Wróć do katalogu

Królewiątko

Wersja trochę zmieniona i poprawiona :)

Megarion, opublikowano , 14 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Cienie skakały w świetle kilku wysokich świec. Źródło światła było na tyle słabe, że ogromne regały z książkami chowały się przed co mniej wprawnym okiem. Wyjątkowo długi, elegancki drewniany stół wydawał się w tej sytuacji niemal niekończącą się drogą ku nieznanemu. Jednak jeden z jego końców był doskonale oświetlany przez te kilka świec. Tam właśnie, przy czterech krzesłach siedziało czterech mężcznyzn. Wszyscy w eleganckich mundurach, jedynie bez broni przy boku. Wszyscy ponuro wpatrywali się w kartę papieru, która leżała na stole między nimi. Jeszcze godzinę temu żaden z obecnych nie spodziewał się, że coś może zakłócić jego spokój. Tymczasem zaś ta pożółkła karta, znienawidzony już kawałek papieru rozbił spokój, a może i coś jeszcze, w drobny mak. -Nie ma sensu dłużej tu siedzieć - odezwał się w końcu jeden z nich, starszy brunet, o widocznej już siwiźnie. - Jeżeli mamy mieć nadzieję na zachowanie gardeł, musimy iść do księcia i pokazać mu to. Inaczej jutro będziemy gnić w Kazamatach. Ponownie zapadła cisza. W końcu brunet skrzywił się, chwycił za listę i wstał. - Tchórze, czy żaden z was nie ma kszty honoru?! - Jakiego honoru? - pokręcił głową blondyn, siedzący jako jedyny z drugiej strony stołu. - Chcemy tylko ratować nasze tyłki. Czy nie rozumiesz, że jeżeli zaniesiesz to dla Myszykróla to oni wszyscy będą jutro już wisieć? - I tak zawisną. I tak nie mają szansy! - brunet zamachnął się ręką w powietrzu. - Oni nas wszystkich zgubią, oni zniszczą to, co jeszcze mamy. Wszystko, na co tyle lat pracowaliśmy, rozpadnie się. - Akarnie, czy naprawdę sądzisz, że książątko uzna nas za bohaterów, gdy dostanie tą listę? - A mamy jakaś inną nadzieję?! Przecież i tak dowie się o aresztowaniach. Blondyn zamilkł. - Jeżeli żaden z was nie ma zamiaru ratować naszego życia, to gnijcie tu. Ja muszę wziąć na siebie... odpowiedzialność. Brunet obrzucił ich spojrzeniem. Trudno było odgadnąć, czy bardziej przestraszonym, czy raczej pełnym pogardy.

Wymyślne lampy niemal idealnie oświetlały pokój. Nie był on ani duży, ani też zbytnio mały. Gustownie ustawione meble dobrze komponowały się z przeróżnymi przedmiotami, zarówno bardziej, jak i mniej przedziwnymi. Przed jedynym, lecz obszernym oknem stało drewniane biurko. Za nim, na wysokim krześle siedział młody mężczyzna o rzadkich, czarnych włosach. Uśmiechnął się ponuro, gdy tylko odłożył pożółkły kawałek papieru. - Panowie, oto nadszedł dla nas kolejny wielki dzień. Dzięki waszej odwadze buntownicy znaleźli się w naszych więzieniach, a wy daliście dowód, że nie wszyscy mieszkańcy tej ziemi są wrodzy naszemu ukochanemu królowi. Czwórka żołnierzy z pełnych mundurach, lecz bez broni przy boku, stała w wyprostowanych pozach. Tylko jeden z nich miał nieco obniżony wzrok. - Możecie być pewni mojej miłości dla was i całego mojego wojska, prócz tych buntowników oczywiście. Nagrody także. - mężczyzna wstał zza biurka i zaczął spacerować po pomieszczeniu. - Został jeszcze problem jednego oficera... Mężczyzna chwycił kolorowe, ptasie pióro i zaczął je powoli rozrywać. Gdy skończył, delikatnie położył resztki na biurku. - Alatiar Marebert Toriant vi Olova. Syn szlachcica i podopieczny samego króla. Jest na czele tej listy zdrajców i buntowników... Ale nie mogę wysłać go po prostu na ścięcie, bo nasz miłościwy władca raczej na to nie zezwoli. Ale panowie... - wyprostował się i pokręcił głową. - Może wy macie pomysł, co z nim zrobić? Co takiego, że ani król, ani zbyt wiele osób nie dowiedziałoby się o jego głupocie? vi Telendi? Może Ty? Brunet odetchnął lekko. - Panie, może odesłanie go na któryś z granicznych posterunków? Nie powinien mieć tam zbyt wielu towarzyszy do spiskowania, a może i młody umysł udałoby się jeszcze naprostować ku chwale Królestwa. Także ucieczka za granicę nie wchodzi w grę, bo większość z nich jest zbyt niebezpieczna. Sądzę, książę, że takie miejsce powinno się dać znaleźć - vi Telendi odetchnął jeszcze raz. - Panie, dodam, że nie powinieneś dawać mu stałych straży. Wymiana ich między posterunkami pozwoli zwiększyć szanse, że nikt nie uważać go za ważnego więźnia. Mężczyzna nazwany księciem uśmiechnął się. - To jest myśl! Brawo, vi Telendi, tego się po tobie spodziewałem. Nie zapomnę wspomnieć o tym, gdy tylko pojawię się na dworze. Bądź przygotowany na coś miłego. - podszedł do okna i po chwili ponownie usiadł za biurkiem. - Zostaje tylko kwestia wyboru nowego domu dla naszego młodego oficera... Oczy blondyna, który do tej pory niemal się nie poruszył, zabłysły. - Książę, a może zamek Horandialen? Spełnia chyba wszystkie wymagania... Granica z barbarzyńskimi plemionami, położony dość wysoko w górach, a i zbyt wielu błądzących umysłów tam spotkać raczej nie można. Książę popatrzył na niego. Vi Telendi ściągnął usta, lecz nie odezwał się. - Mówisz, vi Jok, że Horandialen? Nie słyszałem chyba o tym posterunku... Ale jeżeli osobiście go rekomendujesz, to chyba wystarczy. Jeszcze dziś wyślę go tam w silnej obstawie. Z pismem ostrzeżeniem dla dowódcy garnizonu, oczywiście. Książę jeszcze raz się uśmiechnął. - Cóż, tak więc sprawa jest już chyba zakończona. Zapraszam panów na jutrzejszą egzekucję, tuż obok mnie i mojej szanownej małżonki. Myślę, że czeka nas prawdziwie przednia zabawa - skinął głową i machnął ręką na znak, że oficerowie mogą już odejść.

Młodego pana vi Olova ogarnęły nagle niezbyt przyjemne myśli. Gdy tylko brutalnie wsadzono go do powozu, wraz z trzyosobową obstawą, mógł tylko domyślać się, jaki czeka go los. Najpierw pomyślał, że chcą go wyrzucić gdzieś w lesie na pożarcie zwierzętom, lecz po chwili doszło do niego, że to raczej niezbyt prawdopodobne. Następnie stwierdził, że chcą go zabić gdzieś z dala od Edremwale, by przypadkiem nie ryzykować podburzenia tłumu. Zastanawiał się przy tym co chwilę, jakie to wymyślne tortury czekają go wcześniej. O dziwo, w Kazamatach nie spotkało go nic strasznego, a przecież całą noc słyszał jęki i krzyki, dochodzące gdzieś zza celi. Dziwiło go jednak, że żaden ze strażników nie drwi ani chociaż dowcipkuje o zbliżającej się egzekucji. W oczach młodego oficera nie wyglądali na katów, choć, co prawda, zbyt wielu ich w swym życiu nie widział. Pierwszy etap jazdy trwał cztery godziny, zaś vi Olova nie spał ani przez chwilę. Monotonny krajobraz przygnębiał go, choć jeszcze niedawno chciał walczyć i ginąć za tą ziemię. Zatrzymali się w niewielkiej wsi z posterunkiem żołnierzy. Okazało się, że po raz pierwszy zmienią się straże. Zdziwiło to więźnia, lecz nie odezwał się ani słowem. Zmęczony pobytem w lochach, już wkrótce zapadł w mocny sen i nie mógł słyszeć rozmów pomiędzy strażnikami. - Jedziemy do Horandialen, a przecież ostatnio spalono tam kilka wiosek. Przy odrobinie pechu dostaniemy w łby zanim je wystawimy. - powiedział przysadzisty mężczyzna z niewielką blizną na twarzy. - A mogliśmy w spokoju siedzieć u siebie, pijąc co trzeba i śpiąc ile trza. - Przymknij się, stary. Ja też wolałbym spać, ale co zrobić... Byle tylko jakiś…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych