Kronika światów: Powrót do ojca. rozdział 11
Prawda o Elfach ujawniona przez wygnańca.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
-Nie rozumiem czemu jej bronisz? Ona jest wcieleniem zła. -Nie, już jej nie bronie. Ujawniła przede mną swoje prawdziwe oblicze. Ona i moja siostra to dwie zupełnie inne osoby. Jedna jest piękna i łagodna, a druga piękna i zła. -Prawda jest taka, że istnieje tylko jedna Serabel, druga to maska jaką przywdziewa, by otumanić serca i umysły królów- rzekła Łuna, przybierając poważny wyraz twarzy. Długą chwilę wpatrywała się w jezioro, do którego zawędrowałyśmy. Wydawało mi się, ze szuka w niej czegoś, pomiędzy każdą wijącą się rośliną, między ziarenkami piasku. Wodziła wzrokiem za uciekającymi rybami. Biegła myślą razem z delikatnym prądem mącącym wodę. –Ona nie może być królową!- krzyknęła i rzuciła w toń niewielki kamyk. Na tafli pojawiły się koła, najpierw zwiększające swe pole, a potem niknące. Ryby schowały się pomiędzy wodorostami i czekały aż zagrożenie zniknie. -Czemu tak sądzisz? Przyznaję, nie jest najmilszym Elfem, ale przecież to wcale nie musi oznaczać, że nie sprawdzi się w roli władczyni. -A ty czemu sądzisz, że podoła obowiązkom? Zastanowiłam się chwilę. Rzeczywiście nie miałam pewności, czy odnajdzie się jako królowa, czy zadba o swój lud i Negay. Znałam ją od złej strony, a tej dobrej jedynie się domyślałam, jednak mimo wszystko w moim serce czaiło się przeczucie, że Serabel jeszcze wszystkich zaskoczy. -Każde drzwi otwierają kolejne pokoje- odparłam, chyba sama nie wiedząc co chcę w ten sposób jej przekazać. -Ale nie każdy pokój okazuje się sypialnią, czasem bywa zarupiecionym schowkiem, w którym zalegają stare przedmioty i żal ludzi, ze przestały być użyteczne- dodała od siebie. -Chyba gubię się w tych metaforach- wyznałam, próbując wywołać uśmiech na ustach Łuny. -Ja też- uśmiechnęła się do mnie, rozpędzając czarne chmury nad naszymi głowami.- Słyszałam jak grasz… -Było strasznie, prawda? Prawie zniszczyłam Negay. -Nie… Nie mogę powiedzieć, żebyś źle zagrała. Odtworzyłaś po prostu inną historię, straszniejszą, pełną obaw i niepokoju, a przecież i takie czasu gościły w naszych progach i pewnie nie raz jeszcze nastaną. -Ale Mori skarciła mnie za to… -Mori, chociaż uznana za wielką piastunkę rodu królów, jest tylko zadufanym Elfem, pragnącym podążać jedną ścieżką- dobiegł mnie czyjś obcy, ale przyjemny, niski głos. Łuna podniosła się z miękkiej ziemi, wyścielonej trawą i spojrzała za siebie, a ja poszłam za jej przykładem. Za nami, na niewielkiej wydmie, obrośniętej drobnymi porostami, stał wysokiego wzrostu Elf. Poraziło mnie, kiedy go ujrzałam. Moje wyobrażenia na temat piękna stały się namacalne. Mój ideał z lat dziecinnych, Książe z opowiadań, stał na wprost przede mną. Był znacznie szerszy i barczysty niż reszta mężczyzn w tym królestwie, ale nie prezentował się przez to mniej atrakcyjnie i dumnie. Wprost przeciwnie, jego budowa przypomniała mi rycerzy bądź greckich władców oglądanych w telewizji. Jego lazurowe oczy, niczym szafiry, spoglądały na nas z ciekawością, a na mlecznobiałej twarzy zagościł chytry uśmieszek. W jego niebieskich tęczówkach wymieszano letnie niebo, kolor morza o wschodzie słońca, kiedy promienie rzucają na nie delikatne, złociste refleksy. Przy źrenicach przebijała się szarość razem z soczystą zielenią, dzięki czemu jego oczy wyglądały nadzwyczajnie, inaczej niż u zwykłych postaci. Obdarzony został najpiękniejszą cerą, jaką kiedykolwiek w życiu widziałam. Gładka i twarda, ale przy tym delikatna. Lśniła jak diament, a nieskazitelności pozazdrościłoby mu nawet najczystsze złoto. Nieduży, zgrabny nos dodawał mu zawadiackiego wyglądu, a pięknie, wyraźnie zaznaczone kości policzkowe, jakby specjalne rzeźbione przez jego stwórcę, sprawiały, że przypominał mi modeli z wybiegów, chociaż przewyższał ich swą urodą. Natura dała mu także dołeczek w brodzie i wysokie czoło, w którym kłębiły się niejedne myśli. Półdługie, brązowe włosy, znacznie krótsze niż u innych Elfów, opadały swobodnie na szerokie ramiona, w których zapewne chciałaby się skryć niejedna dziewczyna. Wyglądał jak Apollo, którego pomnik oglądałam we Włoszech. Ta sama szlachetna twarz bóstwa, to samo atletyczne ciało współgrające z wysokim wzrostem. Lśniące, zdrowe włosy, osłaniające elfickie uszy i chytry uśmieszek małego dziecka, które starało się wplątać rodziców w jakieś zamieszanie. Wyrzeźbiony przez Michała Anioła, tchnięty życiem przez Gwiazdy, obdarzony jakąś potęgą, bijącą ze środka niego. Tkwiło w nim piękno, duma, majestat, wyższość nad innymi, ale i jakaś dziecięca niewinność, pokora. A jego spojrzenie? Mądre, pełne życiowego doświadczenia, wiedzy, którą przez wieki spisywano w księgach. Duże, osadzone w idealnej odległości od siebie, osłonięte wachlarzem ciemnych rzęs i łukiem brwi. -Perseusz?- Łuna wyrwała mnie z nieopisanego zachwytu nad jego pięknem.- Przecież ty… -Wiem, wygnano mnie. Ale skoro jestem Czarnym Elfem, czemu miałby słuchać i tego rozkazu?- zaśmiał się ironicznie, wzbudzając w mym sercu dziwne uczucie współczucia dla niego. -Nie możesz tutaj być. Uciekaj- w głosie mej przyjaciółki pobrzmiewał strach. -Księżniczka?- nieznajomy nie przejął się jej ostrzeżeniem, skupił się na mnie.- Wybacz za mój brak kultury. Miło, ze wreszcie wróciłaś, by uratować swój biedny lud. Raczej nie mogę powiedzieć, by ci się spieszyło. -Ja nie mogłam wcześniej…- opowiedziałam nieprzytomna, analizując jego słowa. -Oczywiście, że nie mogłaś- parsknął.- Zresztą… może lepiej, ze dotarłaś dopiero teraz i tak byłoby jedynie gorzej. Chyba każda z was jest taka sama… Cóż, Elfy to tylko istoty piękne, ale przez to samolubne i zadufane w sobie. -Hej! Obrażasz nie tylko nas, ale i siebie- zauważyła Łuna. -Owszem, wiem to… Mimo wszystko potrafię spojrzeć prawdzie w oczy… jak każdy Elf Wielbie tylko swoją osobę i modlę się do Gwiazd. Nie myślę o niczym innym, tylko o swej urodzie, a przecież… Przecież wieki temu tak nie było. Elfy skupiały swą uwagę na czymś…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil atamon
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…