Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II. rozdział II
— To nie są plotki, Pajacu. Pływasz, jak kłoda i kto mnie uratuje, gdy będę tonął? Przypomnę, gdybyś cudem nie trafił do sieci Głuptaka, to byłoby po tobie. Wystarczy?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
— Pinokio, nie wrzeszcz, bo uszy puchną! Ten twój pomysł z oceanem to WIELKA PORAŻKA!
Głos Misia nie cichł, świdrował w uszach.
— Nic nie rozumiem, co on gada? — jęknął Pinokio, przystając.
Miś wyglądał, jak srogi profesor, który coś gwałtownie musi wytłumaczyć uczniowi.
— Posłuchaj Pajacu, nie jestem odważny, ale wiedz, że boję się Wielkiej Wody, bardziej niż skoku na bungee. Więc, nie wiem, w imię czego, dałem się namówić i targam ten ciężki plecak i to po nocy. Na dodatek zapomniałem telefonu i karty kredytowej. Czy to wszystko trzyma się kupy? Ponadto, przebywanie nad oceanem jest niebezpieczne, grozi śmiercią i kalectwem. Myślę, że wyraziłem się jasno?!
Pinokio zbladł.
— Jaka śmierć, jakie kalectwo, o czym on mówi?
— To nie są plotki! Pływasz, jak kłoda i kto mnie uratuje, gdy będę tonął? Przypomnę, gdybyś cudem nie trafił do sieci Głuptaka, to byłoby po tobie. Wystarczy?
Miś skończył mówić, ale dalej stał w mroku, ociekający deszczem, mały, ale groźny. Pinokio zlustrował go od stóp do głowy.
— Możesz zawsze zawrócić.
Zapanowała pełna napięcia cisza.
— Już wiem, chcesz się mnie pozbyć... — wybąkał Miś po chwili namysłu.
— Wielkie nieba! — żachnął się Pajacyk i nie zwlekając ruszył przed siebie z prędkością wiatru.
Do Szybowca wskoczył pierwszy.
Miś zebrał wszystkie siły. Parskał i sapał z wysiłku, aż w końcu udało mu się wciągnąć ogromny plecak na pokład szybowca. Wyczerpany usadowił się tuż za drewnianym przyjacielem. Ptaszek wtulony w najdalszy kąt kabiny rozglądał się bojaźliwie.
Aż w końcu:
— Pinokio, przegiąłem. Nasza kłótnia niczemu nie służy. Owszem, ocean pachnie Wielką Przygodą, ale może zaczniemy od ciut mniejszej wody?
Pinokio nerwowo przełknął ślinę.
Miś czyta w moich myślach jak z nut!?, pomyślał, ale nie dał nic po sobie poznać.
Szybowiec uznał, że może wzbijać się w górę. Dostojnie wspinał się coraz wyżej i wyżej, aż zatoczył wysoko w powietrzu dwa koła. Tu i ówdzie pojawiały się prześwity między strzępami chmur. Miś patrzył na znikający w strugach deszczu Gdańsk. W dole przemykały niczym cienie pagórki, lasy, domy, rzeki... Widok był wspaniały. Miś chłonął ten obraz całym sobą. Gdy się ocknął:
— Rozumiem, że lecimy do Doliny Duchów, tak? — zapytał, wydając ciche westchnienie.
I nie czekając na odpowiedź drewnianego przyjaciela, wydobył z przepastnego plecaka zmiętą mapę, ołówek i latarkę.
— Ciemno, jak w studni, nawet latarka nie pomaga — wymruczał ze złością Miś, stawiając na mapie okazały krzyżyk.
Pajacyk zajrzał mu przez ramię i zdumiony pokręcił głową.
- Co on majstruje i to po ciemku?
Pytanie goniło pytanie, włosy na drewnianej głowie stawały dęba, aż w końcu:
— Posłuchaj, uparciuchu! Znam na pamięć drogę do Doliny Duchów, nie musimy lecieć przez Brukselę. Będziesz miał tam swój staw i plażę. Od dawna noszę ten pomysł w sobie. Lecimy, skoro jest ci wszystko jedno!
Miś skrzywił się.
— No cóż, niech Ci będzie.
Szybowiec energicznie poruszył skrzydłami, jakby mówił: Cisza! Najwyższy czas lecieć!. Po chwili:
— Nareszcie ustaliłem cel podróży. Coś na ząb, a potem słodka drzemka — wyszeptał Miś, sięgając do kieszeni kubraczka po czekoladowy batonik.
Po chwili chrupanie ucichło.
— Nie budźcie go, błagam! — zaćwierkał Ptaszek. — Po raz pierwszy widzę, jak Miś zasypia na siedząco — dokończył, przysiadając na ramieniu Pajacyka.
— Spoko Ptaszku, gwiazdy nas poprowadzą. Lecimy. — mówiąc to, Pinokio wskazał palcem na Mleczną Drogę.
Ptaszek zasalutował skrzydełkiem i stanął na warcie. Szybowiec trzymał kurs. W końcu zmęczony Pinokio zasnął oparty o ścianę kabiny. Zbliżała się północ, na niebie zawisł okrągły niczym kula, srebrny księżyc. Na pokładzie Szybowca zapanowała niczym niezmącona cisza.
****
Miś śnił o Ewie:
Październikowy dzień, słońce cudownie przygrzewa. Rozbiegany wiatr mruży figlarnie oczy i pędzi ciągle przed siebie na przekór niebu.*) On i mała dziewczynka zbierają kasztany w parku. Dla dzieci to prawdziwy skarb. Siedzący na nagrzanym pniu rudy kot, obserwuje ich bacznie, ale nie przeszkadza. Chyba coś go zaciekawiło.
Z drzew spadają lśniące, dojrzałe kasztany. Obrodziły jak żadnego roku, wszędzie ich mnóstwo. Część przysiadła na żółtym piasku, inne w gęstwinie rudych i czerwonych liści, upojnie szeleszczących pod stopami. Ewa je wącha, obraca w dłoniach, wydając okrzyki zachwytu. Miś nie odstępuje jej na krok.
Muszę jej pilnować, stąd tylko kilka kroków do lasu, a tam może być niebezpiecznie, mruczy pod nosem, wojowniczo zaciskając pluszowe piąstki.
— Zobacz, Misiu, jakie ładne. Nadadzą się na krówki w białe łatki, cielęta, koniki i jeże, na mój cały leśny teatrzyk. Nóżki i kolce zrobię z zapałek.
Pluszak z ochotą dołącza do marzeń i cudownych planów dziewczynki, rzucając od czasu do czasu jakąś wesołą uwagę.
— Skorupki kasztanów nie wytrzymają nożyczek błyskających w twojej zwinnej rączce, ale już taki ich los.
Dziewczynka chichocze, wrzucając kolejnego kasztana do koszyczka. Ma ich już ze dwadzieścia. Rumiana twarzyczka promienieje dumą, wygląda na bardzo szczęśliwą, jakby dokonała czegoś niezwykłego. Miś rzuca dziecku czułe spojrzenie. Od wyjścia z domu minęło parę godzin, zmęczenie daje znać o sobie. Miś opierając się o pień rozłożystego kasztana, odpływa myślami:
— Zwierzątka z kasztanów zamieszkają w kartonowym pudełku w niebieskie kółka, w tym stojącym na białej półce. Będę do nich zaglądała, tak jak ubiegłej jesieni i zimy. Zanim wyschną cudownym zapachem wypełnią dziecięcy pokój.
Zadumę przerywa radosny szczebiot Ewy. Zachwycony Miś dodaje szeptem:
— Nawet jeszcze z tornistrem na plecach, skacząc na jednej nodze,
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil jolsokolowska079sok
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…