Koniec Świata w Dredach II
Drugie opowiadanie o gościu w modnej ostatnio fryzurze.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nie trawiłem tej knajpy. Chujowy browar, drogie faje i płatny kibel, to atrakcje jakie zapewniał Pub urządzony jak burdel. Zresztą całkiem możliwe że na piętrze czekały chętne kurewki, ale to mnie nie interesowało ( nie w tej chwili ). Różowe zasłony i czerwony dywan drażniły moje oczy, a sprężyna z fioletowego fotela piła mnie w tyłek. Siedząc w kącie i popijając rozwodniony browar obserwowałem ludzi, zwłaszcza jedną panienkę. Ruda chudzinka nie była do końca w moim guście, nawet obcisła sukienka w kolorze czerwonym nie była w stanie zmienić mojego zdania. Interesował mnie jednak jej ruchacz. Nie wiem czy był jej chłopakiem czy zwykłym frajerem na parę godzin, ale kumpel z lombardu dał mi cynk że kolo chwalił się skopaniem mi tyłka. -„ Chwyciłem go za szmaty, podałem z bańki i kopnąłem w jaja- cytował kumpel- potem rzuciłem nim o ścianę i dalej prałem. Odepchnął mnie i zaczął wiać, krzyczał że chce do mamy i że nie mam go już bić, ha ha ha! ‘ Niezła historia, ale ten się śmieje kto wypruwa bebechy. Laska zerkała na zegarek, gościu pewnie się spóźniał. Podszedłem do baru po następne piwo i zaznaczyłem że ma być nierozwodnione. I tak dostałem szczyny. Minęło pół godziny, piwa nie dopiłem bo przestało smakować. Kiedy zapalałem papierosa jakiś facet podszedł do rudej. Nie widziałem żeby wchodził przez główne wejście, nie widziałem jak schodził z góry, więc to chyba nie był mój rzekomy pogromca. Przysiadł do niej i zaczęli rozmawiać. Po paru chwilach rozmowa się ożywiła, i wyglądało na to że coś oburzyło chudzinę. Widziałem jak ten facet próbował pod stolikiem wpakować swoją rękę pod jej sukienkę. Ona się broniła, on ją spoliczkował i zaczął wlec w kierunku wyjścia. Oczywiście nikt nic nie zrobił by jej pomóc. Co się z nią stanie mnie nie interesowało, facet wyglądał na napalonego więc pewnie chciał się zabawić. Faktem jednak było to, że tylko dzięki niej mogłem znaleźć tego kretyna. Wyszedłem na zewnątrz. Było już ciemno, ale ulica była dobrze oświetlona płonącymi śmietnikami. Jednak nigdzie ich nie zauważyłem. Możliwe że facet miał samochód i odjechali. Wkurwiony zamierzałem wracać na chatę, kiedy nagle usłyszałem coś w rodzaju jęku z gaski koło knajpy. Na wszelki wypadek spiąłem dredy i wszedłem w ciemną jak dupa Eskimosa ślepą uliczkę. Szybko posuwałem się do przodu pod ścianą, nie chciałem zostać zauważony. Pech chciał że wyrżnąłem o śmietnik i jeśli koleś nie usłyszał jak pada na ziemię, to na pewno usłyszał moje „O Kurwa” kiedy leciałem na zbity pysk. Szybko wstałem i kucając nasłuchiwałem. Pewnie był zbyt zajęty laską, więc nadal kucając ruszyłem w głąb uliczki. Koleś przycisnął półprzytomną laskę przodem do ściany, i stopniowo zdzierał z niej ciuch. Z początku nie do końca widziałem czy jest uzbrojony, ale kiedy znalazłem się tuż za nim zauważyłem zakrzywioną szablę w pochwie ściśle przylegającej do nogawki drogiego czarnego garniaka. Dziewczyna opierała się o ścianę, odziana w podartą na strzępy sukienkę, kiedy na chwilę odzyskała przytomność i próbowała się wyrwać. Koleś, który już zdążył wypuścić swojego ogiera ze stajni, zamierzał jej przyłożyć, jednak kiedy się zamachnął coś pierdalnęło go głowę. Tym czymś był mój łokieć. Pacjent poleciał na ścianę, a dziewczyna na czworakach raczkowała w kierunku ulicy. Podszedłem do niej z zamiarem wyniesienia jej, pewnie była za słaba by trzymać się na nogach, jednak nie wiedziała chyba co do końca się stało, więc kopnęła mnie w kostkę. Nic to nie dało, tak więc podniosłem ją najdelikatniej jak potrafiłem i posadziłem pod ścianą. -Papierosa?- ledwo podniosła trzęsącą się dłoń do paczki, więc wsadziłem jej fajka w usta i podpaliłem,potem sam zapaliłem. Kiedy płomień zapalniczki oświetlił moją facjatę laska się przestraszyła. Wiem wiem, ten make up. Koleś pod ścianą zaczął dochodzić do siebie, jednak kiedy próbował wstać podszedłem do niego i posłałem mu soczystego kopa w szczękę. Coś chrupnęło, kolo ponownie osunął się na ziemię. Zdjąłem mu marynarkę i podałem lasce, która w międzyczasie niepewnie wstała, nadal jednak opierała się o ścianę. Pomogłem jej założyć marynarkę. -Wszystko ok.? – zapytałem łagodnie. -Tak jakby, dzięki. -Nie ma sprawy – nie byłem pewien czy dziękuje za fajkę czy za ocalenie tyłka. Kiedy tak stała w półmroku, prawie że naga, sam miałem ochotę się na nią rzucić, jednak miałem inny cel dzisiejszego wieczoru. -Masz chłopaka? -To propozycja? – ależ była bezczelna! -Szukam gościa który skopał Raga, ktoś dał mi cynk że z nim chodzisz. -To nie mój chłopak, sponsoruje mnie. Studiuję i nie mogę znaleźć normalnej roboty... -Wali mnie twoja sytuacja, gdzie jest ten fagas? Znajomi mówili mi wielokrotnie że ciężko mnie wyczuć. W jednej chwili jestem spokojny i się uśmiecham, w drugiej patrzę z byka i głaszczę rękojeść katany. Wprawdzie właśnie w tej chwili nie byłem ani spokojny, ani uśmiechnięty, jednak dziewczyna czuła się już bezpieczna. Trochę mnie to wkurwiało, nie chciałem jej przestraszyć, ale niestety już tak mam. Trochę nerwowo zaczęła tłumaczyć że umówiła się z gościem, że on nie przyszedł i jest na niego wściekła. Potem nie wiem czy chciała zmienić temat, ale kiedy popatrzyłem na nią ze zniecierpliwieniem przestała paplać o gościu leżącym we własnej jusze. Wreszcie doszła do sedna sprawy: pacjent bywał z kumplami w małym hoteliku na przedmieściach. Chodzili tam na dziwki i chlanie. Wiedziałem już wszystko. Kiedy już odchodziłem dziewczyna coś skojarzyła. -Słuchaj, ale to chyba nie jego szukasz! Zatrzymałem się i odwróciłem -Dlaczego tak sądzisz?- zapytałem nie mając wcale ochoty na długą i szczegółową odpowiedź. -Rick może i jest dobrze zbudowany, i przywalić potrafi, nawet coś o Ragu gadał, ale to raczej nie on go skopał. -Nie rozumiem? – szczerze bawiła mnie ta sytuacja. -No wiesz, jeśli chodzi o tego Raga który walczy na arenach to sorry, ale na niego potrzeba gangu a nie jednego przećpanego Ricka! -Dzięki...- odszedłem. Laska mogła mnie nie poznać, jak już mówiłem w gasce było ciemno, albo udawała że mnie nie zna, po to żeby się przymilić. Nie wiem. W każdym razie żeby dostać się do hoteliku musiałem skołować transport. Nie było to skomplikowane. W moim sąsiedztwie koczowało kilka gangów, głównie murzyńskich w stylu NY. Nie trawiłem tych typków, od dnia kiedy kilku wjebało mi się na chatę i próbowało wynieść telewizor. Oczywiście chłopcy trafili do szpitala, jednak na tym się nie skończyło. Wpadli do mieszkania w nocy, kiedy spałem. Trochę mnie obili zanim zajarzyłem że to nie sen. Kiedy myśleli że kojfnąłem, zabrali się za telewizor, a ja wstałem i zrobiłem porządek. Chłopaki poleciały do swojego bossa, wysokiego pakera na którego wołali Hammer. Rzeczywiście koleś miał dłonie jak młot, a jego ciosy przebijały blachę Forda, jednak jego także posłałem na dechy. Chcąc zachować twarz złożył mi następującą propozycje: jego kumple trzymają się z dala ode mnie, ja omijam ich rewir za kinem i utrzymuję że walka nie miała miejsca. Deal, jak to się mówi, jednak z biegiem czasu polubiłem Hammera, on mnie chyba też. Czasem pomagaliśmy sobie nawzajem, ja załatwiałem jego ciernie w oku, on załatwiał mi informacje. Dziś za kinem nie zastałem Hammera, ale kilku jego koleżków, notabene tych samych których kiedyś obiłem. Z uśmiechami na twarzy i miodem kapiącym z jęzorów użyczyli mi starego ścigacza Kawasaki ( nie lubię dupowłazów ). Prułem przez miasto chyba ze sto na godzinę. Mieliśmy już listopad, a ja pod płaszczem miałem cieniutką koszulę ( oczywiście czarną ), więc moje trzęsące się ręce wprawiały motor w kołysanie. Na skrzyżowaniu było czerwone światło, ale tradycyjnie olałem wszelkie przepisy, i mam wrażenie że kiedy przez nie przejeżdżałem usłyszałem coś w stylu stłuczki. Zatrzymałem się i spojrzałem na efekt mojego wykroczenia. Porshe i Ferrari- pewnie jacyś penerzy, więc uśmiechnąłem się w duchu i jechałem dalej. Tak w ogóle, to przy moim stylu jazdy bez kasku to jeden wielki cud że jeszcze żyję. No ale co poradzić, jedynie dwie lub trzy setki koni pod tyłkiem i setka na liczniku podnosi mi poziom adrenaliny. Kiedy podjechałem pod hotel było już koło czwartej. Postawiłem motor przy budce telefonicznej przy wejściu. Z zewnątrz hotel wyglądał jak rozpadająca się melina, wewnątrz wcale nie było lepiej. Typowa kurwiarnia, gdzie za parę drobnych można podupczyć małolaty lub pobawić się z transwestytami. Jeden z tych dziwnych wymalowanych stworów z wypchanym stanikiem podszedł do mnie. Ubrany był jak tancerka na karnawale
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Ragnarok
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…