Konflikt
Grupa polskich żołnierzy stawia zaciekły opór przeważajacym siłom wroga. Czy jednak jest pozostawiona sama sobie?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Przed nimi roztaczał się przepiękny widok, od którego już dawno odwykli. Po prawej stronie drogi, którą jechali, w znacznej odległości, rósł gęsty, zielony las. Otaczały ich polskie pola uprawne, na których głównie rosła wysoka już kukurydza. Wiatr łagodnie poruszał ich łodygami sprawiając wrażenie kołysania się tych roślin w rytm tajemniczej muzyki. Niczym statki po spokojnym morzu płynęły po niebie gromady lekkich, pierzastych chmur. Co jakiś czas zasłaniały one tarcze słońca dając wszystkim wytchnienie od jego prażących promieni. Silniki pojazdów nieznośnie warczały już od kilku godzin, bez wytchnienia napędzając ich samochody. Ilekroć wjeżdżali w polną dziurę wszyscy siedzący w środku podskakiwali na swoich miejscach nierzadko uderzając głową w sufit. Można było wtedy usłyszeć podenerwowane jęki, które zazwyczaj obracały się w przekleństwa. Ich konwój złożony z dwóch ciężarówek napełnionych bronią i amunicją oraz czterech opancerzonych Hummerów z działkiem 20mm posuwał się w miarę sprawnie pomimo irytujących nierówności terenu. Celem ich wyprawy było dostarczenie broni do ciągle broniącego się przed armią białoruską Lublina. Cała wojna między Polską, a Białorusią była czymś szokującym i niespodziewanym. Sprawa ta była o tyle dziwna, że agresorem było państwo, które po niewoli radzieckiej i długotrwałej zapaści gospodarczej próbowało ujawnić się na arenie międzynarodowej jako kraj, który ma coś jeszcze do powiedzenia. Niektórzy tak bardzo pewni potęgi militarnej Polski wyśmiewali jej sąsiada, lub krytykowali panującą sytuację, jeszcze inni powołując się na różne zobowiązania i traktaty podpisane przez oba państwa domagali się natychmiastowego zakończenia tej wojny. Jednak żadna ze stron nie miała zamiaru się poddawać. Zaczęło się od związku Polaków na Białorusi. Po rozwiązaniu go przez Łukaszenkę i stłumieniu protestu przy użyciu wojska świat zareagował oburzeniem na takie postępowanie wobec mniejszości narodowych. Jedynym państwem, który nie orzekł nic w tej sprawie była Federacja Rosyjska. Po odrzuceniu pokojowego rozwiązania sporu, pamiętnego dnia 21 Maja 2006r. Białoruś bez uprzedniego wypowiedzenia wojny przełamała granice Polski wdzierając się na prawie 100 km wgłąb kraju, rozpoczynając tym samym wielką inwazję. Nie doszukano się w działaniach białoruskiego prezydenta żadnych motywów. Było rzeczą oczywistą, że wojsko białoruskie nie jest wystarczająco sprawne i liczne, aby skutecznie przeciwstawić się sile Polski. Generał Staniszewski – powołany na dowódcę Armii Warszawa – zalecił maksymalną ostrożność w czasie potyczek z przeciwnikiem. Wróg zajął połacie terenu na przestrzeni wielu tysięcy hektarów poczynając od większości Pojezierza Mazurskiego, wzdłuż rzeki Narwi na północy, po okolice miasta Lublin na południu. Zwycięski marsz armii białoruskiej zatrzymała pośpiesznie zmobilizowana Armia Warszawa, która odepchnęła oddziały wroga kilkadziesiąt kilometrów od stolicy. Na północy dobrze koordynowana akcja sabotażowa pozbawiała przeciwnika zaopatrzenia i możliwości odwrotu, co dało szansę wycofującym się polskim oddziałom na przegrupowanie i kontratak w okolicy miasta Olsztyn. Najgorzej sprawa przedstawiała się na południu, gdzie artyleria samobieżna masakrowała polskie posterunki wojskowe oraz niszczyła drogi i tory kolejowe odcinając po części zaopatrzenie dla Polaków. Kluczem do zwycięstwa w tych rejonach było utrzymanie miasta Lublin z przyległymi do niego terenami. W przypadku porażki, oddziały polskie nie byłby w stanie zatrzymać natarcia Białorusinów aż do samego Krakowa. Jeszcze kilka tygodni temu można było zobaczyć na niebie samoloty transportowe, które zrzucały zaopatrzenie dla broniących się żołnierzy. Jednak po wprowadzeniu przez Białorusinów na ulice artylerii przeciwlotniczej zrzucanie amunicji stało się niemożliwe. Wciąż broniła się południowa część miasta. To był cel, do którego zmierzali. Znajdujący się na stanowisku obsługującego karabin na dachu wozu mężczyzna ściągnął z oczu okulary przeciwsłoneczne. Nawiedziło go uczucie duszności, które po chwili samoistnie znikło. Już od kilkudziesięciu minut miał wzmagające się bóle brzucha, które utrudniały mu skupienie uwagi na zadaniu. Zszedł do środka Hummera, gdzie po kolejnym podskoku jeden z żołnierzy trzymał się za głowę i jęczał z powodu bólu głowy. - Ej. Młody! – Rzekł pilot kierowcy do schodzącego z posterunku mężczyzny. Miał on tępy wyraz twarzy i denerwujące spojrzenie, które wzmagało u rozmówcy niechęć i frustrację. Jego ulubionym zajęciem było dyrygowanie innymi, chełpił się swoim niedawnym awansem na stopień kaprala, podczas, gdy wszyscy wokół niego wciąż byli szeregowcami. Wielu z nich uważało, że Walek, jak go nazywali, jest tylko egoistycznym lizusem, którego jeszcze nikt nie widział na prawdziwej akcji. – Wracaj na karabin! - Daj mu spokój Walek! – Odburknął siedzący z tyłu niski, wąsaty mężczyzna. Trzymał na w ręku udoskonalony model karabinu Kałasznikow. – Widzisz, że nie jest z nim dobrze. Nie ma tu naszych przełożonych, więc wyluzuj. - Jak się do mnie... – Zastopował. Nie miał ochoty prowadzić kolejnej dyskusji, w której wszyscy znowu wyśmialiby go. Odwrócił się jedynie i wrócił do swojego pasjonującego zajęcia, jakim było wpatrywanie się w tablicę rejestracyjną jadącego przed nimi wozu. - Dzięki. – Odrzekł Młody uśmiechając się pomimo kłucia w brzuchu. - Muszę chwile odsapnąć. To tylko żołądek. - Dostaniesz coś jak dojedziemy na miejsce, bo w podręcznej apteczce nie ma żadnych środków na zagrożenie, jakim jest „ból brzucha”. – Mężczyzna również uśmiechnął się, a wszyscy w pojeździe zachichotali cicho. Po chwili ciszy przerywanej odgłosami wydawanymi przez silniki samochodowe, Młody podjął konwersację. - Mam już tego dość. Jedyne, co robimy to albo jeździmy w kółko rozwożąc zaopatrzenie, albo siedzimy w tych beznadziejnych koszarach słuchając relacji telewizyjnych z pola walki. Mogliby nam dać jakieś porządne zadanie. Wszyscy za wyjątkiem kierowcy, który nie mógł, popatrzyli się na niego z wyrazem politowania. Pierwszy odezwał się żołnierz siedzący po prawej stronie przy oknie. W przeciwieństwie do swoich towarzyszy trzymał oparty o ramię granatnik M-16. - Wojna to nie zabawa. Tu można zginąć! Pomyślałeś o tym Młody? Nie chcesz już wrócić do swojego domu? Do swojej dziewczyny? – Powiedział przekonującym głosem - Chcę, ale... - Jeśli chcesz to módl się do Boga, aby ta wojna szybko się skończyła, a ciebie nigdy nie przydzielili do jakiejś poważniejszej misji. – Ostatnie wyrazy miały za zadanie przestrzec młodego żołnierza przed złym zachowaniem. Wszyscy w skupieniu oczekiwali na odpowiedź Młodego. Ten jednak przysiadł na brudnej płycie, która służyła mu za swego rodzaju podwyższenie, dzięki któremu mógł zobaczyć więcej wychylając się przez otwór w dachu. Nie odezwał się już ani słowem. Zrobiło mu się głupio, że był taki lekkomyślny. Dobrze wiedział, że w wojnie nie ma miejsca na sentymenty, ale jakoś jego osobowość i styl bycia przyzwyczajone do reguł panujących w mieście nie potrafiły przywyknąć do cierpienia i zła, jakie napotykali na każdym kroku podczas konfliktu zbrojnego. Ból brzucha nieco zelżał, więc po chwili postanowił, że wróci na swoje stanowisko, które opuszczając naraził się na reprymendę ze strony przełożonych. Wychylił się na zewnątrz i po chwili poczuł na twarzy powiew orzeźwiającego powietrza. Włożył swoje ciemne okulary, gdyż z powodu blasku słońca musiał mrużyć oczy, co utrudniało mu skupienie się na obserwowaniu okolicy. Marzył tym, aby ta akcja się już skończyła, gdyż w jego naturze nie leżało wystawianie się na niebezpieczeństwo tylko po to, aby dostarczyć kilka skrzynek broni dla polskich oddziałów. Co prawda cieszył się teraz w duchu, że nie został wysłany bezpośrednio na front, a jedynie przydzielono go do służb pomocniczych. Do tej pory uczestnicząc w tego typu akcjach nigdy nie myślał, co może się stać, gdy coś złego mu się przydarzy. Nie myślał o Patrycji, o swoim życiu, ale jedynie o tym, żeby zasmakować tej adrenaliny, która towarzyszy żołnierzom podczas walki. Cała ta wojna zaczęła go przerastać. Parę tygodni temu jego ambicje wojskowe nieco przygasły. Stało się tak za sprawą pewnej opowieści, którą mu przekazano. Słyszał relacje świadka na temat krwawej bitwy pod Węgrowem. Była to ciężka próba dla Polaków, którzy przygniecieni do ziemi, potrafili powstać i odpowiedzieć swoim oprawcom z równie potężna siłą. W tej bitwie życie straciło kilka tysięcy Polaków już w pierwszych godzinach ataku. Białorusini używając moździerzy i artylerii dokonali zmasowanego uderzenia na zgrupowania polskich wojsk nad rzeką Liwiec zabijając większość z nich. Jednak po szybkim przegrupowaniu dzięki przybyłym posiłkom Polacy dokonali silnej kontrofensywy. Bitwa trwała kilkanaście godzin i zakończyła się złożeniem broni przez Białorusinów po okrążeniu ich przez wojska Armii Warszawa. Rzeka, która przedtem przepływała przez tamte tereny, musiała zmienić nieznacznie swój bieg z powodu licznych kraterów powstałych od pocisków artyleryjskich. Jej woda zabarwiła się na czerwony kolor, gdy razem z deszczem spłynęła do niej krew poległych w tym miejscu żołnierzy. Człowiek, który opowiadał tą historię Młodemu, stracił dłoń podczas tej bitwy, ale nie to było najgorsze. To, co widział i przeżył było nie do opisania. Słyszał krzyki swoich kompanów, gdy granaty i pociski moździerzowe uderzały w ich pozycje na brzegu rzeki. Jedyny widok, którego nie zapomni do końca życia. Jego kolega z oddziału raniony granatem leżał na mokrej ziemi, przeraźliwie jęcząc. Gdy tamten podszedł do niego zauważył jak ranny trzyma w dłoni oderwaną od eksplozji lewą rękę, z której płynęły strugi krwi tworząc czarną plamę w ziemi. Próbował coś do niego mówić, lecz jego krzyk został zagłuszony przez ostrzał polskiej artylerii, która przeszła do kontrataku. Jego kompan umarł chwilę potem w wielkim cierpieniu i ogromnym żalu, że tak to wszystko się skończyło. Wkrótce po tym on sam również otrzymał ranę od granatu, w wyniku której stracił lewą dłoń, lecz mimo to uważał się za szczęściarza. Zawsze mogło być gorzej. Od tamtej pory jego marzenia o prawdziwej walce przycichły, lecz nadal miał nadzieję, że kiedyś pozna smak bitwy. Choć nie chciał, żeby kiedykolwiek spotkało go coś podobnego, czuł się patriotą, a na przysiędze uroczyście ślubował, że w razie niebezpieczeństwa odda choćby i życie za swoją ojczyznę. Rozparł się wygodnie na swoim miejscu i obserwował okolicę. Droga, którą jechał ich konwój uległa nieznacznemu wzniesieniu, prawdopodobnie dlatego, że rolnicy wywozili na nią ziemię, aby podwyższyć jej poziom. Dlaczego? Po co zaprzątać sobie myśli takimi bzdurami, pomyślał Młody. Odchylił głowę do tyłu i zrobił głęboki wdech pozwalając dużej ilości powietrza wypełnić swoje płuca. Zamknął na chwilę oczy i spróbował nie myśleć o niczym. Trwał tak przez kilka sekund. Później mówił, że były to jego najspokojniejsze chwile. Słaby i tajemniczy dźwięk, nadchodząc jakby od tyłu zbudził go ze słodkiego letargu. Otworzył oczy i powoli rozglądnął się dookoła. Jednak nie zaobserwował niczego dziwnego. Dźwięk cały czas narastał na sile, coraz bardziej zaczął odróżniać się od odgłosów otaczającej ich przyrody, aby wreszcie uformować się w wyraźną wiadomość. Młody nie pojął od razu sensu przekazywanej mu informacji, lecz teraz to zrozumiał. Wpadł do kabiny samochodu i zdążył jedynie wrzasnąć: - Helikopter! Potem wszystko się zaczęło. W jednej chwili Hummer znajdujący się na przedzie konwoju eksplodował z niewiarygodną siłą. Wszystkie samochody stanęły w miejscach. Nad ich głowami przeleciały dwa helikoptery tworząc efektywną akrobację i wzlatując na wysokość kilkudziesięciu metrów. W tym samym momencie z pól kukurydzy wyłonili się, ubrani w maskujące kolory, żołnierze armii białoruskiej. Na ich hełmach namalowana była czerwono-zielona flaga z przedziwnym wzorkiem po jej lewej stronie. Wszyscy razem przypuścili ostrzał na unieruchomiony konwój Polaków. W szybach tworzyły się okrągłe wgłębienia, w środku których znajdował się gorący pocisk. Wokół nich tworzyły się owalne rysy, które mimo faktu, że szyba była kuloodporna sprawiały wrażenie jakby miała się zaraz rozlecieć. Kule wbijały się w opancerzone drzwi, za którymi znajdowali się przestraszeni żołnierze. Wszyscy będący na karabinach otworzyli ogień w stronę wroga. W jednej chwili zrobiło się niesamowicie głośno. Odgłosy wystrzeliwanych kul mieszały się z dźwiękiem obracających się śmigieł helikoptera, tworząc niemożliwą do wytrzymania kakofonię. Młody postanowił nie tracić czasu. Wziął się szybko w garść, próbował powstrzymać drżenie rąk. Celował w krążące wokół nich helikoptery, które jak sądził przygotowywały kolejne uderzenie. Puścił kilka serii, lecz nagle przestał, gdyż kątem oka zobaczył ruch po lewej stronie. Obrócił się razem z karabinem na ile pozwalał mu statyw. Wymierzył w ruszające się pole kukurydzy, po czym bez wahania nacisnął spust. Kule przechodziły przez rośliny jak przez masło rozrywając łodygi i dziurawiąc liście. W końcu zobaczył upadających żołnierzy białoruskich, ranionych od kul, którzy prawdopodobnie mieli zamiar podkraść się do konwoju. Sytuacje wyglądała beznadziejnie. Helikoptery znów przypuściły atak, tym razem lecąc jeden za drugim ostrzelały samochody z góry przy pomocy niewielkiego działka zamontowanego pod kabiną pilota. Wszyscy w odruchowym geście skłonili głowy. Kule odbijały się od powierzchni dachów wydając głośne piski. Żołnierze znajdujący się przy karabinach zostali podziurawieni dużą liczbą pocisków, które od razu pozbawiły ich życia. Refleks Młodego i jego zmysł obserwacji ocalił go tym razem od śmierci, gdy w ostatniej chwili rzucił się do wnętrza pojazdu. - Trzymajcie się! – Krzyknął w jednej chwili kierowca Hummera Prowadzony jego ręką pojazd odłączył się od reszty i podjeżdżając do palącego się wozu pod lekkim kątem z prawej strony przybił do niego zderzakiem. Natychmiast po manewrze kierowca wyskoczył z pojazdu zabierając ze sobą M16 Walka i bez celowania otworzył ogień na pole kukurydzy, gdzie ukrywali się wrogowie. Załoga Hummera nie mogąc się jednak zdobyć na żadne działanie, z niedowierzaniem obserwowała poczynania swojego kompana. Po zaprzestaniu ostrzału kucnął przy kole opancerzonego wozu i spojrzał na znajdujące się kilkanaście metrów od niego ciężarówki z amunicją. Zdenerwowany, gestami rąk i krzykiem zagłuszonym odgłosami wydawanymi przez helikopter próbował przekazać reszcie treść swojego planu. Zdezorientowany kierowca ciężarówki nie mógł zrozumieć, co powinien zrobić. Tępo wpatrywał się w machającego rękoma żołnierza. Kule wystrzelone przez jakiegoś Białorusina odbiły się ostrym piskiem od boku zaparkowanego Hummera, kilka centymetrów od głowy jego kierowcy, który lekko poirytowany i jednocześnie roztrzęsiony miał wielką ochotę wrócić do wozu. W tej samej chwili spostrzegł jak ciężarówka powoli rusza z miejsca i postępując zgodnie z wytycznymi parkuje od lewej strony przy palącym się Hummerze. Zdobył się na uśmiech w tej dramatycznej chwili. Może nie wszystko stracone, pomyślał. Tak samo postąpiła pozostała część konwoju. Nie bacząc na odbijające się od wozów kule i Zawieszone nad nimi helikoptery, podjechali do tamtych samochodów i ciasno dołączyli swoje maszyny do reszty tworząc coś w rodzaju zamkniętej elipsy. - Ruchy! Wysiadać z lewej strony! – Krzyknął Walek. Za jego rozkazem, przepychając się w ciasnym Hummerze, wydostali się na zewnątrz. Natychmiast, słysząc gwizdy przelatujących kul, skryli się za tarczami, jakimi były w tej chwili opancerzone pojazdy. Młody pochylony, podbiegł do ciężarówki z amunicję i kucnął przy kole obserwując otoczenie. Z wozów kolejno wychodzili żołnierze, co jakiś czas przerywając swoje milczenie i oddając kilka salw w stronę przeciwnika. Zobaczył jak jakiś człowiek z innego samochodu biegnie w jego kierunku trzymając w jednej ręce swój Kałasznikow ze specjalnym miejscem pod wylotem lufy przeznaczonym na granaty, a w drugiej magazynek z amunicja. Od momentu utworzenia tej prowizorycznej twierdzy, jakim była ich barykada z samochodów nastąpił względny spokój, który przerwały w tej chwili odgłosy zbliżających się helikopterów. Młody zobaczył jak pękła szyba samochodu znajdującego się na lewo od niego, usłyszał pęknięcie opony. Śmigłowce wroga nie patyczkowały się ze swoim przeciwnikiem. Serie z działka po prostu przeszły przez całą linię obrony Polaków niszcząc wszystko na swojej drodze. Kule wbijały się w ziemię wzbijając kłęby kurzu. Biegnący żołnierz chciał zawrócić, ukryć się przed szarżującym wrogiem, lecz nie był dostatecznie szybki. Niektóre kule tylko drasnęły jego ciało, a inne przeszły na wylot. Najpierw ugodzony w ramię i nogi, odwrócił się w stronę helikopterów i wtedy otrzymał rany w klatkę piersiową i brzuch. Bez słowa padł na ziemię i po kilku chwilach spędzonych w agonii zamarł. Młody otworzył usta. Nie dotarł do niego zagłuszony przez śmigłowce krzyk Walka, mówiący o tym, aby każdy zajął stanowisko w obronie. Trwał tak przez kilka chwil i dopiero nadchodzący z boku żołnierz wyrwał go z letargu. Usiadł przy nim opierając się o koło samochodu. W ręku trzymał Kałasznikowa. - Młody! Słyszysz mnie? Ej! - Wrzasnął do niego próbując przekrzyczeć odgłosy walki jednocześnie odbezpieczając broń – Do diabła z tymi ruskami! Co ci jest? - Zabili go! Widzisz?! – Krzyknął roztrzęsionym głosem, dopiero teraz poznał osobę, która do niego mówiła. Był to ów wąsaty mężczyzna, z którym rozmawiał w pojeździe. - Kurwa ty to masz problemy! – Zdenerwował się tamten – Słuchaj! Gdzie jest – przerwał, gdyż usłyszał czyjś krzyk. Zląkł się, choć nie próbował dociec, do kogo on należał. - Gdzie jest radiostacja?! W którym wozie?! Pamiętasz?! - Wozie?! W... Chyba w pierwszym! – Odpowiedział Młody wyjmując ze schowka w nogawce swojego Glocka. Usłyszał przedtem ciche przekleństwo ze strony wąsatego. - Co ty... Po co ci to?! – Krzyknął wpatrując się w trzymany przez tamtego pistolet. – Oprzytomniej! – Wyrwał mu z ręki broń i wcisnął z powrotem do kabury – Tym nic tutaj nie zdziałasz! Znajdź sobie jakaś prawdziwą broń! – Po chwili milczenia dodał – Idę zobaczyć, co u Walka! Zostań tu, to pewnie najbezpieczniejsze miejsce! Uważaj na rusków! Po tych słowach pobiegł w kierunku grupy, która znajdowała się kilkanaście metrów od niego. Uważaj na rusków. Dobre sobie, pomyślał. Strach nie pozwalał mu trzeźwo myśleć. Słyszał odgłosy walki, dźwięki przelatujących kul, wrzaski swoich towarzyszy. Oni tam ginęli, a jemu kazał tu siedzieć? Niedoczekanie. Spojrzał przed siebie. Twarzą do ziemi leżał zabity żołnierz. Wciąż trzymał w ręku Kałasznikowa, zupełnie jakby nie chciał się z nim rozstać nawet po śmierci. Młody podszedł do niego na czworakach i spróbował…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Ignis
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…