Krucjata Łowcy Rozdział pierwszy
Początek przygód /pozdrowienia dla wszystkich czytelników\treść może jeszcze ulec zmianie/bardzo prosze o opinię
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Krucjata Łowcy
Epilog
Bohaterem tej opowieści jest młody Łowca o imieniu Berethor. Gdy był jeszcze dzieckiem jego rodzice zginęli zagryzieni przez wilkołaka, on sam został uratowany przez starego człowieka o imieniu Vayshan, będącego niegdyś Łowcą. Chęć zemsty oraz ból jaki tłumił w sobie doprowadziły do podjęcia decyzji, która zmieniła jego życie. Wstąpił do Bractwa Łowców, tajnego stowarzyszenia, którego członkowie od wieków podróżują po świecie i zwalczają zło. Przeszedł inicjacje i wyszkolił się. Gotowy do walki wyruszył na swoją krucjatę, siać śmierć wszystkiemu co złe i nieludzkie.
Rozdział I
„ Martwe Wzgórze”
Francja rok 1886, wioska Selivile.
Selivile była zwyczajną rolnicza wioską , jakich pełno we Francji. Żyli tam zwykli, spokojni ludzie, nie lubiący obcych i ich spraw. Rzadko w wiosce zjawiali się podróżni, ale pewnej burzliwej jesiennej nocy w gospodzie zjawiła się tajemnicza postać. Odziana w czarny długi płaszcz z pod którego wystawały ostre jak brzytwa sztylety przytwierdzone do rąk i kapelusz, jej twarzy nie było widać, bo zasłaniała ją chusta. Z tyłu płaszcza w skórzanej kaburze lśniły dwa srebrne rewolwery. Ludzie w gospodzie zamarli bez ruchu, zapadła głucha cisza. Czarna postać rozejrzała się po gospodzie i usiadła przy wolnym stoliku w zaciemnionym rogu. Parę osób wyszło z gospody na widok przybysza inni zaczęli cicho szeptać między sobą. Kilku mężczyzn stojących koło barmana zaczęło go pytać co to za jeden. Miejscowy barman Rene wiedział dużo o podróżnikach ponieważ sam niegdyś wiele podróżował. - Rene co to za jeden? – spytał brodaty mężczyzna. - Nie jestem pewien, ale chyba już kiedyś widziałem kogoś takiego. – odpowiedział w zamyśleniu. - Widzieliście te ostrza, to nie jest zwykły podróżnik… - To Łowca. – przerwał barman. - Łowca? Rene o czym ty mówisz? - Czego by tu szukał ten Łowca? – spytał drugi. - To tajemniczy ludzie, wędrujący po świecie i walczący ze złem. Przynajmniej tak mi kiedyś mówiono. - Ze złem, Rene nabijasz się z nas. -Ja wiem swoje, lepiej nie wchodzić przybyszowi w drogę. – szepnął barman. Przysłuchujący się rozmowie mały chłopiec odszedł od baru i zaczął iść w kierunku w, którym siedział rzekomy Łowca. Chłopczyk podszedł do stolika i zapytał. - Przepraszam pana czy pan jest Łowcą? Postać spojrzała na małego po czym pewnym głosem odpowiedziała. - Tak jestem Łowcą mały. - Proszę pana czy mógłby pan pomóc mi i mojemu tacie. - Coś stało się twojemu ojcu? - Nie moja siostra poszła dwa dni temu na cmentarz i nie wróciła. Ludzie mówią że dzieją się .tam dziwne rzeczy. - Gdzie jest ten cmentarz? - Na wzgórzu za wioską, zaprowadzę pana. - Wracaj do domu mały, znajdę drogę. - Dziękuje panu. - Nie dziękuj niczego nie obiecuje - tym zdaniem człowiek w płaszczu skończył, wstał szybko od stołu i wyszedł z gospody. Na dworze dalej padał deszcz i szalała burza, Łowca podszedł do swojego wierzchowca. Dosiadł go i chciał już ruszyć, gdy nagle ktoś w mroku go zawołał. - Ty na koniu! Zsiadaj! Zamaskowany wędrowiec odwrócił się i ujrzał pięciu mężczyzn w płaszczach ,uzbrojonych w strzelby. - Zsiadaj i czym prędzej mów kim jesteś i co tutaj robisz! Tylko bez żadnych sztuczek! - powiedział młody mężczyzna ubrany inaczej niż inni. - Mów kim jesteś? – zapytał ponownie. Łowca zsiadł z konia przeszedł parę kroków w jego stronę i odpowiedział. - Jestem podróżnikiem szukającym schronienia przed burzą – wyjaśnił. - Tak to po co ci broń? - Do obrony burmistrzu. - Nie jestem burmistrzem tylko jego zastępcą. - To w takim razie gdzie jest burmistrz? - Burmistrz poszedł wczoraj wieczorem na cmentarz... - I nie wrócił. – dokończył Łowca. - Nie wrócił! A co ci do tego? Jesteś w to zamieszany? - Nie, ale właśnie jadę na ten cmentarz. - Nigdzie nie pojedziesz! - Córka jednego z waszych mieszkańców zaginęła na tym cmentarzu. Mogę pomóc. - Tak? Aniby jak? - Znajdę ją o ile jest żywa. Zastępca zamyślił się w milczeniu, po czym powiedział. - Dobrze, ale nie jedziesz sam, jadę z tobą. Reszta niech wraca do domów. - zwrócił się do swoich ludzi. Jeden z mężczyzn przyprowadził mu konia, obaj wsiedli na swoje wierzchowce i pojechali ścieżką ku wzgórzu. Droga była usypana żwirem, miała parę rozgałęzień, które prowadziły w stronę pobliskiego lasu. Trasa na wzgórze była bardzo kręta i wiła się aż do bramy cmentarza. Jechali tak kawałek drogi w milczeniu ale zastępca przerwał ciszę. - Mam na imię Luis a ty? – spytał mężczyzna. - Berethor. - Ludzie mówią, że na cmentarzu dzieją się dziwne rzeczy, że część grobów jest rozkopana a trumny puste i że chodzą po nim w mroku dziwne postacie podobne do ludzi. – powiedział cicho Luis, tak cicho jakby bał się, że coś zaraz rzuci się na niego z ciemności. Deszcz przestał padać a burza minęła, jechali jeszcze kawałek ścieżką, po czym ujrzeli masywna stalową bramę cmentarza. - No i jesteśmy oto cmentarz. Berethor zsiadł z konia i obejrzał bramę. - To jedyne wejście? – zapytał. - Tak. - odparł Luis. - Zostań tu. - Co, idę z tobą. - Nie, to cię przerasta, nie dasz sobie rady, żywy bardziej mi się przydasz. - Żywy? Nie wiem co masz na myśli, ale dobrze zostanę. Co mam robić? - Czekaj tutaj, jeśli nie wrócę za kwadrans zwołaj ludzi i podpalcie cmentarz. - Ależ to święta ziemia. - Bóg zrozumie. – mówiąc to odwrócił się i przeszedł przez bramę. Wokół grobów unosiła się gęsta mgła, część z nich była pusta, trumny pootwierane a w powietrzu można było wyczuć odór gnijących ciał. Zewsząd zaczęły dobiegać przerażające jęki, z każda sekundą coraz głośniejsze i liczniejsze, Łowca nie zatrzymywał się cały czas szedł dalej przed siebie. Po jakimś czasie pomiędzy ścieżkami cmentarza można było już dostrzec w mroku zarysy ludzkich postaci, które szły w jego kierunku. Na rozgałęzieniu dróg ktoś klęczał, ta osoba miała na ramieniu broń. Bez chwili wahania Berethor podszedł do jak się okazało mężczyzny w poszarpanym, zakrwawionym ubraniu. - Burmistrzu to pan. - zapytał. Ale postać nawet nie drgnęła, więc wyciągnął rękę by osoba się obróciła. Uzbrojony mężczyzna wyczuł czyjąś obecność i odwrócił twarz. Człowiek, który się obrócił był burmistrzem a raczej tym, co z niego zostało, twarz miał na wpół zmasakrowaną a z rozprutego brzucha…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil maikiel łowca
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…