Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II. roz. VIII
— Pajacu! Duchy krążą wokół nas, szukają dziury, chcą się tu dostać. No popatrz, jestem biały jak prześcieradło — wyszeptał Miś.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Niebo oblało się błękitne, deszcz w końcu ustał. Kolejny dzień w Krainie Niekończącej się Bajki zapowiadał się obiecująco. Tuż po śniadaniu trójka przyjaciół ruszyła na spotkanie z kolejną przygodą. Mali wędrowcy szybkim krokiem przemierzyli leszczynowy zagajnik i omijając łukiem opuszczoną chatkę z piernika, weszli na polną drogę prowadzącą do lądowiska balonów.
Gdy słońce wspięło się na godzinę pierwszą dotarli na szczyt niewielkiego wzniesienia, z którego jak na dłoni, widać było lądowisko.
— No spójrzcie, a nie mówiłem...! Miłej zabawy, a teraz lecę! Pa! — zaszczebiotał Ptaszek, rysując czarny krąg na niebie. W chwilę potem skrył się w różowych obłokach.
— Bez niego będzie pusto i smutno, prawda? — rzekł Pinokio, odprowadzając skrzydlatego przyjaciela ponurym wzrokiem.
— Zgadza się, ale stale tak robi — potwierdził Miś i pognał w podskokach dalej, przed siebie.
Polna droga zaprowadziła go do upragnionego celu.
Już po kwadransie forsował gęsty bluszcz porastający mur okalający lądowisko. Wejście udało się odnaleźć Misiowi bez większego trudu. Oznajmująco zadźwięczał stary dzwonek.
Oczom małego wędrowca ukazała się zielona, płaska jak stół, ogromna łąka. Jak okiem sięgnąć porastała ją soczysta pachnącą trawa. Na jej środku mieniły się w słońcu wielkie czasze bajecznie kolorowych balonów. Czerwony drgał na wietrze niczym dojrzała wiśnia, jakby zapraszał do wędrówki. Złocisty, prawdopodobnie cięższy, stał prawie nieruchomo. Za nim błyszczały kolejne. Czarowały karminem, fioletem, turkusem. Misiowi wydawały się zadziwiająco duże. Zachwycony raz po raz wydawał dzikie okrzyki radości, nie mogąc się napatrzeć. W pewnej chwili podniósł łapkę, chcąc pomachać Pajacykowi, który właśnie wynurzał się z zarośli. Ale ku jego zdziwieniu Pinokio zamiast cieszyć się cudownym widokiem stanął pod krzakiem dzikiej róży, marszcząc nos w głębokiej zadumie.
— Chodź, zobacz, jak tu pięknie! — krzyknął, spoglądając pytająco na drewnianego przyjaciela.
Pinokio nic nie odpowiedział.
No, tak, znowu udaje, że mnie nie słyszy. Muszę nim porządnie potrząsnąć, zanim zmęczy się myśleniem!, pomyślał Miś, zbliżając się ostrożnie do Pinokia.
— Co z tobą? Wyglądasz, jak stary, zgorzkniały kocur i milczysz jak zaklęty, a ja chcę latać! Zobacz, jak serce mi wali!
Mówiąc, zaczął sapać przez nos, jak zawsze, gdy wpadał w złość.
— Może dlatego, że całą drogę przebyłeś biegiem - odparł Pajacyk, z taką miną, jakby go to zupełnie nie obchodziło.
Miś spochmurniał.
— Pinokio, gadasz coś bez sensu, zamiast mnie podsadzić. Dobrze wiesz, że mam krótkie nogi i duży, bardzo ciężki plecak.
— Bądź cicho — powiedział Pajacyk. — Całkiem cicho. Muszę pomyśleć.
Jego wzrok powędrował wysoko, wysoko. Kosz balonu wisiał przynajmniej trzy metry nad ziemią.
— O żesz ...
Chwycił się za głowę.
Miś czekał cierpliwie, rzucając pełne niepokoju spojrzenia.
— Spokojnie, a pokażę ci jak to się robi — rzekł Pajacyk i po chwili namysłu zabrał się do dzieła.
Chwycił linę, splunął w dłonie i zaczął się po niej podciągać bez udziału nóg, niczym artysta cyrkowy. W końcu zdyszany znalazł się w koszu balonu. Wydawał się kropką na tle błękitnego nieba.
Odpada, to dobre dla małp i pajaców, a ja boję się, że spadnę na ziemię, pomyślał naprawdę przerażony Miś.
— Pajacu, robisz sobie ze mnie jaja, gdybyś był niżej to byś oberwał.
— Dobra, Stary! Biorę to na siebie.
Pinokio zsunął się po linie, najszybciej jak umiał.
— A teraz właź na barana i trzymaj się mocno!
— Jasne! — wydukał Miś, wdrapując się na plecy drewnianego przyjaciela, jednocześnie mocno zacisnął powieki, aby nie patrzeć w dół.
W końcu udało się. Znaleźli się w koszu największego balonu. Pinokio wyjął z kieszeni kapoty szarą chusteczkę, wytarł pot z drewnianego czoła, ciężko dysząc.
— To dało mi w kość! Jakie ten plusz bywa ciężki...
— No cóż, mało jest w życiu rzeczy idealnych — odparł beztrosko Miś.
Ledwo znalazł się w balonie zabrał się za przeszukiwanie przepastnego plecaka. Przedziwne przedmioty szybko zapełniały kosz, ale Miś nie dawał za wygraną.
— Czyżbyś wpadł na kolejny pomysł? Okropność! — jęknął Pajacyk.
— W Lesie Umarłych zostały moje karmelki. Wracam! — oświadczył Miś, z kwaśną miną.
— Oj nie, mój drogi! Co to, to nie! — wrzasnął Pinokio i nie dokończył, bo dostał okropnej czkawki.
No i zrobiła się niesamowita draka. Miś zaczął krzyczeć i płakać. Mówił, że bez karmelków nie poleci, że jest nieszczęśliwy i nikt go nie kocha, że Pinokio to tak naprawdę niefajny kumpel.
Raptem nadleciał Ptaszek. Przebiegł wzrokiem po twarzach przyjaciół.
— Niespodzianka! Miło was znowu widzieć! A cóż to za hałasy?
Miś popatrzył na Pinokia z wyrzutem.
— Zobacz, co narobiłeś mądralo, wytłumacz się!
Gdy to mówił głośno zaburczało mu w pluszowym brzuszku.
— Zresztą nieważne, czas na obiadek — mruknął i niewiele myśląc, zaczął po raz wtóry przeszukiwać plecak.
Zewnętrzne kieszenie misiowego plecaka okazały się żałośnie puste. W ostatniej, wewnętrznej znalazł jeden jedyny mizerny sucharek i szybko wsunął go do kieszeni kubraczka.
— Pinokio, znalazłem skarb. Nie zgadniesz co to?
Ku zaskoczeniu Misia, Pajacyk wybuchnął śmiechem.
—
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil jolsokolowska079sok
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…