Wróć do katalogu

Kroniki cz.4 (Nimfa/Xyr)

Patrz Koniki cz.1

Timi, opublikowano , 13 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Virgius natychmiast się obudził i otworzył oczy. Był przekonany, że przed chwilą usłyszał stłumiony krzyk, ale cały okręt wydawał się być pogrążony w ciszy. Do uszu mężczyzny ledwo docierał plusk wody, uderzającej o burty. Uznał, że się pomylił, albo przesłyszał. Mogło mu się to przecież przyśnić. Widząc po, stojącej na niewielkim stoliku klepsydrze, że do świtu pozostało jeszcze dużo czasu, postanowił ponownie zasnąć. Przekręcił się na drugi bok i opuścił powieki. Już prawie spał, gdy z drugiego kąta pomieszczenia dał się słyszeć cichy szloch. Virgius spojrzał w tamtym kierunku i dostrzegł skuloną sylwetkę, leżącej na łóżku Aries.

- Złe sny, czy nieprzyjemne wspomnienia? – zapytał lekko zachrypniętym głosem.

- A co ciebie może to obchodzić? – odparła dziewczyna lodowatym tonem, dając mu w ten sposób do zrozumienia, iż nie chce z nim rozmawiać.

Od trzech dni ich rozmowy wyglądały właśnie tak. Aries uważała, że mieszkaniec równin ją okłamał i ten fakt trochę ją denerwował. Właściwie przez większość czasu dygotała z furii. Miała do siebie żal, iż pozwoliła się oszukać. Virgius natomiast nie poczuwał się do winy.

- Powiesz mi, dlaczego nie możesz spać? – podjął kolejną próbę nawiązania dłuższej rozmowy – Ja naprawdę nie jestem ci wrogiem. Od momentu, kiedy wsiedliśmy na statek, prawie wcale się do mnie nie odzywasz.

Aries przekręciła się tak, jak zawsze w takich sytuacjach, w stronę ściany i nic nie odpowiedziała. Nawet Newton odwrócił się od mężczyzny, okazując tym samym brak zainteresowania. Kiedy Virgius pomyślał, że dziewczyna już się nie odezwie, usłyszał cichutki głos:

- Dlaczego miałabym rozmawiać z człowiekiem, który mnie oszukał?

- Nigdy cię nie okłamałem – zaprzeczył siadając na swoim posłaniu.

- Co w takim razie robimy na pirackim statku? – nie ustępowała Aries.

To było trudne do wytłumaczenia młodej kobiecie. Musieli dostać się na pokład takiego okrętu, który na pewno nie zostanie napadnięty przez, grasujących prawie bezkarnie na wszystkich morzach i oceanach, rabusiów, więc piracka fregata wydawała się idealnym rozwiązaniem. W razie ataku ze strony Cesarskiej Straży Morskiej powiedzieliby, że zostali uwięzieni i okazaliby dokumenty, uciekając w ten sposób przed stryczkiem. Poza tym ten statek odpływał najszybciej, a w Serpens musieli się znaleźć przed 77 dniem miesiąca Vargh. W dodatku koszty wynajęcia kajuty i zapłata za podróż nie były wygórowane.

- Już ci to tłumaczyłem, pamiętasz? – powiedział przymilnym głosem Virgius – To było wtedy, gdy rzuciłaś we mnie tym wazonem... Chodzi o szybkość i względne bezpieczeństwo...

- Bezpieczeństwo? Szkoda, że nie wiesz, jak te opryszki na mnie patrzą!

- Cóż, nigdy nie twierdziłem, że obejdzie się bez drobnych niedogodności – odciął się mieszkaniec równin – Jutro wieczorem zejdziemy na ląd w Xyr i uwolnisz się od ich spojrzeń. Ja naprawdę nigdy cię nie okłamałem.

- Nie masz zamiaru mnie przeprosić?

- O ile dobrze pamiętam, już raz próbowałem – rzekł zrezygnowany Virgius – ale przeprosiny nie zostały przyjęte. Mało brakowało, a na mojej twarzy widniałoby kilka nowych blizn...

Na tych słowach zakończyła się ta rozmowa. Najdłuższa, niezakończona awanturą konwersacja od czasu wyjazdu z Well.

* *

O wschodzie słońca Virgius wyszedł na główny pokład statku. Marynarze, a właściwie piraci, krzątali się już po całej fregacie, noszącej wdzięczną nazwę Nimfa, robiąc tyle hałasu, że nie dało się dłużej spać. Ludzie na okręcie nie wyglądali, jak z dziecięcych bajek o kapitanie Haku. Żaden z nich nie miał drewnianej nogi, a tym bardziej haka, zamiast dłoni. Nie nosili także opasek na jednym oku, a ich bandera nie przedstawiała trupiej czaszki ze skrzyżowanymi piszczelami, lecz roznegliżowaną kobietę z rozwianymi włosami, zasłaniającymi najbardziej intymne miejsca, na turkusowym tle. Broń nie walała się po całym okręcie, lecz znajdowała się bezpiecznie w ładowni. Opowieści mówiły prawdę jedynie w kwestii tatuaży, gdyż tych piraci mieli pod dostatkiem.

Aries stała oparta o burtę i patrzyła na przepiękny wschód słońca, rozlewający na niebie pomarańczową poświatę. Nad morzem słońce zawsze ma barwę purpury, gdy zbliża się do linii horyzontu, niezależnie od tego, czy to ranek, czy wieczór. Virgius zatrzymał się w pewnej odległości od dziewczyny i, korzystając z jej nieuwagi, dokładnie się jej przyjrzał. Miała na sobie zwiewną tunikę, odsłaniającą ramiona, oraz, sięgającą tuż za kolana, bawełnianą spódnicę. Jej włosy poruszały się lekko na wietrze i lśniły w blasku poranka. Kolejny raz mężczyzna musiał przyznać, że jego towarzyszka podróży jest niezwykle piękna. Na tle wschodzącego słońca jej sylwetka wydała mu się bliska bóstwom.

- Dziś jestem gotowa przyjąć twe przeprosiny – powiedziała nagle Aries cichym głosem.

- Nie wiedziałem, że zdajesz sobie sprawę z mojej obecności – odrzekł mieszkaniec równin, gdy dziewczyna odwróciła się w jego stronę – Na pewno niczym we mnie nie rzucisz, kiedy skończę mówić?

- Nie, tym razem możesz czuć się bezpieczny – odparła, uśmiechając się leciutko, ale zaraz na jej twarzy odmalowała się skrucha – Nie powinnam rzucać w ciebie tym wazonem, przepraszam. Dobrze, że nic ci się nie stało, bo nie darowałabym sobie tego.

- A ja przepraszam, że nie przedyskutowałem z tobą wyboru okrętu. Obiecuję, że to się już nie powtórzy. Wybaczone?

- Wybaczone – odpowiedziała rozpromieniona Aries – Chodź, przygotuję coś na śniadanie. Nie mogłam patrzeć, jak przez trzy dni z rzędu na każdy posiłek jadłeś te twarde suchary.

* *

Wczesnym popołudniem Virgius wszedł do kajuty kapitana Nimfy – Keva. Ten niemal czterdziestoletni mężczyzna o budowie zapaśnika i mięśniach ze stali okazał się być spokojnym, inteligentnym i, jak na łotra, miłym człowiekiem. Mieszkańca równin i pirata łączyła pewna wspólna cecha: ulubioną bronią obydwóch był duży, obusieczny topór. Wystarczyło jedno wymienione między nimi spojrzenie, aby Virgius zrozumiał, że nie będzie miał kłopotu z załatwieniem interesu, z którym przyszedł.

Pomieszczenie nie różniło się wielkością, ani umeblowaniem od innych, znajdujących się pod pokładem statku kajut. Ten pokój był jednak bardziej zadbany i wewnątrz można było odnaleźć wiele interesujących i cennych zarazem…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych