Krwistoczerwony mustang
Opowiadanie o przgodzie zwykłego, szarego obywatela, który skończył źle.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Tom wstał w popłochu z łóżka. Wiedział jedno: spóźnij się! Czy prędzej naciągnął na siebie spodnie, założył starannie wyprasowaną przez żonę koszulę i pobiegł do kuchni, aby coś zjeść. Nie miał czasu na przygotowywania: sięgnął po kromkę, razowego pieczywa i położył na nim kawałem dorodnej szynki. Cały posiłek popijał, prawie lodowatym mlekiem prosto z lodówki. "Kolejne spóźnienie, kolejny opieprz" - pomyślał. Po bardzo szybkim śniadaniu, i porannej toalecie naciągnął na swoje stopy buty i pobiegł do samochodu. Energicznie ruszył z podjazdu i rozpoczął swoją podróż do pracy. Tom w banku był od niedawna. Skończył dobrą szkołę i udało mu się załapać na kasjera. Nie był to szczyt jego marzeń, ale od czegoś musiał zacząć. Po niespełna dziesięciu minutach dojechał do oddziału, dużego banku, dla którego pracował. Wbiegł po kilkunastu schodach i zasiadł w swoim miejscu pracy. Radosnym gestem pozdrowił współpracowników i rozpoczął codzienną, żmudną pracę kasjera. Przyjmował, przekazywał pieniądze. Tom miał niespełna trzydzieści lat, był wysokim szatynem. Dziewczynom zawsze się podobał, ale on wolał zajmować się czymś innym. Jego prawdziwą pasją były samochody. Od niedawna cieszył się z nowego nabytku. Kupił sobie starego Mustanga. Piękny krwistoczerwony Ford z lat sześćdziesiątych. Wydał na niego ostatnie pieniądze, ale uważał, że było warto, bo przecież nie znalazł by takiego auta, w takim stanie, za takie pieniądze. Mijały godziny, a Tom, przepoconymi rękami operował tysiącami dolarów. Lubił to. Lubił zapach i kolor pieniędzy. Żałował tylko, że one nie mogą należeć do niego, że tylko je daje i zabiera biednym obywatelom miasta.
Około godziny trzynastej piętnaście przyszedł pewnie niski, niebieskooki mężczyzna. Wyglądał na nieco ponad czterdzieści lat. Przyszedł, aby wciągnąć swoje oszczędności. - Dzień dobry! - Dzień dobry! Czym mogę służyć - grzecznie zapytał się kasjer - Chcę wyciągnąć gotówkę z mojej lokaty. Podał nazwisko i wszystkie niezbędne informacje do wykonania takiej operacji. - Już, proszę chwilkę poczekać. Tom wprowadził dane do komputera, i sięgnął po pieniądze. Sprawnym ruchem liczył kolejne banknoty, aż do chwili, gdy doszedł do sumy sześciu tysięcy dolarów. Proszę - powiedział, przekazują, przez okienko klientowi. - Dziękuje, do widzenia! - odrzekł uśmiechnięty czterdziestolatek. Był to jedne z wielu kontrahentów tego dnia, dlatego Tom nie zwrócił większej uwagi na tego mężczyznę, mimo tego, że podejmował z konta całkiem sporo sumkę pieniędzy. Mijały, minuty, godziny, aż nadszedł czas zakończenia dnia pracy. Tom wstał, obolały tyłem żądał jednego: chwili ruchu, dlatego Tom po kilku godzina siedzenia ruszył w kierunku baru, położonego nie opodal banku. Te dwa budynki dzieliło około dwustu metrów, więc po chwili młody finansjer znalazł się pośród kilkunastu mężczyzn, pijących piwo, wódkę, whiskey, grających w bilard i słuchającej, szalenie popularnej w tej okolicy muzyki country. Poproszę piwko - spokojnie powiedział do dużego, umięśnionego barmana. Ten podał mu kufel ze złocistym płynem. Tom wychylił go bez chwili namysłu, Potrzebował tego. Tyle godzin w skupieniu, stresie wyzwoliło w nim tyle złej energii, że musiał się czegoś napić. Pomogło dopiero drugie piwo. Spojrzał na zegarek. Wskazówka pokazywał godzinę dziewiętnastą trzydzieści dwa. Pomyślał, że warto jechać do domu. Żona może się niepokoić, dzieci czekają na tatusia, a on siedzi w barze. Wstał ze stołka i ruszył w kierunku drzwi. A wtem pojawił się Phil. Stary znajomy, jeszcze z czasów szkoły. - Cześć - odrzekł uśmiechnięty Tom - Witaj Tom! Dawno się nie widzieliśmy. - Będzie z pięć lat - grzecznie odpowiedział - Musimy się napić za spotkanie! - Nie - zaprzeczył Tom - Ja stawiam! Weź, ze starym kumplem się nie napijesz? - No dobra, ale tylko jedno piwko - stanowczo przekazał swoje zdanie.
Usiedli do baru i rozpoczęli rozmowę. Okazało się, że równolatek Toma, nie założył jeszcze rodziny, ale wiedzie mu się całkiem nieźle. Jest mechanikiem samochodowym, więc robi to co lubi. Tom pamiętał jeszcze, jak w czasach liceum jego kolega składał małego gokarta, którym wspólnie jeździli po osiedlu. Phil nie był brzydki, dziewczyny zawsze uganiały się za nim, więc Tom bez chwili zastanowienia zapytał się dlaczego jest sam. Czemu nie znalazł nikogo z kim mógłby się związać. - Byłem w związku, całkiem niedawno, ale wszystko się posypało. - Jak to? Rozwód? - Tak, weź zdradziła mnie. Z moim przyjacielem. Przyjacielem, rozumiesz stary? Przyjaciel wywinął mi taki numer - oburzył się spokojny dotąd Phil. - Takie życie, ludzie to świnie, które brnął do koryta - powiedział Tom.
Dwójka starych znajomych wypiła dwa piwa, Tom udał się do toalety, gdzie załatwił swoją potrzebę, a następnie udali się do wyjścia.
Phil, zabierzesz się ze mną? -zapytał się lekko nietrzeźwy kasjer - Nie, nie chce Ci robić kłopotu. Przejdę się - odrzekł Phil - Jaki kłopot? Starego, dobrego znajomego podwieźć do prawdziwa przyjemność! - skłamał Tom, aby nakłonić kolegę do wspólnej przejażdżki. - No dobra, skoro nalegasz - odpowiedział mechanik, wsiadając do krwistoczerwonego Mustanga. Niezły sprzęt odrzekł fachowiec, gdy Tom ruszył z piskiem opon. Wiem, wiem, pracowałem na niego przez ostatnie lata. Nie kupowałem sobie sobie nic luksusowego, bo wiedziałem, że muszę go zdobyć powiedział zadowolony z komplementów kierowca. - Pokaż co on potrafi - odrzekł podniesionym głosem pasażer. - Dobra! - ryknął Tom wciskając pedał gazu do dechy. Silnik zawarkotał, na obrotomierzu pojawiło się osiem tysięcy obrotów. Silnik pracował jak stado koni ciągnące sanie. Prędkościomierz osiągnął magiczną liczę 120 mil na godzinę. Tom spojrzał na Phila, który widząc reakcję Toma pochwalił samochód i właściciela Była godzina dwudziesta pierwsza. Pogoda mizerna. Lekki deszczyk i strasznie zimno. Lampy Mustanga dawał tylko tyle światła, żeby można było zobaczyć kilka metrów drogi przed sobą. Tom jechał jednak pewnie spuszczając z gazu tylko na zakrętach. Znał tę drogę jak własną kieszeń, bo przecież jeździł nią codziennie, każdego ranka i wieczora. Gdy prędkościomierz oscylował w granicach stu mil na godzinę na przed samochodem pojawił się człowiek. Tom nawet nie zdążył zareagować. W mężczyznę z całym swoim impetem uderzył sportowy, amerykański samochód - marzenie każdego młodego chłopaka. Ciało przyleciało prawie dwa metry nad ziemią i uderzył w czarny, jak węgiel asfalt. Tom wcisnął hamulec, samochód wpadł w poślizg, ale kierowcy udało się go opanować. Phil zamarł. Spojrzał się na Toma i krzyknął: zabiłeś go! zabiłeś go, kurwa! Toma przeszły ciarki po ciele. zrozpaczony włączył bieg wstecz. Obaj wyszyli z samochodu i podeszli do ciała człowieka w średnim wieku,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Halski
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…