Kroniki
Kroniki postaci Draxus z Leixariusa, projekt kronik prowadzony z kilkoma innymi osobami. (jak bedzie cos więcej dopisane, to prześlę)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Draxus
- Wstawaj - usłyszałem przez sen. - Jesteśmy na miejscu. Drzwi zamknęły się i w pokoju ponownie zapanował mrok. Ruszyłem się ociężale i powoli wstałem. A więc to tu pomyślałem. Hexperius, bagienna planeta w sektorze dwudziestym czwartym, daleko od wszelkich szlaków handlowych, co też odbijało się na zaopatrzeniu mieszkańców. Po spakowaniu swoich rzeczy byłem gotów do wyjścia. Otworzyłem drzwi i wkroczyłem do korytarza pokrytego starą, łuszczącą się już, czerwoną farbą. Pomknąłem nim jak najszybciej, więc na pokładzie fregaty zaopatrzeniowej znalazłem się dość szybko. Stanąłem przed trapem, po którym miałem zejść na lądowisko, aby zakryć przedramię, a dokładniej tatuaż na nim. Przedstawiał on tarczę z płomieniami, na której była głowa wilka ze skrzydłami i ogonem demona oraz okiem smoka pod nią. Nad tarczą rozwinięty zwój z moim imieniem, a pod nią cyfry. Dzień i miesiąc urodzin. Owinąłem przedramię, szczelnie zakrywając tatuaż i zszedłem na płytę startową. Hexperius miejsce, w którym przyszedłem na świat i miejsce gdzie mieszkałem z mym ojcem Gellinem. Nie zwlekając udałem się do domu mojego ojca, w którym mieszkaliśmy razem, aż zostałem najemnikiem i odszedłem. Będąc pod drzwiami rozejrzałem się troszkę. Stara ceglana chatka, zbudowana wokół masywnego drzewa przy skraju lasu. Pchnąłem drzwi, wszedłem do środka i rzuciłem okiem na wnętrze. Nic się nie zmieniło odkąd ostatnio tu byłem. - A ty tu, czego? - Usłyszałem za plecami. - Wynos się stąd, albo wezwę strażników. - Nie ma potrzeby - odparłem i odwróciłem się. Przede mną stał starszy mężczyzna z brodą do pasa i łysą głową. Poznałem go od razu. - Witaj Sevrugonie - przywitałem go. - Miło cię znów widzieć. Starzec spojrzał na mnie, przyjrzał się uważnie mrużąc oczy i odezwał się po kilkunastu sekundach, uśmiechając się i ożywiając nieco. - Draxus - powiedział. - Drogi chłopcze, nawet nie wiesz jak się cieszę, że cię widzę. Co ty tu robisz? - Też się cieszę. Odesłali wszystkich po nieudanej misji, wiec postanowiłem wrócić do domu. - Rozumiem, ale niepotrzebnie wracałeś - powiedział przechodząc obok mnie i siadając w środku. - Wiele rzeczy się zmieniło odkąd odszedłeś. - A mianowicie, co się zmieniło i gdzie jest mój ojciec? Sevrugon milczał chwilę zastanawiając się, po czym spojrzał mi w oczy. - Twój ojciec, a mój przyjaciel - zaczął. - Nie żyje. Zginął siedem lat temu. - Jak to? - Zapytałem zdziwiony. - Na Hexperiusa przylecieli dziwni obcy i zaatakowali nas. Wielu zginęło, w tym twój ojciec. Dzielnie walczyli, ale wrogów było zbyt wielu, a pomoc przyszła za późno. Starzec spuścił głowę i zamilkł, a ja zerwałem się, aby opuścić to miejsce. Było pełne wspomnień, o których musiałem zapomnieć raz na zawsze.
***
W tawernie, do której się udałem było gwarno i tłoczno. Kłębiło się w niej wiele różnych osób. Podszedłem do lady i zawołałem: - Daj coś mocnego. - Najpierw zapłata - odparł barman. Położyłem na blacie dziesięć naboi, standardową walutę najemników. - Najemnik? - Zapytał i spojrzał na mnie. - Nie przyjmuje waszej waluty, tylko złoto, a jak nie masz to… - przerwał i przyjrzał się dokładniej. - Zaraz, czy ty nie jesteś synem Gellina? - Tak - odpowiedziałem kiwając głową. - To ja. - Ech… niech będzie. Przyjmę taką zapłatę ze względu na zasługi twego ojca, ale tylko tym razem. Postawił przede mną sporą butelkę, po czym odszedł do pozostałych klientów. Podsunąłem sobie krzesło, usiadłem, napiłem się i zacząłem myśleć, co dalej. Nie miałem zbyt wiele opcji. Ojciec nie żył, moi bracia wyruszyli do swoich domów, a ja nie miałem nic. - Słyszałem, że jesteś najemnikiem. To prawda? - Usłyszałem za sobą, wiec się odwróciłem. Słowa wymówił barczysty mężczyzna, ubrany w bogate szaty, w średnim wieku i w otoczeniu kilku osób, najprawdopodobniej ochroniarzy. Od razu rozpoznałem w nim Tracharianina. - Już nie - odparłem. - Od ostatniej nieudanej misji. - Rozumiem. Jestem Raberr - powiedział. - A ciebie, jak zwą i dla kogo pracowałeś najemniku? Nie mając zamiaru tłumaczyć, odsłoniłem przedramię i pokazałem mu tatuaż. Wyraz jego twarzy mówił sam za siebie. Zrobiłem na nim wrażenie, więc powinno być dobrze. - Draxus, jeden z braci najemników niemających pana, służących tylko za odpowiednia zapłatą. - Słowa te jakby kierował do siebie. - Wiele o was słyszałem i wiedz Draxusie, że dobrze zapłacę ci za usługi. - Wszystko zależy od tego - powiedziałem po chwili milczenia - ile jesteś w stanie zapłacić. Sięgnął do pasa i na ladzie, obok butelki wylądował z brzękiem mieszek. Był on pełen. - Na początek sto sztuk złota, a później renegocjujemy umowę na planecie Retial, na której będę potrzebował cię. Popatrzyłem na mieszek, zastanowiłem się i w końcu sięgnąłem po niego. - Zgoda - odparłem zabierając zaliczkę. Uścisnęliśmy sobie dłonie, po czym wyszliśmy. Z tawerny poszliśmy do portu, gdzie czekał na nas transporter orbitalny. Miał na sobie symbol, który był także na tatuażach najemnych ochroniarzy Raberra. Było to kryształowe drzewo otoczone kręgiem z mieczy i owinięty wokół pnia wąż ze złotymi oczami. Nim odlecieliśmy załoga uzupełniała zapasy na pokładzie, ponieważ podróż na Retial trwa miesiąc, a lecieliśmy jeszcze na stacje, która miała nas zabrać na miejsce. Załadunek zakończył się półtorej godziny później, więc wystartowaliśmy. Lot trwał kilkanaście godzin, ponieważ stacja znajdowała się za księżycem Hexperiusa. Hangar, do którego wlecieliśmy był bardzo dobrze oświetlony i obszerny, ale niemiałem czasu na dokładne zwiedzenie stacji, bo po opuszczeniu transportera jeden z najemników Raberra zaprowadził mnie do kwatery i zostawił. Pokój był niewielki, a znajdowały się w nim łóżko przykryte szarą pościelą, umywalka z lustrem, kibel oraz szafka na ubrania. Bardzo proste wyposażenie. Rozebrałem się i od razu położyłem spać, aby odpocząć po tym niełatwym dniu. Zasnąłem naprawdę szybko.
***
Wokół panował mrok, który był tak gęsty, że nie w sposób było dostrzec czegokolwiek, a tym bardziej kogokolwiek. Mogłem polegać tylko na słuchu i węchu, co nie należy do najłatwiejszych. Błądziłem w ciemnościach kilka godzin, aż natknąłem się na coś metalowego. Dotknąłem tego i zorientowałem się, co to. Była to klamka. Złapałem ją, przekręciłem i otworzyłem drzwi, zza których uderzyło mnie oślepiająco jasne, białe światło. - Wejdź Draxusie - głos, który wypowiedział te słowa, był mocny, ale i spokojny. Usłuchałem go. Przekroczyłem próg drzwi wkraczając w nieprzeniknioną jasność. Parę sekund później otworzyłem oczy i rozejrzałem się wokół. Znalazłem się w obszernym pomieszczeniu, którego sklepienie znajdowało się tak wysoko, że nie mogłem go dojrzeć. Białe ściany, białe kolumny oraz posągi. Wszystko było białe i pulsowało energią. Przy jednej ze ścian stał czarny tron, a na nim siedziała postać w czarnym, postrzępionym płaszczu z kapturem na głowie zasłaniającym twarz. Podszedłem bliżej i stanąłem przed tronem. - Witaj Draxusie, w mym królestwie - tym razem głos był inny. Straszny. - Czego chcesz zjawo?- Zapytałem próbując dostrzec twarz rozmówcy. - Zjawo? Nie jestem zjawą! - Wstał i zrzucił z siebie płaszcz. Teraz stał przede mną demon w czarnym ćwiekowanym pancerzu. Rozwinął skrzydła i w mgnieniu oka cała sala spowiła się cieniem i płomieniami. - Jam jest Neraxis. Pradawny Demon Nicości. - Czego, więc chcesz Neraxisie Pradawny? - Dowiesz się niedługo. Powiem ci tyle, że zyskasz wielką moc, a potem pomożesz swemu bratu i być może i mnie. - Co? Jaką moc? Komu mam pomóc? - Dowiesz się , a teraz wynoś się. Uderzył we mnie kulą ognia i znów zapanował mrok.
***
Obudziłem się w pokoju na stacji, cały oblany potem. Wstałem, zapaliłem światło i podszedłem do lustra. Miałem rozszerzone źrenice, krew buzowała w mych żyłach, przez co były one widoczne bardzo oraz czułem ból w klatce piersiowej. Przemyłem twarz i ogolona głowę, na której już zaczęły…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Draxuss
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…