Wróć do katalogu

Kronika światów: Powrót do ojca. rozdział 4

Opis domu

atamon, opublikowano , 12 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Oślepiająco jasne światło… to pierwsze co pamiętam z mojego powrotu „do żywych”. Gdy znów byłam zdolna funkcjonować i myśleć, rozejrzałam się po obcym terenie, na którym znalazłam się sama nie wiedząc jak i kiedy. Promienie słoneczne padały mi na twarz, jednak nie parzyły, dawały jedynie przyjemne ciepło. Nade mną szumiały olbrzymie drzewa, znacznie wyższe od tych, które widziałam w Anglii, dziwnie świeże, żywe. Ich pnie miały z trzy metry średnicy, rozłorzyste, palczaste gałęzie, okryte gładką, brązową korą dotykały nieba, a niektóre wręcz znikały wysoko w chmurach, przysłonięte białymi, pierzastymi obłokami. Część chwytała się za ręce, tworząc leśne rodziny. Ich soczyste, zielone liście kołysały się, prowokowane tchnieniem ciepłego wiatru. Między nimi przemykały wiewiórki, rude kity uderzały o martwą, chłodną skórę gigantycznych dębów i klonów. Zrzucały żołędzie na ziemie, niczym bomby. W dodatku wrzystko tam jakby naprawdę żyło. Miałam wrażenie, że ten organizm oddycha, jak rośnie w górę, pnie się w stronę słońca. Pochylał się na różne strony i nawet śmiał się cicho. Z jego wnętrza dochodziły trzaski, pukania, szelesty. Leżąc cieniu starego lasu, czułam się mniejsza niż kiedykolwiek. Drobna, bezbronna, niedostrzegalna jak mała mrówka. Wzrokiem nie mogłam objąć jego granicy. Czułam też coś jeszcze- szacunek do olbrzymiego boru. Pachniał mądrością, doświadczeniem. Był mądrzejszy ode mnie, od każdego, nawet najstarszego Elfa. Jest tutaj od początku, widział każdy element życia w Negay. Zapamiętał dobre i złe dni, które minęły i czeka na te, które dopiero nadejdą. Pod moim ciałem rósł miękki mech o intensywnym zapachu- dywan całej krainy. Jego potężne kępki tworzyły się pod brzozami. Oplatały niższe sfery pni, tworzyły z głazami wygodne fotele. Dalej, po mojej prawej stronie, rozciągała się zielona dolina przeplatana chmarą różnobarwnych kwiatów. Było ich znacznie więcej niż w ogródku mojej mamy, a ilość barw wręcz zdumiewała. Nie sądziłam nawet, ze w płatakach skromnych kwiatów można zamknąć tęcze. W gąszczu rozłożystych krzewów, których gałązki przeplatały się i malutkich choinek, ozdobionych drobnymi, brązowymi szyszkami i czerwonymi kuleczkami, ginęła reszta świata, do którego trafiłam. Za tym zielonym murem dostrzegałam tylko fragmenty olbrzymich jeżyn, wielkie liście paproci i kolejne majestatyczne drzewa w każdym z możliwych gatunków. Nade mną wolno płynęły pierzaste, białe chmury. Powietrze wydawało się pachnieć miętą i stokrotkami. Delikatny wiatr poruszał moimi włosami i z każdym kolejnym tchnieniem napełniał mnie jakimś obcym, ale i niezwykłym uczuciem, którego nie mogłam zdefiniować. Byłam w domu. Czułam to, serce mi o tym powiedziało. Otaczała mnie zieleń lasu, błękit nieba i brąz pni drzew, a w koło, razem z wiatrem wirował nieogarnięty spokój i harmonia. Gdzieś w tle brzęczała bystra woda, której wspomnienie zachowało się w mojej głowie, a także śpiewały ptaki. Liście tańczyły to tej cudownej melodii, a wielka, złota tarcza słońca wydawała się uśmiechać do mnie, jakby chciała powiedzieć „witaj w domu”. -Witaj w domu! Długo kazałaś na siebie czekać- przywitał mnie męski głos, który zmusił moje serce do szybszego bicia. Odwróciłam się powoli, lekko wystraszona, ale i ciekawa. Nade mną stał wysoki, szczupły mężczyzna o szerokich ramionach i wąskich biodrach. Był wyższy niż typowi ludzie, z którymi mam na co dzień do czynienia. Długie i z pewnością zgrabne nogi zasłaniała piękna, srebrna szata, mieniąca się w słońcu, idealnie kontrastująca z zielenią lasu. Jego twarz jako pierwsza rzucała się w oczy. Tylko Bóg mógł wyglądać tak jak on. Jakby stworzono go na boskie podobieństwo. Zachowywała perfekcyjne proporcje, nie było w niej niczego, co odchodziłoby choćby w najmniejszym stopniu od ideału. Nieduży, wąski, prosty nos, lekki zadarty u szczytu ku górze dodawał mu zadziornego wyglądu. Jasne, szaro-niebieskie oczy w kształcie migdałów spoglądały na mnie z ciekawością. Wydawały mi się perłami wyłowionymi z dnia morza. Piękna, a jednocześnie tajemnicze. Ciemne, o malinowym odcieniu wąskie, usta układały się w niepewnym uśmiechu. Przypominały mi kształtrem łódkę, w kącikach uniesione ku górze. Wysokie czoło nadawało mu powagi Elfa, a przy tym musiało strzec wielkiej wiedzy. Był równie blady jak ja, jego skóra lśniła bialą, mleczną bielą, a cera wydawała się być prawdziwym okazem zdrowia. Delikatna i gładka niczym drogocenny diament, a przy tym z pewnością twarda jak marmur. Doskonałe, wypukłe, trójkątne kości policzkowe okalały długie, lśniące włosy, związane tuż nad typowymi uszami Elfa, przyspażału mu majestatu. Jego postać lśniła, wydobywał się z niego blask mogący konkurować z gwiazdami. Chociaż wyglądał miło, czuwałam wobec niego pewien respekt i szacunek. Bez wątpienia należał do królewskiego rodu. Unosił się nad ziemią, przewyższał w swej kategori wszystkich. Pewnie nawet posągi greckich bogów ukorzyłyby się przed nim. Nie ustępował im w niczym. Jego szata napinała się na ramionach, uwydatniając atletyczną budowę. Ręce jego wyglądały na silne, ale delikatne, wzdłuż których rozciągały się lekko fioletowe żyłki. Ani jedna szlachetna zmarszczka nie szpeciła jego cudownej twarzy. Miał przy sobie jeszcze duży łuk, który wystawał zza pleców, a w pasie nosił sztylet ozdobiony szmaragdowymi kamieniami. Jego ostrze lśniło, odbijane promienie raziły oczy, jednak nie odpychały od podziwiania pięknej postaci. W brązowym kołczanie, przyozdobionym złotymi liśćmi klonu tkwiło kilka strzał. -Spieszyłam się- odparłam zawstydzona.- To gwiazda zamigotała zbyt późno. -Nawet nie wiesz jak się cieszę z twojego powrotu- szepnął i przytulił mnie mocno.- Te cztery lata to dla ojca prawdziwa męka, a jednak stoisz tu, obok mnie. -Ja także tęskniłam, za twoim głosem, za twoją osoba i za każdym wspólnie spędzonym dniem, chociaż nie zachowały się one w mojej pamięci. -Nie ma w…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych