Wróć do katalogu

Książęca Rozgrywka - Rozdział 2: Dyktatura Kamilus

powieść wojenna

Adamus91, opublikowano , 1 godz. 24 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

R O Z D Z I A Ł 2: D Y K T A T U R A K A M I L U S A Potyczkę przeprowadzono niedługo po spotkaniu dwóch dowódców. W armii Kamilusa tylko on i Patrykus wiedzieli, że nie jest prawdziwa. W wojsku Krzysztofusa prawdę znał on i czwórka jego najwyższych oficerów. Zaaranżowano ją tak, by wyglądała jak najefektywniej, a jednocześnie kosztowała jak najmniej ofiar( po stronie Grabiszyńskiej wyniosła mniej więcej sześćdziesięciu żołnierzy, po stronie Biskupina zaś około czterdziestu. Przebiegła tak: Kamilus zaatakował Krzysztofusa wielką masą piechoty, licząc na szybkie zepchnięcie jego wyczerpanych oddziałów. Tamten jednak spodziewał się tego i ustawił na przodzie całą ciężką piechotę, a Kamilus - nie mogąc przełamać ich linii - wydał rozkaz odwrotu po którym role się odwróciły i oddziały Krzyżowca ruszyły w pościg za wycofującą się armią. Nieustępliwemu udało się wszakże zgubić rzekomy pościg. I właśnie to szpiedzy Adamusa mieli mu przekazać. Teraz Kamilus i ,,wycofująca'' armia zmierzali w stronę Pałacu Karola. Patrykus podjechał do Kamilusa. Po wyrazie twarzy widział, że jego przyjaciel intensywnie nad czymś myśli. Taki widok był dla Obieżyświata rzadkością, zwykle Kamilus wymyślał nawet skomplikowane plany niemal od razu, tak jakby wystarczyło machnięcie ręką. Najczęściej dłużej myślał nad planem, kiedy Adamus czymś go zaskakiwał, by móc mu odpowiedzieć skuteczną ripostą. Patrykus nie chciał przerywać Nieustępliwemu tej zadumy, ale miał ważne wieści do zameldowania. Kiedy się z nim zrównał, przyjaciel odwrócił głowę w jego stronę i Patrykus zaczął mówić. -Otrzymaliśmy raport od Kameleona. Informuje w nim, że wojska Adamusa niedawno zajęły Fadromę i wciąż posuwają się w głąb zachodniej Grabiszyńskiej, a już niedługo dojdą do Hutmenu. Kameleon był pseudonimem głównego szpiega Kamilusa, który działał w armii Zdrowej. Nowe informacje zdały się odpędzić przemyślenia generała pułków. -Świetnie! Adamus myśli, że potężna armia Krzysztofusa mnie pobiła, a ja wycofuję się by przygotować się do rozpaczliwej obrony, więc nadal w błogiej nieświadomości spokojnie zajmuje sobie nasze księstwo. Pomysł tego starego szaleńca przynosi niezłe owoce. A jak wygląda rozłożenie pozostałych sił Zdrowej? -Kameleon mówił, że wciąż czeka na wiadomości od szpiegów, którzy są w pozostałych zgrupowaniach armii a kiedy je dostanie, niezwłocznie prześle nam raport.Za to mam także wiadomości z oficjalnych źródeł, że 1/3 armii wciąż stacjonuje w ich księstwie. Więc Adamus zalecił pozostawienie 1/3 armii do obrony, na wypadek, gdybym postanowił zaatakować jego księstwo, podczas gdy on zajmuje tereny mojego, myślał młody dowódca. Nie rozczarował mnie, przygotował się na wszystko. Na wszystko, co mógł przewidzieć, pomyślał z dziką satysfakcją Kamilus. Patrykus kontynuował. -Druga wiadomość raczej cię nie ucieszy. Oficerowie mówią, że morale żołnierzy jest fatalne. Nigdy im się nie zdarzyło przegrać znaczącej bitwy pod twoim dowództwem i nigdy nie wycofywali się na taką odległość. Wcześniej przegrywaliśmy niewiele znaczące starcia i najczęściej wycofywaliśmy się po prostu na dogodniejsze pozycje. Zresztą, morale oficerów nie jest lepsze. Są zdezorientowani, bo nie wiedzą, co planujesz i martwią się, jak zamierzamy wyjść z tak beznadziejnej sytuacji. -Tym nie musimy się przejmować. gdy nadejdzie odpowiednia pora, powiem im prawdę. A przynajmniej na tyle, na ile mogę sobie pozwolić, by nie zdradzić istotnych rzeczy szpiegom Adamusa-Ton Kamilusa wskazywał, że w ogóle nie przejął się tą wiadomością. -Powiesz im prawdę?!-zapytał zaskoczony Patrykus- Powiesz im, że sześćdziesięciu ich kompanów oddało życie w udawanej walce? I sądzisz, że to pomoże?! -Zrozumieją. Obowiązkiem żołnierza jest oddać życie za swoje księstwo, a śmierć tamtej sześćdziesiątki pomoże w odniesieniu sukcesu. Już niedługo księstwo Grabiszyńskiej zatryumfuje nad księstwem Zdrowej! Patrykusa to przekonało. Z doświadczenia wiedział, że jego przyjaciel doskonale rozumie uczucia swoich wojaków, tak jakby byli jego częścią. Nagle Kamilus spostrzegł, że Pałac Karola jest już blisko i jego uśmiech zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a na twarzy znowu pojawił się wyraz głębokiego zamyślenia. Spojrzał na Patrykusa i zapytał głosem, z którego już nie emanowała pewność siebie i radość. Raczej ponura determinacja. -Wiesz, co masz robić, generale? -Tak, generale pułków, możesz na mnie liczyć -odpowiedział równie oficjalnie Patrykus. -To dobrze. Więc ruszam spełnić swoje przeznaczenie- Po tych słowach zagalopował na rumaku w stronę Pałacu Karola. Patrykus ponownie patrzył na swojego przyjaciela z lękiem, tak jak wtedy, kiedy kierował się na spotkanie z Krzysztofusem. Tym razem jednak nie martwił się o jego bezpieczeństwo, lecz o niego samego, bo wiedział, że jego przyjaciela czeka teraz trudniejsze zadanie, niż pokonanie o wiele potężniejszego wroga.

Wszyscy Patrycjusze zebrali się w największej sali Pałacu Karola. Patrycjusze-takie miano przyjęła arystokracja Grabiszyńska, przyjmując nazwę arystokracji rzymskiej. Pałac Karola, wybudowany przez księżniczkę Karolinę dla swego ukochanego nazywał się kiedyś Książęcym Pałacem, ale księstwo Grabiszyńskiej zmieniło nazwę, by uczcić pamięć dawnego księcia. Budowla nie należała do specjalnie wielkich i niewiele przewyższała pozostałe budynki. Była zbudowana z szarego, niezbyt ładnego kamienia i posiadała niewiele okien i balkonów, znajdujących się tylko na górnych piętrach. Miała kształt kwadratu. Na najniższym piętrze mieściły się dawniej cele dla więźniów, więc nie zbudowano tam okien, by jak najbardziej ograniczyć ich wolność. Teraz znajdowały się tam pomieszczenia przechowujące mapy, raporty lub plany, a także magazyny, gdzie przechowywano zdobyte na wrogu sztandary, broń, proporce lub inne trofea. Na środkowym z kolei już dawniej odbywały się spotkania ważnych osobistości, często na temat tajnych spraw, więc nie chciano by widok na zewnątrz rozpraszał zebranych, a przede wszystkim, by to debatujący nie byli widziani. Na trzecim piętrze znajdowały się sale, w których od dawna urządzano bankiety, przyjęcia i inne ważne uroczystości. Na czwartym –ostatnim- mieściły się apartamenty dla rodziny książęcej i arystokracji- by mogli tam odpocząć i spędzić noc, gdyby jeden dzień nie wystarczył, żeby dojść do porozumienia na - a także dla ważnych gości. Główna sala, co nie powinno dziwić, była najbardziej majestatycznym ze wszystkich pomieszczeń. Miała podłoże obłożone pięknym, czerwonym dywanem, ściany wprawdzie równie szare, jak zewnętrzna część zamku, ale ich ponurość nie rzucała się w oczy, gdyż pełne były gobelinów i obrazów księcia Karola, księżniczki Karoliny oraz wielu dawnych, słynnych bitew. Niektóre malowidła szczególnie przyciągały wzrok. Np. to, na którym książę Karol dumnie siedział na koniu z mieczem uniesionym w stronę armii wroga i z ustami otwartymi do krzyku. Ten obraz przedstawiał scenę, jak książę zachęcał swoich zmęczonych długim marszem żołnierzy do przeprowadzenia ostatecznego ataku na Bandytów. Inne malowidło przedstawiało z kolei zupełnie inną sytuację. Karol siedział na łożu, obok niego Karolina i - trzymając się za ręce, lekko się do siebie uśmiechali. Jeden obraz wyróżniał się wśród pozostałych. Nie przedstawiał księcia Karola, jak dumnie i z wielką odwagę szykuje się do walki z wrogiem, ani jak wesoło spędza czas z księżniczką Karoliną. Na tym obrazie dawny książę siedział przygarbiony i niemal załamany na tronie, z bardzo przygnębioną miną. Ten obraz przedstawiał Karola, jaki był, kiedy największy wróg podstępem porwał jego ukochaną. Księciu Karolowi i księżniczce Karolinie jako jedynym udało się zjednoczyć niemal wszystkie księstwa wrocławskie, dlatego wielu książąt twierdzi, że są potomkami Karola by dodać sobie prestiżu, ale rodzina książęca Grabiszyńskiej wywodzi się od niego z prostej linii, stąd szczególny stosunek do tych postaci. Jednakże zebrani patrycjusze, którzy siedzieli na ławach po obu bokach drzwi, zdawali się nie zwracać najmniejszej uwagi na obrazy. Ich uwagę zaprzątało wzajemne zagłuszanie się okrzykami. Byli oburzeni, czemu zwołano ich na ważne spotkanie i nadal im nie wyjaśniono, z jakiego powodu, a siedzieli tu już od bardzo długiego czasu. Stojący przed nimi książę Grabiszyńskiej próbował ich uspokoić, jednak nadaremnie. -Szanowni patrycjusze! Generał pułków Kamilus Nieustępliwy na pewno nie żądał by tego spotkania bez powodu! Z całą pewnością ma nam coś bardzo ważnego do przekazania. Proszę was wszystkich, wykażcie jeszcze trochę cierpliwości, z pewnością niedługo się zjawi! Słowa Krzysztofusa Czyściciela wywołały tylko jeszcze większą falę oburzenia i wściekłości wśród arystokratów, którzy zaczęli krzyczeć ze zdwojoną siłą. Szczerze mówiąc, książę Grabiszyńskiej sam nie miał bladego pojęcia, czemu jego syn chciał zwołania tej narady i był bardzo ciekaw oraz zniecierpliwiony, o co może chodzić. Jakiś czas temu niespodziewanie zjawił się u niego posłaniec Kamilusa i powiedział, że Nieustępliwy prosi o zwołanie wszystkich patrycjuszy, bo musi przekazać bardzo ważną sprawę. Krzysztofus wypytywał posłańca, o co chodzi, ale ten sam nic nie wiedział. Książę Grabiszyńskiej, mając zaufanie do swojego syna i wiedząc, że nie żądał by czegoś takiego bez powodu, bezzwłocznie zwołał całą grabiszyńską arystokracje do Pałacu Karola. Może jego syn chciał osobiście przekazać dobre wieści z kampanii przeciwko księciu Biskupina? Może jego zwycięstwo kosztowała go wielu żołnierzy i potrzebował nowych rekrutów? Może... Niespodziewanie dwuskrzydłowe drzwi otworzyły się z hukiem i wbiegł przez nie Kamilus. Krzyki i rozmowy na całej sali nagle ucichły i wszystkie głowy zwróciły się w stronę Kamilusa. Kiedy zbliżył się do Krzysztofusa, ojciec przywitał go. -Witaj, generale pułków Kamilusie. Czekaliśmy na ciebie z niecierpliwością. Jakie wieści nam przynosisz? Radość jego ojca była podwójna. Cieszył się z tego, że nareszcie usłyszy o co chodziło, a także – w szczególności - że jego syn jest cały i zdrowy. -Wasza książęca mość-zaczął Kamilus z powagą i z kamiennym wyrazem twarzy odwrócił się w stronę zebranych - Patrycjusze Grabiszyńskiej, wiadomości, które wam przynoszę, nie są ani trochę optymistyczne. Przeciwnie, są złe, wręcz tragiczne. Zdawać by się mogło, że cała sala, włącznie z ojcem Kamilusa, wstrzymała oddech, oczekując, co jeszcze powie młody dowódca. -Zostałem pobity przez Krzysztofusa - po tych słowach po całej sali przeszedł odgłos niedowierzania. Krzysztofus Czyściciel wyraźnie zbladł. Kamilus nieubłaganie kontynuował. -Krzysztofus Krzyżowiec przejrzał moje plany i gdy zaatakowałem, był przygotowany. Po krótkim starciu wycofałem się, a on ruszył za mną, udało mi się jednak go zgubić. Jego wojska posuwają się teraz w tym kierunku. Wcześniejsze odgłosy zniecierpliwienia wydawać się mogły szeptem w porównaniu do tego, co teraz nastąpiło. Niektórzy Patrycjusze wrzeszczeli na Kamilusa, jak mógł do tego dopuścić, chociaż większość rozpaczliwie zastanawiała się, jak można wyjść z tego koszmaru, bądź żalili się sobie nawzajem, że to już koniec i że wszystko stracone. Kamilus zauważył, że najgłośniejsi byli Patrycjusze, których posiadłości leżały najbliżej armii Krzysztofusa. Co za śmieci! -myślał z wielkim o obrzydzeniem Kamilus-Martwią się nie tym, że księstwo Grabiszyńskiej stoi na krawędzi zagłady, tylko tym, że stracą swoje ziemie i majątki! Zwykły żebrak jest bardziej godny bycia mieszkańcem Grabiszyńskiej niż oni! Kiedy Patrycjusze trochę ochłonęli, zaczęli zadawać Kamilusowi pytania. Nieustępliwy wszystko spokojnie tłumaczył: jak wyglądała bitwa, mówił o ciężkim stanie armii i o utracie kontaktu z pozostałymi dwoma zgrupowaniami. Kiedy po wysłuchani tych słów Patrycjusze zrobili się jeszcze bardziej załamani, lecz nie mieli już siły się wściekać i rozpaczać, Kamilus wszystkich zaskoczył. -Jednak nie powinniście się martwić! Jeszcze nie przegraliśmy wojny! Jest sposób, byśmy mogli przeciwstawić się księstwu Zdrowej i Biskupina! –mówił entuzjastycznie , rozglądając się po twarzach zdziwionych Patrycjuszy. Te słowa ożywiły arystokratów i na sali ponownie rozgorzały rozmowy, tym razem jednak było słychać w nich nadzieję. Krzysztofus Czyściciel podszedł do Kamilusa, położył mu rękę na ramieniu i spytał cicho: -Jaki masz plan, synu? Nieustępliwy odpowiedział: -To jego część. Obrócił się na pięcie, szybkim ruchem wydobył miecz z pochwy i wbił go w brzuch swojego ojca. Patrycjusze, zajęci rozmową, ujrzeli to wydarzenie dopiero po chwili. Z ich gardeł wydobyły się okrzyki przerażenia, niedowierzania a wielu było tak oniemiałych tym, co tutaj zaszło, że nie potrafili nic wykrztusić. Kamilus wyciągnął miecz z brzucha swojego ojca i okrwawiony włożył z powrotem do pochwy. Jego ojciec osunął się na kolana i patrzył na syna wzrokiem, w którym nie było nienawiści. W jego oczach można było ujrzeć zaskoczenie, lęk przed umieraniem i niewypowiedziany smutek, że jego ukochany syn mu to zrobił. Krzysztofus Czyściciel, książę Grabiszyńskiej, w końcu bezwładnie upadł na ziemię, a krew wyciekająca z rany zmieszała się z kolorem dywanu, stając się niewidoczną. Po krótkim czasie, który mógł wydawać się wiecznością, jakiś młody Patrycjusz siedzący blisko drzwi, który doszedł do siebie szybciej niż pozostali, zaczął krzyczeć w kierunku wyjścia. -Straże!!! Straże!!! Po paru sekundach z większym hukiem niż wcześniej Kamilus żołnierze wkroczyli do wielkiej sali...

Straż bardzo szybko kroczyła obok siedzeń Patrycjuszy w stronę Kamilusa. Jak przystało na jego Straż Honorową. Na czele dziesięciu żołnierzy szedł dumnie Patrykus wydając rozkazy. Dwóch z nich zajęło pozycje po bokach Kamilusa, a pozostała ósemka stanęła naprzeciw siedzeń Patrycjuszy, po czterech z każdej strony. Jak zastępca Nieustępliwego stanął przed Kamilusem, ujrzał leżącego za nim trupa i mimowolnie się wzdrygnął. Więc jednak to zrobił, pomyślał. Patrykus uzyskał odpowiedź na pytanie, które chciał zadać przyjacielowi wtedy, w obozie: ,,Jak możesz być zdolny zabić swojego ojca?’’ Nie potrafiąc dłużej patrzeć na martwego księcia Grabiszyńskiej odwrócił wzrok i spojrzał na Kamilusa. Ujrzał, że jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć, równie dobrze mogła być z kamienia. Patrykus zastanawiał się, co działo się we wnętrzu jego przyjaciela... W końcu się otrząsnął i po wyprostowaniu zasalutował. -Melduję, że Pałac Karola został zajęty, generale pułków-zameldował Obieżyświat, pomimo głośnych okrzyków Patrycjuszy w rodzaju :,,morderca!'', ,,ojcobójca!'', ,,przeklęty zdrajca!''. Kamilus zdawał się nie zwracać uwagi na te krzyki i tonem równie beznamiętnym jak wyraz jego twarzy spytał: -Dobra robota, generale. Czy były jakieś komplikacje? -Nie, generale pułków. Wprawdzie strażnicy z górnych pięter zebrali się na ostatnim, i dość dobrze się bronili, ale po zajęciu dolnych pięter przybyła reszta Straży Honorowej i bez problemu sobie poradziliśmy. -Świetnie. Są jakieś ofiary? -Nie, generale pułków. Pięciu żołnierzy jest rannych, w tym jeden poważnie, ale nasz medyk już się nim zajmuje. Patrykus zaczął podejrzewać, że Kamilus dobrze wiedział, iż świetnie wyszkolona Straż Honorowa nie miała większych problemów ze zwykłymi strażnikami, ani tym bardziej nie zginęłaby z ich ręki, tylko przedłużał rozmowę, by się skupić na czymś innym niż okrzyki. Patrycjusz siedzący w jednym z tylnych rzędów, z lękiem zerkając na żołnierzy, odezwał się nerwowym głosem: -Generale Patrykusie! Dzielni żołnierze ze Straży Honorowej! Dlaczego trzymacie z tym mordercą własnego ojca? Z tą podstępną żmiją, która pomimo otrzymania wielu zaszczytów obraca się przeciwko swojemu księstwu i go zdradza? Wasza wina zostanie wam zapomniana, tylko aresztujcie tego zdrajcę! –kończąc, wskazał trzęsącym palcem Kamilusa. Żołnierze nawet nie drgnęli, natomiast Patrykus postąpił krok do przodu i odpowiedział arystokracie z gniewem: -On nie jest zdrajcą! Robi wszystko, by ocalić nasze księstwo! Ci ludzie nie mają bladego pojęcia o tych żołnierzach - myślał Patrykus- nie wiedzą, że działanie przeciwko swemu dowódcy jest ostatnia rzeczą, jaką zrobiłby żołnierz ze Straży Honorowej. Każdy z nich składa przysięgę generałowi pułków, pod którego komendę zostaje oddany, która zobowiązuje go do strzeżenia bezpieczeństwa dowódcy nawet za cenę życia a także do wykonywania każdego rozkazu bez słowa sprzeciwu. Obieżyświata ciekawiło, co sobie pomyśleli, jak zobaczyli, że ich dowódca zabił swojego ojca i jest teraz nazywany zdrajcą. Nie miał pojęcia, czy teraz zaczęli źle myśleć o swoim dowódcy i żałowali, że przysięgali wierność takiemu człowiekowi, czy nie robiło im to żadnej różnicy. Wszyscy ci żołnierze byli bardzo skryci i małomówni. Patrykus będąc ich osobistym dowódcą przez całą swoją służbę zamienił z nimi tylko kilka zdań a i tak większość w sprawach wojskowych, wiedział więc o nich bardzo mało. -Kamilusie Nieustępliwy - przemówił teraz inny Patrycjusz donośnym głosem i mimo, że siedział w pierwszym rzędzie w ogóle się nie przejmował bliskością żołnierzy - te zbrodnie nie ujdą ci na sucho! Jesteś winien zajęcia Pałacu Karola za pomocą żołnierzy, zabójstwa swego własnego ojca, jednocześnie księcia Grabiszyńskiej, co równa się ojcobójstwu a jednocześnie najwyższej zdradzie. Zostanie rozstrzygnięte, czy będziesz zrzucony z Pałacu Karola, czy też zostaniesz poddany poena cullei. Do tego czasu oficjalnie ogłaszam, że nie jesteś już generałem pułków - spojrzał na Patrykusa i na żołnierzy.- A wy, za pomaganie temu zbrodniarzowi, zostaniecie na zawsze wtrąceni do więzienia! Reszta Patrycjuszy wpatrywała się w niego jakby oszalał. W księstwie Grabiszyńskiej był najwyższym sędzią. Sprawował urząd pretora i najwidoczniej weszło mu to w krew, ponieważ zachowywał się teraz, jakby prowadził sprawę przeciwko Kamilusowi a żołnierze pilnowali oskarżonego, a nie jego i reszty Patrycjuszy. Nieustępliwy spojrzał na pretora a tamten, napotykając jego spojrzenie, spuścił wzrok. Nie wiadomo, czy uczynił to ze względu na siłę spojrzenia Kamilusa, czy nie chciał patrzeć w oczy człowiekowi, który zamordował własnego ojca. -W jednym masz rację, pretorze, nie jestem już generałem pułków - zaczął Kamilus nadal głosem bez emocji i z twarzą, która nic nie wyrażała. Wszyscy arystokraci włącznie z pretorem spojrzeli na Kamilusa ze zdziwieniem, nie rozumiejąc, czy postanowił niespodziewanie przyjąć na siebie karę, czy się z nich naigrawa. -Ranga generała pułków już mi się na nie przyda – kontynuował -przekażecie mi kontrolę nad całą armią i nadacie tytuł Dyktatora. Teraz zdziwienie Patrycjuszy osiągnęło apogeum, a pretor zdołał tylko wykrztusić: -Co? -W starożytnym Rzymie, w czasach wielkiego kryzysu, ogłaszano dyktatorem jednego z dowódców, by zażegnał niebezpieczeństwo grożące państwu. Wrocław, a nasze księstwo w szczególności kultywuje tradycję, kulturę i obyczaje tej cywilizacji. W końcu przejęliśmy od nich wiele rzeczy , jak organizacja wojskowa, urzędy i zwyczaje. Równie dobrze możemy przejąć od nich i to. -Dlaczego mielibyśmy się na to zgodzić? -zapytał inny Patrycjusz w sędziwym wieku. -Z dwóch powodów - zaczął Kamilus, podnosząc prawą rękę i wyprostowując jeden palec - po pierwsze, dzięki temu powstrzymam naszego odwiecznego wroga oraz najgroźniejszego księcia we Wrocławiu. A drugi powód - zamiast podnieść kolejny palec wskazał wyprostowanym na żołnierzy-macie przed sobą. Patrycjusze przez chwilę naradzali się ze sobą, aż w końcu wybrali tego, który odezwał się przed chwilą, by przemówił ponownie. Widocznie z powodu wieku cieszył się największym poważaniem. -Nawet gdybyśmy się na to zgodzili, senat nigdy na to nie przystanie, a w konsekwencji pozostali najwyżsi dowódcy ci się nie podporządkują. Patrykus przysłuchując się tej rozmowie przypomniał sobie o niechęci Kamilusa do arystokracji grabiszyńskiej. Jego przyjaciel wiele razy krytycznie się o nich wyrażał, mówiąc, że za nic mają dobro księstwa i jego mieszkańców, troszcząc się tylko o swoje bogactwa i wpływy. Mając na uwadze uwagi przyjaciela, Obieżyświat zastanawiał się, co ich bardziej przekonało: to, ze ich bezpieczeństwo jest zagrożone przez Straż Honorową czy może to, że Kamilus ratując księstwo uratuje także ich własności? -Zajmę się tym. Na razie wystarczy, żeby ten tytuł został nadany mi przez was i aby wszyscy wiedzieli, że mam wasze poparcie. -A jak mamy wyjaśnić...-stary Patrycjusz z lękiem spojrzał na ciało leżące na środku wielkiej sali-ten incydent? -Na razie ogłoście, że książę Grabiszyńskiej ciężko zachorował podczas narady i kazał wam mówić w swoim imieniu. Zażądajcie przysłania paru medyków, by dodać temu wiarygodności. Wprawdzie to nie przekona senatu by się wam podporządkował i dużo osób w to nie uwierzy, ale przynajmniej tymczasowo ukryjemy prawdę. Znowu po krótkiej naradzie przemówi ten Patrycjusz co wcześniej. -Zgoda, Kamilusie Nieustępliwy, mianujemy cię Dyktatorem. Ocal nasze księstwo. -Właśnie taki mam zamiar. Prosiłbym was także, abyście przez pewien czas nie ruszali się z Pałacu. Dla bezpieczeństwa mojego planu i dla waszego. W końcu senat mógłby chcieć wywrzeć na was presję. Oficjalnie stwierdzicie, że na razie pozostajecie w pałacu, by móc łatwiej sprawować rządy i na bieżąco roztrząsać ważne kwestie. Wszyscy dobrze wiedzieli, że nie sposób odmówić takiej ,,prośbie'', gdy ma się przed sobą najlepszych żołnierzy w całym księstwie. Kamilus ruszył powoli w stronę wyjścia i nie patrząc już na Patrycjuszy kontynuował: -Ogłoście to wszystko jak najszybciej i nie próbujcie nic kombinować, albo... Nieustępliwy nie musiał kończyć. Patrycjusze, patrząc na nieżyjącego Krzysztofusa Czyściciela, zdawali sobie doskonale sprawę, czym grozi nieposłuszeństwo. -Niech dwudziestu żołnierzy ze Straży Honorowej ma na nich oko, pozostałych trzydziestu bierzemy ze sobą -rozkazał idącemu obok niego Patrykusowi. -Tak jest, dyktatorze! -odpowiedział Patrykus, licząc, że nazywając Kamilusa nowym tytułem, chociaż na chwilę spowoduje pojawienie się na jego twarzy wyrazu dumy i satysfakcji z osiągniętego celu. Nie pojawiły się na niej jednak żadne uczucia. -Potem udaj się do oficerów, generale, i powiedz im, że muszę coś ogłosić żołnierzom. Niech ich ustawią - kontynuował beznamiętnie. -Tak jest, dyktatorze! Dwójka żołnierzy, Patrykus i Kamilus, wyszli przez dwuskrzydłowe drzwi, zostawiając za sobą pozostałych żołnierzy, arystokrację Grabiszyńskiej oraz jej martwego księcia.

Żołnierze zostali ustawieni niedaleko lasu, w którym został rozbity ich obóz. Niektórzy szeptali miedzy sobą, niektórzy głośno rozmawiali, a jeszcze inni po prostu wpatrzyli na niewielki pagórek wyczekując swojego dowódcy. W końcu ujrzeli Kamilusa, jak szedł w towarzystwie paru żołnierzy ze swojej Straży i zajął miejsce na wzniesieniu. Dowódca zobaczył swoich żołnierzy ustawionych w oddziałach, przed którymi stali oficerowie. Na przodzie armii zaś stał Patrykus i pułkownicy oraz kapitanowie, najwyżsi dowódcy w armii Grabiszyńskiej po generale pułków i generale. Kamilus mógł teraz stwierdzić naprawdę dobitnie, w jak kiepskim stanie jest jego armia. Żołnierze mieli przygnębione twarze, jakby ciągle się czymś trapili. Byli tak różni od tych żołnierzy, którzy zwykle z entuzjazmem szykowali się na jego przemowę i zagłuszali jego wejście wiwatami i okrzykami, pełni wiary w swojego wodza. Z min oficerów można było wyczytać, że też nie są zachwyceni obecną sytuacją, ale także było widać w nich wyczekiwanie, jakby czekali, że dowódca wszystko teraz wyjaśni. Kamilus nie miał zamiaru ich zawieść. -Moi dzielni żołnierze ,obrońcy księstwa Grabiszyńskiej, towarzysze broni! -niemal krzyczał Kamilus, tak by całe 10000 żołnierzy mogło go słyszeć-kazałem wam się tu wszystkim zebrać, aby osobiście ogłosić wam ważne wieści! Oficerowie słysząc to wytężyli słuch, chcąc jak najdokładniej słyszeć, co teraz powie Kamilus, żołnierze zaś nadal byli obojętni. -Od dawna toczymy wojnę -kontynuował-Braliśmy udział w wielu kampaniach i w jeszcze większej ilości bitew i zawsze prowadziłem was tak, że nigdy nie przegraliśmy ważnej bitwy ani nie uciekaliśmy przed wrogiem. Aż do teraz. Kamilus teatralnie zrobił smutną minę i spuścił wzrok. Na twarzach oficerów pojawił się zawód, gdy doszło do nich, że Kamilus nie mówi o wyczekiwanym przez nich planie wyjścia z tej beznadziejnej sytuacji , lecz wspomina niedawną przegraną. Natomiast żołnierze na wspomnienie niedawnej klęski zrobili się jeszcze bardziej przygnębieni, weterani zwłaszcza z nostalgią zanurzyli się we wspomnienia dawnych zwycięstw. -Przegrałem bitwę. Zostałem pokonany. Byliśmy zmuszeni uciekać przed wrogiem. Teraz księstwo Biskupina podąża naszym śladem, a z drugiej strony przeklęte księstwo Zdrowej wciąż bezkarnie odbiera nam nasze domy. Zawiedliśmy. To koniec. Kiedy niektórzy żołnierze byli już niemal na skraju załamania, ich dowódca jeszcze bardziej podniósł głos. -Tak właśnie myślicie. I muszę wam powiedzieć, że jesteście w błędzie. Słowa sprawiły, że od żołnierzy na chwilę odeszło niedawne poczucie klęski, , weterani zostali wyrwani z zamyślenia natomiast oficerowie zaczęli patrzeć na siebie. Wszystkich łączyło zdezorientowanie usłyszanymi słowami. Po chwili Kamilus Nieustępliwy przemówił ponownie do zebranych. Przemówił głosem, którym wielokrotnie przemawiał do nich w przeszłości, wzbudzającym u nich wielką wolę walki przed bitwami, zachęcającym do tego, by pomimo wyczerpania, wykazali się jeszcze raz wysiłkiem i obiecującym im wielkie zwycięstwa, chwałę i uświadamiającym im, że są w stanie pokonać każdego wroga. Głosem, z którego emanowała olbrzymia pewność siebie, niezłomna wola i przekonanie , że można dokonać rzeczy niemożliwych. Ten głos nie raz zamieniał ich strach w odwagę, słabość w siłę, zwątpienie w wiarę. -Nie zostałem pokonany w bitwie! Przegrałem ją celowo, by zmylić naszego wroga i wzbudzić w nim pewność siebie, żeby przestał być ostrożny i łatwiej poniósł prawdziwą porażkę w przyszłości! Chociaż żałuję, że nasi dzielni kompanii oddali życie, jednak mogą być dumni, bo dzięki ich poświęceniu odniesiemy wielkie zwycięstwo! Kamilus uśmiechnął się w duchu. Właściwie powiedziałem prawdę-myślał - i szpiedzy z pewnością to przekażą Adamusowi, ale on po prostu pomyśli, że kłamałem, żeby podnieść morale mojej armii. Używać jako broni prawdy zamiast kłamstwa- rozmyślał dalej Kamilus- ciekawa odmiana, zwykle robiłem na odwrót. Żołnierze wydawali się niemal opętani słowami Kamilusa. Kiedy dotarł do nich ich sens, wybuchli tak głośno, że pewnie było ich słychać w całym księstwie Grabiszyńskiej. -Wiwat Kamilus! Wiwat Kamilus! Niech żyje nasz wódz!! Wiwat Nieustępliwy! Wiwat Nieustępliwy! Niech żyje Kamilus Nieustępliwy!!! Wódz uśmiechnął się promiennie do swoich żołnierzy, a gdy wiwaty ucichły, kontynuował: -Patrycjusze przekazali mi władzę nad całą armią. Kiedy już przejmę dowodzenie nad resztą armii, nie tylko powstrzymamy księstwo Biskupina i księstwo Zdrowej, ale pokonamy ich całkowicie! Zatryumfujemy!!Będziemy się pławić w wielkiej chwale!!! Kamilus wyciągnął miecz z pochwy - już oczyszczony z krwi - i uniósł go do góry krzycząc: -Za księcia Karola i księżniczkę Karolinę! Za nasze ukochane księstwo Grabiszyńskiej!!! Te słowa rozbudziły w żołnierzach jeszcze większy entuzjazm i jakimś cudem krzyczeli j głośniej niż przed chwilą, wtórując Kamilusowi w jego okrzykach. Patrykus patrząc na swojego przyjaciela zastanawiał się, czy to wszystko - tryumfalne okrzyki, uśmiechy radości do żołnierzy i pewność siebie w głosie- było tylko maską na użytek żołnierzy ,a tak naprawdę Kamilus wewnątrz skrywał bezgraniczny ból po tym, co niedawno uczynił. A może wtedy, w wielkiej sali, kiedy nie wyrażał żadnych uczuć i nie pokazywał żadnych emocji to było jego maską? Może chciał, by Patrycjusze pomyśleli, że jest mu bardzo ciężko po tym, co uczynił, jednak stara się ukryć te uczucia. A może ani jedno, ani drugie? Mimo, że znali się niemal całe życie, Patryku czasem miał wrażenie, jakby w ogóle nie znał swojego przyjaciela. Jakby był kimś zupełnie obcym. Po paru minutach, kiedy okrzyki powoli wygasały a entuzjazm opadał, do żołnierzy dotarło, że zawiedli swojego wodza, wątpiąc w niego. Rozmawiali miedzy sobą aż w końcu głos zabrał jeden z weteranów, który brał udział we wszystkich kampaniach i bitwach Kamilusa. -Generale pułków! Przepraszamy, że w ciebie zwątpiliśmy! Czy moglibyśmy coś zrobić, żebyś uznał nasze przeprosiny? Kamilus uśmiechnął się dobrodusznie. -Nie mam do was pretensji, w końcu nie mogliście wiedzieć, że to była aranżacja. Wiem dobrze, że przeżyliście wielki szok, myśląc, że przegraliśmy tak ważną bitwę. A odpowiadając na pytanie, co moglibyście dla mnie zrobić: róbcie to, co zawsze tak dobrze robiliście: walczcie całym sercem o honor naszego księstwa! Kiedy to powiedział, żołnierze ponownie odczuli radość i było słychać okrzyki, w których obiecywali, że na pewno tak uczynią. Narodziła się w nich także świadomość, że cokolwiek się wydarzy, już nigdy nie zwątpią w swojego wodza. Nigdy! -Przygotujcie się! Za chwilę wyruszamy do pozostałych zgrupowań armii Grabiszyńskiej, by ich żołnierze się do nas przyłączyli i pomogli nam zatryumfować! Ponownie zawtórowały mu okrzyki entuzjazmu.

Kamilus odesłał artylerię, ciężką piechotę i włóczników do koszar, żeby jak najszybciej się poruszać. Następnie udał się w stronę zgrupowania Bernardusa z samą kawalerią, łucznikami i lekką piechotą a i tak wziął te oddziały tylko w razie ewentualnego ataku Bandytów. Ich bandy pałętały się po Tęczowej. Mimo, że po przejściu tamtą ulicą Krzysztofusa Krzyżowca najprawdopodobniej odechciało im się napadać na jakiś czas, ale mimo wszystko mogliby się skusić do ataku na słabo broniony cel, a Kamilus wolał nie ryzykować. Oficerowie i żołnierze nie przejmowali się, że nie jest ich tylko 4 500-tsyiąca,po ostatniej przemowie Kamilusa czuli się tak, jakby mogli nawet bez broni wygrywać bitwy. Nieustępliwy znajdował się już na początku Tęczowej i poruszał się wciąż bardzo szybkim tempem. Tęczowa była opuszczoną ulicą, nie należącą do żadnego księstwa, na której od dawna nikt nie mieszkał. Znajdowały się na niej dawno opuszczone budynki i nigdzie nie można było dostrzec roślinności. Bandyci żyli tylko z tego, co udało im się zrabować od nieostrożnych przejezdnych. Patrykus po krótkiej rozmowie z oficerami podjechał przekazać swojemu dowódcy, czego się dowiedział. Obawiał się, że po natchnionym przemówieniu do żołnierzy, Kamilus znowu będzie bez żadnych uczuć, nie pokazując swoich emocji i tłumiąc je w sobie. Jednak na szczęście się pomylił. Od czasu wyruszenia w drogę Kamilus był żywy, radosny, promieniał pewnością siebie i determinacją. Obieżyświat nie był pewien, czy nie jest to udawane, ale sądził, że raczej nie. Nieustępliwy miał taki nastrój także kiedy jechał przed armią, a zewsząd otaczała go tylko Straż Honorowa, więc nie miał powodu do skrywania uczuć. Choć Patrykusa bardzo to dziwiło, bo minęło niewiele czasu od tamtego wydarzenia, a Kamilus zachowywał się jakby nigdy nie miało miejsca. Może po prostu nie chce mnie martwić? - zastanawiał się Patrykus - Mam nadzieję, że nie o to chodzi. Przecież jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi i musi wiedzieć, że jeśli coś go trapi powinien ze mną o tym porozmawiać, a nie tłumić w sobie. Chociaż... Kamilus był bardzo dumny, może to właśnie przez dumę nie chciał pokazać , że czymś się przejmuje? Kiedy Patrykus podjechał do niego i Kamilus odwrócił głowę w jego stronę, Obieżyświat miał okazję spojrzeć w jego oczy. Sądził, że zobaczy w niech tłumiony ból, jednak oczy wyrażały tą samą pewność siebie i determinację, co twarz. Czyżby naprawdę się tym nie przejmował? Patrykus już nic z tego nie rozumiał. -Jakie wieści, generale? -spytał Kamilus uśmiechając się. -Pierwszy oddział zwiadowców donosi, że żołnierze Bernardusa kierują się przez Prostą w stronę Grabiszyńskiej. Drugi oddział meldował, że to samo robi zgrupowanie Tadeuszusa. -Nie dziwię się. Po tym, jak Patrycjusze ogłosili, że mianują mnie dyktatorem, senat się na to nie zgodził i wysłał wiadomości do pozostałych dowódców, żeby mi się nie podporządkowywali. Chcą się połączyć, żeby stawić mi skutecznie opór. Ale nie zdążą -stwierdził z przekonaniem Kamilus. Patrykus poruszył teraz sprawę, do której miał wątpliwości. -Uważam, że powinniśmy wziąć ze sobą wszystkie oddziały. Mówiłeś mi, że planujesz przejąć kontrolę nad armią bez walk, ale skąd pewność, że inni żołnierze ci się podporządkują? To prawda, twoje oddziały są ci całkowicie lojalne, bo jesteś ich dowódcą, ale żołnierze Bernardusa i Tadeuszusa nie mają żadnych powodów, żeby być ci wiernymi-powiedział z dużym niepokojem Patrykus. Kamilus uśmiechając się z pewnością siebie odpowiedział: -Podczas walk z księstwem Zdrowej wielokrotnie ich oddziały obozowały razem z moimi. Żołnierze mają w zwyczaju rozmawiać o swoich dowódcach. Moi z pewnością opowiadali, że narażam się razem z nimi w bitwach, poświęcam im dużo uwagi i bardzo często obozuję wśród nich. Poza tym podczas zimowej kampanii - pamiętasz, wtedy wszystkie trzy nasze zgrupowania obozowały w jednym miejscu, bo tam były nagromadzone zapasy - obozowałem wśród żołnierzy. Wojownicy Bernardusa i Tadeuszusa nie mogli się nadziwić. Ich wodzowie spędzali miło czas w swoich namiotach pełnych luksusów, nie wychodząc nawet na inspekcję oddziałów z powodu zimna. Ja z kolei spędzałem czas z nimi, grając, rozmawiając i poprawiając morale w oddziałach, które były na skraju załamania. Dlatego jestem pewny, że praktycznie wszyscy z ich żołnierzy gdyby mieli wybór, walczyliby pod moją komendą - Kamilus ponownie się uśmiechnął - A ja im ten wybór dam. Patrykus kiwnął głową na znak zrozumienia, ale nadal się zastanawiał. Mimo, że doświadczenie nauczyło go, że plany Kamilusa nie zawodzą, to zadanie było inne od pozostałych. Wcześniej chodziło o przeprowadzanie bitwy, kampanii, a teraz chodziło o przejęcie władzy w księstwie. Tak wiele rzeczy mogło pójść nie tak. -A co, jeśli z jakiegoś powodu niektórzy żołnierze pozostaną im lojalni? Wtedy będziesz zmuszony z nimi walczyć. -Chyba powinienem ci to dokładniej objaśnić, by rozwiać twoje wątpliwości, generale. Patrykus chciał zaprzeczyć, że wcale nie ma wątpliwości, ale wiedział, że nie oszuka swojego przyjaciela więc także się uśmiechnął. -Dziękuje, dyktatorze, i przepraszam za kłopot. -To dla mnie przyjemność. Wygląda to tak: mimo, że dwójkę tych dowódców łączy to, że są nieudolni i nie mają żadnych specjalnych umiejętności oraz nie nadają się do dowodzenia armią, a rangę generała pułków otrzymali tylko przez długi okres służenia w armii, to oprócz tego, są swoimi całkowitymi przeciwieństwami. Bernardus jest tchórzliwy, nerwowy, brak mu stanowczości i łatwo się załamuje, kiedy coś idzie nie po jego myśli. Traci przez to całkowicie kontrolę nad tym, czym się zajmował i nie potrafi tego opanować. Patrykus słuchał z zainteresowaniem i zaciekawieniem, jak Kamilus mówił o charakterze Bernardusa. Wiedział, że jego przyjaciel jest nie tylko geniuszem w sprawie strategii i taktyki, ale także genialnie potrafi rozpracowywać ludzkie uczucia. Nieustępliwy wyjaśniał dalej: -Kiedy po jego armii rozniesie się wieść, że nadchodzę, nie będzie potrafił utrzymać armii w ryzach i wiele oddziałów zdezerteruje i przyłączy się do mnie. Inne będą tylko czekać, aż się pojawię, by do mnie dołączyć, a Bernardus, obawiając się konsekwencji, uzna moją dyktaturę i odda się pod moje rozkazy. Po tych słowach Patrykus przypomniał sobie niedawny incydent i go to olśniło. -To dlatego nie kazałeś zatrzymywać tamtego oddziału zwiadowców, dyktatorze! Chciałeś, żeby się dowiedzieli, że przybywasz! Kamilus ponownie się uśmiechnął. -Bardzo dobrze, generale. Dokładnie tak było. Zastępca ucieszył się z pochwały i z uwagą słuchał dalej. -Z koli jeśli chodzi o Tadeuszusa, to jak mówiłem, jest zupełnie odwrotnie. To człowiek bezwzględny, bezlitosny, trzymający w armii żelazną dyscyplinę. Ja wprawdzie też uważam dyscyplinę za bardzo ważną, on jednak przekracza wszelkie normy. Niejednokrotnie karał całe oddziały za własne błędy. Łatwo wpada we wściekłość i pozwala by emocje nim kierowały. Swoich oficerów trzyma tak krótko, że boją się go jak bite psy na łańcuchach. Jego ludzie go nienawidzą, ale są posłuszni ze strachu. Dysponuje tylko jednym oddziałem lekkiej piechoty, który został sformowany przez niego i jest sowicie opłacany, więc całkowicie mu lojalny. Ale kiedy mówiłem im o planie pokonania Krzysztofusa, zaleciłem Tadeuszusowi wysłanie jednego oddziału lekkiej piechoty na jego tyły, więc na pewno wysłał ten, by zyskać chwałę po tym, jak sformowany przez niego oddział zatrzyma odwrót wroga. Jednak pozostałe oddziały także wykonają jego rozkazy. Choć żołnierze i tak bez wahania by się do mnie przyłączyli, to będzie kazał swoim oficerom nad którymi utrzymuje terror, trzymać ich w ryzach. Dlatego zaaranżowałem to tak, by armia Bernardusa była na północy, bliżej nas, bym mógł ją najpierw przejąć. Nie wziąłem włóczników, więc Tadeuszus wysłałby kawalerię, do nękania nas ,a jego ludzie, choć niechętnie, z obawy przed nim wykonaliby ten rozkaz. A tak, kiedy będę już dysponował włócznikami z armii Bernardusa, nie ośmieli się mnie zaatakować i będzie spokojnie czekał na pozycjach obronnych. Patrykus myślał przez chwilę nad tym, co usłyszał i zapytał: -Ale co to zmienia? Skoro mógłby ich zmusić do ataku, to równie dobrze może do obrony. -To zmienia wszystko, generale. Sam się przekonasz - odpowiedział Kamilus, tajemniczo się uśmiechając. Bynajmniej te słowa nie rozwiały całkiem obaw Patrykusa, to jednak nie zadawał dalej pytań wiedząc że Kamilus ma swoje powody, by na razie nic więcej nie mówić. Jechali przez parę chwil w ciszy. Kamilus wpatrując się w niebo rozmyślał nad czymś i nagle obrócił głowę w stronę Patrykusa i zaczął mówić z entuzjazmem: -Czuję się teraz jak Napoleon i Juliusz Cezar. Wiesz kim oni są? -Coś kiedyś mówiłeś. Wielcy wodzowie? Kamilus skinął głową na znak potwierdzenia, starając się ukryć rozczarowanie brakiem wiedzy swojego przyjaciela. -Obaj przejęli władzę w państwie, jednak ich sposoby całkowicie się od siebie różniły. Cezar przejął władzę w wyniku wojny domowej, która trwała nawet po jego śmierci i kosztowała Rzym wiele ofiar. Z kolei w przypadku Napoleona było zupełnie inaczej. Na początku dysponował niewielką grupą wiernych mu żołnierzy. Wysyłano oddziały, żeby go zatrzymać, a one zamiast z nim walczyć, z entuzjazmem przyłączały się do niego. Przejął władzę bez jednego starcia - Kamilus szeroko się uśmiechnął - Zupełnie tak jak ja zamierzam. Patrykus uprzejmie kiwał głową, słuchając Kamilusa mówiącego z zapałem. Chociaż byli najlepszymi przyjaciółmi, Patrykus nie miał bladego pojęcia o sprawach, które tak bardzo interesowały Kamilusa, więc nie mógł go cieszyć rozmową na te tematy, czego czasem żałował. Miał nadzieję, że Kamilus spotka kiedyś osobę, z którą będzie mógł prowadzić równorzędną rozmowę o wszystkich interesujących go sprawach. Choć to z pewnością nie będzie łatwe, w końcu Patrykus nie miał pojęcia, czy jest na świecie druga taka osoba jak on, by mogła prowadzić z nim rozmowę na takim samym poziomie. Nieustępliwy, widząc, że ta rozmowa wprawiła przyjaciela w zakłopotanie, zmienił temat. -Czy otrzymaliśmy już informacje o położeniu trzeciego zgrupowania armii Zdrowej? -Nie, dyktatorze. Kameleon pisał, że Adamus ostatnio bardzo węszy i jest mu bardzo ciężko kontaktować się z innymi szpiegami, a co dopiero w innych zgrupowaniach . -Miejmy nadzieję, że w końcu mu się jakoś uda. Patrykus pokiwał głową i ponownie zaczął się zastanawiać, co tak naprawdę czuje jego przyjaciel.

Kiedy armia Kamilusa znajdowała się w połowię Tęczowej, zgodnie z jego słowami, zaczęły pojawiać się pierwsze dezerterujące oddziały armii Bernardusa. Na początku zdezerterowało wspólnie kilka oddziałów lekkiej kawalerii, potem parę lekkiej piechoty, a rekordem była jednoczesna ucieczka pięciu oddziałów ciężkiej piechoty, dwóch ciężkiej kawalerii i trzech łuczników. W miarę posuwania się Kamilusa w głąb Tęczowej dołączały do niego coraz to nowe oddziały. Wszystko to razem sumując, można powiedzieć, że armia Bernardusa skurczyła się o grubo o ponad połowę swojego pierwotnego stanu. Przybywający żołnierze i oficerowie byli entuzjastycznie witani przez towarzyszy broni i Kamilusa. Generał pułków, którego żołnierze tak masowo opuszczali, wiercił się niespokojnie na koniu wysłuchując raportu generała. -Niedawno zdezerterowały trzy manipuły lekkiej piechoty i dwa manipuły włóczników. Bernardus cały się trząsł i pocił obficie, wycierając mokre czoło chusteczką. Ciągle wysłuchiwał tylko raportów o oddziałach, które opuszczały jego armię i przyłączały się do Kamilusa. To kosztowało go mnóstwo nerwów! Ile jeszcze może tego wszystkiego wytrzymać? -Kamilus wciąż porusza się bardzo szybko i niedługo już dojdzie do Prostej. Po krótkiej chwili, kiedy jego wódz nie nic nie odpowiedział, generał spytał: -Co rozkazujesz, generale pułków? Co mamy robić? No właśnie! Co mamy robić?!-myślał Bernardus! A kto mi powie, co mamy robić? Stracił już tyle oddziałów i pewnie niedługo straci jeszcze więcej, o ile nie wszystkie. Mógłby liczyć na szczęście i próbować mimo wszystko szukać schronienia w armii Tadeuszusa. Ale co jeśli nie zdąży? Co wtedy zrobi Kamilus, kiedy będzie zdany na jego łaskę? Chyba pozostało mu tylko jedno wyjście... -Wysłać posłańca do Kamilusa! -próbował powiedzieć stanowczym głosem, jednak wyszło to komicznie, gdy jego tłusty podbródek drżał - Niech mu przekaże, że chcę skapitulować i przekazać mu swoją armię. Muszę się modlić, że dzięki temu Kamilus nie będzie chciał wyciągać żadnych konsekwencji - myślał już trochę uspokojony Bernardus. Generał spojrzał na niego zdziwiony, jednak po chwili odpowiedział: -Tak jest, generale pułków!

Kamilus otrzymał wiadomość od posłańca z armii Bernardusa

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych