Kroniki cz.3 (Wieża Szeptów)
Patrz Kroniki cz.1
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Władza cesarska sięgała bardzo daleko. Większość znanych ludziom ziem znajdowała się pod panowaniem Circinussa. Jedynie daleko na północy istniało w pełni niezależne państwo krasnoludów, ale podbijanie go nie miało z ludzkiego punktu widzenia żadnego sensu, gdyż tamtejsze krainy nie należały do gościnnych. Na Morzu Cry była jeszcze niewielka wyspa zamieszkana prawie wyłącznie przez elfów i znajdująca się pod ich rządami. Wszystkie pozostałe tereny stanowiły prowincje Wiecznego Imperium Lynx, a przynajmniej tak sądzili ludzie. Posiadają oni jednak wyjątkowy dar i niezwykłą umiejętność popełniania błędów. Świat nie był tak mały, jak im się wydawało. Istniały jeszcze inne królestwa, nie podlegające cesarstwu, ale ludzie o nich nie wiedzieli, a elfy i krasnoludy nie miały zamiaru ich wtajemniczać.
Najciekawsze było to, że także na terenie imperium znajdowały się miejsca, gdzie biała róża – symbol Circinussa, zupełnie nic nie znaczyła. Jednym z nich była wzniesiona blisko dwa tysiące lat temu Wieża Szeptów. Nikt nie wiedział, kto zbudował tę monumentalną basztę nad wodami jeziora Tibogh. Nie wspominała o tym również żadna księga. Osobą, która mogłaby coś o tym powiedzieć był jedyny mieszkaniec tej budowli, elf o imieniu For Alion, ale on nie znajdował nigdy powodu, by dzielić się z innymi swą, gromadzoną przez lata, wiedzą. Zapewne tak by już pozostało, gdyby nie pewna wizyta, która miała miejsce pod koniec miesiąca Vargh w roku 945...
Tego dnia słońce nie pokazało się prawie wcale. Pogoda zdawała się przypominać o zbliżającej się coraz większymi krokami jesieni. Niebo było zasnute chmurami, ale nie spadła z niego ani jedna kropla deszczu. Panująca szarość sprawiała, że dzień nie należał do przyjemnych.
For Alion był elfem i każdy szczegół jego wyglądu to potwierdzał. Miał długie, proste blond włosy i spiczaste uszy, pociągłą twarz i skrywające wiele sekretów oczy o głębokiej fioletowej barwie. Jak wszystkie elfy, nie wyglądał na swoje lata. Człowiek mógłby powiedzieć, że jego wiek jest zbliżony do dwudziestu pięciu zim, a w rzeczywistości liczył ich prawie dwadzieścia razy więcej. Przez cały ten czas był pewnego rodzaju strażnikiem wiedzy ukrytej w Wieży Szeptów. Oczywiście potrafił rzucać zaklęcia. Arkana wiedzy magicznej nie miały przed nim żadnych sekretów. Stąd wzięło się jego imię. For, to typowe dla elfów miano, możliwie najkrótsze. Alion, to drugie imię, które wybiera sobie każdy czarodziej ze spisu niemal stu tysięcy imion, noszonych przez magów, żyjących w czasach Zamierzchłych Dni.
For Alion prawie całe dotychczasowe życie spędził w monumentalnej baszcie z białego marmuru, stojącej samotnie tuż przy brzegu jeziora Tibogh. Na studia i naukę czasu miał aż za dużo. Poznał każdy, nawet najmniejszy zakamarek wieży, a było ich niezwykle dużo. Potrafił opowiedzieć o zawartości większości ksiąg, znajdujących się w ogromnej bibliotece. Nie widział na oczy jedynie tomów zapełnionych proroctwami, które przed wiekami zostały ukryte w rozciągających się pod Wieżą Szeptów podziemnych korytarzach. Od czasu trzeciej Wojny we Mgle wszyscy czarodzieje zdawali sobie sprawę, jak niebezpieczne mogą się one stać.
Elf nie musiał robić prawie nic, ponieważ żadna istota nie przedostała się za czasów jego panowania do wnętrza budynku. System chroniących starą budowlę zaklęć był szczelny i, jak dotąd, niezawodny. W pewnym sensie magia otaczająca Wieżę Szeptów stanowiła ceglany mur, a For Alion sprawdzał tylko od czasu, do czasu, czy wszystkie cegiełki są na swoich miejscach. Zaskoczenie było więc ogromne, gdy pewnego dnia, późnym popołudniem mag natknął się w jednym z korytarzy na dwójkę ludzkich dzieci.
Ponieważ czarodziej nie potrafił wykrztusić z siebie ani słowa, rozmowę rozpoczęła, śmielsza trochę od swego towarzysza, dziewczynka:
- Dzień dobry, czarodzieju! – zawołała z entuzjazmem, najwyraźniej szczęśliwa ze spotkania – Tak długo cię szukaliśmy! Paskudne są te wszystkie przejścia, korytarze i komnaty, istny labirynt. Pewien mężczyzna w miasteczku Wirth powiedział nam, że tutaj możemy znaleźć wielkiego czarodzieja.
- Zaiste moje dziecko, zaiste – odparł, panując już nad nerwami, For Alion – Czy wolno mi zapytać, którędy weszliście do wieży?
- Och, przez taką wielką bramę. Pełno tam pięknych posągów – opowiadała dziewczynka uśmiechając się szeroko – To najpiękniejsze miejsce, jakie w życiu widziałam!
Dla maga to miejsce nie wyglądało nawet w połowie tak cudownie. Główna brama była pułapką. Każdy znajdujący się tam posąg zawierał w sobie jedno zaklęcie, chroniące odrzwia. Żaden człowiek nie miał prawa przedostać się tamtędy do wnętrza budynku. Nawet z pomocą największego czarodzieja w Imperium Lynx, a tym największym czarodziejem był właśnie For Alion...
- Czy ktoś wam towarzyszył? – zapytał elf, chcąc się upewnić, że nikt inny nie spaceruje sobie właśnie po jego królestwie – Jeśli przybyliście aż z Wirth, to droga musiała być męcząca... Gdzie są wasi rodzice? Podróżowali z wami?
- Nasz tata i nasza mamusia nie żyją – rzekła dziewczynka z bólem wymalowanym na twarzy i łzami w oczach – To dlatego poszukiwaliśmy ciebie, czarodzieju. Ja mam na imię Melissa, a to mój brat, Tarnesh. Przyszliśmy, ponieważ chcemy cię o coś zapytać.
Myśli For Aliona zaczynały gonić się nawzajem. Nie miał pojęcia, jaki mógł mieć związek z rodzicami tej dwójki dzieci, ale, o ile się orientował, żaden. Dziewczynka wiedziała jednak, jak należy zwracać się do maga. Robiła to na swój, dziecięcy sposób, ale przestrzegała głównej zasady: nie pytać o nic, bez pozwolenia. To okropnie drażniło wszystkich przedstawicieli magicznej profesji. Każdy miał przecież setki pytań dla maga. Dzieci nie zapytały nawet o imię rozmówcy.
- Ja jestem For Alion – powiedział powoli i spokojnie, zastanawiając się, jakie skutki może przynieść to, co za chwilę powie – zadaj swoje pytanie.
- Jak długo trzeba się uczyć, aby zostać mistrzem magii? – zapytała bez wahania Melissa.
- Chodzi chyba o to, jak długo ty musiałabyś się uczyć – rzekł mag, a widząc skinienie głowy, kontynuował – Nawet trzech żywotów ludzkich byłoby za mało. Moje studia w tej…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Timi
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…