Wróć do katalogu

Kronika światów. Rozdział 23

Kolejne zmagania głównej bohaterki z ciężarem jaki niesie ze sobą korona.

atamon, opublikowano , 12 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zaczynał się pierwszy tydzień drugiego miesiąca. Z niepokojem spoglądałam w przyszłość. Mój czas skracał się każdego dnia, z każdą chwilą znajdowałam się coraz bliżej mety, do której nie chciałam dobiec. Wolałam wiecznie biec przed siebie. Niestety, nie zatrzymałam się w miejscu, gnałam do przodu. W wcale niedalekiej przyszłości miałam pożegnać to życie i wrócić do starego, opartego na niedomówieniach i kłamstwach. Najbardziej bałam się utraty wspomnień z czterech ostatnich miesięcy, cudownych miesięcy. Miałam zapomnieć o każdej magicznej chwili, o słowach usłyszanych i wypowiedzianych, o twarzach bliskich. Nie chciałam wracać. Wolałam zostać tutaj, wolna, beztroska, otoczona czystym dobrem. Jednak... nie... nie mogłam zostawić Bonnie na Ziemi. Pragnęłam, abyśmy żyły tutaj we dwie, razem z ojcem, jak prawdziwa, szczęśliwa rodzina. Myślałam o smutku ojca, gdy wspominaliśmy mamę, o samotności Bonnie i o mnie, balansującej między dwójką rodziców. Niestety było to niemożliwe. Nie mogłam mieć jednocześnie i matki i ojca. Musiałam dokonać wyboru, z których składa się nasze życie, między Bonnie i Ithielem.

-Tato!- zawołałam, dostrzegając Ithiela na balkonie, na naszym balkonie. Spotykaliśmy się tutaj podczas każdego zachodu słońca, by w spokoju porozmawiać i oddać się zagadkowej magii tego zjawiska. Wszystko cichło, niebo nabierało pomarańczowo- czerwonego koloru, a słońce barwił fiolet. -Czemu nie jesteś na lekcjach? Mori z pewnością potraktuje to jako zniewagę- skarcił mnie, jednak jego ton brzmiał bardzo pobłażliwie. -Wybierałam się właśnie, ale zobaczyłam ciebie i,,, Chcę porozmawiać- westchnęłam. -Wiesz, że zawsze chętnie cię wysłucham, jednak... zostawmy to na później. Musisz pamiętać o obowiązkach...- spojrzał na mnie przepraszająco. -Rozumiem- odparłam.- Do zobaczenia...- rzuciłam szybko i uciekłam na dziedziniec.

-No nareszcie!- krzyknęła Mori, gdy podbiegłam do niej zdyszana. -Przepraszam... musiałam powiedzieć coś ojcu. -Ile razy mam ci powtarzać, że królowa nie przeprasza poddanych. Królowa ma być dumna. -Oczywiście. -Wrócimy dziś do pieśni... Ostatnim razem wcale nieźle zaśpiewałaś. Czułam wszystko to, co chciałaś przekazać, widziałam obrazy, zachwyciły mnie. Wiesz już, co znaczy elficka pieśń. Pragnę, abyś jeszcze raz uwiodła moje serce. Ostatni raz przed wielkim sprawdzianem. -Na-turalnie- zająknęłam się, myśląc o publicznym wystąpieniu przed ojcem, dziadkiem, Mori i moją siostrą. -Zaczynaj...- nakazała moja piastunka i odsunęła się na krok. Zamknęłam oczy, by przywołać piękne obrazy, jakie zachwyciły moje oczy podczas pobytu w Negay. Chciałam je odtworzyć, śpiewając o nich liryczne pieśni. Wstrzymałam na moment oddech i wsłuchałam się w powolne, rytmiczne bicie serca. Wystukiwało melodię, do której miałam zaśpiewać. Zastępowało mi instrumenty. Otwarty umysł, przypomniałam sobie słowa mamy, wypowiedziane ileż to czasu temu. Otworzyłam oczy. Z ust zaczęły wypływać kolejne słowa, układające się w pieśń. Współgrały z muzyką serca. Czułam jaką mają moc, jak wpadają do uszu Mori, jak porywają ze sobą wiatr, jak liście tańczą do mego hymnu. Wszystko, owiane nutą miłości unosiło się do nieba, do Gwiazdy, spoglądającej na mnie. wydawało mi się, że na niebie rysuje się jej twarz, ze uśmiecha się do mnie. Czułam jej dłoń na moim ramieniu, dodającą mi otuchy i siły. Widziałam obrazy... Przesuwały się przed moimi oczami jak w kalejdoskopie. Pojawiały się znienacka. Najpierw czarny bocian brodzący w płytkiej, czystej wodzie. Potem wodospad, uderzający z wielką siłą o skały, porośnięte glonami. Las, nad którym, rozciągała się barwna tęcza. Sarnę biegnącą po łące. Wszystko jak żywe, jakby istniało naprawdę, jakbym widziała je tutaj, przed sobą. Serce ucichło, tak samo jak moja pieśń. Zniknął bocian, zniknął wodospad, tęcza i sarna. Stałam na wielkim wzgórzu, naprzeciw zadumanej piastunki, za mną wznosił się dumny, potężny, biały pałac. Znowu widziałam znane mi doskonale krajobrazy, rozciągające się połaciami u podnóża góry. Milczałam. Mori też milczała. Spoglądała jedynie na mnie lekko przerażona. Przygryzała nerwowo dolną wargę i zaciskała ręce w uścisku. Bałam się, że zaraz znowu mnie skarci, że cofnęłam się, zamiast iść do przodu. Może moja pewność siebie była bezpodstawna, chociaż w ostatnim czasie, naprawdę wykonałam kilka kroków w przód. Nawet Mori uśmiechała się blado, kiedy wreszcie zrobiłam coś dobrze albo raczej, kiedy moje błędy nie były aż tak rażące, ze nawet ona nie zwróciła na nie uwagi. -Dobrze- szepnęła Mori.- Dobrze- pokiwała głową i odeszła na kilka kroków. -Proszę, powiedz, co zrobiłam nie tak. -Nic. Wszystko... wszystko... Piękne- wyszlochała w końcu.- Chciałam, aby właśnie tak śpiewały królowe, aby poruszały serca, aby... napełniały nadzieją i ciepłem. Udało ci się to. Udało. Po wielu ciężkich próbach wreszcie przezwyciężyłaś wszystko- otarłam wierzchem dłoni łzy i uściskała mnie.- Zaśpiewaj tak, podczas koronacji, a nikt nie będzie miał wątpliwości. -Dziękuję- wyszeptałam, czując, że gardło ściska mi fala płaczu. -Nie chcę, cię dłużej męczyć. Idź odpocząć. Jutro... jutro wyjaśnię ci prawa, jakimi rządzona jest nasza kraina. Wszystkie one wynikają z przyrody... To ona nami włada. Musisz zrozumieć wiele rzeczy, by być dobrą królową. Śpiew, chód, taniec, to nie wszystko. To nie zapewni ci miłości ludu ani poparcia bogini. Musisz być dobra i sprawiedliwa- pocałowała moją dłoń i spokojnym ruchem pełnym gracji udała się w stronę bramy.

Nie przepadałam za "królewskim podwieczorkiem". Babcia ostatnio coraz częściej wołała do siebie mnie i moją siostrę - Serabel. Chcąc nie chcąc, musiałam być na nich obecna, bo i matka mego ojca pragnęła nauczyć nas czegoś. Do tej pory nie wiele mówiła o tym, jak to jest władać państwem, nie mówiła o świętach, o pieśniach, o obowiązkach. Wytykała mi jedynie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych