LAS
Magiczny Las owiany mityczną legendą staje się miejscem zamieszkania starszawego zła i tylko Elld ma szanse je zwyciężyć.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Cześć I Początek
Noc była bezgwiezdna i księżycowa. W Lesie Woodse, jak co dzień było pusto. Działo się tak, dlatego że niektórzy tak zwani „śmiałkowie” zapuściwszy się w tamte strony nigdy już nie powrócili. Więc każdy, aby nie podzielić tego losu nie ważył się wejść do tego przeklętego miejsca. Na temat owego lasu powstało wiele mitów, a każdy był jeszcze mroczniejszy od poprzedniego. Z czasem, wszyscy w okolicy znali już te historie, a po kilkuset latach stały się one po prostu miejscową legendą. Elld właśnie zmierzał do swojego domu. Mieszkał w wiosce, Vill, która leżała nieopodal legendarnego miejsca. Nikt już nie wierzył w te historie, dlatego chłopiec nie bał się iść przez ścieżki w zawiłym skupisku drzew Woodse. Szedł nie oglądając się za siebie, po dobrze znanej trasie, którą sam udeptał. Nie bał się, jednak odczuwał lekki niepokój. Nieświadomie potknął się o leżący na ziemi wystający konar. Wpadł w błoto i cały się ubrudził. Zaklął cicho i z trudem wstał. Czuł się coraz gorzej. Po chwili znów się potknął, a potem znowu i zaczął upadać tak, co kawałek drogi. Nagle stanął w miejscu i spojrzał no siebie. Był cały ociekający z błota. Przerażony usłyszał cichy tupot za sobą. - Wrrraughh… - Eee..? Kim jesteś? Odwróciwszy się chłopiec zobaczył pełzającego po ziemi dziwnego stwora. - Czuwałem… - Czu.. Czu.. Czuwałeś? - Tak, na Ciebie. Chodź za mną Siriocie! Pełzacz powoli zaczął się oddalać. Nogi młodzieńca nagle się ruszyły i chociaż właściciel tego nie chciał same podążyły za „tym czymś”.
***
Cześć II Grota
Idąc tak chłopiec nie myślał już o domu i o rodzinie. W jego głowie wciąż kłębiły się myśli, dokąd idzie i co też go prowadzi. Było ciemno, dlatego nic nie można było dokładnie zobaczyć. Przeraźliwy strach, który był tutaj kierowcą wszystkiego rządził całym jego ciałem. Wszystkie siły, jakie w sobie miał osłabły, kiedy jego nogi zaczęły same iść. Próbował już stokrotnie je zatrzymać, ale to było na nic. Nagle przewodnik się zatrzymał. - Jesteśmy przed grotą. Wejdź! – Usłyszał głos. - Jaką grotą? Kim ty jesteś? Dlaczego nie mogę sam chodzić? Gdzie my jesteśm… - Cicho bądź Siriocie! Nazywam się Slauu i jestem pełzaczem. Nie mogłeś chodzić, bo było na tobie zaklęcie posłuszeństwa. Za dużo chcesz wiedzieć! – Mówił Slauu nie odwracając się. - Zaklęcie? O czym ty mówisz… - Tak dobrze usłyszałeś. Jeśli dalej masz jakieś pytania to i tak Ci na nie, nie odpowiem - Dlaczego? Pełzacz już nic nie powiedział tylko jeszcze raz pomrukiem wskazał grotę. Elld wahając się staną bliżej niej. Po chwili, kiedy już nie miał innego wyjścia wszedł do środka.
***
Część III Korytarz
Korytarz ciągną się przez bardzo długi czas. Chłopiec szedł wciąż patrząc w bezgraniczną ciemność. Nie chciał już tego. Ziemia była jakoś dziwnie wilgotna a ściany ociekały śmierdzącym śluzem. Jego kroki odbijały się głośnym echem w oddali. Najgorsze było to, że nic nie było wiadomo. Gdzie jest? Co robi? Kim jest ten gad? Te pytania zajmowały całą jego głowę. Idąc tak wreszcie ujrzał jakieś małe światełko. Ucieszył się i zaczął biec. Kiedy już dobiegł okazało się, że jest to pochodnia uczepiona ściany. Powoli sięgną, trzęsącą się ręką i udało się ją ściągnąć. Jest! Wreszcie miał światło. Tylko, że to mało zmienia, zachmurzył się. - Szszszszszsssybciej! - Proszę? Halooo? Ktoś coś powiedział? – Przestraszony zerwał się i staną dęba. - Jjjjjjjaaaa, sszzszszszssssybciej! Tego już za wiele. Co to za głos. Taki jakiś szorstki i dziwnie wężowy. Po niezdecydowanym namyśle ruszył znów. Droga już nie wydawała się taka długa. Nie, minęło kilka minut a już dotarł do końca nieszczęsnego korytarza. Jednak nie ujrzał tam popędzającego go głosu. Mimo wszystko znajdowały się tam drzwi, które okazały się otwarte. Elld przeszedł przez nie z niepewnością i ujrzał tam coś ssstrasznego.
***
Część IV Wężowaty
Drzwi, które uchylały się powoli kryły za sobą odrażający widok. Pośród wielkiej Sali był dość duży kamienny stół. Na nim leżała istota podobna do węża, jednak mająca dwie kończyny czteropalczaste u głowy. Cała była ona zielona w niebieskawe plamy. Oczy wtopione miała nad ustami, z których wystawał język o dwu zakończeniach. - Jesssssteś Sssssiriocie! Wwiitaj! Chłopiec nic nie odpowiedział tylko patrzył na istotę z rozdziawionymi ustami. Tutaj, w tym pomieszczeniu było światło, więc mógł ujrzeć tego ni węża w całości, a nie jak na zewnątrz, gdzie niestety nie mógł zobaczyć tego Slauu. Ciekawe, co by powiedział na jego widok. - Czekaliśśsssmy na ciebie. - Ja… - wybąkał – Bardzo przepraszam, ale znalazłem się tu przypadkowo, ponieważ jakiś gad mnie tu zaprowadził i to wbrew mojej woli. Naprawdę nie miałem ochoty żeby ktoś na mnie czekał i czegoś ode mnie oczekiwał. Jestem tylko… - Nieeee… nie jesteśśss TYLKO! - Eeee… - Jeeesteśśss Sssiriotem i nimm pozossstanieessz nna zzzawszeee. Dalsza walka na słowa z tym wężem byłaby nierozsądna i bezsensowna. - Ech… Dobrze, powiedz, o co tu chodzi? Istota jednak nie odpowiedziała tylko starannie i głośno zasyczała. Od razu po tym zmieniła się w brodatego starca. Mężczyzna zakaszlał i rzekł. - Przepraszam. To wszystko odbyło się zbyt szybko, ale niestety wydarzenia tego wymagają. Musisz nam pomóc, jednak zanim to zrobisz… Starzec uderzył w posadzkę swoją leską, której wcześniej nie było widać i momentalnie Sala zmieniła się w małą chatkę. Od wewnątrz była ona bardzo przytulna. Znajdowało się tam wiele półek, na których leżały różne mapy, butelki i obrazy. W rogu pokoju stało małe i brzydkie łoże do spania. Obok legowiska stało biurko wraz z trzema krzesłami. Wszystko to było oświetlone nieznanym i niewidocznym źródłem światła. -…Musimy porozmawiać. Rozgość się!
***
Część V Historia
Krzesła same przysunęły się do gościa i właściciela. Elld już nie mógł w to uwierzyć. Popatrzył na brodacza. - Pewnie zastanawiasz się, o co tu wszystko chodzi? - Tak! – Ucieszył się - No, więc posłuchaj. Opowiem ci pewną historię na temat tego lasu, lecz nie będzie ona taka jak tamte, znaczy się wymyślona. - Czyli… prawdziwa? - Oczywiście. Napijesz się czegoś? - Nie, dziękuję. - Ja jednak z wielką przyjemnością. Machną kilka razy swoim kijem a imbryk wskoczył na palenisko. - Posłuchaj… Jeszcze za nim istniała twoja wioska i pół tego świata, ten las już był. Jako że stało się to dawno temu, było tutaj pięknie a drzewa oddawały swą młodość. Jednak zło także istniało. Pewien Seeld urodziwszy się niedaleko owego miejsca, okazał się dziwnym dzieckiem. Jego rodzice zmarli zaraz po urodzeniu syna. On sam zaś zaszył się w tym lesie. Ludzie mieszkający w okolicach często opowiadali o dziwnych głosach wydobywających się z Woodse. Po wielu latach zaczęto wymyślać historię, aby uświadomić wszystkim o strasznym i mrocznym miejscu. Od tamtego czasu minęło już ponad dwa tysiące lat, a stąd zaczęły wyciekać Mroki Astralne. - Mroki Astralne? – Przerwał Elld - Tak, są to siły natężenia zła na danym obszarze. Powinieneś wiedzieć, że na każdym dziwniejszym miejscu na ziemi przynależy jakiś mag bądź druid. Dzieje się tak, dlatego, aby kontrolować czy miejsce owe jest bezpieczne, a ludzkie słowa kłamią. - Magowie i druidowie? Czy pan nie przesadza? Takie rzeczy słyszy się w opowieściach. - Owszem, jednak są one prawdą. Skończmy już tą dyskusję. No, więc... Ja właśnie przynależę tutaj do tego lasu i właśnie stąd zaczęły wypływać Mroki Astralne, dlatego okazuje się, że dzieje się coś złego. Obawiam się, że może to mieć związek z Seeldem. - Nie wydaje mi się… Starzec popatrzył ze zdziwioną miną na chłopca. - Dlaczego? Zaprzeczasz mi? - Eee.. Sam pan powiedział o tym, że to wszystko z tym Seeldem zdarzyło się wieki temu. - Aha. A więc o to ci chodzi. – Zaśmiawszy się mag ciągną – Ja już żyję tysiąc dwieście pięćdziesiąt lat. Czy teraz mi uwierzysz, że to zło mogło przetrwać? Młodzieniec rozwarł szeroko oczy. - Tak…
***
Część VI Zło
Czarodziej zalał sobie herbatę wodą i jeszcze raz usilnie spytał się chłopca czy ten nie ma przypadkiem na nią ochoty. Odpowiedź otrzymał taką jak poprzednio, więc już nie nalegał. Zasiadł na dawnym miejscu. - Problem mój chłopcze tkwi w tym, że ja jestem stworzony do wykrywania tego zła, a nie do jego zwalczania. - Rozumiem, ale co ja tu mogę zrobić? - Mylisz się. Możesz i to wiele. Tylko musisz uwierzyć. - Kiedy ja nie chcę i nie uwierzę. Co ja mam z tym wszystkim wspólnego, dlaczego właśnie ja? - Ponieważ… Elld zrobił zaciekawioną minę. Od tych wszystkich wydarzeń chłopiec był już bardzo zmęczony i potrzebował snu. Jednak ciekawość zwalczała senność. - Ech… - westchną starzec – Dobrze powiem Ci. - Słucham? - Jesteś potomkiem lini rodzinnej Weroo. Podobnie Seeld także z niej pochodził. Jeśli to on to tylko ty możesz go zabić. - Ale jak ja mogę… Mam przecież rodziców… - Przybranych! Elld poczuł się tak jakby spadło na niego drzewo dość sporych rozmiarów. - Nie! To niemożliwe! Kłamiesz! - Obawiam się, że nie. Nie masz, co się złościć. Taka jest prawda i musisz jej dochować. Jak na razie jeszcze nic niewiadomo. Możliwe, że owe Mroki były fałszywym alarmem. Chłopiec już nic nie wykrztusił. - To za dużo jak na jeden dzień. Jesteś wytrwały, że zdołałeś tak wiele przejść. Połóż się, a jutro porozmawiamy dalej. Łoże przysunęło się nagle, a znużony młodzieniec został na nie w magiczny sposób wysłany.
***
Część VII Zwalczyć
Ranek nadszedł szybko. Nad horyzontem widniało już słońce, które oddawało swój blask. Elld obudził się na brudnawym leżu. Rozejrzał się dookoła. Teraz dopiero sobie przypomniał, co się stało. Ogarną go smutek i żal. Dlaczego to on? - Widzę, że się obudziłeś Siriusie. – Usłyszał przyjazny głos starca. – Chyba zapomnieliśmy się sobie przedstawić. Nazywam się Zendal. Ty jak mniemam jesteś Elld. Czyż tak? Chłopiec ziewną i rozejrzał się po izbie. Błądził wzrokiem po wszystkich przyborach i ścianach, aż odnalazł wzrokiem maga siedzącego na krześle. - Tak. To ja we własnej osobie. Zaległa głucha cisza. Nagle dało się usłyszeć głuchy dziwny dźwięk. Zawstydzony młodzieniec odwrócił wzrok. - Ja bardzo przepraszam, ale od wczoraj nic nie jadłem. Brodacz zaśmiał się i uderzył kijem o ziemię. Nagle jakby z powietrza pojawiło się przed chłopcem śniadanie. Wprawdzie było skromne, bo tylko cztery bochenki żytniego chleba z masłem, ale dało się tym najeść. Po śniadaniu usiedli razem na krzesłach. - Rozumiem już panie, Zondal, kim jestem oraz co tutaj robię. Ale musze dowiedzieć się, kim jest Slauu, którego spotkałem po drodze oraz dlaczego wszyscy nazywają mnie Siriotem. - Slauu jest moim wężowym przyjacielem. Często lubi się włóczyć po lesie, ale jeżeli najdzie mnie jakaś potrzeba to zawsze ją wypełnia. Jest trochę pyskaty, lecz żywię do niego odwzajemniony szacunek. - Aha. A co się tyczy Siriota? - Siriot to twoje imię tabu. - Imię tabu? - Tak. Jest to tak jakby twoje drugie imię. Jednak nim będą zwracać się do ciebie tylko przyjaciele. Jeżeli wróg je pozna może się to źle skończyć. Dlatego pilnie go strzeż i nikomu nie zdradzaj bez zaufania. Oszołomiony następną szokującą informacją Elld coraz bardziej zaczynał się bać. - Teraz przejdźmy do konkretów. Niestety musisz zbadać te okolice. Powiedzmy, że dam na Ciebie zaklęcie chroniące, ale musisz też sam sobie radzić. Dostaniesz, odemnie broń oraz worek płócienny na rzeczy. Musisz bardzo uważać, ponieważ terytoria te są niezbadane. Kiedy zacznie się ściemniać amulet znajdzie drogę i poprowadzi cię tutaj. - Jaki amulet? - Dam ci naszyjnik, na który rzucę pewne zaklęcie. Wystarczy, że powiesisz go, na szyi. Po niedługim czasie wyprawiony chłopiec wyszedł z chatki. W ręce dzierżył o dziwo lekki miecz. Przed wyruszeniem pomachał nim trochę na wszystkie strony. O mało nie uciął sobie głowy. Teraz trzymał go w pochwie, w nadziei, że nie będzie musiał go używać.
***
Część VIII Północny las
Chłopiec wyszedł zdesperowany z domu starca. Nie wiedział gdzie iść, ale, że nie miał określonego celu po prostu wybrał na ślepo cel swojej podróży. Jego wybór padł na Północ. Ruszył niepewnie w tym kierunku. Maszerował około pół godziny, dookoła niego rosły wszędzie przeróżne krzaki oraz drzewa. Pogoda była bardzo ładna, a słońce świeciło mocnym blaskiem. Kiedy właśnie osiągnęło najwyższą pozycje i nastało południe, Elld zauważył coś dziwnego. Niedaleko przed nim stało jakieś stworzenie. Nie było zbyt wysokie i miało coś na głowie. Przestraszony chłopiec szybkim ruchem ukrył się za rosnącym obok krzewem. Istota owa jednak przysiadła pod drzewem i z jej ust zaczął lecieć szarawy dym. Nagle ręka siedzącego uniosła się w górę machając przyjaźnie w stronę ukrytego chłopca. Ten przestraszony się wzdrygnął. Nie wiedział, o co chodzi, przecież jest ukryty. Istota jednak nadal przywoływała gestem młodzieńca, który powoli się przełamał. Ociągając się wyszedł i podbiegł do, jak się okazało, krasnoluda. Krasnolud owy odziany był w brązową skórzaną zbroję, spiętą srebrnawymi klamrami. Na jego głowie spoczywał hełm z odsłoniętą przyłbicą. Obok niego widać było leżącą butelkę. - Czy pan mnie wołał? – Zaczął Elld. - Owszem drogi panie. Nazywam się Kasdoor i jestem krasnoludem, zresztą jak widzisz. - Ja jestem... - Wiem, kim jesteś, nie musisz się przedstawiać. Ostatnio dużo się działo w naszym poczciwym lasku. Czy masz coś w planach na przyszłe godziny? - Jedynie to badanie tych obszarów… - A więc miałbyś czas wypełnić dla mnie pewne zadanie? - Wydaje mi się, że tak. Mężczyzna wstał i podciągną przykrótkie spodnie. Zaśmiał się skwapliwie. - Wiedziałem, że dobry z ciebie chłop. – Podszedł i klepnął w plecy chłopca, aż ten zaczął się dusić – Jeszcze będą z Ciebie ludzie. - Khy..khy.. Dziękuję bardzo! - No, więc, młodzieńcze, tu chodzi o to. Niedaleko mieszka pewien Tarru. Jest to zrzędliwy i zarozumiały siebie gnom. Pechowy los sprawił, że tamtego tygodnia z nim piłem portier. Wtedy to wykorzystał jakąś nieznaną mi sztuczkę karcianą i wygrał ode mnie mój kochany topór. Byłem zbyt pijany żeby się spierać i jego brak zobaczyłem dopiero rano. Czy możesz go dla mnie odzyskać? Siriot wiedział, że to nie będzie łatwe, ale że niegrzecznie byłoby odmówić, zgodził się.
***
Część IX Gnom
Chłopak podążał w kierunku wskazanym przez krasnoluda. Pod jego stopami biegła przez cały czas wąska ścieżka. Po pewnym czasie podróży zobaczył mały wzgórek. Od razu przyszło mu na myśl, że to tutaj mieszka gnom, którego poszukiwał. Przyspieszył tępo i lekko się uśmiechną. Wyobraził sobie, że załatwi to szybko i wróci do domu, udając, że nic się nie stało. Tymczasem miał całkiem inne przeczucia, które były nieco odmienne od marzeń. Na niewielkim wzniesieniu dało się zauważyć drewnianą niedużą chatkę. Obok niej było bujne kwiecie, porastające równo rosnącą trawę. Ogólny widok był bardzo ładny. Z kwiatów nagle wyszło coś małego. Po chwili okazało się, że to osoba, która zabrała Kasdoorowi topór. - Witam, panie… - Sozba. A ty, kto? Hę? – Odezwał się zielonawy stwór. - Nazywam się Elld, przychodzę w bardzo pilnej sprawie. A więc… - Eeee… tam – machną ręką Sozba. – Nie zawracaj mi głowy. - Ale to naprawdę ważne! – Zakrzyknął. - A gdzie tam. Co może za wieści przynosić taki człek jak ty? Odczep się, bo spuszczę na ciebie Kwiatowca. - To ważne! Chodzi o topór krasnoluda. W oczach stwora zabłysnęło coś przerażającego. - Topór? Ah tak, ten stary dziad przysłał ciebie żebyś go odzyskał. Słuchaj, ja go wygrałem w uczciwej walce w karty i nie mam zamiaru oddawać mojej zasłużonej nagrody. - Proszę mi go oddać. Błagam pana. Jak mam go odzyskać? - Tak ci zależy? Pewnie dużo ci za niego zaoferował? - Zaoferował? – Elld przecząco pokręcił głową – ani trochę. - A kim się tytułujesz człecze, że wypełnisz zadania za darmo dla takich obdartusów? - Eee… ponoć jestem z rodziny Weroo, potomkiem, Seelda. Znam także nijakiego Zendala. Gnom już nic nie odpowiedział, tylko podszedł do drzwi mieszkania i otworzył je. - Wejdź! – Zaprosił gościa z uśmiechem.
***
Część XI Przepowiednia
Mieszkanie było przytulne. Składało się z czterech pomieszczeń. Pierwsze z nich to była kuchnia, w której znajdowały się ładne białe szafki. Drugie pomieszczenie to był salonik, mieszczący na środku miłą kanapę. Trzeci pokój to sypialnia, która nie wyróżniała się niczym szczególnym, gdyż na środku stało nieco małe łóżko. Ostatnie zaś miejsce, znaczy się czwarte pomieszczenie było zamknięte na klucz i nikt prócz właściciela do niego nie zaglądał. Sozba poprowadził chłopca do saloniku, gdzie ten z chęcią usiadł. Było mu bardzo wygodnie. - To naprawdę ty? – Zaczął gnom. - Znaczy się, kto? - No wiesz…- popatrzył głęboko w oczy Ellda – Ten, co przeznaczony do zbadania i uspokojenia krain. Ten, co, jak mówi przepowiednia, krewnym jest Zła i dlatego na mocy jego jest zwalczenie najgorszego. Ten, co, powiedzieć najprościej, uratować ma nas i pozostałych. Ten… Skrzat podszedł do regału z książkami. Mieścił się on przy ścianie i był niski, ale za to bardzo szeroki. Bez zastanowienia wyciągną spomiędzy ksiąg stary pergamin i podał go chłopcu.
„Jam wieszczką jest i na zlecenie Świata przyszłość przepowiem na wieki. Ludzkość, bowiem, owinie mrok Złego i tylko jeden śmiertelnik będzie mógł go pokonać. A będzie to…
Ten, co przeznaczony do zbadania i uśpienia krain. Ten, co ma siłę w swej mocy. Ten, co magia się go opiera. Ten, co żyje wciąż by przestać wreszcie żyć. Ten, co krewnym jest Złego i na mocy tego jest zwalczenie najgorszego. Ten, co nie istnieje tylko wciąż jest. Ten, co ma energię z swojej energii. Ten, co czerpię życie z odwagi. Ten, co był. Ten, co będzie. El’ Qasisi
Po głośnym kichnięciu Sozba rzekł. - Właśnie „Tym” jesteś ty! - A skąd niby to wiesz? - Nie ja wiem. – Przymrużył lekko oko – To wie wieszczka, to wie mag i to wie Zło.
***
Część XII Drzwi
Za oknem zaczęło się ściemniać. - Drogi przyjacielu, muszę już wracać do Zondala. - Rozumiem. Jednak wiedz, że w bardzo łatwy i szybki…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kamilpleb
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…