Wróć do katalogu

Kornelia

Jest to opowieść o przyjażni i miłości. Z resztą sami zobaczcie.

Juśka, opublikowano , 17 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

To był naprawdę męczący dzień. Wróciłam do domu po ośmiu godzinach spędzonych w szkole. Czekał mnie jeszcze basen. -Nie- zaprotestowałam głośno- nie idę. Położyłam się na łóżku i próbowałam czytać. Nic z tego. Nie mogłam się skupić. Wczoraj pokłóciłam się ze swoim chłopakiem. Jak zwykle poszło o Iśkę. Niby to tylko jego koleżanka. Ja już widzę tą jego koleżankę! Nie mogłam usiedzieć w domu. Wyszłam na ulicę. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Chciałam iść do parku, lecz nogi poniosły mnie w drugą stronę. Do Domu Dziecka. Po drodze weszłam do sklepu z zabawkami. Kupiłam małego, brązowego misia. Gdy tylko weszłam do budynku usłyszałam głos Kornelii. Za każdym razem, gdy przychodziłam do Domu Dziecka, pierwszą spotykałam Kornelię. Gdy pierwszy raz tu przyszłam przybiegła i spytała: -Masz cioś dla mnie? Odpowiedziałam, że nie, a ona rozpłakała się. Wzięłam ją na ręce i przytuliłam. Od tej pory zawsze ją pocieszałam, a ona odwdzięczała mi się tym samym. Zawsze przy niej odzyskiwałam humor. Czteroletnia Kornelia miała kręcone blond włosy i błękitne oczy. Była słodkim dzieckiem. Nie widać po niej było, że miała ciężkie dzieciństwo. Jej rodzice zginęli w wypadku, gdy miała dziesięć miesięcy. Los ciężko ją doświadczył, ale umiała cieszyć się nawet z małych rzeczy. Z tego, że słońce świeci, że obiad był dobry. Prawie cały czas na jej twarzy gościł uśmiech. Tym uśmiechem potrafiła zarazić wszystkich dookoła. Gdy dałam jej misia krzyknęła z radości i rzuciła mi się na szyję. Myślałam, że mnie udusi. Złapałam ją za rękę i poszłam się spytać pani Agi, czy mogę wziąć Kornelię na spacer. Pozwoliła. Zawsze mi pozwalała. Wiedziała, że Kornelii ze mną nic się nie stanie. Ubrałam dziewczynkę i wyszłyśmy na ulice. Kornelia chciała iść do parku „pokarmnić gołębki”.Kupiłyśmy chleb i poszłyśmy do parku. O tej Usiadłyśmy na ławce i zaczęłyśmy karmić „gołębki”. W pewnej chwili zauważyłam, że ktoś usiadł, koło mnie. To był Młody. Mój chłopak. -Sorry- powiedział. Odwróciłam się. -No sorry- powtórzył. -Kto to?- spytała Kornelia- Miły facecik. -Jestem Młody. A ty? - spytał Młody. -Kornelia. Cio tu robisz? -Przyszedłem do twojej koleżanki. -No to cio tak siedzicie? -spytała. -Bo się pokłóciliśmy- warknęłam. -To się pogódźcie.- powiedziała i spojrzała na nas tak, że nie można było odmówić. -Dzika?- spytał. -Tak pogodzę się z tobą- odpowiedziałam- ale robię to głównie dla Kornelii. -No dobze - powiedziała mała i klasnęła w rączki- A teraz chodźmy na lody. -Nie jest przypadkiem za zimno?- spytałam. -Nio to na... golącą ciekoladkę- powiedziała i złapała nas za ręce. -Dobra, chodźmy-powiedział Młody. Wieczorem odprowadziliśmy Kornelię do Domu. -Przyjdźcie jutro- powiedziała. -Dobrze- odpowiedziałam i pocałowałam ją w policzek. I razem z Młodym wyszliśmy na ulicę. Młody złapał mnie za rękę i poszliśmy w stronę mojego domu. -Fajna ta mała-odezwał się po chwili. -Jest fantastyczna- powiedziałam- a szczególne w niej to, że żyje w trochę innym świecie. -Jak to?- spytał. -Czy w teraźniejszym świecie jest czas na radość? Jest, ale ludzie są zabiegani, nieszczęśliwi. A Kornelia umie cieszyć się ze wszystkiego. We wszystkim znajduje radość. Mimo tego, że żyje w Domu Dziecka, a jej rodzice nie żyją. Nie zasługuje na taki los. -To prawda- powiedział Młody. Nie zauważyłam nawet, że stoimy już pod moim domem. Pośpiesznie pożegnałam się z Młodym i poszłam do domu. W mojej głowie zaczął rodzić się plan. Kornelia rzeczywiście jest niezwykła i nie powinna tak cierpieć. Powinna mieć normalny dom. Kocham ją.

II -Siódma, córuś trzeba wstać do szkoły-powiedziała mama łapiąc mnie za gołą stopę wystającą spod kołdry -Już wstaję- powiedziałam ziewając i zaraz dodałam- Mamo, czy nie chciałabyś mieć małej córeczki? -Nie. -Na pewno? -Raczej tak. -Ale moglibyśmy zaadoptować jakieś dziecko?- spytałam -A, kogo masz na myśli?- mama odwdzięczyła mi się pytaniem -Kornelię. -Aha, tą z Domu Dziecka. Już wiem do czego zmierzasz. -Tak… -No nie wiem. Porozmawiam z tatą. To klapa. Jak mama mówi, że porozmawia z tatą, to nie wróży nic dobrego. Tata na pewno się nie zgodzi. Trudno. Ups… Jak późno! Muszę wstawać, bo zaraz przyjdzie Młody. Ubrałam się. Punktualnie za piętnaście ósma przyszedł Młody. Zeszłam na dół. Gdy Młody chciał iść na prawo do szkoły, złapałam go za ramię i skierowałam go w lewo. -Co ty robisz?- spytał -Idę na wagary do Kornelii. -Jeśli tak to O.K. Widać było, że on też ją polubił. Gdy weszliśmy do Domu Dziecka, pierwsza przybiegła Kornelia. -Cieść- powiedziała -Cześć- odpowiedzieliśmy Nagle zza rogu wyszła pani Aga. -Czy możemy wziąć Kornelię?- spytałam. -Tak. Ale zaraz, zaraz czy wy nie powinniście być teraz w szkole? -Powinniśmy, ale jakoś tak wyszło- odpowiedział Młody -No dobra. Ale o czwartej Kornelka ma być z powrotem. -Dobrze. Wyszliśmy na ulicę. Najpierw poszliśmy do McDonalda. Po zachowaniu Kornelii można było poznać, że w McDonaldzie jeszcze nie była. Zamówiliśmy z Młodym jedzenie, a mała poszła się pobawić do kącika zabaw. Gdy Kornelia najadła się już wystarczającej ilości hamburgerów i frytek, wyszliśmy na dwór. Zaczął padać deszcz. Postanowiłam, że pójdziemy do mnie do domu. Rodzice dawno poszli już do pracy, więc nie było się, czego bać. Dla Korneli, która była tu pierwszy raz, wszystko było ciekawe, interesujące, niezwykłe. Podchodziła do każdej rzeczy, brała ją w rączki i długo, bardzo dokładnie oglądała. Młody nie był tu po raz pierwszy i czuł się już jak u siebie w domu. Usiadł na kanapie i bardzo uważnie przyglądał się małej. On chyba też uważał ją za ósmy cud świata. Gdy Kornelia obejrzała już wszystkie rzeczy znajdujące się w moim pokoju, usiadła Młodemu na kolanach i wcisnęła mu w rękę książkę z bajkami. Młody niechętnie zaczął czytać, ale z czasem podobało mu się to coraz bardziej. Wyszłam z pokoju, by zrobić coś do jedzenia. Nie chciałam im przeszkadzać. Po pewnym czasie wróciłam do pokoju. Kornelia spała na moim łóżku, a Młody bawił się piłką tenisową. -Chcesz coś zjeść?- spytałam szeptem -Tak- odpowiedział. -To chodź do kuchni. Usiedliśmy przy stole. Młody zaczął się zajadać chlebem z dżemem i pierniczkami. Widać było, że naprawdę jest głodny. -Zostaw coś dla Kornelii-odezwałam się-Wstanie to też będzie głodna. -Dobra- mruknął i zaczął jeść dalej. -A może się czegoś napijesz?- spytałam po chwili -Chętnie.- odpowiedział- Masz sok? -Mam. Nalałam mu prawie całą szklankę. Wypił jednym tchem. Co raz bardziej Młody mnie zaskakiwał. Pomyślałam sobie, że ja nie potrafiłabym „wciągnąć” takiej ilości jedzenia i picia. Znałam Młodego już prawie rok, ale ciągle odkrywałam w nim nowe rzeczy, które coraz bardziej mnie dziwiły i zachwycały. Młody jest niezwykły. Ma blond włosy. Jest trochę wyższy ode mnie. Jest kochany, miły i opiekuńczy. Przy nim czuję się bezpieczna. Uwielbiam z nim przebywać i bardzo mi na nim zależy. Nie lubię się z nim kłócić, bo chociaż zawsze się godzimy, to podczas kłótni potrafi dać w kość. Nie potrafię się na niego gniewać, nawet, jeśli zrobi mi jakieś świństwo. Gniewam się na niego góra jeden dzień i wszystko mija. Może go kocham… Zamyśliłam się na chwilę. Z zamyślenia wyrwał mnie tupot nóżek Kornelii i jej piskliwy głos: -Jedzionko! Ja chciem jedzionko! -Dobrze, dobrze już dostajesz.- powiedziałam i podsunęłam jej talerz z jedzeniem. -Śmakowite jedzionko.- powiedziała Kornelia- A ty nie jeś? -Nie -odpowiedziałam. -Nio tak nie wolno robić- powiedziała z pełną powagą i podała mi kromkę chleba, patrząc tak, że nie szło odmówić. Zjadłam. -Tak już lepiej- powiedziała mała- A Młody już jadł? -Tak- odpowiedział. -To dobzie. Gdybym nie ja, to biście się zagłodzili i kto by wtedy przychodził do mnie? -Skąd to dziecko bierze takie pomysły?- zamyśliłam się. Widać, że musi nas bardzo lubić skoro się tak o nas troszczy. Spojrzałam na zegarek. Wpół do czwartej. Trzeba odprowadzić Kornelię.- pomyślałam, a głośno powiedziałam- No kochani musimy się zbierać. Kornelia musi być za chwilę w domu. Ubraliśmy się i wyszliśmy. Na dworze było już prawie ciemno. W końcu zima. Trochę dziwna, ale zima. Za trzy tygodnie święta. Gdy odprowadziliśmy Kornelię do domu, postanowiliśmy iść z Młodym…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych