Wróć do katalogu

Kolec Wyverna

Moje pierwsze poważne opowiadanie. Napisane na szkolny konkurs literacki, ok. cztery lata temu. Zdradzające moje fantastyczne zapędy :) Wprawne oko z pewnością dostrzeże inspiracje Wiedźminem

Amras, opublikowano , 10 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{b}Kolec Wyverny{/b}

Było już ciemno. Wiał porywisty wiatr, a deszcz sążniście uderzał o parapet. Już nadszedł czas. Do zadania, jakie powierzył mu król Fathor, przygotowywał się w komnacie w zamku. Było to zadanie niezwykle proste do wykonania. Miał zabić harpie, które widziano nad wioską i zniszczyć gniazdo, jeśli takowe założyły. Było oczywiste, że osiedliły się w pobliskich górach. Król, nie znając się na potworach, za wykonanie zadania obiecał mu tysiąc rumorskich koron. Zadanie było warte co najwyżej połowę tej sumy, jednak Esgar nie wyprowadzał monarchy z błędu. Zakon Gryfa, do którego należał, bardzo potrzebował pieniędzy. Do wykonania zadania przygotowywał się tak jak zwykle, a więc niespiesznie, spokojnie. Czasu miał dużo, spodziewał się zastać harpie w gnieździe dopiero późno w nocy, a przecież dopiero co zapadł zmrok. Przed sobą na stole miał niedużą skrzyneczkę. Otworzył ją. Wewnątrz stały buteleczki z jasnego szkła. Wyjął jedną. Z podłogi wziął podłużny pakunek, grubo owinięty skórami, i okręconym czarnym rzemieniem. Rozwinął, go, z sykiem wydobywając miecz z ozdobną rękojeścią, pokrytej rzędami runicznych znaków i symboli. Obnażył ostrze, które rozbłysło lustrzanym blaskiem. Esgar wypił zawartość flakonika, po każdym łyku przykładając prawą dłoń do skroni. Potem usiadł na podłodze. Siedział nieruchomo, z zamkniętymi oczami. Jego oddech, początkowo równy, stał się nagle przyspieszony, chrapliwy, niespokojny. A potem ustał zupełnie. Dzięki wypitej mieszance miał pełną kontrolę nad wszystkimi organami ciała. Dla człowieka, który nie był tak jak Esgar przyzwyczajony do niej od dziecka, byłaby to śmiertelna trucizna. Wyszedł z komnaty. Góry, w których mieszkały harpie, leżały około mili drogi od miasta. Poszedł do stajni, w której zakwaterowany został jego gryf. Członkowie Zakonu Gryfa w walce i do poruszania się wykorzystywali gryfy, które przed setkami lat zawarły z ludźmi przymierze w walce z wszelkimi potworami żyjącymi na Ziemi. W związku z tym przymierzem owe istoty godziły się na dosiadanie ich podczas walki. Towarzyszyły też swym jeźdźcom do końca życia. Po śmierci gryfa, jego jeździec odchodził z Zakonu i wiódł życie pustelnika po kres swych dni. W przypadku, gdy ginął jeździec, gryf wracał w miejsce, z którego wyruszył do siedziby Zakonu. I również żył tam aż do śmierci. Esgar założył na swego wierzchowca zbroję wykonaną ze lśniącej stali, która została wykuta przez krasnoludy w Kuźni Przeznaczenia. Eliand, bo tak się nazywał jego gryf, przy wkładaniu hełmu ozdobionymi orlimi skrzydłami ze złota zamruczał. Chociaż w żadnym języku nie mogli rozmawiać, rozumieli się bez słów. Z pewnością efekt częstego przebywania ze sobą. Była to kolejna ich wspólna bitwa. Przed każdą taką obaj zadawali sobie pytanie, czy nie będzie to ich ostatnia wspólna walka. Jednak jak dotąd mieli na tyle szczęścia, że z każdej opresji udawało im się wyjść obronną ręką. Nadszedł już czas i wyszli ze stajni. Szli obok siebie, Esgar nie chciał narażać Elianda na dodatkowe obciążenie, sama gryfia zbroja dużo ważyła. Zresztą, to była tylko jedna mila. Szybko dotarli na miejsce. Góry z bliska wydawały się mniejsze, niż można byłoby sądzić, patrząc na nie z okien domów Rumoru. Pierwszą harpię Esgar dostrzegł już po kilkunastu metrach wspinaczki. Podleciała do niego, a on, mając wolną tylko jedną rękę, złapał ją za szyję i z wielką siłą uderzył jej głową o skały. Korzystając z dezorientacji przeciwnika, wdrapał się na półkę skalną. Wyjął miecz z pochwy i oczekiwał ponownego ataku stwora. Nie musiał długo czekać. Podleciała do niego, gotowa dziobać go swym długim dziobem. Skoczył do niej, ciął mieczem w skrzydła. - Giń poczwaro - mówiąc to szybkim cięciem pozbawił harpię głowy. Następną spotkał już tuż - tuż przy samym szczycie góry. Podleciała do niego i pazurami rozdarła mu lewy policzek. Zapiekło go w tym miejscu. Odwinął się mieczem, uderzył w skrzydło i rozerwał błonę w tym miejscu. Pozbawił ją tym samym możliwości wzlatywania, czyli ataku z zaskoczenia. Jednak ona nie chciała tak łatwo żegnać się z życiem. Zaatakowała jego szyję. Gdy jej ręka była już przy jego gardle, ten cofnął się i odciął mieczem jej rękę. W tym momencie do walki wkroczył Eland. Chwycił harpię w szpony, wzleciał z nią kilka metrów nad ziemię i przy krawędzi półki wypuścił. Gdy byli już na samym szczycie, ujrzeli kompletnie inny widok, niż ten, na jaki byli przygotowani. Zamiast gniazda harpii zoczył duże wejście do groty. Domyślał się, do kogo owa jaskinia należała. Nagle…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych