Kronika światów. Powrót do ojca. Rozdzial 14
Kolejny krok w poznawaniu siebie.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zegar wybił północ. Było ciemno, czerń rozpraszał jedynie srebrzysty blask szaty, jaką miałam na sobie. Otaczała mnie grobowa cisza. Wszystko jakby nagle, synchronicznie zamilkło i pogrążyło się w spokoju ciepłej nocy. Zza okna spoglądał na mnie księżyc, o okrągłej twarzy dziecka. Wszystko wydawało sie takie błogie, leniwe, zatopione w przenikliwej ciszy. Sama poczułam sie senna, chciałam oddać się tej magicznej atmosferze, pragnęłam zamknąć oczy i nie widzieć już nic ani nie słyszeć. -Czemu więc nie położysz się do łóżka?- zapytałam sama siebie znudzonym głosem. -Muszę iść do biblioteki, mam się spotkać z Perseuszem- odpowiedziałam sobie, przecierając oczy. -Po co? Chcesz się narazić na nieprzyjemności? -Nie, ale on ma mi pomóc. -Ach...- westchnęłam- a co jeśli to był żart? Jesteś zbyt ufna. -Taka moja natura, jestem przecież Aniołem... -Tak, ale jesteś też człowiekiem. Nie zapominaj się, -Ciężko mi w tym wszystkim dopatrzeć sie jakieś harmonii. Gubię się w tym kim jestem i kim mam być. Każdy oczekuje czegoś innego. Jestem Elfem, Aniołem i Człowiekiem, ale kim w największym stopniu. -Też tego nie wiem. Wymagają od nas, abyśmy były Elfem, potem Człowiekiem, a przecież stanowimy mieszaninę wybuchową tych ras. Chyba nikt nie akceptuje tego, naszej wyjątkowości, dlatego starają się wyplenić to, co uważają za złe. -Więc czy nie powinnam iść tam? -Powinnaś. Idź. Chociaż korytarza nie rozpromieniało żadne światło, bez najmniejszego problemu dotarłam do wielkiej biblioteki. To jedyne miejsce, do którego drogę udało mi się zapamiętać, mimo że wydaje się bardziej kręta od tej wiodącej do mojej komnaty. Prowadzi do niej ciąg krzyżujących się korytarzy, w jakich można się zagubić, a jednak bez problemu odnajduje właściwą drogę. Coś mnie do niej prowadzi, czuję prąd pchający mnie we właściwym kierunku. Droga wydawała się mroczniejsza niż zwykle. Ze złotych ram spoglądały na mnie obce, poważne twarze o jasnym, hipnotyzującym spojrzeniu. Ich postacie oblewała czerń, tylko jasne, perłowe twarze wydawały się przez nie przebijać. Wyglądali jak zmarli, wychodzący z ziemi, by stawić sie na Sąd Ostateczny. W ich oczach zamknięto żywioły tego świata, a w wysokich czołach zamknięto wiedzę o Negay i każdym stworzeniu, jakie tutaj żyje. Wydawało mi się, że oni oceniają mnie. Każdy wysoki król o ciemnych włosach i blade, delikatne królowe spoglądali na mnie uważnie, wodząc wzrokiem za każdym ruchem. Ich srogie, kamienne miny nie wydawały się być zadowolone z widoku następczyni tronu, malej, zagubionej. A z czasem ta niechęć wydawała mi się zmieniać w gniew. Przyśpieszyłam kroku, czując na karku chłodny wiatr wyjący w holu. Wył, ocierając się o kamienne ściany, podłoga skrzypiała cicho, a gdzieś w oddali przesuwały się cienie jakiś postaci. Nade mną kołysał się wielki żyrandol, zataczając koło niewiele ponad moją głową. Świece dawno zgasły. Nagie, spalone knoty obalały się na boki, a z niektórych dalej wydostawał sie duszący dym. Powietrze wydawało się zagęszczać. Zadrżałam. Z zimna i strachu. Nie była pewna żadnego kroku. Co chwila widziałam przed oczami zarys czyjeś strasznej, czarnej postaci, a zza mnie dochodziło cichutkie, ledwo dosłyszalne, niskie zawodzenie. Serce waliło mi jak kowadło. W całym ciele rozchodziło się echo każdego uderzenia. Na czole pojawiły się zimne krople potu, a ręce wydawały się tchnąć własnym życiem. Wszystko we mnie krzyczało, abym się cofnęła, wróciła do bezpiecznej komnaty. Nogi rwały się do tego, co chwilę zatrzymując mnie. Ciało zakręcało w stronę drogi powrotnej, ale pozostałam nieugięta. Odetchnęłam głęboko, próbując uspokoić trzepoczące w klatce piersiowej motyle. Powtarzałam w myśli, że to moja wyobraźnia płata mi figla, ale z każdą kolejną chwilą coraz mniej w to wierzyłam. Zawodzenie wydawało sie bliższe, a czyjś zimny oddech na moim karku coraz wyraźniejszy, paraliżujący. Czułam się jak mysz zamknięta w labiryncie. Mijałam setki zakrętów, ale w dalszym ciągu tkwiłam w pułapce. W dodatku podążały za mną cienie. Za każdym razem, gdy spoglądałam na ścianę, wydawały się jeszcze większe, wyraźniejsze, o ostrych, długich palcach i chudych, patykowatych nogach. Nie śmiałam spojrzeć za siebie. Pędziłam jak najszybciej się dało, by zakończyć ten zbyt długi marsz. -Nasza wysokość chyba się zdenerwowała- zaszydził Perseusz, przecinając mi drogę. -Nie... nie boję się- odburknęłam, drżącym głosem. -Pospiesz sie, już późno. Mamy niewiele czasu, a sporo do powiedzenia. Wznosiliśmy drogę przez ciemny korytarz, który jakimś dziwnym sposobem, rozjaśnił się, gdy u mojego
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil atamon
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…