Wróć do katalogu

Kot

Krótkie Opowiadanie o Tellanie

przemek002, opublikowano , 53 min czytania, 4,1 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pisane dawno temu, z wyłącznie kosmetycznym odświeżeniem. Do dokładnej edycji zebrać sie nie moge, motywacji brak. Jednak coś tam napisane jest, więc miłej lektury ;) I ogromne dzięki dla każdego, kto dotrwa do końca, konstruktywnie skrytykuje i wystawi ocene. Smacznego!

Polecam także odnalezienie wiersza Julii N. pt. "To była tylko mała miłość". Doskonale współgra z tym opowiadaniem!

Po kolejnej awanturze w domu Tellan nie wytrzymał i wyszedł. Jego czarne oczy zeszkliły się. Zapalił papierosa i po chwili wsiadł do swojego samochodu. Miał w myślach słowa matki, która przed chwilą powiedziała: - Tadziu proszę cię, nie idź w ślady ojca. Nie bądź bandytą, powinieneś zdobywać wiedzę, dzięki temu znajdziesz dobrą pracę. Gang cię zniszczy, stoczysz się, tak, jak twój ojciec. Jednak młodzieniec miał dość egzystencji, którą urządzała mu matka, czuł, że jest stworzony do życia na krawędzi. Chciał być kimś, chciał, żeby ludzie czuli przed nim respekt. Organizacje przestępcze oferowały to wszystko, a dodatkowo duże pieniądze i dreszczyk, którego Tellan tak pragnął. Wyciągnął z kieszeni swojej skórzanej kurtki kartkę z adresem klubu, w którym pracował Bertol. Tellan wypalił do końca papierosa, zadumał się przez chwilę, wrzucił do odtwarzacza jakąś płytkę zespołu Linkin Park i ruszył. Latarnie oświetlały uśpione miasto, na jezdniach był mały ruch, na chodnikach jeszcze mniejszy. Widział z samochodu dwóch bezdomnych, którzy walczyli o zniszczony materiał, który kiedyś był kocem. Teraz bardziej przypomina szmatę do podłogi, lecz bezdomnym nie robiło to żadnej różnicy. Widać było im naprawdę zimno. Dojechał na miejsce, wyłączył muzykę i zadumał się. Ostatni raz przez jego głowę przebiegło mnóstwo myśli, jak dotąd matka zawsze miała rację, więc Tellan wahał się jeszcze co robić. Po chwili zdecydował. Wysiadł ze swojego sportowego auta i obrócił się w stronę klubu. Ruszył, ale gdy zobaczył klub aż go zamurowało. Był to potężny budynek, ściana do wysokości drzwi była przeszklona, wyżej znajdował się ogromny napis „U farmera”. Cały budynek oświetlany był neonami, Tellan doszedł do wniosku, że Bertol mówił jednak prawdę i wszedł. Za drzwiami zobaczył małe pomieszczenie, była to prawdopodobnie recepcja. Tellan zobaczył faceta, który siedział za biurkiem. Ubrany był na czerwono, miał czerwoną czapkę, dużą i przyciągającą uwagę. Na samym jej środku znajdował się obrazek liścia marihuany. Podszedł do niego i powiedział: - Przepraszam bardzo… Mężczyzna nawet nie spojrzał na chłopaka, powiedział tylko chłodno: -Na parterze jest klub – w trakcie mówienia dalej zajmował się pisaniem - na drugim piętrze kasyno, na trzecim, czwartym i piątym znajdują się pokoje hotelowe, na szóstym jest restauracja, siódme piętro jest zamknięte dla gości. Tellan lekko zdziwiony podziękował za informację i ruszył korytarzem przed siebie. Spojrzał jeszcze ukradkiem na mężczyznę, który sprawiał wrażenie, jakby wcale go tam nie było. Zatopił się w swojej pracy i wydawało się, że jest gotów zabić każdego, kto mu na dłużej w niej przeszkodzi. Ściany korytarza pomalowane były na czerwono, kolor jednak był dużo ciemniejszy niż strój gościa przy drzwiach. Gdzieniegdzie wisiał jakiś obraz. Głównie była to martwa natura, lecz czasami znalazł się jakiś portret jakiegoś człowieka, tyle że z liśćmi marihuany zamiast oczu. Doszedł do bramki, w której stała selekcjonerka i ochroniarz. Kobieta obejrzała go dokładnie i po chwili wpuściła do środka. Tellan ruszył przed siebie, zobaczył dużą salę, która była bardzo słabo oświetlona. Muzyka była głośna, na miejscu bawiło się bardzo wielu młodych ludzi. W powietrzu unosił się dym z papierosów. Chłopak podszedł do baru i spotkał starego kumpla. -Siemasz Bertol. - O, cześć Tellan, jednak przyszedłeś. - No przyszedłem. – odpowiedział bardzo spokojnie Tellan. Po chwili ciszy odezwał się Bertol: - Słuchaj do Farmera i tak się teraz nie dostaniesz, ale mogę powiedzieć o tobie Jareckiemu, on cię przetestuje. Jeżeli się sprawdzisz, będziesz miał dojście do szefa. - Dobra to po co ja tutaj dymałem przez pół miasta? – zapytał lekko podirytowany Tellan – I do tego po nocy? Chciałeś zrobić ze mnie wała człowieku? - Jarecki wie już o twojej wizycie, a poza tym pomyślałem, że opowiem ci coś niecoś o elfach. Pomoże ci to w czasie testu, i nie wyjdziesz na frajera podczas rozmowy z Jareckim. Chętny? - Dobra dawaj. - No to tak najważniejsze jest to, że gdy ktoś z elfów pyta cię o krasnoludy to musisz mówić, że wpieniają cię te kurduple, chętnie byś im dokopał itd. - Ale dlaczego? - Heloł, elfy i krasnale to rywalizujące gangi. Elfy zajmują się narkotykami, krasnale to handlarze bronią. Kiedyś gdy miało dojść do wymiany Farmer zadecydował wydymać krasnale i opchnął im lewy towar za piękny nowiutki sprzęt. Klepak, szef kurduplów ostro się wkurzył i wypowiedział nam wojnę. Była naprawdę ostra zadyma. Teraz niby mamy pokój, ale wiesz jak jest. – Bertol uśmiechnął się diabelsko. Po chwili kontynuował: - Dobra następna sprawa. Nigdy nie przerywaj wyższemu rangą, i trzymaj głowę lekko spuszczoną podczas rozmowy. Okazujesz tak szacunek. Elfy to nie krasnale, u nas obowiązują wszystkie zasady dobrego zachowania, tak jak to u Kaponów było. Wiesz, tych z filmu. Albo książki, wszystko jedno. Choć w sumie między książką a filmem wielkiej różnicy nie ma... - Bertol zauważył, że Tellan zaczyna się denerwować – No to tak, o czym to ja... a tak. Więc w twoim przypadku będziesz musiał tak robić przed każdym elfem. Pamiętaj o tym, bo w twojej sytuacji byle frajer może cię udupić. Aha, no i Jarecki może podłączyć cię do takiej jednej maszynki. Sprawdzi tym poziom twojego sekku, czyli mocy. Jak wiesz każdy członek elfów umie odgrywać magika, także lepiej się skup i nie przynieś mi wstydu, jesteś polecony. Jak list, hehehe... Hmm... No więc doszliśmy do ostatniego punktu, najważniejszego zresztą, mianowicie nigdy nie podważaj decyzji zwierzchnika, chyba że sam ci na to pozwoli. Inaczej kula między oczy. Kapujesz? - Spoczko, gdzie ten cały Jarecki teraz jest? - Ściąga szmal w kasynie, wyjdź z klubu i zamiast prosto idź korytarzem w lewo, tam będzie winda i schody - Dobra, idę. Narka. Tellan nie czekał a odpowiedź i ruszył na górę. Udawał spokojnego i wyluzowanego, jednak w środku był bardzo zdenerwowany. Próbował pokonać strach, ale nie wychodziło mu to. Zatrzymał się na chwilę przy windzie. Nagle dopadł go niesamowity lęk. Przez chwilę myślał nawet o wycofaniu się, posłuchaniu słów matki, lecz ostatecznie zdecydował się porozmawiać z Jareckim. Nacisnął przycisk i czekał na windę.

Gdy Tellan tak czekał usłyszał głosy kierujące się w jego kierunku. Bał się, że to elfy. Jako że nie chciał bezpośredniej konfrontacji z jakimkolwiek elfem, zrezygnował z windy, otworzył drzwi obok niej i wszedł na schody. Ruszył w górę. Droga była dość długa. W końcu Tellan wszedł do kasyna. Ściany były tak samo czerwone jak w korytarzach, ale tutaj atmosfera była inna. Czuć było w powietrzu odór przegranych pieniędzy i niesamowitą złość. W pomieszczeniu znajdowało się dużo stolików do gry. Była ruletka, poker, blackjack i jeszcze parę gier hazardowych, których Tellan nie znał. Jeden z klientów prawdopodobnie przegrał znaczną ilość pieniędzy, ponieważ zaczął krzyczeć i posądzać krupierkę o oszustwo. Natychmiast przy nim pojawiło się dwóch potężnie zbudowanych mężczyzn, jeden z nich uciszył go silnym uderzeniem w brzuch. Potem drugi z nich pomógł mu wyjść. Tellan po chwili podszedł do ochroniarzy stojących przy tymże stoliku, przy którym przed chwilą tyle się działo i zapytał: - Przepraszam bardzo, gdzie znajdę niejakiego pana Jareckiego? Jestem z nim umówiony. - Idziesz człowieku men prosto, potem odbijasz w prawą manie i kołaczesz w drzwi. Kumasz czacze czy jeszcze raz mam zbajerować? Tellan popatrzył się dziwnie na ochroniarza, na krupierkę, potem znowu na ochroniarza i dodał: - Nie dziękuje. Poradzę sobie…człowieku men. Chłopak poszedł według wskazówek i wszedł do pokoju. Było to bardzo dziwne pomieszczenie. Ściany pomalowane były na błękitno, oprócz biurka i trzech krzeseł nie było innych mebli. Na biurku znajdował się telefon, jakieś papiery i bardzo dziwne urządzenie. Wyglądało to jak walizka. Była otwarta, więc Tellan zajrzał do środka. Była tam fioletowa kula, której jądro sprawiało wrażenie czarnej dziury. Do kuli przyczepione były dwa przewody, jeden czarny drugi biały. Przy biurku stał Jarecki. Był wysoki, włosy ścięte na jeża, miał na sobie czarną marynarkę i jasne sztruksy. Obrócił się w stronę Tellana. Na garbatym, gigantycznym nosie miał jasnozielone okulary, pasujące jak pięść do oka do jego dużej, jajowatej głowy i szkaradnej twarzy. Mężczyzna podszedł do Tellana, podał mu rękę i odezwał się pierwszy: - Siemasz, ty jesteś Tellan tak? Chłopak pochylił głowę i potwierdził. Jarecki ciągnął dalej: - Pewien wróbelek wyćwierkał mi że chcesz wstąpić w szeregi elfów. Czy to prawda? - Tak - Dobrze więc. Słuchaj chłopaku teraz otrzymasz dwa proste zadania. Jeżeli je wykonasz będziesz elfem. Więc tak musisz wyciągnąć od jednego krasnala którędy Klepak prowadzi swoje towary na południe od miasta. Masz kartę i jutro o 12.00 bądź na siódmym piętrze tego budynku. Nie zapomnij karty, bez niej nie wejdziesz. Jeżeli ci się uda, jesteś z nami. Kapujesz? - Tak - Dobrze, jakieś pytania? Tellan zawahał się i po chwili powiedział: - A co z drugim zadaniem? - O tem potem. Jak wyciągniesz info od parcha to pogadamy o następnym zadaniu. Jeszcze cuś? - Nic a nic. – skomentował Tellan - No to tak... a tak! Sekku. Prawie zapomniałem. – Jarecki sięgnął po walizkę, wyciągnął z niej kulę i dwa przewody, obrócił się w stronę Tellana i powiedział: - Łapaj chłopak za te kable, teraz sprawdzimy czy nadajesz się na magika, człowieku. Tellan złapał przewody, czarny trzymał w lewej ręce, biały w prawej. Korzystając z okazji Tellan odezwał się: - Przepraszam, czy mogę zadać pytanie? - Wydajesz się być w porządku... Wal. Ale tylko jedno. - Więc wiem, że nazwa naszego miasta powstała z decyzji szefa elfów, Farmera. Prezydent Ure był tylko pionkiem. Skąd nazwa Ghweltam? - Farmer jest fanem Tolkiena, „Władca pierścieni” te sprawy co nie, no i chciał mieć po prostu nazwę z tym związaną. I pomyślał tak, że wiesz ten świat Tolkiena, to się Śródziemie nazywa nie, no to Farmer wziął połączył pierwsze litery nazw większych państw, które stykają się z morzem śródziemnym. Oprócz Francji, bo żabojadów nie lubi. Widziałeś jaki patent? Trzeba mieć łeb, żeby wymyślić coś takiego - Przyznaje, bardzo sprytnie. - Dobra, fajnie sobie pogadaliśmy, ale ta kula powinna coś pokazać. Dobra czekaj pewnie jesteś zablokowany, zara to zmienimy. Elf wyciągnął z szuflady jakiś przyrząd podobny do paralizatora. Dotknął nim Tellana, a ten poczuł, jak jakaś ogromna moc przepływa przez jego ciało. Po chwili wznowił Jarecki: - No panie Janie... hehehe, nie czuje gdy rymuje. No to postaraj się zgromadzić w swoich rękach tą moc, która przez ciebie płynie. Bo płynie, co nie? Tellan zrobił co mu kazał Jarecki, zgromadził moc w rękach. Kula, do której podłączone były przewody zalśniła, oślepiając obu mężczyzn. Potem wyło słychać huk. Kula znowu zmieniła kolor na fioletowy, a w ścianie było widać szereg dziur.. Na to zdarzenie Jarecki szybko obrócił się ledwo trzymając się na nogach i po chwili powiedział: - Ty nic mi nie mów, bo zaraz mi tu kopyrtniesz w kalendarz. Siadaj. Istotnie Tellan czuł się fatalnie, jakby życie z niego wyszło. Upadł na krzesło. Po chwili Jarecki podał mu kawałek czekolady i kazał zjeść. Chłopak zrobił to i poczuł się trochę lepiej. Elf mówił dalej: - Czasami tak się zdarza u młody. Ile już razy to widziałem. Młodzi... Tellan spuścił lekko wzrok. Zobaczył, że przy rozporku Jareckiego zrobiła się ogromna plama. Chłopak natychmiast uniósł lekko głowę, ale nic nie mówił. Jarecki albo sam tego nie zauważył, albo świetnie udawał przed Tellanem, że nic się nie stało. Ciągnął dalej jakby nigdy nic: -… mają to do siebie, że nie umieją kontrolować mocy, lecz z czasem się tego nauczysz. Ja też tak miałem, a teraz świetnie kontroluję swoją magikowość. Tellan znowu spojrzał niżej. Plama zdawała się większa niż wcześniej, do tego jasne spodnie zdawały się być farbowanymi przez czarne bokserki, które miał na sobie Jarecki. Chłopakowi chciało się śmiać, ale jakoś się opanował. - Dobrze jest, jeżeli światło jest białe. – mówił Jarecki, sprawiając wrażenie, jakby nic nie wiedział o swoich spodniach – W takim wypadku koleś badany, czyli w tej chwili tobie przypada ta rola, ma moc na przeciętnym poziomie, jeżeli czarne nie ma mocy, a jeżeli zielone to badany ma duży talent magiczny w sobie, musi go tylko rozwinąć. Wprawdzie nie jest rewelacyjnie, ale kula oślepiła nas, a to już dobry znak jest. Masz całkiem całkiem zasoby sekku w sobie bracie. Teraz idź stąd, przygotuj się do zadania. Pamiętaj, że za te kilka godzin twoje życie może odmienić się na zawsze. Tellan podziękował i wyszedł. Usłyszał wychodząc, jak Jarecki zaczyna rozmawiać przez telefon, lecz w kasynie hałas był spory, więc usłyszał tylko jakiś bełkot. Chłopak zszedł na dół, poszedł do Bertola i opowiedział mu wszystko. Mieli świetny ubaw, a potem Tellan podziękował i jemu i pojechał do domu. Wszedł po cichu do budynku, żeby nie obudzić matki. Po ciemku wszedł po schodach na piętro, a potem do swojego pokoju. Był padnięty, nie mył się, nie przebierał, położył się tylko do łóżka i od razu usnął. Było już bardzo późno, albo bardzo wcześnie, zależy jak na to spojrzeć. Kolejny dzień miał być bardzo ciężki dla Tellana.

Tellan otworzył oczy, przeciągnął się na łóżku, zadumał się i nagle nerwowo złapał za zegarek, który stał na szafce przy łóżku. Była dopiero 9.12 więc chłopak spokojnie usiadł na łóżku i przetarł oczy. Rozejrzał się zwolna po pokoju. Pomieszczenie było urządzone stylowymi meblami, wszystko w ciemnym drewnie, na biurku znajdował się laptop, odtwarzacz mp3 i kilka płyt różnych zespołów metalowych. Jednak nie można było powiedzieć, że pokój był czysty. Wszędzie leżały elementy garderoby Tellana, paczki po papierosach. Obok łóżka stało kilka pustych butelek po wódce. Tellan posiedział jeszcze chwilę i zwolna wstał. Podszedł do szafy, wyjął z niej czarny podkoszulek, przetarte dżinsy i czarne skarpetki. Zabrał to wszystko ze sobą do łazienki. Po kwadransie wyszedł odświeżony, ubrany i zszedł na dół do kuchni. Na stole zobaczył przygotowane śniadanie i mamę krzątającą się zwolna po pomieszczeniu. Chłopak zawahał się, ale po chwili podszedł do kobiety, uścisnął ją i przywitał się. Wziął kilka kanapek na talerzyk i usiadł przy telewizorze. Ugryzł kanapkę. Poczuł szynkę, ser i pikantny ketchup. - Pyszne kanapki mamo. – Kobieta uśmiechnęła się, lecz nic nie odpowiedziała. Tellan włączył pierwszy kanał i usłyszał ”bo tutaj jest raj! Nie to nam obiecałeś! Tutaj jest płacz…”. Matka po chwili powiedziała: - Tadziu proszę cię sprawdź w telegazecie co to jest. - Mamo tyle razy prosiłem cię żebyś mówiła do mnie Tellan Chłopak po tych słowach włączył teletext i po chwili powiedział. - NieRaj - uczniowie ministrowi edukacji. - Ciekawe, a co na drugim? - oznajmiła kobieta Tellan przełączył i usłyszeli ”tańczymy przy wódce, wybierzemy przy wódce…” -vCo to jest? - Debata na temat działań sejmu RP… nic nie ma w tej telewizji tylko jakieś badziewia puszczają. Ale jedno trzeba im przyznać. Ścieżkę dźwiękową potrafią dobrać…- Powiedział Tellan. Chłopak dojadł kanapki, podziękował i wyszedł. Pogoda była ładna, niebo błękitne, bez chmur, słońce radośnie przypiekało. Tellan wsiadł do swojego auta i ruszył wypełnić zadanie. Po ok. 2 h dojechał na miejsce i ruszył na górę. Był w korytarzu, zmierzał w stronę windy. Od strony klubu dochodziły do niego jakieś krzyki. Zatrzymał się przed wejściem i nasłuchiwał. Nagle zza drzwi wybiegł jakiś jegomość w białym dresie, ogolony na łyso. Za nim biegło dwóch potężnie zbudowanych mężczyzn, jeden z nich miał w ręku kij baseballowy. Tellan nie namyślając się długo podstawił nogę dresiarzowi. Ten z impetem wpadł w wazon z kwiatkami, który stał pod ścianą. Tellan zobaczył jego twarz. Był to młody chłopak, zapewne niepełnoletni, który klął i krzyczał straszliwie, po jego twarzy popłynęła krew. Wazon, a w zasadzie to co z niego pozostało poharatał twarz łysemu gościowi, która po krótkiej chwili była cała czerwona. Potężnie zbudowani mężczyźni podbiegli do dresiarza, jeden z nich złapał go za kark, podniósł. Gdy tylko łysy jegomość stanął na nogach drugi z mężczyzn uderzył dresiarza potężnie kijem w nogę. Słychać było chrupnięcie. Chłopak krzyknął przeraźliwie. - Na weselu to on już nie zatańczy – powiedział mężczyzna podtrzymujący płaczącego chłopca. - Co on zrobił? – spytał zdenerwowany Tellan. Coś mu mówiło, że źle zrobił. - Nie zapłacił za zamówienie. – odpowiedział ten, który zadał cios. – My już go nauczymy jak należy się zachowywać. - No a nie lepiej byłoby zadzwonić na policję? – spytał Tellan po chwili. Po jego pytaniu chłopiec zwymiotował. Mężczyzna z kijem przeklął soczyście i uderzył chłopca w brzuch, tym razem pięścią. - A po co komu te pieprzone orki potrzebne? Sami sobie poradzimy. – odpowiedział, a w zasadzie wykrzyknął wyższy z mężczyzn, ten trzymający chłopca. – Nie lubię tych pieprzonych buców z komedii społecznej. A tobie chłopaku już dziękujemy. Pomogłeś nam, za to wielkie "te ha iks", ale twoja rola w tym przedstawieniu już się skończyła, więc spadaj. Nara ziomal. Mężczyźni zaciągnęli jęczącego chłopca do schodów i zaczęli schodzić w dół. Tellan żałował tego co zrobił, lecz po chwili pomyślał sobie, że ten chłopak jest sam sobie winien. Mógł przecież zapłacić. Ruszył do windy, wjechał na najwyższe piętro. Wystrój niczym się nie różnił od reszty budynku, tylko ochroniarze stojący przed białymi drzwiami wydawali się być więksi i silniejsi niż pozostali. Tellan pokazał kartę i wszedł za drzwi. Przed nim ukazał się pokój. Znajdowało się w nim kilku mężczyzn, Tellan ich nawet nie liczył. Siedzieli przy stole i grali w karty, prawdopodobnie w pokera. Jeden z nich wstał. Był to wysoki blondyn. Ubrany w czarny golf, jeansy, miał na głowie czerwoną czapkę z daszkiem, na którym widniał napis „Big motherfucker”. Po chwili blondyn zaczął mówić: - Dobra darujmy sobie wstęp, przejdźmy od razu do rzeczy. Masz od tego śmiecia co siedzi w sąsiednim pokoju wyciągnąć kto jest kanałem przerzutowym krasnali. Wiemy że na cały kraj jest jedna taka osoba, która w zasadzie zajmuje się wszystkim, lecz jest praktycznie niewidzialna. Dowiesz się kto to jest, jesteś z nami. Kapiszi? Tellan kiwnął głową. – No to do roboty – powiedział mężczyzna i otworzył Tellanowi drzwi. Ten wszedł do pomieszczenia. Był to mały pokoik bardzo podobny do policyjnego pokoju przesłuchań, było tam ogromne lustro, zapewne weneckie, obskurny stół i dwa krzesła. Na jednym z krzeseł siedział ktoś. Osoba ta miała długie, proste włosy, drobną posturę. Miała przybrudzoną bluzę. Tellanowi coś mówiło, że ma do czynienia z kobietą. Ta chlipała po cichu. Teraz już miał pewność, taką barwę może mieć tylko kobieta. Chłopak chciał spojrzeć na jej twarz, lecz gęste, czarne włosy zasłaniały ją bardzo skutecznie. Tellan podszedł do drugiego krzesła i już chciał zacząć wyzywać krasnala, lecz kobieta podniosła na niego wzrok. Okazało się, że jest bardzo urodziwa. Mimo siniaków i rozcięć na twarzy chłopak zauważył, że jest bardzo ładna. Miała delikatne rysy twarzy, długie czarne jak noc włosy i głębokie, szare oczy. Gdy tylko ich wzrok spotkał się Tellan został oczarowany przez piękną krasnoludzice. Po chwili chciał odpłacić się wszystkim, którzy krzywdzili kobietę, ale w ostateczności zaczął rozmowę. - Cześć, ty zapewne jesteś osobą, z której mam wydobyć pewne informacje - Wal się pedale, nawet gdybyś miał mnie zabić nic ci nie powiem! - krzyknęła kobieta. - Ja nie chce zrobić ci krzywdy, ani tym bardziej zabić, ja tylko proszę abyś mi pomogła. - A w czym mogę ci pomóc? Nie widzisz że jestem ledwo przytomna? Twoi kumple doprowadzili mnie do takiego stanu. - To nie są moi kumple... - szybko rzucił Tellan, lecz dokończył tylko w myślach - ...jeszcze nie. Po chwili ciągnął dalej. - Słuchaj mogła byś się przedstawić? Chociaż imię? Kobieta siedziała wpatrując się niepewnie w twarz chłopaka, ten po chwili powiedział: - Ja mam na imię Tellan. Nie chce zrobić ci krzywdy uwierz mi. Więc jak ujawnisz mi swoje imię? Po chwili zastanowienia kobieta powiedziała: - Mam na imię Yascha… - Yascha…bardzo ładne imię. Miło mi cię poznać. – Tellan uśmiechnął się. Krasnoludzica czuła się niepewnie bo nie wiedziała dlaczego chłopak jest taki miły. Przecież jest przeciwko niej, a jednak jest dla niej miły, łagodny. Zupełnie inny, niż ci z elfów, z którymi miała wcześniej do czynienia. Po chwili zapytała niepewnym głosem: - Co chcesz zrobić? - Ja chce tylko dowiedzieć się gdzie jest kanał przerzutowy krasnoludów na południe. I nie mam zamiaru znęcać się nad tobą, i tak już dużo wycierpiałaś. Więc jak, pomożesz mi? Kobieta poczuła się bardzo niepewnie, po jej sinym policzku popłynęła łza. Tellan ciągnął dalej: - Jeżeli powiesz mi teraz gdzie jest ten kanał obiecuję, że nic już ci się nie stanie. Nikt cię nie skrzywdzi. Yascha pękła i rozpłakała się. Łzy spływały po jej policzku jak deszcz po rynnie w czasie ulewy, po chwili uspokoiła się. Teraz już tylko chlipała, była wyraźnie spokojniejsza. W końcu opanowała wszystkie emocje i odpowiedziała: - Samuraj, on jest kanałem. Tellan ucieszył się i uśmiechnął do kobiety, ta odpłaciła tym samym. Wtem do pokoju wpadło kilku mężczyzn, tych, którzy grali w karty i zaczęli bić kobietę. Wysoki blondyn, z którym chwilę temu rozmawiał wszedł jako ostatni, zbliżył się do Tellana i powiedział: - Twoja robota skończona. Idź do Jareckiego i podaj ksywę tego gościa. Chłopak nie wiedział co zrobić, przecież obiecał, że Yaschy nic się nie stanie. Gdy usłyszał, że kobieta błaga go o pomoc nie wytrzymał i wpadł w furię. Nagle błękitna aura otoczyła jego ciało, on sam oderwał się lekko od ziemi i lewitował. - Zostawcie ją w spokoju! – krzyknął i nagle z jego ciała wystrzeliło kilka piorunów, które trafiły mężczyzn maltretujących dziewczynę. Ta gdy uwolniła się poczęła z przerażeniem patrzeć na Tellana. Ten równie szybko ja się przemienił wrócił do pierwotnego stanu, jednak jego oczy nadal sprawiały wrażenie, jakby płonęły i tonęły w oceanie jednocześnie. Po chwili powiedział rozkazującym tonem: - Yascha, chodź do mnie Kobieta nie śmiała się sprzeciwiać, a blondyn zaczął mówić: - Teraz masz przewalone. Jak Jarecki dowie się co zrobiłeś to… - To co? – odezwał się Tellan z lekką agresją w głosie. - Człowieku wiesz z kim tańczysz? Jestem jednym z najbliższych przyjaciół Jareckiego, jeżeli ja mam coś do ciebie, masz na pieńku u niego. Kapujesz? - No i? – odpowiadał coraz bardziej zdenerwowany chłopak. - No i to, że jeżeli nie oddasz nam tej dupy jesteś trupem, rozumiesz to? - Nic mi nie zrobicie, gwarantuje. Ona powiedziała, co miała powiedzieć, teraz powinniście ją uwolnić. Nie pozwolę na jej śmierć. – odpowiedział ze stanowczością w głosie Tellan. Był wyprostowany, wyglądał jak młody bóg wojny, który wpadł w gniew. Blondyn zawahał się przez chwilę, ostatecznie powiedział do jednego z towarzyszy: - Ależ my wcale nie chcemy jej zabić, chcemy ją odstawić bezpiecznie do domu. A ta gimnastyka, co ją widziałeś przed chwilą była tylko po to, żeby nie stawiała oporów. - Sraty taty. - skomentował chłopak ze wściekłością. Na to blondyn powiedział do jednego z towarzyszy, też wysokiego, jednak znacznie lepiej zbudowanego niż on sam: - Śmigaj po Jareckiego. Jeżeli chłopaczyna nie chce po dobroci, załatwimy to inaczej.

Po chwili jeden z elfów wrócił razem z Jareckim. Szef zaczął zwolna mówić: -Ej chłopak, co ty odpierdalasz? Przecież chciałeś dostać się do nas, być jednym z nas, a pomagasz byle kurduplowi? Wiedz, że nie pomagasz sobie. I to z jakiego powodu? Przecież to, co za tobą stoi to śmieć jest, zwykła przerażona baba - Zamknij się wreszcie! – krzyknął zdenerwowany chłopak. Jarecki zastanowił się chwilę i zaczął dalej mówić: - A więc o to chodzi. Zakochałeś się w niej tak? Nie... to nie to. Ty po prostu chcesz sobie trochę podupczyć. Są naprawdę łatwiejsze sposoby na zerżnięcie panienki, nie musisz jej ratować. Jakiś bajer i po robocie. Tellan litości, przecież w mieście jest tyle kobiet, a ty wybrałeś sobie takie nic. Żeby ona przynajmniej ładna była... Chłopak, u nas w klubie dziennie pojawia się setki takich dup, a tysiące lepszych. Źle wybrałeś. Tellan zaczął mówić już spokojniej, lecz ciągle dawało się wyczuć nutkę złości: - Heh, alfons się znalazł. Usta Jareckiego zamiast ironicznie się uśmiechać zwężyły się teraz złowrogo, a sam mężczyzna zaczął syczeć: - Ej, nie pozwalaj sobie gnojku. Jak takie nic jak ty śmie tak do mnie mówić. Jestem w stanie byle pierdnięciem cię załatwić... - Nie wątpię. – wtrącił Tellan. – Po tym przez długi czas bankowo bym się nie ruszył. Paru elfów zachichotało. Jarecki, już naprawdę zdenerwowany, powiedział: - Myślisz że jesteś taki bystry? Otóż nie. Jesteś zwykłym kundlem, a miejsce kundla jest w budzie. Ty jednak pchasz się tam. gdzie nie powinieneś. W tym świecie musisz się pilnować, bo ktoś może przetrącić ci łapy, albo uśpić. Ty jednak to olewasz, zachowujesz się jakbyś nie miał instynktu zachowawczego. Powinieneś... - Pierdolicie Hipolicie – ponownie wtrącił się w słowo Tellan. - Dobra koniec tego dobrego. – zaczął Jarecki - Polubiłem cię i dlatego dawałem ci szansę. Skoro nie chcesz z niej skorzystać, zginiesz. Panowie, przygotować się do ostrzału artyleryjskiego. Będziesz zaraz wyglądał jak rozgniecione gówno. I po co ci to było? Nikt nie czekał na odpowiedź, prawdopodobnie nikt nawet się jej nie spodziewał. Elfy znajdujące się na miejscu uśmiechnęły się szyderczo i po chwili w dłoniach każdego z nich pojawiła się jakby błyszcząca kula, każda miała inny kolor i jaskrawiła się. Było kilka kul błękitnych, jedna zielona, jedna różowa i dwie purpurowe. Tellan bał się, że to koniec i złapał za rękę Yaschę. W tym momencie dziewczyna poczuła ogromny spokój, nie czuła już bólu, tak jakby ręka Tellana uleczyła ją. Elfy były gotowe do ataku, a Yascha zdążyła tylko powiedzieć półgłosem, tak, żeby tylko Tellan to usłyszał: - Dziękuje, i przepraszam. Nagle elfy wypuściły z rąk magiczne kule, a Tellan nieświadomy tego co robi zaczął rysować dłońmi duży kwadrat w powietrzu. Ruchy były automatyczne. Zrobił to nadzwyczaj szybko, a gdy jego dłonie połączyły się powstała magiczna…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych