KSIĘGA IMPERIUM cz.I
Stary rycerz Shandall próbuje napisać kronikę... Co z tego wyniknie?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
KSIĘGA IMPERIUM Część 1 WAGA ZŁOTA
Akt 1: Gospoda.
Był już późny wieczór. Jangar, właściciel gospody "Pod chyżym koziołkiem" wyjrzał przez okno. Deszcz zacinał w szyby , niebo przykryły ciemne chmury. Padało już od dobrych kilku godzin, toteż żwirowa droga wiodąca do samego Asghar zamieniła się w jedno wielkie bajoro, przez które nie sposób było się przedostać bez utopienia nogi po kostki w błocie. Przy tym to właśnie trakcie znajdował się "Chyży koziołek". Przed wejście do oberży prowadził brukowy chodnik, co prawda niezbyt długi i wyłożony dość niestarannie a wręcz nieporadnie, lecz "zawsze lepsze to niż kupa szlamu pod drzwiami", jak zwykł mawiać karczmarz. - Ech, wydaje się, że dziś zarobię nieco więcej niż zwykle!- rzekł Jangar do siebie, rozglądając się wokół i uśmiechając przy tym. Fakt, dziś zebrało się wielu gości, a to za sprawą tej ulewy uniemożliwiającej podróż. W izbie było gwarno, zewsząd dobiegały głosy rozmów, raz po raz wybuchały gromkie salwy śmiechu, mieszające się z odgłosem stukania kufli piwa o solidne, dębowe stoły, oraz z wesołym trzaskiem ognia w kominku. Naprzeciw wejścia do przybytku stała niewielka, wysoka na dwie stopy drewniana scena, na której Garaal, roześmiany starzec, a zarazem stały bywalec tawerny, grał skoczną melodię na lirze. Całą gospodę oświetlały rozstawione na każdym ze stołów grube świece, a także wisząca na samym środku stropu duża lampa naftowa. Tawerna cieszyła się dobrą sławą wśród wędrowców- za niewielkie pieniądze zawsze znaleźć tu mogli porządną strawę i schronienie. Nie upłynęła nawet godzina, a do oberży wszedł lekko zgarbiony człowiek. Wśród całego zgiełku panującego w izbie nikt, oczywiście prócz Jangara, nie zwrócił uwagi na przybysza. Jak zwykle ciekawski szynkarz zaczął mierzyć wzrokiem nieznajomego. Był to człek rosły, szeroki w barach, który, jak wnioskował Jangar, brał udział w niejednej bitwie. Odziany był w długi, przemoczony płaszcz, na głowę miał naciągnięty kaptur. Na ramieniu miał przewieszoną skórzaną torbę, z której wystawała wielka księga. To wznieciło ogromne zaciekawienie karczmarza, który z przyjaznym uśmiechem zaprosił nieznajomego do stolika tuż przy kominku. -Witaj, wędrowcze, w skromnych progach mej oberży! Widzę żeś wielce strudzon! Proszę, ogrzej się przy ogniu, a tymczasem ja przyniosę gorące jadło i coś do popitki.- -Dziękuję ci, zacny młodzieńcze- rzekł nieznajomy ściągając z głowy kaptur i siadając na drewnianej ławie naprzeciw kominka. Dopiero teraz Jangar mógł się dokładnie przyjrzeć tajemniczemu wędrowcy. Miał on ciemne włosy sięgające do ramion, był już dość posunięty w latach, lecz w jego czarnych oczach łatwo można było dostrzec radość i chęć życia, a także wielki spokój i mądrość. Karczmarz od razu poczuł do niego sympatię. Szybko przyniósł duży kufel piwa i smakowicie wyglądającą pieczeń z dzika. Gdy wędrowiec zaczął jeść, Jangar usiadł na stołku obok i zaczął prawić: - Pogoda jak pod psem, prawda? A miłościwy pan, jeśli wolno zapytać, pewno na turniej do Lusiany podąża? Och, proszę wybaczyć, nie przedstawiłem się!- karczmarz prędko poderwał się z miejsca i z uśmiechem podał dłoń starcowi.-Zwą mnie Jangar, od dwunastu wiosen pracuję w tym przybytku, którego jestem zresztą szczęśliwym właścicielem!- -Rad jestem, żem cię poznał, młodzieńcze! -rzekł wędrowiec odwzajemniając uśmiech. -Mnie natomiast wołają Shandal, były wojownik Królewskiej Gwardii, który, z powodu podeszłego już wieku, zrezygnował z wojaczki i zajął się swą drugą miłością- pisaniem. Teraz wędruję po świecie, będąc wszędzie tam, gdzie dzieje się coś ciekawego. Wszystkie ważne wydarzenia opisuję w tej oto księdze.- Mówiący uderzył dłonią o skórzany tobół w którym znajdowała się kronika. Na te słowa Jangar wielce się zdumiał. - A to ci nowina! Do ,,Chyżego koziołka'' trafiali przeróżni rycerze i sławni poszukiwacze przygód, ale kronikarz... no, no tym bardziej miło mi jest powitać tak znamienitego gościa w mej oberży- Słysząc to Shandal napełnił się dumą, lecz starał się tego po sobie nie okazywać. Opierając się łokciami o stół rzekł: - Eee, to naprawdę nic wielkiego. Ale, szlachetny gospodarzu, mam do ciebie prośbę. Czy wynajmiesz mi, strudzonemu wędrowcy jakąś kwaterę? Nie musi opływać w luksusy, wystarczy mi niewielki suchy kąt. -Ależ oczywiście! Pójdę sprawdzić, czy został jakiś pokój na pierwszym poziomie, są tam wygodne posłania, a przez okna widać białe wierze Lusiany...- Jangar szparko poderwał się z miejsca i już miał zniknąć za lnianym parawanem zakrywającym wejście do pokoi mieszkalnych, gdy ponownie ozwał się Shandal: - Karczmarzu! Byłbym zapomniał.- wyjął zza połów płaszcza niewielką sakiewkę pieniędzy i rzucił ją zdziwionemu Jangarowi. Skórzany woreczek wydał cichy brzęk spadając w ręce właścicielowi gospody. -Za tydzień z góry.- Starzec uprzedził pytanie. Po chwili Jangar wszedł za baldachim z uśmiechem ważąc w rękach sakiewkę. Shandal natomiast odstawił pustą misę po pieczeni i szybko zlustrował wzrokiem pozostałych zebranych w karczmie. Później łyknął tęgi łyk piwa, wyciągnął nogi w stronę kominka i zapalił fajkę. Pod powałę uniosły się pierwsze kłęby dymu. Starzec przymknął oczy jakby nad czymś intensywnie myślał. Uniósł głowę i wyjrzał przez matową powierzchnię okna. Deszcz przestał padać, zza chmur wyszło słońce. * * * * *
Zarrif zwolnił i rozejrzał się po okolicy. Droga wiła się pomiędzy starymi dębami, lecz była dość szeroka, z powodzeniem mogłyby się na niej wyminąć dwa powozy. Kilka staj dalej płynął…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Zarrif
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…