Król
Jak sama nazwa wskazuje, jest to opowieść o królu... Sami przeczytajcie i dowiedzcie się więcej.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Do mostu wiszącego nad przepaścią Millvete-Lotivelle zbliżał się malutki oddział wojsk królestwa Milvette. Dowódcą tej gromady był nie kto inny, jak znany z wielkiego okrucieństwa i miłości do przelewającej się krwi Mart van Serdon. Z tego właśnie powodu stał się on ulubieńcem samego króla i był podwładny tylko niemu. Killh ven Menthe rządził królestwem Milvette już od 10 lat. Był to doświadczony i mądry władca. Bardzo dobrze zarządzał swoim królestwem. Oczywiście nie oznacza to, iż nie doprowadzał do rozlewu krwi, nie ścinał głów, nie palił ludzi na stosach i nie był postrachem swoich podwładnych. Swoją pozycję, królestwo zawdzięczało właśnie tym cechom króla. On to doprowadził do odrodzenia sie Milvette. Poprzedni król bowiem – Glerion ven Fleym, mimo że, nie ścinał poddanych, nie spalał wiosek i był dla wszystkich miły aż do przesady, doprowadził do upadku królestwa. Jednak mimo tego, zadbał o to, aby “szlachetny ród” Fleymów utrzymał władzę po jego śmierci. Milia ven Fleym urodziła mu syna, który zgodnie z obowiązującym prawem, dziedziczył berło po ojcu. Santre ven Fleym, od swoich najmłodyszch lat, był przygotowywany do roli następcy. Ojciec wpajał mu do głowy wszystkie “szlachetne” zasady, dzięki którym królestwo Milvette upadło. Zamiast uczyć go władać mieczem, oddał go w ręce kapłanów, którzy mieli nauczyć go “czynić dobro”. Doradcy króla i wszyscy z jego bliskiego otoczenia, wiedzieli o poczynaniach Gleriona. Zdawali sobie także sprawę, że nic dobrego z tego nie wyjdzie. Jasne było, że gdy Santre obejmie władzę po śmierci ojca, królestwo przestanie już praktycznie istnieć. Syn zamiast zdobywać coraz to nowe terytoria zacznie oddawać je “biednym i potrzebującym”, a ci “biedni i potrzebujący” nie okażą się głupcami i pozakładają wolne miasta, które zostaną zatwierdzone przez króla na specjalnym posiedzeniu. W końcu dojdzie to tego, że wszystkie wolne miasta zjednoczą się i stworzą nowe królestwo, które będzie wielkim zagrożeniem dla Milvette. Zaraz po tym zaczną się walki między miasteczkami wchodzącymi w skład tej “nowości”, a Santre nadal będzie siedział z założonymi rękami i negocjował z elfami, które “znarowią się” do tego stopnia, że zaczną snuć plany utworzenia nowego, niezależnego Księstwa elfów, które będzie teoretycznie podlegać Milvette. Oczywiście po jakimś czasie elfy staną się już tak pewne siebie, że będą chciały zniszczyć Milvette i namówią do tego pozostałe królestwa, których będzie już cztery, gdyż niepodzielnie panujący król Santre zdąży odbyć negocjacje z krasnoludami i goblinami. Krasnoludy i wolni ludzie nie będą chcieli walczyć, lecz elfy i gobliny ruszą na Milvette. Wojna będzie ciągnąć się latami. W końcu elfy i gobliny przekonają wolnych ludzi do walki, a ci przekonają krasnoludów. Wielkie Królestwo Milvette upadnie, a powstanie nowe – Zjednoczone Królestwo Elfów, Krasnoludów i Goblinów. Epoka ludzi skończy się. Władze przejmą inne rasy. Ludzie pozostaną nędznymi, uniżonymi sługami. Sługami, którzy będą czyścić trzewiki elfów i rozczesywać brody krasnoludów. Krasnoludy wyjdą z podziemi i będą żyły w pałacach. Elfy zamiast spać w koronach drzew, będą radzić. Radzić co zrobić z czarodziejami. Czarodzieje bowiem, pozostaną w najlepszej sytuacji. Oni będą zawsze potrzebni, bez względu na to, kto obejmie tron. Ich eliksiry, czary, będą zawsze potrzebne i wysoko cenione..... Doradcy króla postanowili więc, że nie dopuszczą do tego, aby władzę przejął syn Gleriona i poczynili pewne kroki. Zwołali w tajemnicy przed królem naradę wszystkich osób, które miały jakiekolwiek wpływy w królestwie. Do Milvatrasu – stolicy królestwa – zjechali najbardiej wpływowi ludzie. Swoją obecnością zaszczycił zjazd Merion ven Sontre – najbogatszy rzemieślnik w królestwie, który trudnił się wyrobem łuków, o których mówiło się, iż są lepsze nawet od elfich. Przybył także namiestnik gildii rycerzy – Bistl ven Helt. Był on niezmiernie ważny dla Milvette, gdyż w armii królestwa zawsze stawało dwóch – trzech rycerzy, co było raczej niespotykane. Rycerze bowiem, bardzo rzadko walczyli u boku zwykłych żołnierzy i bardzo się od nich różnili. Pod względem umiejętności, jak i kultury. Swoimi zdolnościami przewyższali o wiele, pospolitych “wojaków”. Zwykły członek armii nauczył się tylko machać mieczem i już brano go do wojska. Rycerz natomiast to arcymistrz w swoim kunsztcie. Mieczem posługiwał się z taką łatwością, jakby to była łyżka. Jeden zamach i krew tryskała jak z zarzynanej świni. Rycerzowi żadne warunki nie były straszne. Spał na naostrzonej siekierce i się wysypiał. Nie wiedział co to ból. Nie wiedział co to strach. Był po prostu stworzony do walki. Mimo swojego “powołania” nigdy nie zachowywał się jak żołnierz, czyli jak cham. Nie krzyczał do kobiet “Ty suko”, nie poganiał oberżysty w gospodzie “Bierz dupe w garść i po gorzałe!”.... A więc każdy rycerz w armii był na wagę złota, dlatego o względy Bistla królestwo Milvette zabiegało niezmiernie. Do wszystkich innych, radcy królestwa wysłali zwykły list poprzez posłańca, a do gildii pofatygował się sam Misterel ven Sorris – główny pomysłodawca zjazdu.... Oprócz rzemieślnika i rycerza, pojawił się także zarządca banku, w którym królestwo zapożyczało się niezwykle często ostatnimi czasy – Zondel ven Soyt. Kapłanów i czarodzieji nie zaproszono. Pewne było, że ich nie będzie wcale interesowało, kto obejmnie rządy po śmiercy króla. “Z resztą czarodzieje i tak już nie mieszają się do naszych spraw” - myślał Misterel podczas wybierania składu rady.... Naradę planowano urządzić w Sali Poselstwa, w pałacu głównym króla. Wszystko miało odbyć się w Dzień Darów od Bogów. Misterel miał jednak poważny problem. Nie wiedział co zrobić z królem, który, rzecz jasna, miał się o niczym nie dowiedzieć. Jednak rozwiązanie przyszło samo. Glerion został oficjalnie zaproszony przez władcę miasta Vorningen – Metsa ven Beyl na uroczyste modły i obiad. Vorningen nie było dużym miastem, lecz znane było z odwiecznej tradycji – co rok, w Dzień Darów od Bogów, władca miasta zapraszał obecnego króla Milvette, wraz z żoną i synem na modły do Świątyni Bóstwa, po których miał miejsce uroczysty obiad. “Uff...to szczęście... nie trzeba martiwić się już wcale ani o Gleriona, ani o Santre, ani o Milie” - Misterel zacierał ręce... W 299 dniu, roku 300, według oficjalnego kalendarza królestwa Milvette odbyła się po raz pierwszy w historii narada, o której nic nie wiedział król. Dziesięciu z najbliższego otoczenia Gleriona czekało przy bramie, która “strzegła” pałacu króla. W samo południe, trzech ludzi stanęło przez doradcami. - Witaj Merionie, – rzekł najstarszy z doradców – witaj Bistlu, witaj Zondelu. - Witajcie przyjaciele – rzekł dość stary osobnik, z czarnymi włosami zaplecionymi w warkocz - Jam, jako Merion jestem niezmiernie ucieszony, móc widzieć was dzisiaj. Na krótką chwilę zapanowała cisza, a po chwili dało słyszeć się gromki, wesoły głos: - Co ja wam tam będę mówił!? Witajcie przyjaciele? Może być i tak – znowu krótka przerwa – Ale inaczej wam powiem: Witajcie moim drodzy dłużnicy. Towarzystwo zaśmiało się. - Ech... Zondel'u. Wszyscy wiemy, że królestwo podupada i dlatego dzisiaj się tu zebraliśmy – odpowiedział Misterel - No właśnie przyjaciele – rzekł mężczyzna z mieczem przy pasie – zebraliśmy się tu, aby coś uradzić. Więc przejdźmy od razu do rzeczy. - Najpierw sugerowałbym przejście do Sali Poselstwa, a nie do rzeczy – jeden z młodszych doradców zabrał głos - Hmmmmm...... gdybym cię nie znał, przyjacielu, to pomyślałbym, że to nie miał być żart, tylko jakaś obelga – rzucił rycerz - Ale go znasz. Chodźmy. - Misterel poczuł się jak przywódca Brama rozwarła się, trzynastu mężczyzn weszło do ogrodów królewskich i kamienistą uliczką udało się w stronę pałacu... Zgromadzeni zasiedli na wygodnych, miękkich krzesłach. Można nawet powiedzieć, że na fotelach. Tron, na którym podczas zwykłych poselstw zasiadał król, zajął Misterel. Naradę, ze względu na swoją tajność, zorganizowano także w inny sposób niż działo się to zazwyczaj. Zwykle bowiem, do Sali Poselstwa wstawiano duży stół. Radząc, wszyscy zgromadzeni, zajadali się rarytasami, dostępnymi tylko bogatym dworom. Popijali także różnego rodzaje trunki. Na stole znajdowały się najdroższe, najwynkwintniejsze alkohole. Za czarę takiego płynu, trzeba było zapłacić 60 , a nawet czasem 120 uręgów. Nigdy na stołach królewskich nie gościło zwykłe piwsko, które uważane było za alkohol nadający się tylko i wyłącznie do oberż. Tym razem obyło się bez tych wszystkich specjałów. Misterel na samym początku wstał i wygłosił mowę wstępną: - Jeszcze raz pragnę powitać wszystkich zgromadzonych. Nie będę wymieniał imion obecnych tu osób, gdyż przecież wszyscy doskonale się znamy. Przejdę więc, od razu do sedna sprawy. – przemawiał podniosłym tonem, takim, którego zawsze używał doradzając królowi następne ruchy – Zebraliśmy się tu, drodzy przyjaciele, w sprawie niezmiernie ważnej dla dalszych losów królestwa Milvette. Jak sami wiecie, nasze królestwo podupada. I jak sami wiecie, dzieje się to za sprawą naszego obecnego króla Gleriona vey Fleyma. On to, przez swoją głupotę i brak poczucia odpowiedzialności za królestwo... - Nie wygłaszaj tutaj, mości Misterel'u, obelg na temat króla, bez podania wpierw chociaż kilku dowodów potwierdzających słuszność twoich słów. Takimi zwrotami bowiem, popełniasz niegodziwość wobec króla, wobec siebie samego i wobec nas wszystkich. Więc jeśli nadal podtrzymujesz chęć “dogadania się ze mną”, jak to określiłeś podczas naszego ostatniego spotkania w Memphelion, to czuwaj nad swoją przemową – wtrącił się rycerz zasiadający naprzeciw Misterela. - Tak.... Mhmmmm...... W takim razie zacznę od końca napisanej przeze mnie mowy. Tak... więc pierwszą rzeczą jaką zarzucam Glerionowi, jest niewątpliwie brak starań o powiększanie terytoriów naszego królestwa. Z pewnością, musicie przyznać, że Nasz Szanowany Król nie robi w tej sprawie zupełnie nic. - Przepraszam, że się wtrące, ale co miałby niby zrobić w tej sprawie. Przecież granice królestwa są już tak rozległe, że nie da się ich już chyba bardziej rozciągnąć – zabrał głos jeden z “pupili” króla – doradca, który tak na prawdę nigdy nic nie doradzał - Mógłby na przykład, przyjacielu, spróbować negocjacji z wolnymi miastami. Jestem wręcz przekonany, że pod naciskiem z naszej strony, każde z 5 wolnych miast oddałoby kawałek ziemi. - Tak, tak – zarządca banku wtrącił się – Misterel ma absolutną rację. Od wolnych miast z pewnością dałoby się wydębić kawałek ziemi. Stłumiony radca przycichł i pogodził się z myślą, że dzisiaj nie ma żadnego głosu. “Lepiej się nie narażać, ryzykując głową”. - Myślę więc, że pierwszy zarzut został przyjęty. Przechodzę w takim razie dalej. Po drugie, myślę, że Glerion daje zbyt dużą swobodę czarodziejom. Jeszcze za czasów naszego dawnego króla Krehla, czarodzieje opowiadali się po naszej stronie we wszelkich potyczkach. Czasami nawet walczyli u naszych boków. A teraz co? A teraz, ta czcigodna profesja pozostaje neutralna. Pozostaje obojętna! Śmiem twierdzić, iż zmiana ich podejścia, wynika z postawy króla wobec nich. Uważam, że Glerion, oddając im Mirtel we władanie, popełnił wielki błąd. Niezaprzeczalnie wielki błąd! - Misterel przemawiał coraz głośniej, coraz bardziej doniośle – Dotąd czarodzieje czuli przed nami jakiś respekt. Czuli, że mamy nad nimi jakąś władzę. A z dniem, w którym król oddał im władzę nad Mirtelem poczuli się panami samych siebie i zmienili poglądy na sprawy polityki królestwa. Na jednym ze swoich zgromadzeń, które odbyło się w tym roku, dwudziestujeden czarodzieji i piętnaście czarodziejek, uradziło, iż przyszedł właściwy moment na to, aby w końcu pozwolić sobie na obojętność, a wręcz na przeciwstawienie się królestwu. Tym właśnie sposobem straciliśmy dość ważnych sprzymierzeńców. Hmmm.... nie... ich raczej sprzymieńcami nie można było nazwać, bo nigdy nie popierali naszych wojen z elfami, krasnoludami, czy goblinami. Nigdy nie wypowiedzieli się stanowczo za czyjąś stroną. Arcyczarodziej wysyłał zawsze do Milvatrasu kilku czarodzieji, którzy mieli stanąć u boku naszj armii, lecz robił to tylko i wyłącznie po to, aby nie narazić się naszemu królestwu. Nie podobało mi się to. Uważałem, że czarodzieje powinni w końcu opowiedzieć się za jedną ze stron. Jeśli nie z własnej inicjatywy to pod przymusem. Jednak Krehl nie chciał posuwać się do tak drastycznych kroków i to jedno nie podobało mi się w jego postępowaniu. Jednak nie zebraliśmy się , aby rozprawiać o dawnych czasach, więc wracam do Gleriona. Ostatnią, także dość istotną sprawą jest pozbawianie królestwa dochodu. Jako przykład mogę podać sprawę kapłanów, kapłanek i nowego prawa ustanowionego przez Gleriona, według którego, kapłani i kapłanki są zwolnieni z płacenia podatków od wszystkich swoich zysków. Tak więc “świątynnicy” zachowują dla siebie cały zysk z opłat za naukę w szkołach przyświątynnych, który wynosi 60 uręgów za miech. Przez cały kron, jedna taka szkoła, zarobi teraz 12000 uręgów. Dotychczas, w wyniku poboru podatku, szkoła zarabiała o 200 uręgów mniej w miechu, czyli o 2000 uręgów mniej w całym roku. Z tego morał, iż królestwo, straci całe 2000 glinianych monet na rok. Czy to jest dużo, sami oceńcie. Mnie się wydaje, że to jest bardzo dużo. Myślę także, że nie możemy narażać się na takie straty. - Pewno, że nie możemy! - krzyknął Zondel – Ale nie to jest dla mnie najgorsze! Największy mój sprzeciw budzi to, iż ci cali słudzy Bogów będą sobie beztrosko żyć! To nie dopuszczalne, aby tak po prostu nie płacili podatków! To jest także ewidentna niesprawiedliwość! Mój bank, oddaje 350 uręgów raz w miechu, czyli przez cały kron aż 3500! A w czym ja jestem gorszy od nich! Czy ci cali ckliwi kapłani są na prawdę tacy cenni dla królestwa, że Glerion oddaje im takie honory! Nie, ja się na to nie zgadzam! - Spokojnie, Zondel'u. Pamiętej, że jesteś w towarzystwie rycerza. A ja nie pozwolę, abyś w taki sposób mówił o kapłanach. - rzekł Bistel Gdyby to nie rycerz upomniał zarządce, to ten z całą pewnością, wcale by się nie opanował. Jednak każdy, nawet najbardziej bohaterski człowiek w królestwie, nie poważyłby się sprzeciwstawić się rycerzowi. - Tak. Przepraszam. Trochę się zagolopowałem. Ale to nie zmienia faktu, iż trzeba przywrócić podatki dla kapłanów, albo znieść je dla wszystkich - Obie opcje nie wchodzą w tej chwili w grę.- wyjaśniał Misterel - Nowe prawo weszło w życie i zgodnie z innymi prawami nie może być odwołane przez najbliższe trzy miechy. - No toż, kurde, nie pozostaje nam nic innego, jak obmyślenie planu na odwołanie króla lub chociaż na nie dopuszczenie do władzy jego syna w przyszłości, gdyż zagraża do dalszemu normalnemu istnieniu królestwa. Mniemam, że właśnie w tej sprawie się tu zebraliśmy? - rzemieślnik uprzedził słowa Misterela. - Owszem, przyjaciele. Właśnie w tej sprawie się zebraliśmy. Musimy uradzić, jak zapobiec przejęciu władzy przez Santre po śmierci jego ojca. - Nie ma potrzeby nad niczym się zastanawiać. Przecie wystarczy “wyciąć” tylko wielką trójkę. Króla, jego żonę i ich syna! - krzyknął radca, znany z głupiego i nieprzemyślanego doradztwa - Jak zwykle, przyjacielu, twoje słowa są nieprzemyślane. Jak możemy pozbyć się ich wszystkich?! Nie ma takiej możliwości. Byłoby to zbyt podejrzane. Cała trójka ginie z niewyjaśnionych przyczyn. Pomyśl, jak by to wyglądało? - Misterel zganił “kolegę po fachu” - Hmm....... no tak.....znowu masz rację. Jak zwykle palnąłem głupstwo. Ale w takim razie co proponujesz? Misterel zastanowił się przez chwilę. - Właściwie to mam już ogólny zarys planu, jednak potrzeba mi waszej pomocy i waszej zgody na to przedwsięziecie. Wysłuchajcie najpierw moich przemyśleń, a potem będziecie mogli zabrać głos. - Misterel przybrał na chwilę władczy ton - Moim zdaniem, najrozsądniejszym wyjściem z tej sytuacji, było by podstawienie królowi “lewych” dokumentów. Powiedziałoby mu się, że powinnien podpisać nowe prawo, dotyczące dodatkowych datków ze strony królestwa, na rzecz wszystkich największych szkół przyświątynnych. Glerion nie przeczytałby tego co zawiera dokument, gdyż dałbym mu go w odpowiednim momencie. Najlepszą sytuacją byłby jakiś jego wyjazd. Gdyby zapytał, czy nie może tego zrobić po powrocie, powiedziałbym mu, iż nie, gdyż jest to sprawa niecierpiąca zwłoki i każdy dzień jest na wagę złota Wmówiłbym mu, że jeśli szkoły nie dostaną szybko tych datków to poupadają. On oczywiście by w to uwierzył, gdyż ma do swoich poddanych ogromne zaufanie, wynikające z przeświadczenia, że nie ma ludzi złych. Dokument, rzecz oczywista, zawierałby coś zupełnie innego. Zawierałby oświadczenie, z którego wynikałoby iż sam król, pozbawia władzy swojego syna, likwidując prawo dziedziczenia berła. Według oświadczenia, nowy król zostanie wybrany przez Zgromadzenie Wskazujące, w którym zasiadać będą wszyscy doradcy króla i najbardziej wpływowi ludzie w królestwie. Podpis i pieczęć króla, będą niezbitymi dowodami, iż dokument nie był sfałszowany. Oczywiście, gdy król zorientuje się, co tak na prawdę podpisał, w królestwie powstanie wielkie zamieszanie. Eksperci od fałszerstw będą sprawdzali dokument na wszelkie możliwe sposoby, ale nie znajdą nic podejrzanego. Sądy będą próbowały udowodnić, że król podpisał oświadczenie “po pijaku”, albo pod groźbą. Jednak Glerion nic takiego nie potwierdzi. Nie złamie swoich własnych zasad, według których kłamstwem powinien brzydzić się każdy, a tym bardziej nie powinnien popełniać go sam król, który ma być przykładem dla innych. W taki oto sposób, ród Fleymów straci władzę raz na zawsze i nie zdoła pogrążyć królestwa w ciemnościach, z których nie ma ucieczki... Oto mój plan, przyjaciele. Sądzę, iż sprawdzi się z pewnością – głos Misterela, wskazywał, iż jest bardzo z siebie zadowolony. - Plan jest bardzo skrzętnie i sprytnie przemyślany, ale czegoś mi w nim brakuje. - zarządca banku zabrał głos - Domyślam się, o co ci, Zondelu, chodzi. Za pewne brakuje ci informacji co zrobimy z królem. - Tak, właśnie to mam na myśli. Przecież Glerion może chcieć się zemścić. Mimo tego, iż jest “tak dobrym” człowiekiem, może wybuchnąć w nim niepochamowany gniew. W dodatku chodzi tu o jego syna, więc może być jeszcze bardziej srogi. Możesz jeszcze spłonąć na stosie . - Bez przesady. Glerion nigdy nie posunie się aż tak daleko. Może będzie chciał odwołać wszystkich doradców, ale pewnie nawet tego nie zrobi. Po prostu pogodzi się z myślą, że jego syn nie będzie rządził. Może nawet się ucieszy. Będzie mógł z synalka zrobić kapłana. - zakpił Misterel - A jeśli nawet postanowi wręczyć mi pisemne odwołanie, to musi podać oficjalny powód, którego nie ma i nie będzie miał. Więc gdyby nawet miałby taki zamiar, to w Sądzie bez problemu udowodnie, że nie może tego zrobić. A gdybym jeszcze opłacił sowicie arcysędziego i jego pomocników, - snuł plany Misterel – to sam Glerion otrzymałby dwumiechowe odwołanie. Hmmmm..... to nawet jest niezły pomysł. Radca zamyślił się na chwilę, a później kontynuował: - Patrzajcie, przyjaciele. Gdybyśmy doprowadzili do takiego stanu rzeczy, to mielibyśmy całe dwa miechy, aby pozbawić króla tronu. - No tak. To by było dobre rozwiązanie. Tylko nadal pozostaje jedno pytanie: Jak pozbawić króla tego tronu? - wtrącił się ponownie Zondel - W tej kwestii, to akuratnie ja mam pewien pomysł – niespodziewanie odezwał się rycerz. - Ty, Bistlu. Właśnie ty, przyjacielu? - niedowierzał Misterel - A ja dałbym głowę pod topór podłożyć, że ty będziesz przeciwny obaleniu rządów rodu Fleym'ów. - Sam widzisz, jak złożonym charakterem obdarzony jest rycerz i jak trudno go rozszyfrować. Ludzie nigdy nie zrozumieją nas, rycerzy. Nigdy! My bowiem, zachowujemy się inaczej niż wy. Słuchając naszych wypowiedzi, macie wrażenie, że jesteśmy “dobrymi”, którzy opowiadają się zawsze za tym, co dobre. Za tym, co nikogo nie urazi. Macie wrażenie, że nie dbamy o swoje “interesy”, a niepotrzebnie martwimy się o innych. Ale nie jest tak. Bo my dbamy głównie o swoje “interesy”, ale w sposób taki, który wcale na to nie wskazuje. Teraz powiecie mi: gra pozorów. A ja wam powiem: I co z tego? Gra pozorów w wielu przypadkach jest najlepszym rozwiązaniem. W wielu, ale nie we wszystkich... - Prosilibyśmy jednak bez wywodów filozoficznych – wtrącił się w dość bezczelny sposób Merion - Czyżby to miała być jakaś obelga rzucona w moją stronę, mości rzemieślniku? - rycerz zmienił ton głosu - Nie, nie. Ależ skąd. - tłumaczył się rzemieślnik - Nie poważyłbym się na coś takiego, przyjacielu. Przyznaję, moje słowa były dość bezczelne, ale to z powodu, iż jestem już trochę zniecierpliwiony. - Trzymaj więc, nerwy na wodzy. Nie lubię ludzi niecierpliwych, jak i bezczelnych.- odparł groźnym głosem Bistl – A więc wracam do tematu. Jak już mówiłem, mam pewien pomysł na pozbycie się króla w przeciągu tych dwóch miechów. Myślę, że najlepszym rozwiązaniem byłaby jednak śmierć króla... - Mówiłem od razu, że trzeba ich wszystkich wybić – nie dał dokończyć Bistlowi jeden z radców - Może jednak dałbyś mi skończyć zdanie. Nie lubię także, gdy ktoś mi przerywa. Młody radca zmieszał się i umilkł. - Tak już lepiej..... Powtórzę więc moją ostatnią myśl. Uważam, że najlepszym rozwiązaniem byłaby śmierć króla, ale tylko króla. Santre i Milie pozostawilibyśmy w spokoju. Oni niebyliby już w stanie nam zagrozić. Nie mieliby żadnych szans po śmierci Gleriona. Co sądzicie o tym, przyjaciele? - Owszem, śmierć króla byłaby bardzo dobrym wyjściem z sytuacji, – rozważał Misterel – lecz pozostaje pytanie, jak doprowadzić do owej śmieci. Przecież to od razu my zostaniemy obarczeni winą. Bo komu innemu, mogłboby zależeć na śmierci króla? - Niekoniecznie. Moglibyśmy... hmm..... - myślał głośno Zondel – moglibyśmy upozorować samobójstwo króla! Tak to jest myśl! W to uwierzyłby każdy! Fakty pasowałyby idealnie. Król pozbawił syna władzy swoimi własnymi rękami. Nie mógł poradzić sobie z tą świadomością. Na dodatek, próba zemsty obróciła się przeciwko niemu i został odwołany na dwa miechy. Pogrążyło go to całkowicie i postanowił zapomnieć o tym wszystkim raz na zawsze. Postanowił się zabić! - To rzeczywiście znakomita myśl, Zondelu. – rzekł Misterel – Myślę, że powinniśmy podjąć ostateczną decyzję. Ten, kto popiera Zondela niech rzeknie “racja”. - Racja – rycerz podjął decyzję bez zastanowienia - Racja – Merion także poparł zarządce Kolejne osiem słów “racja” padło z ust innych radzących. “Pupilek” króla przez chwilę zastanawiał się, czy nie wyrazić swojej opini, lecz doszedł do wniosku, iż i tak nic to nie zmieni, a on może mieć tylko kłopoty: - Racja – rzekł dość niepewnym głosem - Ano, racja, racja, przyjaciele. Sam sobie, nie mogę nie przyznać racji – zażartował Zondel - Ja także, rzecz jasna, sądzę, że “racja”.- z zadowoleniem w głosie przemówił Misterel – Tym oto sposobem dotarliśmy do końca naszej dzisiejszej narady. Uważam, ją za zamkniętą. Pragnę podziękować wam wszystkim, przyjaciele, za poświęcenie swojego, jakże cennego czasu. Nie będę stosował żadnego rodzaju przysięg, gdyż uważam to za głupotę ludzką. Wszyscy doskonale wiemy, co stanie się z osobą, która zdradzi......
*
Przed bramą, trzech mężczyzn wskakiwało na konie. - Gdy tylko król podpisze dokumenty, pośle do każdego z was, przyjaciele, najbardziej zaufanego gońca. - rzekł z powagą Misterel - Będziemy czekali – odparli trzej jeźdźcy i odjechali......
*
Na dworze królewskiem panowało ogromne zamieszanie. Potwierdziły się najgorsze obawy radców – Glerion postanowił spróbować negocjacji z elfami. Doradcy króla wychodzili z siebie, aby wyperswadować mu, iż jest to pozbawione sensu i że może wywołać tylko niepotrzebną “burzę”, ale król nie chciał słuchać. Uporczywie twierdził, że całkowite porozumienie z tą, jakże “szlachetną rasą” przyniesie królestwu Milvette wiele korzyści, a przede wszystkim sojusznika we wszystkich wojnach. Nikt nie był w stanie wytłumaczyć mu, jak bardzo się myli. Król…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil wowarz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…