Wróć do katalogu

Krok ku wyzwoleniu

"Nie" dla ACTA

Massther, opublikowano , 16 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Cóż, raczej mało to przekonywujące… Słowa należały do młodego, bo dwudziestosześcioletniego letniego, zadbanego, uprzejmego mężczyzny, a stanowiły reakcje na stwierdzenie: „w wyścigu szczurów najgorsze jest to, że po jego wygraniu i tak jesteś szczurem”. - Tu nikt nikogo nie chce przekonywać – odparł inny mężczyzna sięgając przy tym po papierosa – chodzi po prostu o zdawanie sobie sprawy z pewnych niewidzialnych absurdów. - Tak. Tych akurat wokół pełno. - Takich jak władza, na ten przykład. Powiedział to Ball, wiecznie zbuntowany, negatywnie nastawiony do życia duchowy spadkobierca Beat Generation, chcący wywołać globalną rewolucję. - Przecież władza nie jest niewidzialna. Caramil. Nowy. Jeszcze nie wiedział… - Widzisz władze, tak? - A wy nie? Powiem tak: siedzieliśmy w niewielkim pomieszczeniu, a było nas tam sześciu, jednak na pytanie Caramila, poczęliśmy się zachowywać jak jeden, wspólny organizm. - Widzisz – rzekł Dreadful Jack, nasz mistrz, przewodnik i nauczyciel – nie możesz zobaczyć władzy, jedyne co możesz, to zobaczyć skutki tej władzy, a jeżeli podporządkowujesz się czemuś, czego istnienie stwierdza się jedynie po skutkach, wiedz, że jest to godne potępienia. Wśród wszystkich nastąpiła konsternacja i zaduma. Uwielbialiśmy wykłady Jacka, choć przez wszystkich innych ludzi uznane mogły być za herezje i zło w czystej postaci. To jednak kochaliśmy. Zło. Czyste, nieskażone odrobiną poprawności, prawdziwe zło. - Godne potępienia? Dlaczego? Niewiedza, a jednocześnie dociekliwość naszego nowego, była wręcz słodka i urocza. - Istnieje co najmniej kilka wartości, względem których musimy być posłuszni, choć ich istnienie oceniamy jedynie po ich skutkach. Chyba już czas, co chłopaki? Zgodnie przytaknęliśmy. Słowa, które za sekundę padną z ust Dreadful Jacka słyszał każdy z nas. - Po pierwsze, chce wiedzieć, czy należysz do osób twierdzących, że nasze życie jest czymś w rodzaju iluzji, a w chwili śmierci budzimy się, odrywając, że nasz świat jest czymś zupełnie innym, niż wydawał nam się być? - Chyba nie… - Chyba? - No…nie zastanawiałem się nad tym…ale jak teraz…hm…coś w tym jest…ale z drugiej strony… - Cholera – Dreadful Jack się zaśmiał. Zawsze gdy to robił, niebo zdawało się zachodzić czerwienią, a ziemia jakby wydobywała ze swych najczarniejszych wnętrzności pomruki grozy i zatrwożenia – to nie jest kwestia, którą możesz rozwiązać w ciągu najbliższej chwili, rozumiem. Załóżmy więc, że wierzysz w nasze życie, jako coś prawdziwego. Jeżeli tak, wszystko co cię spotyka jest prawdziwe i istnieje naprawdę. Jeżeli zaś zakładasz, że życie to iluzja, wszystko co cię spotyka też jest prawdziwe, ale w obszarze tej iluzji. Łapiesz? - Tak. Jeżeli życie istnieje, istnieje wszystko inne, a jeżeli nie, rzeczy istnieją tylko w moim przekonaniu. - Doskonale – i znów niebo się zaczerwieniło, a ziemia zamruczała – teraz więc, należy się zastanowić na jakiej podstawie stwierdza się, że coś istnieje, i teraz już nieważnym jest, czy w przestrzeni realności czy iluzji. Po prostu. Palisz? - Okazyjnie. Bardzo okazyjnie. - Zatem dlaczego sądzisz, że palony przez ciebie papieros istnieje? Nie, nie zastanawiaj się, oszczędzę ci tego. Sądzisz tak, ponieważ jego istnienie stwierdzasz zmysłowo. Po pierwsze, możesz go zobaczyć, co zwiększa szanse na istnienie czegokolwiek – czerwień, pomruki, trwoga – po drugie, czujesz jego kształt, gdyż możesz go dotknąć, a dalej, możesz poczuć jego smak, a niekiedy usłyszeć trzaskający tytoń. Mówiąc więc krótko, podstawą na wydawanie sądów dotyczących istnienia „rzeczy”, są twoje zmysły. Pozwól, że zostawię kwestie zapośredniczenia naszych zmysłów, tej całej teleobecności i innych pierdół. Telewizja jest wystarczająco zła, by o niej nie rozmawiać. Wszyscy twierdząco kiwnęli głowami. Nowy także. Ball nerwowo spojrzał na zegarek, a stary Jackie kontynuował: - Są jednak takie przypadki, których nie możesz ogarnąć zmysłowo w formie bezpośredniej, ale możesz stwierdzić ich istnieje dzięki skutkom tych przypadków. Weźmy moralność. Podobno coś takiego jest, ale nikt nie w stanie pokazać gdzie, ani powiedzieć jak to smakuje albo brzmi. A jednak istnieje. Dlaczego? I skąd o tym wiemy? Bo ktoś kiedyś kogoś zabił, po czym zaobserwował u siebie dziwne, niespotykane wcześniej uczucie. Nie, nie chodzi o wyrzuty sumienia. To po prostu…uczucie. Znane jest ono wszystkich ludziom. To właśnie moralność, specyficzne uczucie występujące w sytuacjach, powiedzmy, kontrowersyjnych. Nie ujawnia się ono wprost, nie wiemy o jego istnieniu od początku, choć obecnie, oczywiście, trochę się to zmieniło, gdyż prawdziwe uczucia zastąpione zostały słowa opisującymi te uczucia, co z meritum sprawy nie ma nic wspólnego…ach, jesteśmy żałośni… Dreadful Jack często popadał w melancholie. Najbardziej bolało go to, że ludzka „umiejętność trzeźwości i szczerego patrzenia na świat”, jak to nazywał, została wyparta przez, jak to określał, „opis i słowne zaszufladkowanie tego świata”. Według niego, słowa, czy w ogóle język, tak bardzo wypaczył nasze myślenie, że niekiedy mówiąc „miłość”, nie mamy na myśli tego szczególnego stosunku dotyczącego drugiej osoby, ale słowo MIŁOŚĆ, za którym kryją się wzruszające filmowe sceny i kolor czerwony. - Cóż…nie chce się rozgadywać, wyjaśnię ci to na przykładzie prawa, które zresztą jest manifestacją moralności. Prawo samo w sobie, jako osobny byt, nigdy nie istniało, nie istnieje, i choćby nie wiem, nie będzie istnieć. Prawo istnieje dzięki swym skutkom. Tutaj z kolei pojawiają się pewne komplikacje. Na przykład: wyobraź sobie osobę będącą świadkiem brutalnego morderstwa. Jeżeli ta osoba zobaczy, że morderca zostaje złapany przez policje i zaprowadzony do sądu, uwierzy, że prawo istnieje, gdyż zostało mu powiedziane, że tak właśnie prawo działa, i że w taki sposób się objawia. Jeżeli zaś policjanci przejdą obok, do tego z tym mordercą serdecznie się witając, osoba ta z czystym sumieniem może orzec, że prawo nie istnieje, gdyż nie była świadkiem jego skutków. A teraz…skąd wiesz, że władza istnieje? Caramil próbował zredefiniować swoje przekonania w stosunku do tego, co usłyszał. Myślał tak, że zdawał się przypominać buchający parą, sam nie wiem, niech będzie że statek parowy. Bardzo zależało mu na udzieleniu prawidłowej odpowiedzi. Wiedział, że takowa istnieje. - Pomogę ci. Ball? W tym momencie Ball poderwał się, i zaczął mówić coś, co wypowiadał niemal ze zmierzalną częstotliwością, średnio trzy razy w ciągu tygodnia. Powiedział on takie coś: - "Być rządzonym to być obserwowanym, nadzorowanym, szpiegowanym, kierowanym, nastawianym, podporządkowanym ustawom, indoktrynowanym, zmuszanym do wysłuchiwania kazań, kontrolowanym, szacowanym, ocenianym, cenzurowanym, poddawanym rozkazom ludzi, którzy nie mają ani prawa, ani wiedzy, ani cnót obywatelskich. Być rządzonym oznacza przy każdej transakcji, przy każdym działaniu, przy każdym ruchu być odnotowanym, rejestrowanym, kontrolowanym, opodatkowanym, ostemplowanym, opatentowanym, licencjonowanym, autoryzowanym, aprobowanym, napominanym, krępowanym, reformowanym, strofowanym, aresztowanym. Pod pretekstem dbałości o dobro ogółu jest się opodatkowanym, drenowanym, zmuszanym do płacenia okupu, eksploatowanym, monopolizowanym, poddawanym presji, uciskanym, oszukiwanym, okradanym; wreszcie przy najsłabszych oznakach oporu, przy pierwszych słowach skargi, represjonowanym, karanym, obrażanym, nękanym, śledzonym, poniżanym, bitym, rozbrajanym, duszonym, więzionym, rozstrzeliwanym, sądzonym, skazywanym, deportowanym, chłostanym, sprzedawanym, zdradzanym, i na koniec wyśmiewanym,

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych