Księżyc - Rozdział 1
Opowiadanie fantasy osadzone w klimacie alternatywnego XIX wieku. Pozostałości Magii walczą tu z rozwojem nauki i techniki. Nie ukrywam, że tworząc ten tekst wzorowałem się na serii Final Fantasy oraz filmach Miyazakiego (np. Laputa)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{i}"Każdy człowiek jest jak księżyc... Ma swoją ciemną stronę, której nikomu nie pokazuje"{/i} Mark Twain
{b}ROZDZIAŁ 1{/b}
{i} Kiedyś często zastanawiał się, dlaczego Jej szarlotka smakowała, jakby przyrządzał ją najznakomitszy cukiernik na świecie. Od czasu do czasu przyglądał się, w jaki sposób dobierała składniki, oraz jak z niezwykłą zwinnością, zmieniała bezkształtną masę w ciasto o idealnie uformowanych kształtach. Mierzył nawet z dokładnością do paru sekund czas, jaki szarlotka spędzała w piecu, lecz te wszystkie obliczenia, ani trochę nie przybliżyły go do poznania tajemnicy.
Zastanawiał się, czy podczas kucharzenia nie wspomagała się odrobiną Magii… bo Ona nie była w końcu zwykłą osobą... i wiedział o różnych rzeczach... Czasami słyszała szepty, których nikt nie mógł dosłyszeć i widział rzeczy, których nikt nie potrafił dostrzec... lecz Ona nigdy się tym nie przejmowała i postanowiła, że będzie żyć w zgodzie z samą sobą... a on to zaakceptował. Istnieją tajemnice, których człowiek nie ma prawa poznać... Niektóre sprawy na zawsze powinny pozostać z dala od chciwego i nienasyconego oka ludzkiego.
Problem szarlotki nie dawał mu jednak spokoju...
Dużo czasu zajęło mu znalezienie odpowiedzi... a przecież rozwiązanie tej zagadki było takie proste...
Gdy zajadał się Jej szarlotką, zapominał o całym bożym świecie... Wszystko dookoła znikało – pozostawał tylko talerz z idealnie przyrządzonym kawałkiem ciasta. Gdy kończył swój posiłek nie wiedział jak ma Jej dziękować, lecz Ona zawsze machała na to ręką.... i tylko uśmiechała się serdecznie.... a Jej ciepły uśmiech potrafił stopić nawet najzimniejsze serce.
Tym razem na Jej twarzy nie było uśmiechu... Chciał zapytać, dlaczego jest smutna i zatroskana, lecz jego usta, nie potrafiły wydać żadnego dźwięku. Spojrzała mu prosto w oczy i cichym, spokojnym, lecz zmęczonym głosem powiedziała.
- Dlaczego zapomniałeś?
- Nie zapomniałem... Ja po prostu... nie jestem już tą osobą, co kiedyś.
Powoli zaczęła się oddalać. Jej sylwetka malała a oczy trąciły swój blask. Chciał Ją gonić, lecz ciało odmawiało mu posłuszeństwa.
- Musisz się uwolnić... Poszukaj ścieżki, która zaprowadzi cię do wyjścia...
Pokiwał głową... nie rozumiał Jej słów. Złapał się za głowę, która nagle stała się bardzo ciężka... jakby zaraz miała eksplodować...
- Poszukaj latarnika... Światło.... ono wskaże ci właściwą ścieżkę.
Zerwał się do biegu. Wyciągnął ręce starając się Ją uchwycić ... Było jednak już za późno...
Świat rozpadł się na kawałki.... {/i}
Otaczał go chaos... Wirujące zamazane obrazy i niezrozumiałe dźwięki... Jakby wszystkie jego wspomnienia zostały wrzucone do wielkiego gara i wymieszane ze sobą olbrzymią chochlą. Twarze ludzi, których znał oraz uczucia... wszystko znalazło się w jednym miejscu, pozbawione choćby odrobiny racjonalności... Sceny z przeszłości stały się obce... jakby uświadomił sobie nagle, że całe jego życie było niezrozumianą iluzją, na którą spogląda oczyma obcej osoby...
Bezładnie porozrzucane elementy zaczęły się ponownie ze sobą łączyć... Niczym kawałki potłuczonego szkła powoli wracały na swoje pierwotne miejsce, tworząc jednak zupełnie nową całość... Ile jednak pozostało w tym z pierwowzoru? Archetyp utracił swą barwę i został jakby obrośnięty grubymi pnączami, które przysłoniły jego rzeczywistość.
Z trudem otworzył oczy... Zamazane jaskrawe barwy na czarnym tle i niezrozumiałe głośne wrzaski przyprawiły jego głowę o olbrzymią dawkę rozdzierającego bólu. Fala cierpienia rozlała się po całym jego ciele... co sprawiło, że poczuł pewną ulgę... Oznaczało to w końcu, że podczas eksplozji nie utracił żadnej kończyny...
Nagle przeszył go dreszcz, a głowa ponownie rozbolała jakby włożył ją do imadła.
Eksplozji...? Jakiej eksplozji..?
Zdobył się na iście tytaniczny wysiłek i rozejrzał się dookoła... Ujrzał miasto... Płonące miasto... Każdą organiczną materię z ogromną pasją trawiły jęzory ognia, niszcząc wszystko co tylko napotykały na swojej drodze. Płomienie niestrudzenie tańczyły na tle atramentowej nocy i wypełniały swe zadania z pieczołowitością godną poborcy podatkowego. Unoszące się w powietrzu iskry wyglądały jak kawałki dusz, które po latach cierpienia w końcu udają się na wieczny spoczynek.
Wszędzie wokół panowała panika... Ludzie biegali bez celu jęcząc i skomląc... inni, odrobinę bardziej opanowani, wynosili ze swych domostw wszystko, co się tylko da, aby uratować nagromadzony z tak wielkim trudem dorobek całego życia. Krzyki i wrzaski podnosiły się, cichły i znowu wybuchały z coraz to większą mocą.
Chłopak z trudem poruszył się i uklęknął.... Pulsujący ból był nie do zniesienia, lecz nie mógł po prostu położyć się i zemdleć... Jego umysł wypełniały różne obrazy, lecz nie miał pojęcia skąd się tam wzięły i co właściwie oznaczały... Wiedział, że musi wstać i poszukać odpowiedzi na trapiące jego umysł pytania...
- Kard!! – Nie wiedząc, czemu akurat to imię wyłapał spośród otaczających go wrzasków, odwrócił głowę w kierunku, z którego usłyszał krzyk. Po chwili ujrzał biegnącego dwudziestolatka w granatowym płaszczu z bujną rudą czupryną...
- Jasna cholera... Chyba przesądziłeś z tymi fajerwerkami.... – Dysząc oparł się na kolanach i dopiero teraz dostrzegł, że jego kolega był w fatalnym stanie a na dodatek sprawiał wrażenie zwierzyny uwięzionej w klatce, która tylko czekała na…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil filoosof
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…