Wróć do katalogu

Krocząc w mroku II

Lekarz sądowy uwiarygadnia słowa dziennikarza. Anton Dix kontaktuje się z nim i wyznacza spotkanie....

henoch, opublikowano , 13 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Antonowi Dixowi zdawało się, że widział tej nocy już wszystko, co można było zobaczyć. Bez emocji więc przyglądał się wąskim plecom oddalającego się szybko Rubena Fielda. Nie wierzył. W ani jedno jego słowo. Wampiry? To był Bronx. Narkotyki, morderstwa na tle seksualnym, obrzydliwe gwałty z użyciem najdziwniejszych przyrządów, wykorzystywanie nieletnich – to wszystko mieściło się w jego głowie. Ale wampiry? - Czy on naprawdę sądzi, że my w to wszystko uwierzymy? – wybuchnął wreszcie w kierunku Debry. – Przecież to oczywiste bzdury. - Ale tak jak i ja, masz chęć sprawdzić go, prawda?- zauważyła chłodno jego partnerka. Anton musiał przyznać jej rację. W tej chwili chciał tylko ochłonąć. Ale gdzieś tam, na dnie jego duszy, czaiła się ciekawość. A może... A może Ruben Field nie klamal? - To jak, jedziemy do biura koronera? – spytał mężczyzna. Debra, wysoka, stanowcza blondynka o lekkiej nadwadze, szybko skinęła głową. Nie dawała się równie łatwo ponieść emocjom, a przyznać trzeba, że miejsce i pora działały na korzyść Rubena, stwarzając odpowiednią atmosferę. Po co też miałby ktokolwiek przychodzić do policjantów z podobnymi pomysłami? Cóż, może więc jest w słowach młodego reportera choć ziarnko prawdy... - Pomyślałaś, że wezmą nas za idiotow, jak się okaże, że uwierzyliśmy bajkom jakiegoś szczeniaka? – spytał ściszonym głosem Anton, kiedy byli już w drodze do samochodu. – Nie wierzę, że się w to bawimy. - Prowadzimy śledztwo. – przekonywała go Debra. – W końcu to normalne, że chcemy się rpzyjrzeć jeszcze raz zwłokom, na wypadek, gdybyśmy coś przeoczyli. Poza tym, przyznaj się – dokończyła konspiracyjnym szeptem – masz nadzieję, że coś z tego wyjdzie, masz już tak samo jak ja dość tych wszystkich szablonowych przypadków, w których babramy się od dwudziestu lat. Wzruszył ramionami. - Ty prowadzisz. – powiedział. Coś jednak w jej słowach było. Musiał to przyznać chociaż przed samym sobą, jeśli nie przed otoczeniem. Jechali przez miasto w milczeniu, przemierzając ulice, które wieczorami ani nocą w ogóle nie zamierały. Oświetlone jak w dzień reflektorami samochodów i lampami ulicznymi, nie sprawiały wrażenie, jakby kładły się spać. Nie było też jeszcze na tyle późno, aby większość sklepów zdążyła zamknąć swoje podwoje przed kupującymi. A jednak w jakiś sposób wszystko zdawało się być bardzoej mroczne, niż przed godziną. Jakby mrok podążał za nimi, czekając tylko, aby ich wchłonąć. Przynajmniej takie ponure wrażenie odbierał Anton Dix, siedząc na siedzieniu pasażera i roszkoszując się jazdą. - Jeśli się okaże, że ona człowiekiem jednak nie jest... – zawiesił głos na sekundę. – Mam dzwonić? - A chcesz tego? – Debra skręciła w uliczkę, przy której mieściło się biuro koronera i przymierzała się do zaparkowania.. – Chcesz? - Tak. – przyznał Anton. – Zadzwonię, chociażby, żeby mu zakomunikować, że zostanie aresztowany za utrudnianie śledztwa policji. To rzekłszy, potężny mężczyzna wygramolił się z pojazdu i stanął pewnie na własnych nogach. Gabinet lekarza sądowego nosił wszystkie cechy stereotypowych placówek tego rodzaju. Ponure, wykafelkowane ściany, które dawno już straciłby biały kolor – rezultat ustawicznego mycia przy użyciou silnych środków czystości – i rzędy chłodnych, metalowych stołów, przykrytych białymi prześcieradłami. Część z nich była zajęta, część czekała na najświeższe ofiary. Dwie ściany były usiane włazane, przez które umieszczano ciała w chłodni. Całą wschodnią ścianę stanowiła pleksiglasowa szyba, za którą ustawiono biurko lekarza sądowego oraz duże metalowe szafy, w których znajdowały się dane medyczne denatów. Takich sal było tu chyba więcej , ale Anton nie był do końca pewny, ile ich dokładnie było. Policjanci przeszli przez recepcję, potem wzdłuż szerokiego korytarza, prowadzącego do wielu biur administracji i lekarskich, trafili w końcu do kostnicy. Anton otworzył drzwi i zdawało mu się, że znalazł się w innym świecie – wszędzie lało się żółte, brzydkie światło jarzeniówek, a pracująca pełną parą klimatyzacja nie dawała sobie rady z unoszącym się wokół gęstym odorem martwych ciał. - Doktor Regina Person. – przedstawiła się lekarka. – Frank uprzedzał o państwa przyjeździe. – dodała, widząc skonsternowane miny obojga policjantów. – Nie jestem wróżką. Jej poczucie humoru nieco rozluźniło atmosferę. Nieco. - Rozumiem, że jesteście państwo w sprawie tej biednej dziewczyny. – doktor Person zdjęła jedną z rękawiczek i podała dłoń najpierw Antonowi, potem Debrze. - Porucznik Anton Dix, a to sierżant Debra Clay. – mężczyzna uznał, że warto by się przedstawić. – W sumie to spodziewałem się, że znajdziemy tutaj Franka. – powiedział przepraszającym tonem. Lekarka uśmiechnęła się , zakładając na powrót rękawiczkę. - Niestety, panie poruczniku, tu jest Bronx i ludzie giną co kilka sekund. – stwierdziła. – Jeździ tam i z powrotem, zbierając ofiary ludzkich zwyrodnialców. Poprowadziła ich do jednego z blatów, który akurat był zajęty. Zasłonięte białą tkaniną, spoczywały na nim zwłoki młodej kobiety, które jeszcze nie tak dawno temu leżały na płycie nagrobnej cmentarnego grobowca. - Oczekujecie państwo jakichś konkretnych badań? – pani doktor spojrzała na gości, zanim odsunęła rąbek tkaniny. - Krew. Potrzebuję analizy krwi. – Anton spojrzał z nadzieją na Debrę. – Składniki krwi, może. Doktor Person nie traciła czasu. Na stoliku obok blatu różnego rodzaju strzykawki były już przygotowane; pobranie krwi nie zajęło dużo czasu. Widać było, że lekarka zna swój fach. - To zajmie gdzieś dwadzieścia minut. – powedziała uspokajająco do policjantów. Anton tylko westchnął. - Nie spodziewałeś się chyba, że będziesz wiedział natychmiast? – spytała ściszonym głosem Debra, kiedy pani doktor zniknąła w swoim biurze. - Może nie. – burknął Anton. – Chcę jak naszybciej mieć to z głowy. Chcę po prostu ... – zawahał się. – Wiesz, czego chcę najbardziej? Złapać tego gnojka dziennikarza i skopać go tak, żeby podobne pomysły nie przychodziły mu więcej do głowy. Jesteśmy nowojorskimi gliniarzami, a nie żadnymi van Helsingami! - Wiem, to zakrawa na paranoję. A jednak chyba czujesz to samo, co ja. – Debra zdawała się czytać w jego myślach. Spojrzał na nią. Była dobrym gliną. A jednak chyba straciła głowę. A może – miał taką nadzieję – tylko mu się wydawało. Powinien się otrząsnąć i wierzyć swojemu instynktowi. Zawodził go kiedyś? - To bzdura. – zawyrokował. – Zaraz okaże się, że wyszliśmy na głupców. - Ale tylko my o tym wiemy, więc pal to pies. – odparowała Debra. Milczeli, czekając, aż…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych