swojej izby. Tym razem nie chciał spędzić nocy w rynsztoku. Cierpiąca katusze wierzba rozmyślała. Historie o kwaśnych deszczach nigdy jej nie zostały zapisane w genotypie. Funkcjonujący od tak wielu lat organizm nie był przyzwyczajony do wytwarzania zasad pozwalających na neutralizację takich substancji. Wtem jej konsternacje i rozterki egzystencjonalne zostały wstrzymane, kiedy miekkie ekstrementy opadły na jej rozkładające się włościa. Wzbudziło to w niej kolejny podryg nadzieji. Czyżby jednak była szansa? Czyżby leśne zwierzę chciało dopomóc jej istnienia upatrójąc to miejsce na spoczynek swych fekaliów bogatych w minerały mogące odmienić los umierającej rośliny? Ostatnim tchnieniem pobrała nawóz. Raz ostatni słychać było szum jej liści. Jedynie wspomnienie i płacz, płaczącej wierzby. Krople potu gęsto okraszały czoło, przybierającej kolor purpury twarzy.Silne zaparacie a ostatni ładunek znalazł swoje miejsce pośród innych mu podobnych zgniłozielonych fragmentów. Rozpościerające się łajno pośród korzeni martwego starodrzewia przywodziło na myśl jedynie obraz nędzy i zniszczenia. Zadowolony ze swojego czynu mościpan pomyślał – Stał pod drzewem panoczek, jebło w drzewo to tego się posrał i uciekł, tak pomyślą handełesy! – koncepjcę tą układał w swojej głowie podcierając zad zielskiem z okolicznego krzaka. Zaistę miał rację, albowiem droga była głównym traktem handlowym między portową twierdzą przy morzu wichrowym a miastem centralnym. Codziennie tą drogą…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych