Wróć do katalogu

Kronika światów. Powrót do ojca. Rozdzial 19

Kilka prawd o przyjaźni, miłości, walce i wierności...

atamon, opublikowano , 16 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Nie umiałam jednoznacznie odpowiedzieć na to, co czułam. Nie wiedziałam, czy ten chwilowy stan mogę nazwać jakimkolwiek uczuciem. Ono było mi obce. Nie wiedziałam, co to znaczy zakochać się w kimś, w mężczyźnie. Miłość kojarzyła mi się z czymś przyjemniejszym, z miłością rodziców do dziecka i odwrotnie, a ta druga... ta piękniejsza, która inspirowała tysiące pisarzy... Nigdy wcześniej jej nie poznałam. Chociaż dawno skończyłam szesnaście lat, to jeszcze nigdy nikt nie zagościł w moim sercu, nie widziałam w chłopcach ze szkoły kogoś, z kim mogłabym dzielić całe życie. Oni jedynie byli, nie wzbudzali we mnie żadnych emocji. Te całe nastoletnie zauroczenia nie miały dla mnie sensu. Kochałam tylko mamę, kochałam naturę i ludzi, jako istoty żyjące, jako cud boski. Aż dziś... poznałam inny smak miłości. Miłość niosącą ze sobą także i cierpienie. Nie chciałam jej. Wolałam nie kochać, by nie cierpieć. Widok Perseusza i Łuny ranił moje serce, włócznia ich szczęścia przepoławiała je na pół. Czułam, jak coś we mnie pęka, jak najpierw ściska się z olbrzymiego bólu, a potem dziwnie cichnie. To było straszne. Nie poznawałam w tym wszystkim siebie. Dźwięczny śmiech zakochanych dla mnie brzmiał jak żałobne dzwony. Świat kolejno tracił swe barwy, aż w końcu stał się szarym pustkowiem, wypalonym przez pożar miłości. Chciałam nic nie czuć. Chciałam cofnąć czas, by nigdy nie poznać Perseusza, by nie zakochać się w nim, jednak... nie umiałam. Wszystko dalej gnało przed siebie, zamiast cofnąć się do tych chwil, kiedy całe moje życie uległo zmianie. Nie potrafiłam się uśmiechnąć, nie potrafiłam wymazać z pamięci obrazu ich szczęścia, a jednocześnie i mej powolnej śmierci. W lustrze widziałam jedynie napuchniętą, czerwoną twarz z załzawionymi oczami i rozczochranymi włosami, po dawnej mnie nie zostało nic, za wyjątkiem elfickich uszu. Zapłakałam cicho i rzuciłam się na łóżko, by tam odseparować się od wszystkiego, by pogrążyć się w błogim, wiecznym śnie, marząc, ze chwile szczęścia powrócą. Biłam się z myślami, że pozwoliłam sobie na aż tak wiele. Mnie nie wolno było czuć tego... Pociągu do przeciwnej płci. To grzech niegodny Anioła. A jednak pokochałam... Poczułam to, co niegdyś mama i Ithiel, to co setki innych ludzi. Im los też spłatał figla, postawił na drodze kogoś, z kim po jakiś czasie zaczęli iść przez życie, bez względu na to, czy jest ono proste czy też może zawiłe. Nie wiedziałam nawet jak zdobył moje serce. Jak moja nienawiść i litość wobec niego mogła przerodzić się w coś tak silnego? To stało się tak nagle, niespodziewanie. Spadło jak grom z jasnego nieba. Nie byłam na to gotowa. Dostawałam znaki, ale... chyba nie chciałam ich widzieć. Wolałam udawać, że nic się nie dzieje, cieszyłam się, że go widzę, ze Perseusz spędza ze mną czas, że patrzy na mnie w inny sposób niż reszta, że mnie rozumie. Imponował mi, swoją wiedzą, odwagą, tym, że wierzył, że wrócą jeszcze dni, do których tęsknił. Podobała mi się jego szczera miłość do Negay, to że się jej nie wstydzi, ze głośno wyraża swoje zdanie. Inni tego nie robili, tylko on. On jeden. Wyróżniał się z tłumu, na jego postać padało jasne światło, kiedy reszta kryła się w cieniu. Jak co noc powróciłam do mojego więzienia. Znów otaczał mnie mrok, strach i przeszywający wzrok Devila. Nadchodziła kolejna walka, w której jak co noc, nie zamierzałam robić zupełnie nic. Kiedy stanął naprzeciw mnie, poczułam się dziwnie mała, wyprana z siły, z odwagi. Lękałam się własnego cienia. On tak na mnie działał. Wydawało mi się, ze już nigdy nie zasmakuje szczęścia. Jego spojrzenie stanowiło dla mnie legendarną puszkę Pandory, która nagle otworzyła się, a wszystkie zamknięte tam nieszczęścia spłynęły na mnie. Miałam tego dosyć. Szala goryczy dawno zdążyła się przelać. Chociaż drżałam na samą myśl, o kolejnej rozmowie z nim, nagle przełamałam się. Przed oczami miałam obrazy cudownych lat, kiedy Devil jeszcze nie zaistniał, kiedy nie był moim conocny gościem, zapowiedzią smutku. Chciałam jak wtedy, zamknąć oczy bez obawy, ze po raz kolejny wyląduje w piekle. -Znowu drżysz- zarechotał Devil. -Być może, ale wiem że lada moment koszmar się skończy. -Nie skończy się dopóki nie wygrasz, a ja nie zamierzam się poddawać. -Ja także- odwzajemniłam stanowczo. -Ty? Ty dawno się poddałaś. Porzuciłaś walkę i w pierwszym momencie głośno wyznałaś, że nie chcesz jej. -Chcę... Będę walczyć. -Ciągle o tym mówisz, ale zupełnie nic nie robisz. -Robię. -Uciekasz od odpowiedzialności- wytknął mi. Zamilkłam. Nie było sensu nic mówić, bo dotarło do mnie, że on ma racje. Poddałam się. -Jesteś taka słaba. Dbasz tylko o swoje dobro. -Nie... nie dbam. -Co więc dla nich zrobiłaś? -Nic...- odparłam cicho.- Ale zrobię. Stanę do walki. Wygram, ale tylko dzięki tobie- uśmiechnęłam się, podczas gdy Devil cofnął się o krok zmieszany. Moja odwaga stopniowo wracała, czułam jak przez moje ciało szybciej przepływa krew, jak ona pali mnie od środka. Nie musiałam już opuszczać głowy i z pokorą odpowiadać na wszystko, o cokolwiek zapytał Devil. Umiałam się mu przeciwstawić, z podniesioną głową.- Udowodniłeś mi, że jestem tchórzem, ale ja pójdę o krok dalej, zaakceptuje to i postaram się zmienić. -Zobaczymy...- warknął i znikł w otoczeniu jasnych płomieni. Stałam sama pośrodku próżno. Zostałam tylko ja i wszechpanująca ciemność. Odetchnęłam głęboko, po raz pierwszy od dawna z czystym sercem. Nie bałam się już. Chociaż Devil od dawna próbował mnie pogrążyć, zniszczyć moją pewność siebie, to jednak powiedział coś, co pomogło mi tego uniknąć. Zrozumiałam, że nie mogę uciekać, że nie mogę zachować się jak tchórz i egoistka. Musiałam zostać i zawalczyć o to, co mi się należy. Obudziłam się. W moim sercu dalej płonął ogień walki. Czułam jak ciepło rozchodzi się całym układem krwionośnym, jak moje komórki, natchnięte dodatkową energią, rwą się do spełniania wielokrotnie złożonej obietnicy. Chciałam choćby i teraz wyjść na balkon i krzykną c wszystkim, a zwłaszcza Czarnej Gwieździe, skrzącej gdzieś wysoko nad nami, że nie zawiodę nikogo i udowodnię, że będę świetną królową, godną darów i opatrzności Bogini Negay. -Czemu uciekłaś?- dobiegł mnie zupełnie niespodziewany w tej chwili głos. Rozejrzałam się zlęknięta po pokoju. Na brzegu okna siedział Perseusz, z jedną nogą luźno zwisającą nad przepaścią. Patrzył na mnie dziwnie zaniepokojony, ze smutkiem wymalowanym na bladej twarzy. -Nie czułam się tam... potrzebna- odburknęłam chłodno, jakby obwiniając jego za to co się stało. Perseusz wykrzywił się i zeskoczył z okna. W jego spojrzeniu czaiło sie zaskoczenie, czy raczej szok, a może nawet i obraza, jakby wypowiedziała pod jego adresem obelgę. -Nie rozumiem... Czemu się tak czułaś? -Wydawało mi się, że dla was cały świat się nie liczy, a co najwyżej wam przeszkadza. Nie chciałam przeszkadzać, więc... -Więc wróciłaś do domu? Rzeczywiście... chyba nie najlepiej się zachowałem, tym bardziej, ze to ja ciebie zaprosiłem. Ale... Łuna... Ona zwykle bardzo przeżywa nasze rozstania, jesteśmy przyjaciółmi i mnie też ciężko powiedzieć jej, że opuszczam ją na spory wycinek czasu. Chciałem poświęcić jej jak najwięcej uwagi w tych ostatnich dniach. Jutro wieczorem spotykamy się po raz ostatni, a potem muszę odejść. -Może to śmieszne, ale ja też zatęsknię- próbowałam, aby ton mojego głosu wydawał się ironiczny, jednak w głębi ogromnie bolało mnie to, ze nie spotkamy się już. -Jeśli to prawda... to dotrzymasz danego mi słowa. Postarasz się. -Postaram. Nie wiem czemu, ale dzięki tobie zrozumiałam, że powinnam to zrobić, że to będzie dobre.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych